0,00 zł

Brak produktów w koszyku.

Truskawki z Biedronki gorsze niż z Lidla

Zbadaliśmy pozostałości pestycydów w polskich truskawkach z Lidla i Biedronki. W truskawkach z Biedronki wykryliśmy więcej różnych szkodliwych związków – aż siedem. W truskawkach z Lidla znajdowały się trzy pestycydy.

W samym środku truskawkowego sezonu postanowiliśmy sprawdzić, czy polskie truskawki są zanieczyszczone pozostałościami środków ochrony roślin. Pod koniec maja udaliśmy się więc do dwóch największych dyskontów, których walka na ceny w reklamach rozbudza emocje Polaków. Uwielbiane przez niemal wszystkich owoce kupiliśmy w Lidlu i w Biedronce.

Truskawki z obu sklepów pojechały do laboratorium. Tam badacze sprawdzili, czy zawierają któreś z ponad 540 pestycydów. Co się okazało? Niestety wszystkie truskawki były zanieczyszczone kilkoma toksycznymi substancjami stosowanymi w procesie ich produkcji.

Które truskawki mają najwięcej pestycydów?

Najwięcej, bo aż siedem różnych szkodliwych związków, zawierały truskawki, które kupiliśmy w Biedronce. Były to owoce odmiany alba, oferowane w kilogramowych łubiankach pod biedronkową marką Warzywniak. Zapłaciliśmy za nie 16,99 zł/kg.

W tych truskawkach wykryliśmy następujące związki chemiczne: azoksystrobinę, cyprodynil, difenokonazol, fludioksonil, kaptan, spirotetramat i trifloksystrobinę.

Mniejsza liczba pestycydów znajdowała się tym razem w truskawkach z Lidla – trzy różne substancje. To truskawki odmiany Lady Emma firmowane marką Ryneczek Lidla sprzedawane w jednym z warszawskich sklepów w półkilogramowych opakowaniach w cenie 23,98 zł/kg.

Truskawki z Lidla zawierały pozostałości: cyprodynilu, fludioksonilu i fosetylu.

Truskawkowy koktajl pestycydów

Trzeba tu zaznaczyć, że wykryte ilości pestycydów w badanych przez nas truskawkach z obu sklepów nie przekraczały dopuszczalnych unijnych norm. Niemniej jednak duża liczba różnych związków, szczególnie w truskawkach z Biedronki, budzi niepokój. Nawet jeżeli pojedynczo mieszczą się one w granicach normy, to czy rzeczywiście nie mają one wpływu na nasze zdrowie, jeśli występują po kilka w jednych truskawkach? Wtedy przecież łączna zawartość tych szkodliwych substancji staje się wielokrotnie wyższa.

Naukowcy stawiają też inne pytanie – o efekty działania mieszanki wielu różnych pestycydów na nasze zdrowie. Nad oddziaływaniem takiego pestycydowego koktajlu na nasz organizm nie ma żadnej kontroli. Toksyczność poszczególnych pestycydów może wzrosnąć, jeśli wejdą w reakcję z innymi.

Jakie efekty w naszym ciele wywołują współoddziałujące na siebie toksyczne substancje, nawet jeśli pojedynczo mieszczą się w normach? Skutki działania takich mieszanek różnych pestycydów w niskich dawkach na zdrowie człowieka wciąż nie są znane.

Pamiętajmy też, że w ciągu dnia zjadamy nie tylko truskawki. W wielu innych składnikach naszej codziennej diety również znajdują się pozostałości pestycydów. Dowodzą tego chociażby wcześniejsze badania Fundacji Pro-Test: jabłek, pomidorów polskich i z importu oraz ziemniaków. We wszystkich z tych warzyw i owoców (i to zarówno z upraw w Polsce, jak i za granicą) wykryliśmy pozostałości pestycydów. Tej sumy spożywanych każdego dnia toksycznych związków nie sposób kontrolować. I nie sposób przewidzieć, w jaki sposób długofalowo będą oddziaływać na zdrowie nasze i naszych dzieci.

Badanie przeprowadzone na dużą skalę w latach 2014-2021 w pięciu krajach europejskich wykazało, że w organizmach 84% uczestników analizy występowały co najmniej dwa pestycydy. Poziomy pestycydów były przy tym wyższe u dzieci niż u dorosłych.

W innym badaniu zidentyfikowano siedem najczęstszych mieszanin pestycydów, na które była narażona francuska populacja poprzez spożycie żywności. Następnie oceniono, czy te siedem mieszanin działa toksycznie, a jeśli tak, to czy związki w tej mieszaninie mają łączny efekt inny niż kiedy działają pojedynczo. Wyniki sugerują łączny efekt genotoksyczny (czyli uszkadzający DNA) mieszaniny w niskich stężeniach. Przy tym efekt mieszaniny pestycydów był znacznie wyższy niż można by oczekiwać na podstawie reakcji na pojedyncze związki.

A zatem warto trzymać się zasady: im mniej pestycydów w tym, co jemy, tym lepiej. Powinniśmy minimalizować ilości tych toksycznych substancji w naszej diecie, jak tylko się da.

Pestycydy a zdrowie

W jaki sposób jedzenie pozostałości pestycydów wraz z żywnością wpływa na nasze zdrowie? Naukowcy dowiedli związek między ekspozycją na pestycydy a zwiększonym ryzykiem wystąpienia takich chorób, jak: nowotwory (m.in. jajnika, piersi, mózgu czy prostaty), zaburzenia neurologiczne (np. choroba Parkinsona i Alzheimera), choroby układu sercowo-naczyniowego, opóźnienia rozwojowe u dzieci, wpływ na zdolność reprodukcyjną i niepłodność zarówno u kobiet, jak i mężczyzn, zaburzenia poznawcze na chorobach płuc kończąc.

Grupami najbardziej narażonymi na działanie pestycydów są dzieci, kobiety w ciąży oraz karmiące, a także osoby starsze. Kontakt z pestycydami jest szczególnie niebezpieczny podczas życia płodowego, na przykład poprzez dietę matki.

Tymczasem truskawki to jedne z pierwszych produktów, którymi rozszerza się dietę niemowląt już od szóstego miesiąca życia. Jak widać, jest to też jeden z najbardziej zanieczyszczonych owoców.

Dlaczego badamy truskawki?

Truskawki to – obok jabłek – ulubione owoce Polaków – tak wynika z badań. To również owoc, którym Polska się szczyci. W powszechnej opinii polskie truskawki są lepsze, smaczniejsze i zdrowsze od zagranicznych. Ale na jakiej podstawie powstała ta opinia o truskawkach, skoro polscy konsumenci nigdy nie mieli dostępu do badań tych owoców? Gdzie mieliby sprawdzić, jak tak naprawdę wypadają w analizach naukowców? Gdzie mieliby szukać faktów o nich, a nie tylko bazować na powtarzanych od lat sloganach?

Niestety polskie instytucje powołane do badania produktów i stania na straży jakości tego, co trafia do konsumentów, nie ujawniają wyników badań jakości konkretnych truskawek – tych pochodzących z tego konkretnego sklepu, w którym polski konsument je kupuje czy z tego konkretnego stoiska, z którego owoce trafiają na nasz talerz.

Inaczej sprawa wygląda w większości pozostałych europejskich krajów. Tam organizacje konsumenckie testujące produkty – takie jak Fundacja Pro-Test w Polsce – są wspomagane finansowo przez rządy. A wszystko z myślą o tym, aby konsumenci uzyskiwali niezależne informacje na temat tego, co jedzą.

Lidl kontra Biedronka

W naszym teście mniejszą liczbę różnych szkodliwych związków – trzy – miały truskawki kupione w Lidlu od tych z Biedronki. To zmiana w stosunku do naszych poprzednich testów, w których porównywaliśmy jakość produktów z tych dwóch dyskontów.

We wszystkich naszych poprzednich testach na zawartość pozostałości pestycydów: jabłek, polskich pomidorów, a także ziemniaków, to właśnie Lidl za każdym razem zamykał ranking z największymi liczbami wykrywanych pestycydów, a Biedronka za każdym razem wychodziła lepiej.

A zatem tym razem w wojnie, która toczy się od dłuższego czasu w reklamach między Biedronką a Lidlem, szala zwycięstwa przechyliła się na stronę tego drugiego. Przynajmniej jeśli chodzi o jakość. Bo w walce na ceny, na które tak chętnie licytują się ze sobą oba dyskonty, w każdym z naszych dotychczasowych testów to Lidl jest przegranym. A już całkowitą porażkę poniósł w bitwie na ceny truskawek. Prawie 24 zł za kilogram truskawek pod koniec maja? Za takie pieniądze moglibyśmy kupić truskawki ekologiczne, które z większym prawdopodobieństwem są pozbawione jakichkolwiek pozostałości pestycydów. W uprawach ekologicznych stosowanie wielu chemicznych środków jest bowiem zabronione.

Jakie pestycydy są w truskawkach?

Truskawki są podatne na choroby grzybowe. Najgroźniejsza i najczęstsza z nich to szara pleśń, która potrafi bardzo szybko zniszczyć zbiory. Dlatego na konwencjonalnych plantacjach zwykle zapobiegawczo stosuje się liczne fungicydy, czyli pestycydy zwalczające grzyby.

Do pestycydów zaliczamy też insektycydy, które służą do walki z owadami atakującymi plony oraz herbicydy ratujące uprawy przed chwastami.

Trzeba tu zaznaczyć, że pestycydy szkodzą nie tylko zdrowiu ludzi, ale też mają zgubny wpływ na środowisko naturalne. Dostają się do powietrza, gleby i wody. Rozprzestrzeniają się w środowisku i mogą utrzymywać się w nim przez długi czas. Wiele fungicydów ma negatywny wpływ na bioróżnorodność.

Wśród wykrytych przez nas pestycydów znajdują się związki mogące uszkadzać układ rozrodczy u ludzi. Do nich zalicza się miedzy innymi trifloksystrobina.

Z kolei inny związek: difenokonazol, który znajdował się w truskawkach w naszym teście, działa toksycznie na organizmy wodne i jest bardzo trujący dla ptaków.

Czy da się usunąć pestycydy z truskawek?

Z truskawek nie pozbędziemy się nawet części pestycydów, usuwając skórkę, tak jak na przykład z jabłek. To delikatne owoce, które zjadamy w całości, łącznie z ich zewnętrzną warstwą, w której zawsze zanieczyszczeń jest najwięcej.

Czy jest więc jakiś sposób na pozbycie się szkodliwych substancji z truskawek? Może mycie truskawek pomoże? Jeśli tak, to w jaki sposób je myć, żeby owoce pozostały smaczne?

Tych błędów unikaj podczas mycia truskawek

Truskawki najlepiej zjeść jak najszybciej po kupieniu. Takie świeże są najsmaczniejsze. Zawsze jednak przed zjedzeniem trzeba je umyć. Na powierzchni truskawek znajdują się nie tylko pozostałości pestycydów, ale też brud, np. resztki ziemi i bakterie, pochodzące z miejsca uprawy, a później transportu i przechowywania.

Kiedy myjesz truskawki, obchodź się z nimi delikatnie. W przeciwnym wypadku łatwo je porozgniatasz.

I teraz, jak je myć: pod bieżącą wodą czy w kąpieli wodnej? Szkoły są różne. Można albo zanurzyć je na przykład w misce napełnionej wodą, albo opłukać na sitku pod kranem. W pierwszym wypadku nie pozostawiaj owoców w wodzie zbyt długo, bo truskawki szybko ją chłoną i staną się mniej wyraziste w smaku. W drugim wypadku nie nastawiaj zbyt silnego strumienia, bo łatwo uszkodzisz te delikatne owoce.

Przy obu sposobach mycia truskawek szypułki usuń dopiero na końcu – już po umyciu owoców.

Tylko czy takie umycie truskawek wodą usunie z nich pozostałości pestycydów? Oto, co mówią badania…

Mycie pod lupą naukowców

Przetestowaniem skuteczności różnych sposobów mycia truskawek zajęli się naukowcy z Instytutu Ochrony Roślin w Białymstoku. Porównali usuwanie pozostałości pestycydów wodą z kranu i ozonowaną, za pomocą czyszczenia ultradźwiękowego oraz gotowania. Co się okazało?

Mycie wodą ozonowaną było bardziej skuteczne niż mycie wodą z kranu. W tym pierwszym przypadku udało się usunąć od 36 do 75% pestycydowych zanieczyszczeń, zaś mycie wodą usunęło ich od 20 do 68%.

A co z gotowaniem? Ono zmniejszyło pozostałości większości związków od 43 do 93%. Z kolei czyszczenie ultradźwiękami obniżyło pozostałości wszystkich analizowanych pestycydów, usuwając do 91,2%.

Z badania wynika, że czyszczenie ultradźwiękowe i gotowanie były najskuteczniejszymi metodami redukcji pozostałości pestycydów z truskawek. Jak z tych danych ma skorzystać konsument? Cóż, ugotowane truskawki to zapewne nie to, o co mu chodzi, kiedy przynosi do domu łubiankę świeżych czerwcowych owoców. Jeśli więc chcemy mieć jak najczystsze truskawki nie pozostaje nam nic innego niż zaopatrzyć się w ultradźwiękową myjkę do żywności.

Bać się truskawek czy nie?

Czy więc jeść truskawki czy z nich zrezygnować ze względu na zawartość pozostałości pestycydów? Pamiętajmy, że truskawki same w sobie są bardzo zdrowe. To skarbnica witamin i mikroelementów. Są przy tym niskokaloryczne. No i przede wszystkim bardzo smaczne.

Dlatego nie zniechęcamy do jedzenia polskich truskawek, tym bardziej, że sezon na nie trwa tak krótko. Cieszmy się nimi, ale wybierajmy świadomie. Tą możliwość świadomego wyboru dajemy ci poprzez publikację testów, w których oceniamy jakość produktów.

A już za kilka dni opublikujemy nowe badania.

TAK TESTOWALIŚMY

W teście Fundacji Pro-Test akredytowane laboratorium przebadało truskawki z dwóch sklepów: Lidl i Biedronka. Truskawki do testu kupiliśmy pod koniec maja 2024 r. w sklepach w Warszawie.
 
Na zlecenie Fundacji Pro-Test laboratorium oznaczyło w truskawkach zawartość 540 pestycydów oraz dodatkowo fosetylu, chloranów i nadchloranów oraz jonu bromkowego. W żadnym z produktów wykryte poziomy pestycydów nie przekraczały limitów określonych w rozporządzeniu (WE) nr 396/2005 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 23.02.2005 z późn. zm.

Zapewne zainteresuje Cię też test jabłek: Jabłka z Lidla gorsze niż z Biedronki oraz test pomidorów: Zbadaliśmy pestycydy w pomidorach z Lidla i Biedronki

Nieliczne roboty koszą dobrze

8 ROBOTÓW KOSZĄCYCH W TEŚCIE: Wiele automatycznych kosiarek z testu radzi sobie tylko z małymi trawnikami. Niektóre mają poważne problemy z bezpieczeństwem. Dlatego tym ważniejsze jest, aby wybrać właściwą kosiarkę. Zaraz zobaczysz, które roboty koszące okazały się najlepsze, a które nie przeszły testu.

Koszenie to kolejna czynność nie przez wszystkich lubiana, którą wykona za nas robot. Ale czy na pewno będziemy zadowoleni z efektów jego pracy? Ten test robotów koszących pokazał jasno wady i zalety tych urządzeń. Okazuje się, że z małym trawnikiem, na którym nie ma większych przeszkód, poradzi sobie każda kosiarka automatyczna. Ale kiedy zaczynają się nierówności terenu, na drodze robota stają drzewa albo rabaty, a do skoszenia jest wąski przesmyk, niektóre kosiarki odmawiają współpracy.

Ten test robotów koszących wskaże ci, które modele radzą sobie doskonale z wszystkimi przeszkodami na swojej drodze. Wśród ośmiu przetestowanych urządzeń tylko trzy koszą dobrze. Jedna kosiarka otrzymała nawet najniższą z możliwych ocen – niedostateczną. To za sprawą wyniku w teście bezpieczeństwa.

Zanim więc wybierzesz model do swojego trawnika, koniecznie zajrzyj do wyników tego testu.

Czy robot koszący pozwoli ci odpocząć?

Marzysz o kosiarce, która wszystko zrobi za ciebie sama, a ty jedynie uruchomisz robota i położysz się na hamaku? Test robotów koszących pokazuje jasno: to marzenie raczej się nie spełni. Kosiarki z testu wymagały ciągłego nadzoru.

Z drugiej strony nie każdy robot z testu wypadł aż tak słabo. Kosiarki-roboty są polecane dla właścicieli trawników od 450 do 800 m². Ceny przetestowanych modeli wahają się od 1899 do 6190 zł.

Co prawda trzy kosiarki uzyskały dobre noty za koszenie, ale nie miało to przełożenia na ogólne oceny jakości. Tu mamy aż pięć ocen dostatecznych, dwie mierne i jedną niedostateczną. A to dlatego, że wpływ na te ostateczne oceny miało bezpieczeństwo.

Test robotów koszących: wyniki badań bezpieczeństwa

Do testu bezpieczeństwa badacze użyli atrap dziecięcej stopy, na którą wjeżdżały kosiarki oraz ramienia dziecka, które sięgało pod pracującego robota. Badanie rozpoczęło się dość optymistycznie: żadna z kosiarek nie zraniła stopy dziecka. Niestety, kiedy do gry wkroczyło dziecięce ramię, było już tylko gorzej. Wszystkie kosiarki pocięły jego atrapę.

Ponieważ taki dość makabryczny scenariusz wymyślony przez badaczy nie zdarza się codziennie, wystawione w tym badaniu oceny nie były niższe niż mierne. Wyjątek stanowił jeden model – jedyny, którego ostrza ominęły ramię.

To nie pomogło mu jednak uzyskać wyższej oceny za bezpieczeństwo. Dlaczego? Bo jego przycisk stopu nie zadziałał. O co dokładnie chodzi? Otóż kosiarki-roboty są wyposażone w specjalny przycisk, który zatrzymuje koszenie w sytuacji awaryjnej. Kiedy wciśniemy guzik, robot powinien się zatrzymać. Ruszyć może dopiero, kiedy znów go ręcznie uruchomimy. Jeden model z testu nie czeka jednak na tę powtórną komendę.

CO OTRZYMUJESZ KUPUJĄC TEN TEST
 
WYNIKI TESTU. Oceny ośmiu robotów koszących są przedstawione w tabeli. Wśród nich znajdziesz takich liderów rynku, jak Bosch, Husqvarna czy Stihl. Ceny testowanych robotów koszących wahają się od 1899 do 6190 zł. Kosiarki z testu musiały wykazać się jakością i szybkością koszenia, a także łatwością użycia. Ważnym parametrem, który badacze wzięli pod uwagę, było też bezpieczeństwo użytkowania robotów. Eksperci porównali te wszystkie parametry w badaniach laboratoryjnych.
 
PORADY DOTYCZĄCE ZAKUPU. Jaki robot koszący jest stworzony do twojego trawnika? I czy w ogóle zakup takiego urządzenia jest dobrym pomysłem? Dzięki temu testowi poznasz odpowiedzi na te pytania i – jeśli robot koszący nadaje się do koszenia twojego ogrodu – w teście znajdziesz najlepszy model do twoich potrzeb.
 
TABELA DO POBRANIA. Po wykupieniu tego testu, otrzymujesz dostęp do tabeli z rankingiem porównującym wyniki wszystkich badanych robotów koszących (możesz ją pobrać w pliku PDF). Ponadto otrzymujesz dostęp do pełnej wersji artykułu opisującego badania i ich wyniki.

Testowane roboty koszące: Bosch S+ 500, Einhell Freelexo 500 BT, Gardena Sileno minimo, Greenworks Optimow 4, 500 m², Husqvarna Automower 305, Robomow RT700, Stihl iMow RMI 422, Worx Landroid M700 Plus WR167E

Test: Pestycydy w pomidorach z importu

Wszystkie pomidory z nowego testu zawierały pozostałości pestycydów. Tym razem zbadaliśmy osiem rodzajów pomidorów, w tym koktajlowe, z importu z czterech dużych sieci handlowych: Aldi, Auchan, Dino i Kaufland.

Warzywa i owoce to niezaprzeczalnie podstawa zdrowej diety. Okazuje się jednak, że musimy wybierać je bardziej świadomie niż wydawało się dotychczas. Seria badań pozostałości pestycydów, które Fundacja Pro-Test przeprowadziła w ostatnim czasie, pokazuje, które jabłka, pomidory i ziemniaki z polskich sklepów są najbardziej zanieczyszczone pestycydami, które mają ich niewiele, a które są ich całkowicie pozbawione.

W ostatnim czasie opublikowaliśmy testy warzyw i owoców z polskich upraw, kupione w Lidlu i Biedronce. Teraz kolej na pomidory z importu oferowane przez kolejne duże sklepy: Aldi, Auchan, Dino i Kaufland. W każdym z nich kupiliśmy po dwa rodzaje pomidorów: sprzedawane luzem oraz pakowane, małe odmiany pomidorków koktajlowych (truskawkowe, daktylowe, sugarino i rzymskie).

Badane pomidory pochodziły z: Belgii, Hiszpanii, Holandii, Maroka i Turcji.

Badane pomidory sprzedawane luzem – od lewej: pochodzenia tureckiego z Kauflandu, holenderskie kupione w Aldi, z Maroka z Dino i belgijskie z Auchan

Zła wiadomość jest taka, że wszystkie zbadane pomidory zawierały pozostałości pestycydów. Dobra – że w niektórych było ich mało i – co ważne – w żadnej próbce wykryte ilości tych toksycznych substancji nie przekraczały dopuszczalnych limitów ustalonych przez europejskie normy. Znaleźliśmy jednak pestycydy, które nie są dozwolone do stosowania w Polsce. Ale trzeba tu zaznaczyć, że z uwagi na fakt, iż pomidory te nie pochodzą z Polski, mogą legalnie zawierać takie substancje.

Badane pomidorki koktajlowe – od lewej: pomidory daktylowe z Maroka kupione w Dino, marokańskie minipomidorki rzymskie z Kauflandu, hiszpańskie pomidory sugarino z Auchan i pomidory truskawkowe pochodzenia marokańskiego kupione w Aldi

Tym razem pomidory z największą liczbą różnych rodzajów pestycydów, zawierały ich aż osiem.

Tabelę z wynikami badań wszystkich pomidorów publikujemy niżej.

Pomidory pod lupą

Czy warzywa i owoce są takie zdrowe, jak nam się wydaje? Wielu konsumentów zadaje sobie to pytanie, kiedy w sklepie wybiera produkty do codziennych posiłków dla siebie i swoich bliskich. W końcu owoce i warzywa wydają się być synonimem zdrowia.

Pomidory to przecież źródło wielu witamin (głównie witaminy C i K1) i związków mineralnych (przede wszystkim potasu). Zawierają też jeden z najsilniejszych przeciwutleniaczy – likopen – chroniący nas przed wieloma chorobami, w tym różnymi rodzajami nowotworów czy chorobami układu krążenia.

Smak i wszechstronność pomidorów sprawia, że tak chętnie po nie sięgamy. Chętnie też podajemy je dzieciom, świadomi ich korzyści zdrowotnych. A dzieci najbardziej lubią małe odmiany pomidorków koktajlowych.

O tych korzyściach płynących z włączania pomidorów do naszej diety, wiemy doskonale. Ale dzięki naszym badaniom mamy szansę przyjrzeć się bliżej temu, co jeszcze znajduje się w pomidorach z importu sprzedawanych w polskich sklepach.

Pomidory, które do testu kupiliśmy w warszawskich i podwarszawskich sklepach: Aldi, Auchan, Dino i Kaufland, oddaliśmy do akredytowanego laboratorium. Tam zajęli się nimi badacze. Sprawdzili, czy nasze pomidory zawierają któryś z 540 pestycydów oraz dodatkowo: glifosat, etefon, fosetyl, chlorany i jon bromkowy.

Po co stosować pestycydy?

Pestycydy – ta nazwa budzi wiele emocji i obaw, zwłaszcza w kontekście żywności, którą spożywamy codziennie i która ma służyć naszemu zdrowiu, tak jak na przykład pomidory. Czy rzeczywiście pestycydy są tak niebezpieczne, jak o nich mówią? Jakie mogą mieć konsekwencje dla zdrowia, zwłaszcza gdy spożywamy je regularnie?

CO TO SĄ PESTYCYDY?
 
Słowo „pestycydy” pochodzi od łacińskich słów: pestis – szkodnik, zaraza i cedeo – niszczyć. Pestycydy to grupy związków chemicznych stosowane do zwalczania szkodników i chorób roślin i zwierząt hodowlanych.

Zacznijmy od tego, po co w ogóle hodowcy stosują pestycydy, skoro mają one negatywny wpływ na zdrowie konsumentów, ale i samych rolników i ich rodzin.

Uprawy warzyw, w tym pomidorów, są narażone na różne zagrożenia: szkodniki, grzyby chorobotwórcze czy chwasty. I tu rolnikom z pomocą przychodzą środki ochrony roślin. Na różnych etapach uprawy i w obliczu różnych zagrożeń dla roślin mają do dyspozycji dziesiątki różnych substancji, dzięki którym pomnożą swoje plony i nie dopuszczą do ich zniszczenia. Wśród środków ochrony roślin wyróżniamy: insektycydy do walki z owadami atakującymi plony; herbicydy ratujące uprawy przed chwastami i fungicydy – przed grzybami.

Ponieważ pozostałości pestycydów, które potem zjada konsument, mogą być niebezpieczne dla naszego zdrowia, przepisy prawa określają najwyższe dopuszczalne poziomy każdej ze stosowanych substancji w produkcie końcowym. Niektórych, najbardziej toksycznych pestycydów prawo zakazuje, mimo że były one dopuszczone dawniej. Limity i dopuszczone środki ochrony roślin są stale aktualizowane, ponieważ naukowcy wciąż prowadzą badania nad ich wpływem na nasze zdrowie.

Jaki wpływ mają pestycydy na zdrowie?

W jaki sposób długofalowe jedzenie pozostałości pestycydów wraz z żywnością wpływa na nasze zdrowie? Naukowcy dowiedli związek między ekspozycją na pestycydy a zwiększonym ryzykiem wystąpienia takich chorób, jak: nowotwory (m.in. jajnika, piersi, mózgu czy prostaty), zaburzenia neurologiczne (np. choroba Parkinsona i Alzheimera), choroby układu sercowo-naczyniowego, opóźnienia rozwojowe u dzieci, wpływ na zdolność reprodukcyjną i niepłodność zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn, zaburzenia poznawcze czy choroby płuc.

Grupami najbardziej narażonymi na działanie pestycydów są dzieci, kobiety w ciąży oraz karmiące, a także osoby starsze. Kontakt z pestycydami jest szczególnie niebezpieczny podczas życia płodowego, na przykład poprzez dietę matki.

Dlaczego pestycydy bardziej szkodzą dzieciom niż dorosłym? To proste: mniejszemu organizmowi dziecka wystarczy mniejsza dawka substancji, aby miała ona na niego negatywny wpływ, w porównaniu z dorosłym. Toksyczne pozostałości pestycydów nie pozostają też bez wpływu na ciągle rozwijający się organizm małego człowieka. Dlatego właśnie najmłodsi konsumenci powinni jeść warzywa i owoce jak najmniej zanieczyszczone pestycydami.

Osiem pestycydów w jednych pomidorach

Od jednego do ośmiu – tyle różnych pestycydów wykryliśmy w poszczególnych rodzajach testowanych pomidorów. Czy to dużo?

Najwięcej pestycydów było w pomidorach pochodzących z Turcji sprzedawanych luzem w Kauflandzie – aż osiem różnych związków.

Mało tego, wykryty w tych pomidorach imidachlopryd nie ma zezwolenia na stosowanie na obszarze Unii Europejskiej. Zaś pirydaben ma zezwolenie do stosowania w Polsce, ale tylko uprawach roślin ozdobnych, a nie pomidorów. Oba te związki znajdują się jednak w tej próbce „legalnie”, ponieważ to pomidory uprawiane w Turcji.

Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku pomidorów koktajlowych, które kupiliśmy w Auchan. To pakowane pomidorki o nazwie sugarino importowane z Hiszpanii. Wśród pozostałości czterech pestycydów znaleźliśmy spirotetramat, który jest dopuszczony do stosowania w Polsce, ale nie w uprawie pomidorów. Skąd się więc w nich wziął? Otóż w Hiszpanii środki zawierające spirotetramat mają zezwolenie do stosowania w uprawie pomidora. Hiszpania ma bowiem nieco inny zestaw zarejestrowanych środków niż Polska, ponieważ leży w innej strefie klimatycznej Unii Europejskiej – południowej.

Trzeci związek, który nie ma zezwolenia na stosowanie w krajach Unii, to chlorfenapyr. Wykryliśmy go w pomidorach z Maroka sprzedawanych luzem z markecie Dino. Niestety, dopóki jego stężenie jest na dozwolonym poziomie, taki pomidor może być u nas sprzedawany. Niemniej jednak mamy tu do czynienia z „powracaniem” w żywności pestycydów wycofanych z UE.

W pomidorach z Dino znajdowały się pozostałości dwóch związków. Oprócz chlorfenapyru był to jon bromkowy.

Co ciekawe, jon bromkowy znajdował się we wszystkich zbadanych przez nas pomidorach. Tu od razu trzeba zaznaczyć, że obecność jonu bromkowego jest prawdopodobnie spowodowana jego naturalnym poziomem występującym w badanych roślinach. Bromek znajduje się w glebach i z nich może przedostawać się do roślin. Naturalne poziomy bromku w ziemi mogą różnić się w zależności od stopnia zanieczyszczenia przemysłowego. Będzie go też więcej tam, gdzie rolnicy stosują pestycydy. Jon bromkowy może jednak też być wykrywany w pomidorach jako ewentualny ślad po stosowaniu zabronionego bromku metylenu – w tym przypadku pozostałości byłyby na bardzo wysokim poziomie.

Najmniej pozostałości szkodliwych substancji znajdowało się w holenderskich pomidorach gałązka sprzedawanych na wagę, które kupiliśmy w sklepie Aldi. Był to właśnie tylko wspomniany jon bromkowy.

Po dwa pestycydy znajdowały się w pomidorach z Maroka sprzedawanych luzem w Dino oraz w mini pomidorkach rzymskich, również pochodzenia marokańskiego, z Kauflandu.

Po trzy różne pestycydy wykryliśmy w pomidorach truskawkowych kupionych w Aldi oraz daktylowych kupionych w Dino. Obie próbki miały oznaczony kraj pochodzenia: Maroko.

Po cztery pestycydy występowały w naszych zakupach zrobionych w Auchan: pomidorach malinowych z Belgii sprzedawanych na wagę oraz pakowanych koktajlowych sugarino z Hiszpanii.

No i najwięcej pestycydów – bo aż osiem – laboratorium wykryło we wspomnianych już pomidorach z Turcji sprzedawanych luzem w Kauflandzie.

Dla porównania: w naszym poprzednim teście pomidorów malinowych z upraw w Polsce znaleźliśmy pozostałość jednego pestycydu w pomidorach kupionych w Biedronce oraz trzech – w tych z Lidla.

Badacze w laboratorium rozłożyli nasze pomidory na części pierwsze, żeby sprawdzić, którymi spośród ponad 540 pestycydów, są zanieczyszczone:

Miks związków

Przy takiej mieszance wielu pestycydów powstaje pytanie: czy rzeczywiście nie mają one wpływu na nasze zdrowie? Mimo że pojedynczo żaden z nich nie przekracza dopuszczalnej normy, to łączna zawartość szkodliwych substancji staje się wielokrotnie wyższa.

Naukowcy stawiają też inne pytanie – o efekty działania mieszanki wielu różnych pestycydów na nasze zdrowie. Nad oddziaływaniem takiego pestycydowego koktajlu na nasz organizm nie ma żadnej kontroli. Jakie efekty w naszym ciele wywołują współoddziałujące na siebie toksyczne substancje, nawet jeśli pojedynczo mieszczą się w normach? Skutki działania takich mieszanek różnych pestycydów w niskich dawkach na zdrowie człowieka wciąż nie są znane.

Pamiętajmy też, że przecież w ciągu dnia zjadamy nie tylko pomidory. W wielu innych składnikach naszej codziennej diety również znajdują się pozostałości pestycydów. Jak pokazały nasze niedawne badania, szczególnie dużo pestycydów mogą zawierać jabłka. Tej sumy spożywanych pestycydów każdego dnia wraz z różnymi produktami nie sposób kontrolować.

A zatem warto trzymać się zasady: im mniej pestycydów w tym, co jemy, tym lepiej. Powinniśmy minimalizować ilości tych toksycznych substancji w naszej diecie, jak tylko się da.

Jak pozbyć się pestycydów?

Druga zasada to odpowiednie przygotowanie pomidorów przed zjedzeniem. Jak pozbyć się ich z warzywa? I czy to jest w ogóle możliwe?

Najczęściej pestycydów nie czuć: ani w smaku, ani w zapachu. Ale to nie znaczy, że ich nie ma. Dopiero w badaniach widać, że są – i to zarówno na powierzchni skórki, jak i pod nią, w miąższu pomidora.

Co więc zrobić z takim pomidorem przed zjedzeniem? Podstawa to jego dokładne umycie pod bieżącą wodą. Dobrze jest do tego użyć szczotki lub gąbki z chropowatą powierzchnią, a na końcu wytrzeć skórkę ściereczką z mikrofazą. Okazuje się, że część pestycydów usuniemy ze skórki w ten mechaniczny sposób.

Ale jeśli sądzisz, że to wystarczy do usunięcia wszystkich pestycydów, to jesteś w błędzie. Z badań przeprowadzonych na uniwersytecie Albstadt-Sigmaringen w Niemczech wynika, że w ten sposób pozbywamy się jedynie około 50% pozostałości tych szkodliwych substancji. Okazało się też, że nie ma przy tym znaczenia, czy woda jest ciepła czy zimna oraz czy zastosujemy płyn do naczyń.

Oczywiście trzeba myć pomidory również ze względów higienicznych – żeby usunąć z nich zanieczyszczenia i bakterie.

W pozbyciu się pestycydów pomóc może też obranie pomidorów ze skórki po jej sparzeniu, ale i ten sposób ma swoje minusy: Po pierwsze wciąż duża część tych szkodliwych związków pozostanie w miąższu. Po drugie podczas obierania pestycydy ze skórki przenosimy na miąższ. Po trzecie wraz ze skórką pozbywamy się znacznej części wartości odżywczych. To w skórce jest najwięcej witamin, likopenu i błonnika. No i po czwarte – nie z każdego rodzaju pomidorów da się usunąć skórkę. Na przykład w przypadku małych pomidorów koktajlowych będzie to trudne. A właśnie takie pomidorki najchętniej jedzą dzieci.

Sposobem na pozbycie się części pestycydów może być też gotowanie. Pod wpływem wysokiej temperatury ilość niektórych związków zostaje zredukowana. W przypadku pomidorów poddanie ich obróbce cieplnej ma też inny plus: zwiększa się wtedy przyswajalność przez nasz organizm cennego likopenu.

Amerykańscy naukowcy także postanowili sprawdzić, w jaki sposób najlepiej pozbywać się pestycydów. W badaniu przeprowadzonym na uniwersytecie w Massachusetts wzięli pod lupę jednak nie pomidory, a jabłka. Doszli do wniosku, że najlepiej działa soda oczyszczona. Pięć łyżeczek sody należy rozpuścić w litrze wody i w takim roztworze moczyć owoce przez 12-15 minut. Ten sposób niestety również nie jest stuprocentowo skuteczny, ponieważ nie usunie tych pestycydów, które znajdują się głębiej w miąższu. Pomijając fakt, że jest czasochłonny i raczej mało praktyczny do zastosowania na co dzień w kuchni.

Oprócz mycia pomidorów nie wolno zapominać o umyciu rąk po kontakcie z niemytymi warzywami i owocami. Kiedy na przykład chowasz kupione pomidory (a także inne owoce i warzywa) przyniesione do domu, zawsze na końcu umyj ręce. Zaś przechowując albo przenosząc warzywa i owoce ze sklepu, zadbaj o to, aby nie miały ze sobą styczności, ponieważ pestycydy mogą przedostać się z jednych na drugie.

Poprawiamy jakość

Po ostatnich publikacjach testów zawartości pestycydów w jabłkach, pomidorach i ziemniakach nasza redakcja dostała od czytelników wiele wiadomości pełnych entuzjazmu. Piszecie, że w końcu macie dostęp do wyników badań konkretnych produktów, które kupujecie na co dzień i że są one dla was bardzo ważne. Mając bowiem taką wiedzę, macie możliwość dokonywania świadomych wyborów w sklepie.

Doceniacie pracę, którą Fundacja Pro-Test wykonuje, przeprowadzając testy, bo rozumiecie, jak pozytywnie może ona wpływać także na jakość produktów oferowanych nam w sklepach. Wyniki naszych testów mogą bowiem skłonić duże sieci handlowe do większej kontroli jakości warzyw i owoców, które trafiają na ich stoiska. W efekcie sklepy mogą eliminować ze swojej oferty tych dostawców, którzy stosują duże ilości związków szkodliwych dla zdrowia konsumentów, a wybierać te warzywa i owoce, w których pestycydów jest jak najmniej. A najlepiej te, w których nie ma ich wcale.

To są właśnie dwa główne cele porównawczych testów produktów przeprowadzanych przez organizacje konsumenckie na całym świecie, takie jak Fundacja Pro-Test: podnoszenie świadomości konsumentów poprzez dostarczanie im niezależnych informacji o jakości produktów oraz wpływanie na samych producentów i sklepy, które widząc, jak wypadają na tle konkurencji, mogą polepszać jakość.

Jeść czy nie jeść warzyw i owoców?

Wyniki testów na zawartość pestycydów nasuwają pytanie: Czy warzywa i owoce są rzeczywiście takie zdrowe? Czy włączanie ich do diety przyniesie nam więcej dobrego czy złego? Jeść je czy lepiej z nich rezygnować?

Odpowiedź jest bezsprzeczna: jeść. Żaden inny produkt spożywczy nie dostarczy nam tych cennych składników, które mają w sobie warzywa i owoce. Liczne badania pokazują jasno, że dieta bogata w owoce i warzywa sprzyja zdrowiu.

Celem naszych testów jabłek, pomidorów czy ziemniaków, a także kolejnych badań, które mamy w planach, nie jest zniechęcenie konsumentów do jedzenia warzyw i owoców. Wręcz przeciwnie. Dokonywanie świadomych wyborów tych produktów, w których znajduje się najmniej pozostałości pestycydów oraz odpowiednie przygotowanie ich przed zjedzeniem, to podstawa, do której namawiamy.

TAK TESTOWALIŚMY

W teście Fundacji Pro-Test akredytowane laboratorium przebadało osiem rodzajów pomidorów, w tym cztery rodzaje pomidorków koktajlowych oraz cztery sprzedawane luzem, z czterech dużych sieci handlowych: Aldi, Auchan, Dino i Kaufland.
 
Badane pomidory pochodziły z importu z następujących krajów: Belgia, Hiszpania, Holandia, Maroko i Turcja.
 
Pomidory do testu kupiliśmy w kwietniu 2024 r. w sklepach w Warszawie i okolicach.
 
Na zlecenie Fundacji Pro-Test laboratorium oznaczyło w pomidorach zawartość 540 pestycydów oraz dodatkowo: glifosatu, etefonu, fosetylu, chloranów i jonu bromkowego. W żadnym z produktów wykryte poziomy pestycydów nie przekraczały limitów określonych w rozporządzeniu (WE) nr 396/2005 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 23.02.2005 z późn. zm.

Zapewne zainteresują Cię też następujące testy:

Jabłka z Lidla gorsze niż z Biedronki

Zbadaliśmy pestycydy w pomidorach z Lidla i Biedronki

Które ziemniaki mają pestycydy? Sprawdziliśmy

Tanie zapięcia lepsze od drogich

23 ZAPIĘCIA DO ROWERÓW W TEŚCIE: Łańcuchowe, U-lock czy składane? Jakim rodzajem zapięcia zabezpieczysz rower najskuteczniej? Aż sześć z 23 modeli zapięć do rowerów w teście wypadło niedostatecznie: albo nie chronią przed kradzieżą, albo zawierają toksyczne związki. Które więc wybrać? Test zabezpieczeń do rowerów rozwiewa wszystkie wątpliwości.

Szukasz bezpiecznego zapięcia do roweru? W tych poszukiwaniach zwykle możemy polegać tylko na informacjach o skuteczności zabezpieczenia dostarczanych przez producentów. Niestety te dane nie są ani standaryzowane, ani łatwe do zweryfikowania. Ten test zapięć do rowerów to porównanie 23 modeli w cenach od 130 do 779 zł. Ranking powstał na podstawie badań laboratoryjnych.

W tabeli z wynikami, którą znajdziesz poniżej, zobaczysz, jakie modele są godne zaufania, a na które nie ma sensu wydawać pieniędzy. I wcale nie jest tak, że zawsze droższe zapięcie jest lepsze. Z pomocą przychodzi ten test zapięć do rowerów. Wyniki pokazują jasno: Na zwycięzcę wydasz 200 zł. Tymczasem model za 760 zł dostał najniższą ocenę.

Test zapięć do rowerów stawia czoła złodziejom

W laboratorium badacze musieli użyć złodziejskiego fachu. Podjęli się próby przecięcia lub otworzenia rowerowych zabezpieczeń. Co się okazało? Zapięcia z podanym wysokim poziomem bezpieczeństwa rzeczywiście dobrze chronią przed kradzieżą. Niestety ich ceny są wysokie. Często te zapięcia są też bardzo ciężkie.

Jak się jednak okazuje, modele z podaną przez producentów wysoką klasą bezpieczeństwa to wcale nie jedyny dobry wybór: Wśród zabezpieczeń o średnich poziomach bezpieczeństwa, w cenach od około 200 do 350 zł, badacze także znaleźli modele, które skutecznie ochronią rower przed kradzieżą.

Ale uwaga! Wybierając zapięcie klasy średniej, można mieć pecha i trafić na mało skuteczny model. Niektóre z takich zabezpieczeń zostały podczas testu szybko otworzone lub przecięte. Warto więc zajrzeć do tabeli z wynikami testu, którą znajdziesz poniżej.


Zastanawiasz się, czy łańcuch z kłódką dobrze zabezpieczą rower?

ŁAŃCUCH I KŁÓDKA? ANI TANIEJ, ANI BEZPIECZNIEJ

Łańcuch ze sklepu budowlanego i kłódka nie są dobrą alternatywą – pokazał test.

W ramach testu badacze sprawdzili, jak w roli zabezpieczenia roweru sprawdzi się polecany w internecie patent: łańcuch kupiony w markecie budowlanym zapięty zwykłą kłódką. Użyli do tego sześciomilimetrowego łańcucha z hartowanej stali w osłonie. Takie zapięcie domowej roboty uzyskało ocenę jedynie mierną w badaniu, w którym eksperci przecinali zapięcie. Ale w takim razie może takie zapięcie kosztuje mniej od pozostałych zapięć z testu? Okazuje się, że niewiele mniej. Za łańcuch trzeba zapłacić około 100 zł, zaś kłódka kosztuje 26 zł. Lepiej więc dołożyć 74 zł i kupić zwycięski i pewny łańcuch z testu.


Skala bezpieczeństwa

Tylko o co właściwie chodzi z tym poziomem bezpieczeństwa widocznym na każdym zapięciu? To specjalna skala, według której producenci klasyfikują stopień zabezpieczenia danego zapięcia. Niestety w tych stopniach trudno się połapać. W dodatku jedna skala ma 15 poziomów, inna 10, a jeszcze inna sześć. A zatem konsumentowi trudno porównać poziomy bezpieczeństwa różnych zabezpieczeń.

Znajdź najlepsze zapięcie dla siebie

W tym teście eksperci zbadali 23 zapięcia rowerowe z różnych poziomów bezpieczeństwa wyrażonych w różnych skalach. W teście porównano zapięcia od tych samych producentów sklasyfikowane przez nich na różnych poziomach bezpieczeństwa. Oczywiście ich ceny są adekwatne do podanego poziomu. Dlatego tym ciekawsze są wyniki testu.

CO OTRZYMUJESZ KUPUJĄC TEN TEST
 
WYNIKI TESTU. Oceny 23 zapięć do rowerów są przedstawione w tabeli. Wśród nich znajdziesz takich liderów rynku, jak Abus, Axa czy Kryptonite. Ceny testowanych zapięć wahają się od 130 do 779 zł. W teście znajdziesz przedstawicieli zapięć różnych typów: łańcuchy, U-lock i składane. Wszystkie musiały wykazać się skutecznością ochrony roweru przed kradzieżą, łatwością obsługi i trwałością. Dodatkowo test ujawnił, które zapięcia zawierają szkodliwe dla zdrowia substancje. Zapięcia były poddane szczegółowym badaniom laboratoryjnym, a ich wyniki znajdziesz w tabeli z porównaniem wszystkich modeli.
 
PORADY DOTYCZĄCE ZAKUPU. Jaki rodzaj zapięcia do roweru wybrać? Czy warto kierować się poziomem bezpieczeństwa deklarowanym prze producenta? A może cena jest wyznacznikiem jakości? Odpowiedzi na te pytania znajdziesz w teście. Dzięki wynikom każdy znajdzie najlepsze dla siebie zapięcie do roweru, a przy tym nie wyrzuci pieniędzy w błoto.
 
TABELA DO POBRANIA. Po wykupieniu tego testu, otrzymujesz dostęp do tabeli z rankingiem porównującym wyniki wszystkich badanych zapięć (możesz ją pobrać w pliku PDF). Ponadto otrzymujesz dostęp do pełnej wersji artykułu opisującego badania i ich wyniki.

Testowane zapięcia do rowerów:

Łańcuchowe: Abus Granit City-Chain Xplus 1060/110, Abus Steel-O-Chain 8807K/110 BK, Axa Clinch+ 85, Axa Newton Promoto+ 2 100/9, Kryptonite Keeper 785, Kryptonite New York Fahgettaboudit Chain 1410 & New York Disc Lock, Trelock BC 380, Trelock BC 680

U-lock: Abus Granit Xplus 540/160HB300 + USH540, Abus Ultra 410/170HB230 + SH34, Axa Newton Pro 190, Axa Newton UL-230, Kryptonite Keeper 12 STD, Kryptonite New York Lock M18-WL, Trelock U4 Plus, Trelock U6

Składane: Abus Bordo Granit 6500K/90 BK SH, Abus Bordo Lite 6055K/85 BK SH, Axa Fold Lite 100, Axa Fold Ultra 90, Kryptonite Evolution 790 Folding Lock, Kryptonite Keeper 510 Folding Lock, Trelock FS 580 Toro X-Press

Trucizna wykryta w popularnej herbacie

0

Partia herbaty znanej marki zawierała toksyczną substancję. – Podczas urzędowej kontroli stwierdzono przekroczenie najwyższego dopuszczalnego poziomu alkaloidów pirolizydynowych – poinformował właśnie Główny Inspektorat Sanitarny.

„Zgodnie z oceną ryzyka ekspertów Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – Państwowego Instytutu Badawczego spożycie produktu o podanym numerze partii stwarza istotne zagrożenie dla zdrowia konsumentów” – czytamy w komunikacie GIS-u.

Tej herbaty nie wolno spożywać!

Ostrzeżenie dotyczy ekspresowej herbaty czarnej aromatyzowanej Earl Grey w opakowaniu o gramaturze 200 g, marki Sir Roger, na której widnieje następujące oznakowanie numeru partii: „Najlepiej spożyć przed końcem / Numer partii: 12.2025/0041”.

Jeśli masz w domu tę herbatę ze wskazanym numerem partii, nie spożywaj jej.

Herbata wycofywana już w lutym

Jak informuje GIS, już 20.02.2024 producent podjął decyzję o wycofaniu zanieczyszczonej partii produktu. Natomiast 25.03.2024 r. zakończył proces wycofania od odbiorców oraz zutylizował zwrócone opakowania herbaty. Jednak dopiero 12.04.2024 GIS poinformował konsumentów o zagrożeniu w komunikacie na swojej stronie internetowej.

Czy alkaloidy pirolizydynowe są szkodliwe?

Alkaloidy pirolizydynowe mogą zagrażać zdrowiu, a w wysokich stężeniach – nawet życiu ludzi. Mogą uszkadzać wątrobę i mieć działanie rakotwórcze.

Jak trucizna trafia do herbaty?

Alkaloidy pirolizydynowe to naturalny związek wytwarzany przez rośliny. Za jego pośrednictwem niektóre gatunki roślin bronią się przed drapieżnikami.

Tylko w jaki sposób alkaloidy pirolizydynowe mogą znaleźć się w herbacie? Do zanieczyszczenia może dojść na przykład podczas zbiorów. Czasem bowiem na plantacjach herbaty rosną również rośliny produkujące toksyczne alkaloidy.

Substancja ta jest wykrywana nie tylko w herbacie, ale może też znajdować się w innych rodzajach żywności, między innymi w: produktach pszczelich, takich jak miód czy pyłek, sałatach, szpinaku, ziołach, przyprawach czy suplementach diety na bazie roślin lub produktów pszczelich.

Które ziemniaki mają pestycydy? Sprawdziliśmy

Ziemniaki z Biedronki nie miały żadnych pozostałości pestycydów. Pod tym względem spełniały normy nawet dla ziemniaków ekologicznych w badanym zakresie. W kartoflach z Lidla znaleźliśmy pozostałości jednego pestycydu.

Po jabłkach i pomidorach kolej na badania ziemniaków. Również w nich Fundacja Pro-Test postanowiła sprawdzić zawartość pozostałości pestycydów.

W Lidlu i w Biedronce kupiliśmy ziemniaki pakowane w siatki – jedne z Ryneczku Lidla, a drugie firmowane biedronkową marką Warzywniak. Następnie oddaliśmy je do badań do akredytowanego laboratorium. Tam badacze sprawdzili, czy w ziemniakach znajdują się pestycydy. Ziemniaki zostały przeanalizowane pod kątem obecności w nich pozostałości 540 środków ochrony roślin oraz dodatkowo często stosowanego w uprawach kartofli hydrazydu maleinowego. Jest to regulator wzrostu roślin, który hamuje kiełkowanie ziemniaków podczas przechowywania.

Ziemniaki, które kupiliśmy do badania w obu sklepach, są odmiany gala, a ich kraj pochodzenia to Polska. Szczegółowe dane dostawców oraz numery partii są podane w tabeli z wynikami testu na końcu artykułu.

W porównaniu z naszymi niedawnymi testami jabłek i pomidorów, ziemniaki wypadają lepiej. Tylko w ziemniakach kupionych w Lidlu badacze wykryli pestycyd – związek o nazwie propamokarb. Jego ilość nie przekraczała dopuszczalnej normy.

Natomiast ziemniaki, które kupiliśmy w Biedronce, nie zawierały żadnych pozostałości pestycydów. Warto tu zaznaczyć, że tym samym, pod kątem badanych pestycydów, spełniają wymagania normy dla warzyw ekologicznych, podczas gdy są to ziemniaki z uprawy konwencjonalnej.

Im mniej pestycydów, tym lepiej

Wykryty z ziemniakach z Lidla propamokarb jest środkiem grzybobójczym. Pestycyd ten jest stosowany zapobiegawczo oraz interwencyjnie, żeby chronić uprawy przed tzw. zarazą ziemniaka – jedną z najczęstszych chorób atakujących te rośliny.

ZIEMNIAKI GALA
 
W teście pod lupę wzięliśmy ziemniaki popularnej odmiany gala. To uniwersalne, bardzo smaczne kartofle. Nie przebarwiają się, nawet po ugotowaniu. Należą do typu kulinarnego A oraz B, czyli idealnie nadają się do sałatek, ale także do wielu innych dań.

Ilość propamokarbu, jaką badacze znaleźli w ziemniakach z Lidla, znajduje się poniżej normy bezpieczeństwa dla ziemniaków z upraw konwencjonalnych. Jednak pamiętajmy, że pozostałości pestycydów zjadamy każdego dnia wraz z różnymi produktami. Dlatego najlepiej wybierać te warzywa i owoce, w których tych szkodliwych substancji jest jak najmniej.

W naszych poprzednich testach jabłek i pomidorów wykryliśmy po kilka różnych pestycydów. Najwięcej było ich w jabłkach kupionych w Lidlu – były one zanieczyszczone aż dziewięcioma różnymi związkami. To pokazuje, że chcąc się zdrowo odżywiać, jesteśmy narażeni na zjadanie wraz ze zdrowymi warzywami i owocami, również szkodliwych pestycydów.

Łącznej ilości pestycydów, które aplikujemy naszym organizmom każdego dnia, nie sposób oszacować. Nie sposób też przewidzieć, jak taka mieszanka pestycydów z różnych źródeł wpływa na nasze zdrowie. Naukowcy nie znają skutków współoddziaływania między sobą różnych środków ochrony roślin. Dlatego warto trzymać się zasady: im mniej pestycydów w tym, co jemy, tym lepiej.

Dlaczego badamy ziemniaki z Lidla i Biedronki?

Dlaczego zbadaliśmy akurat ziemniaki? Bo te bulwy znajdują się na czele warzywnej listy zakupów Polaków. Ze statystyk wynika, że wciąż jemy dużo ziemniaków, mimo zauważalnego trendu spadkowego. Z roku na rok ich spożycie w Polsce zmniejsza się: Podczas gdy w 1960 r. przeciętny Polak zjadał aż 223 kg ziemniaków rocznie, to obecnie statystki mówią o około 80 kg na osobę w ciągu roku.

A dlaczego zbadaliśmy ziemniaki akurat z Lidla i Biedronki? Bo to największe dyskonty w Polsce i właśnie w nich najwięcej Polaków zaopatruje się w żywność.

Do porównania jakości warzyw i owoców oferowanych przez te dwa sklepy skłoniła nas też zacięta walka na ceny, która toczy się od pewnego czasu między Biedronką a Lidlem. Oba sklepy zachęcają konsumentów do zakupów właśnie u nich, kusząc obniżkami cen. Ale w którym sklepie kupimy warzywa i owoce lepszej jakości? Który z dyskontów skuteczniej dba o to, żeby nie zawierały one pozostałości pestycydów? Fundacja Pro-Test sprawdza to w serii testów.

10 mitów na temat ziemniaków

Kaloryczne, ubogie w składniki odżywcze, pracochłonne w przygotowaniu… – z ziemniakami wciąż związane są różne mity. Dlatego coraz rzadziej lądują na talerzach Polaków. Poniżej obalamy mity na temat ziemniaków i wyjaśniamy wszystko, co musisz o nich wiedzieć.

Wbrew obiegowej opinii ziemniaki mają mnóstwo zalet, począwszy od tego, że dobrze sprawdzają się w diecie osób, które chcą ograniczać kalorie, kończąc na licznych i prostych sposobach ich przyrządzania. Oto 10 mitów na temat ziemniaków, powtarzanych od lat:

Mit 1: Ziemniaki tuczą

Okazuje się, że ziemniaki wcale nie tuczą. Te ziemiste bulwy składają się w 80% z wody i w 15% ze skrobi. W zasadzie nie zawierają tłuszczu. Porcja ugotowanych ziemniaków (200 g) to niecałe 160 kcal. Mimo to na długo zaspokajają głód. Czy wiesz, że porcja ziemniaków dostarcza prawie o połowę mniej kalorii od porcji ryżu pełnoziarnistego, a do tego aż cztery razy więcej błonnika? Skąd więc mit o kalorycznych ziemniakach? Zapewne z towarzystwa, w jakim są często jadane: tłusty sos, dodatek masła czy kotlet schabowy sprawiają, że danie z ziemniakami może stać się kaloryczne.

Nasza rada: Do ziemniaków tłuszczu dodawaj oszczędnie. Ogranicz jego ilość na przykład podczas smażenia kartofli (wcale nie trzeba smażyć ich na głębokim oleju – wystarczy rozsmarować jego łyżkę na patelni) lub gdy przyrządzasz purée (z mniejszą ilością masła też wychodzi smaczne). Poeksperymentuj w kuchni, zmniejszając ilość tłuszczu, a efekt miło cię zaskoczy.

Mit 2: Ziemniaki są ubogie w składniki odżywcze

Jest wręcz przeciwnie: Ziemniaki są bogate przede wszystkim w niezbędny dla naszych mięśni potas. Kartofle to także źródło błonnika, który dba o zapewnienie sytości na długo. Zawierają też witaminę C. Czy wiesz, że porcja ugotowanych ziemniaków dostarcza prawie tyle samo witaminy C, co połowa małej cytryny?

Nasza rada: Ziemniaki gotowane w mundurkach dostarczają trzy razy więcej witaminy C niż te obrane ze skórki. Również gotowanie na parze zachowuje więcej składników odżywczych.

Mit 3: Diabetycy muszą unikać ziemniaków

Co prawda ziemniaki zawierają dużo węglowodanów, jednak osoby chorujące na cukrzycę mogą spożywać je bez obaw. Ziemniaki zawierają bowiem węglowodany złożone, które do krwi przedostają się powoli, dzięki czemu poziom cukru we krwi nie podnosi się gwałtownie. Takie skoki cukru powodują natomiast węglowodany proste.

Nasza rada: Łącz ziemniaki z dodatkami bogatymi w błonnik, takimi jak na przykład warzywa. Takie połączenia na talerzu mają niższy ładunek glikemiczy i nie powodują skoków cukru we krwi.

Mit 4: Ziemniaki są atakowane przez szkodniki, więc muszą mieć pestycydy

Hodowcy ziemniaków używają pestycydów, aby chronić rośliny przed chwastami, szkodnikami i chorobami. Środki te mogą obciążać środowisko, ale ich pozostałości rzadko są wykrywane w ziemniakach. Dowodzi tego również nasz test. W przypadku ziemniaków większym problemem od pozostałości pestycydów jest akryloamid. Ten związek chemiczny może zwiększać ryzyko zachorowania na raka, a powstaje podczas smażenia lub pieczenia – kiedy ziemniaki stają się przyrumienione.

Nasza rada: Unikaj dań ze smażonych ziemniaków. A jeśli już je robisz, nie przypiekaj ich za bardzo, jedynie na blady kolor.

Mit 5: Ziemniaki można jeść ze skórką

Niestety nie. Jabłka i wiele innych warzyw i owoców – owszem, można jeść ze skórką, ale nie kartofle. Dlaczego? Skórka ziemniaków zawiera trującą solaninę. To naturalnie występujący w nich związek, który chroni bulwę przed szkodnikami. U ludzi ta gorzka substancja może powodować nudności. Solanina może również powstawać w ziemniakach przechowywanych w niewłaściwy sposób, kiedy zaczynają pojawiać się na nich zielone plamy. Na szczęście podczas gotowania spora ilość solaniny przechodzi do wody.

Nasza rada: Zawsze obieraj ziemniaki. Jedynym wyjątkiem są ziemniaki młode. Ich cieniutka skórka zawiera niewiele solaniny, więc spokojnie można je jeść po ugotowaniu bez obierania. Pamiętaj też, żeby zawsze wycinać zielone miejsca z powierzchni ziemniaków, a także pojawiające się kiełki, zaś wodę po gotowaniu wylewać.

Mit 6: Ziemniaki bio smakują lepiej

Badania pokazują, że wbrew obiegowej opinii ziemniaki z upraw ekologicznych nie są wcale smaczniejsze od konwencjonalnych. Co ma więc wpływ na ich smak? Nie sposób uprawy, lecz odmiana, gleba, klimat i przechowywanie. Ziemniaki ekologiczne warto jednak jadać z innego powodu: dzięki takiemu wyborowi w sklepie, wspieramy zrównoważone rolnictwo. W uprawach ekologicznych nie stosuje się mineralnych nawozów azotowych. Rolnicy ekologiczni walczą z wrogami ziemniaka mechanicznie lub stosując preparaty z miedzią zamiast pestycydów chemiczno-syntetycznych. Z tego powodu w ziemniakach ekologicznych nie wykrywa się co prawda pozostałości pestycydów, ale za to podwyższone ilości miedzi. W małych ilościach jest ona naszemu organizmowi potrzebna do prawidłowego funkcjonowania. Jednak przyjmowana w zbyt dużych ilościach staje się niebezpieczna.

Nasza rada: Jeśli decydujesz się na ziemniaki ekologiczne, wybieraj te, które wyrosły możliwie jak najbliżej twojego domu. Unikaj tych z importu. W ten sposób wspierasz środowisko.

Mit 7: Młode ziemniaki są najlepsze

To zależy od ich pochodzenia. Te z upraw w Polsce uchodzą za smaczne i aromatyczne, ale ich minusem jest fakt, że sezon na nie trwa bardzo krótko – tylko kilka wiosennych tygodni. Dlatego w sklepach możemy znaleźć młode ziemniaki sprowadzane z Cypru, Grecji, Egiptu, Izraela czy Hiszpanii. Są one dostępne w sprzedaży nawet już od późnej zimy przez kilka miesięcy. Niestety takie ziemniaki nie dość, że są drogie, to jeszcze często są zbierane niedojrzałe. Mają wodnisty smak i są uboższe w składniki odżywcze. Właściwie przechowywane ziemniaki krajowe z poprzedniego sezonu są lepsze od młodych importowanych.

Nasza rada: Młode ziemniaki przechowuj maksymalnie 14 dni. Natomiast późne odmiany zachowują swoją świeżość nawet przez osiem miesięcy, jeśli są przechowywanie w chłodnym miejscu, na przykład w piwnicy.

Mit 8: Wszystkie ziemniaki są takie same

W polskim rejestrze znajduje się ponad 70 odmian ziemniaków jadalnych. W sklepach najczęściej spotykamy kilkanaście – dwadzieścia kilka odmian. Każda z nich charakteryzuje się innymi walorami, więc wybór mamy naprawdę duży. Dodatkowo możemy kupić też bardziej egzotyczne ziemniaki słodkie, czyli bataty.

Nasza rada: Próbuj różnych odmian ziemniaków dostępnych w twoim sklepie. Poniżej pokazujemy też, jak rozpoznać klasę kulinarną ziemniaków i do czego mają najlepsze zastosowanie w kuchni.

Mit 9: Ziemniaki przechowujemy w lodówce

Ziemniakom w lodówce jest za zimno. Przechowywane w takich warunkach nabierają słodkiego posmaku. Kartofle najlepiej czują się w temperaturze między 4 a 12℃.

Nasza rada: Jeśli nie masz w domu dobrego miejsca do przechowywania ziemniaków, nie kupuj ich na zapas.

Mit 10: Przygotowanie ziemniaków wymaga dużo pracy

Makaron gotuje się 10 minut, ziemniaki – około 20. Fakt, do tego dochodzi obieranie, ale jeśli jesteśmy wprawieni i mamy obieraczkę do ziemniaków, ten wysiłek nie będzie aż tak duży, jak się wydaje. Za to ile zyskamy! Na przykład w porównaniu z makaronem czy ryżem porcja ziemniaków dostarczy nam znacznie więcej wartości odżywczych.

Nasza rada: Małe kartofle gotują się szybciej niż duże. A jeśli wyjątkowo zależy ci na czasie, pokrój je przed ugotowaniem na małe kawałki. A może nie lubisz ich obierać? W takim razie gotuj albo piecz ziemniaki w mundurkach.

Po co są testy Fundacji Pro-Test?

Polscy konsumenci nigdy nie mieli dostępu do badań, które pokazywałyby, co dokładnie znajduje się w tych konkretnych warzywach i owocach – kupowanych na co dzień w najczęściej odwiedzanych przez nich sklepach. Dlatego Fundacja Pro-Test przeprowadza już kolejny test.

Dzięki testom konsumenci mają wiedzę na temat tego, co ląduje na ich talerzach. Dysponując takimi niezależnymi informacjami na temat produktów, mogą podejmować świadome decyzje zakupowe.

Nie mniej ważnym celem testów porównawczych produktów jest wpłynięcie na polepszenie ich jakości. Dzięki naszym testom dyskonty mogą zobaczyć, jak wypadają na tle konkurencji i stale polepszać jakość oferowanych przez siebie warzyw i owoców.

Fundacja Pro-Test należy do międzynarodowej organizacji testującej produkty, ICRT (International Consumer Research & Testing), zrzeszającej 37 instytucji konsumenckich z 29 państw.

Po teście jabłek, pomidorów i ziemniaków, już niebawem weźmiemy pod lupę kolejne warzywa i owoce.

TYPY KULINARNE ZIEMNIAKÓW
 
W Polsce uprawia się ponad 70 odmian ziemniaków! Pod kątem kulinarnym dzielą się one na trzy typy: A, B i C. W sklepie zazwyczaj są one oznaczone jednym z tych typów:
 
TYP KULINARNY A to typ sałatkowy. Te ziemniaki nie rozgotowują się i nie rozpadają. Po ugotowaniu ich miąższ jest zwięzły, więc można je łatwo kroić. Świetnie sprawdzają się wszędzie tam, gdzie chcemy mieć ziemniaki w kawałkach, a więc jako dodatek do zup, sałatek, a także do smażenia.
 
Popularne odmiany typu A: Agata, Almera, Altesse, Annabelle, Cecile, Dali, Denar, Impala, Impresja, Krasa, Lord, Mozart, Musica, Nicola, Oberon, Orchestra, Otolia, Riviera, Vineta, Vivaldi, Viviana, Zenia
 
TYP KULINARNY B jest uniwersalny – nadaje się do licznych zastosowań. Po ugotowaniu, jego miąższ łatwo rozgniata się widelcem. Ten typ ziemniaków często podawany jest do obiadu, można zrobić z niego purée czy kopytka.
 
Popularne odmiany typu B: Agria, Arielle, Aruba, Asterix, Augusta, Bellarosa, Bellini, Belmonda, Berber, Bila, Bogatka, Bohun, Bondeville, Carrera, Cyprian, Ditta, Folva, Fresco, Gala, Gwiazda, Ignacy, Ingrid, Irga, Irys, Jelly, Latona, Lavinia, Lilly, Michalina, Oman, Raja, Red Lady, Ramos, Roko, Rosalind, Roxana, Sagitta, Sante, Satina, Stasia, Syrena, Victoria, Zagłoba
 
TYP KULINARNY C jest mączysty. Po ugotowaniu ich miąższ się rozpada i jest lekko suchy. Ten typ ziemniaków świetnie nadaje się do placków, frytek, purée czy do pieczenia.
 
Popularne odmiany typu C: Agnes, Ametyst, Amora, Bryza, Cekin, Courage, Courlan, Etiuda, Etola, Eurostar, Ewelina, Fianna, Finezja, Gawin, Gracja, Gustaw, Honorata, Innovator, Jurata, Jurek, Justa, Jutrzenka, Lady Claire, Lady Florina, Lasakra, Legenda, Magnolia, Malaga, Marlen, Mazur, Melody, Miłek, Mondial, Owacja, Tajfun, Tetyda, Veronie.
TAK TESTOWALIŚMY

W teście Fundacji Pro-Test akredytowane laboratorium przebadało ziemniaki odmiany gala z dwóch sklepów: Lidl i Biedronka. Ziemniaki do testu kupiliśmy w marcu 2024 r. w sklepach w Warszawie.
 
Na zlecenie Fundacji Pro-Test laboratorium oznaczyło w ziemniakach zawartość 540 pestycydów oraz dodatkowo często stosowanego w uprawach kartofli hydrazydu maleinowego. W żadnym z produktów wykryte poziomy pestycydów nie przekraczały limitów określonych w rozporządzeniu (WE) nr 396/2005 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 23.02.2005 z późn. zm., które dotyczy produktów rolnictwa konwencjonalnego.
 
Chcieliśmy jednak także sprawdzić, czy testowane przez nas ziemniaki spełniają normy dla produktów ekologicznych. Okazało się, że ziemniaki kupione w Biedronce spełniają te normy w badanym zakresie. Natomiast próbka z Lidla była niezgodna z wymaganiami rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/848 w badanym zakresie. Rozporządzenie to dotyczy właśnie produktów ekologicznych.

Zapewne zainteresuje Cię też test jabłek: Jabłka z Lidla gorsze niż z Biedronki oraz test pomidorów: Zbadaliśmy pestycydy w pomidorach z Lidla i Biedronki

Zbadaliśmy pestycydy w pomidorach z Lidla i Biedronki

Po teście jabłek kolej na pomidory. Okazuje się, że one również zawierają pozostałości pestycydów. I ponownie w pomidorach kupionych w Lidlu jest ich więcej niż w tych z Biedronki.

Tym razem oddaliśmy do badań w akredytowanym laboratorium pomidory malinowe. Ich kraj pochodzenia to Polska. Pomidory kupiliśmy w dwóch największych dyskontach: Lidlu i Biedronce. W pomidorach z Lidla badacze znaleźli pozostałości trzech rodzajów pestycydów, zaś w pomidorach z Biedronki – jeden. Dokładne wyniki przedstawiamy w tabeli poniżej.

Ulubione warzywo Polaków

Pomidory to jedne z najchętniej jadanych w Polsce warzyw, a wśród nich najczęściej na naszych talerzach ląduje pomidor malinowy. Właśnie dlatego do badań wybraliśmy tę odmianę.

Po warzywa do testu udaliśmy się do dwóch największych dyskontów: Biedronki i Lidla. To w nich Polacy najchętniej zaopatrują się w żywność. Byliśmy ciekawi jakości pomidorów z tych sklepów, tym bardziej, że w ostatnim czasie toczą one ze sobą wojnę na ceny, którą konsumenci mogą obserwować w reklamach.

Pomidory dostarczyliśmy do akredytowanego laboratorium, które na nasze zlecenie zbadało w nich zawartość 540 pestycydów oraz dodatkowo między innymi: glifosatu, etefonu (przyspieszającego dojrzewanie pomidorów poprzez tworzenie w nich czerwonego barwnika – likopenu), fosetylu, chloranów i jonu bromkowego. Te związki stosunkowo często znajdują się w pomidorach, jednak tym razem na szczęście większości z nich badacze nie znaleźli.

Co za to znaleźli? W pomidorach kupionych w Lidlu znajdowały się pozostałości trzech pestycydów, a w tych z Biedronki – jednego.

Wyniki tego testu napawają większym optymizmem w porównaniu do testu jabłek. Mimo że pomidory, szczególnie te dostępne zimą, uchodzą za jedne z najbardziej zanieczyszczonych pestycydami warzyw, to w naszym teście pozostałości szkodliwych substancji było znacznie mniej niż w zbadanych przez nas jabłkach.

Jakie pestycydy znaleźliśmy w pomidorach?

Zacznijmy od tych zakupów, w których pozostałości pestycydów było mniej: w pomidorach kupionych w Biedronce znajdował się fluopyram. Jest to fungicyd – środek stosowany do zwalczania pleśni i grzybów.

Z kolei w pomidorach z Lidla badacze wykryli: cyjanotraniliprol, pirymetanil i jon bromkowy. Tu od razu trzeba zaznaczyć, że obecność tego ostatniego związku jest prawdopodobnie spowodowana jego naturalnym poziomem występującym w badanych roślinach. Bromek znajduje się w glebach i z nich może przedostawać się do roślin. Naturalne poziomy bromku w ziemi mogą różnić się w zależności od stopnia zanieczyszczenia przemysłowego. Będzie go też więcej tam, gdzie rolnicy stosują pestycydy.

Kolejny związek to cyjanotraniliprol, którego pozostałości wykryliśmy w pomidorach kupionych w Lidlu, stosuje się go do zwalczania szkodników atakujących rośliny.

Zaś trzeci ze związków w pomidorach z tego sklepu, to pirymetanil. Jest on fungicydem, czyli środkiem grzybobójczym. Chroni plony między innymi przed pleśnią.

Ilości wszystkich wykrytych przez nas pozostałości pestycydów w pomidorach malinowych mieszczą się w normach przewidzianych prawem. Trzeba jednak pamiętać, że w ciągu dnia zjadamy nie tylko pomidory. W wielu innych składnikach naszej codziennej diety również znajdują się pozostałości pestycydów. Weźmy na przykład takie jabłka, które również zbadaliśmy. Te owoce też kupiliśmy w Lidlu i Biedronce. W nich liczba pestycydów była wyższa: w jabłkach z Biedronki znaleźliśmy cztery różne pestycydy, a z Lidla – aż dziewięć.

Jak widać, problem pozostałości pestycydów dotyczy w Polsce różnych produktów. Łącznej ich ilości zjadanej przez nas każdego dnia nie sposób oszacować i nie sposób przewidzieć, jak wpływa na nasze zdrowie.

Naukowcy nie znają również skutków współoddziaływania między sobą różnych pestycydów. A jak widać, w samych pomidorach związków może być kilka. Taka mieszanka może wpływać na nasz organizm inaczej niż pojedyncze substancje. Dlatego warto trzymać się zasady: im mniej pestycydów w tym, co jemy, tym lepiej. Powinniśmy minimalizować ilości zjadanych przez nas toksycznych związków, jak tylko się da.

Co ciekawe, pomidory z wykrytymi przez nas ilościami pestycydów nie spełniają norm dla warzyw ekologicznych.

Rygorystyczne wytyczne

Niektóre sieci sklepów mają także swoje – bardziej rygorystyczne od norm prawnych – wymagania co do pozostałości pestycydów w owocach i warzywach, które oferują swoim klientom.

Okazuje się, że Lidl również przyjmuje takie zaostrzone kryteria. Jak nas poinformowała przedstawicielka Lidla po publikacji testu jabłek, Aleksandra Robaszkiewicz, w przypadku warzyw i owoców, wewnętrzne wytyczne tej sieci są bardziej wymagające niż przepisy UE. – Polityka [zakupów Lidla – przyp. red.] zakłada zawartości poziomów pozostałości pestycydów na maksymalnym poziomie 1/3 dopuszczalnych limitów prawnych. Dodatkowo maksymalnie akceptujemy zawartość pięciu pozostałości pestycydów, gdzie prawnie liczba ta nie jest w ogóle limitowana – wyjaśnia przedstawicielka firmy Lidl w przysłanym do naszej redakcji oświadczeniu. Dodaje, że w zeszłym roku jej firma przeprowadziła 870 badań jabłek, w których każdorazowo sprawdzała w nich zawartość minimalnie 730 pestycydów.

Mimo to w jabłkach sprzedawanych w Lidlu nasze badania wykryły aż dziewięć pestycydów (nie pięć). Poza tym – jak widać po wynikach opublikowanego przez nas testu jabłek, a także tego testu pomidorów – konkurencja Lidla, przynajmniej na razie, wypada lepiej pod względem zawartości pestycydów.

Jak pestycydy działają na nasze zdrowie?

Grupami najbardziej narażonymi na działanie pestycydów są dzieci, kobiety w ciąży oraz karmiące, a także osoby starsze. Kontakt z pestycydami jest szczególnie niebezpieczny podczas życia płodowego, na przykład poprzez dietę matki.

CO TO SĄ PESTYCYDY?
 
Słowo „pestycydy” pochodzi od łacińskich słów: pestis – szkodnik, zaraza i cedeo – niszczyć. Pestycydy to grupy związków chemicznych stosowane do zwalczania szkodników i chorób roślin i zwierząt hodowlanych.

W jaki sposób długofalowe jedzenie pozostałości pestycydów wraz z żywnością wpływa na nasze zdrowie? Naukowcy dowiedli związek między ekspozycją na pestycydy a zwiększonym ryzykiem wystąpienia takich chorób, jak: nowotwory (m.in. jajnika, piersi, mózgu czy prostaty), zaburzenia neurologiczne (np. choroba Parkinsona i Alzheimera), choroby układu sercowo-naczyniowego, opóźnienia rozwojowe u dzieci, wpływ na zdolność reprodukcyjną i niepłodność zarówno u kobiet, jak i mężczyzn, zaburzenia poznawcze na chorobach płuc kończąc.

Czy da się wyhodować pomidory bez pestycydów?

Rolnicy argumentują, że bez pestycydów owoce i warzywa byłyby atakowane przez szkodniki i pleśń, a zbiory byłyby mniejsze, więc ich ceny musiałyby być wyższe. Ale żeby wyprodukować pomidor bez pozostałości pestycydów, wcale nie trzeba rezygnować z nich podczas uprawy. Wystarczy stosować je zgodnie ze sztuką. Czyli jak?…

Każdy ze środków ochrony roślin ma swój określony czas karencji. On wskazuje, ile dni po użyciu danego specyfiku musi minąć, aby jego pozostałości zniknęły z warzyw. Wystarczy więc stosować pestycydy w odpowiednim czasie i odpowiednich ilościach, a konsumenci będą otrzymywać warzywa bez szkodliwych pozostałości.

Jak widać na przykładzie pomidorów z Biedronki, da się wyprodukować warzywa z mniejszą liczbą pestycydów. Zapewne można by stosować ich jeszcze mniej, żeby ich ilości w warzywach, które lądują na naszych talerzach, nie były w ogóle wykrywalne.

Niezależne badania dla konsumentów

Polscy konsumenci nigdy nie mieli dostępu do badań, które pokazywałyby, co dokładnie znajduje się w tych konkretnych warzywach i owocach – kupowanych na co dzień w najczęściej odwiedzanych przez nich sklepach. Dlatego Fundacja Pro-Test przeprowadza już kolejny test. Ponadto niebawem opublikujemy wyniki następnych badań innego popularnego produktu.

Dzięki testom konsumenci mają wiedzę na temat tego, co ląduje na ich talerzach. Dysponując takimi niezależnymi informacjami na temat produktów, mogą podejmować świadome decyzje zakupowe.

Nie mniej ważnym celem naszego testu pomidorów jest wpłynięcie na polepszenie ich jakości. Dzięki naszym testom porównawczym jabłek i pomidorów dyskonty mogą zobaczyć, jak wypadają na tle konkurencji i stale polepszać jakość oferowanych przez siebie warzyw i owoców. Fundacja Pro-Test należy do międzynarodowej organizacji testującej produkty, ICRT (International Consumer Research & Testing), zrzeszającej 37 instytucji konsumenckich z 29 państw.

7 FAKTÓW, KTÓRE WARTO ZNAĆ O POMIDORACH
 
Rocznie w naszym kraju dojrzewa blisko milion pomidorów. Większość z nich pochodzi z upraw pod osłonami. Dzięki nim produkcja pomidorów może trwać prawie przez okrągły rok. Warzywa mogą być w takich uprawach ogrzewane i doświetlane lampami.
 
Oto siedem faktów o pomidorach, które warto znać:

1. Przechowywanie. Pomidory mają najlepsze warunki do dojrzewania w temperaturze pokojowej. I nie jest przy tym istotne, czy w pomieszczeniu jest jasno czy ciemno. Za to pomidorom nie służy przechowywanie w lodówce. W niej tracą smak, a ich miąższ staje się szklisty.
 
2. Uwaga na zielone pomidory. Niedojrzałe, zielone pomidory zawierają trującą substancję – solaninę. Ale nie ma co wpadać w panikę, nawet jeśli zjemy nie do końca dojrzałego pomidora. Ilości solaniny w lekko zielonych pomidorach są zbyt małe, by spowodować zatrucie. Nawet konfitura z całkowicie zielonych pomidorów nie stanowi zagrożenia – o ile nie spożywa się jej w większych ilościach niż zwykle w przypadku normalnej konfitury.
 
3. Dojrzałe najlepsze. Dojrzałe pomidory mają napiętą skórkę i intensywny kolor. Jeśli owoc jest jeszcze blady, prawdopodobnie został zebrany w nieodpowiednim momencie. Jego smak może być mniej wyrazisty.
 
4. Zielone szypułki. Wybieraj pomidory z szypułkami, wtedy dłużej zachowają świeżość. Zwróć tylko uwagę na to, żeby szypułki były zielone. Brązowe i suche mogą świadczyć o tym, że pomidory leżą już zbyt długo.
 
5. Intensywny zapach. Świeże owoce z szypułkami mają intensywny pomidorowy zapach. Co ciekawe pomidor sam w sobie, nie ma silnego zapachu.
 
6. Nie dla plastiku. Świeżość pomidorów pakowanych w folię trudniej jest ocenić niż sprzedawanych luzem. Poza tym generują zbędne odpady. Lepiej wybieraj więc te niepakowane.
 
7. Samotny pomidor. Pomidory wydzielają gaz – etylen, który przyspiesza dojrzewanie innych owoców i warzyw. Dlatego lepiej przechowywać pomidory oddzielnie.
TAK TESTOWALIŚMY

W teście Fundacji Pro-Test akredytowane laboratorium przebadało pomidory malinowe z dwóch sklepów: Lidl i Biedronka. Pomidory do testu kupiliśmy w marcu 2024 r. w sklepach w Warszawie.
 
Na zlecenie Fundacji Pro-Test laboratorium oznaczyło w pomidorach zawartość 540 pestycydów oraz dodatkowo: glifosatu, etefonu, fosetylu, chloranów i jonu bromkowego. W żadnym z produktów wykryte poziomy pestycydów nie przekraczały limitów określonych w rozporządzeniu (WE) nr 396/2005 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 23.02.2005 z późn. zm., które dotyczy produktów rolnictwa konwencjonalnego.
 
Chcieliśmy jednak także sprawdzić, czy testowane przez nas pomidory spełniają normy dla produktów ekologicznych. Okazało się, że obie próbki były niezgodne z wymaganiami rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/848 w badanym zakresie. Rozporządzenie to dotyczy właśnie produktów ekologicznych.

Zapewne zainteresuje Cię też test jabłek: Jabłka z Lidla gorsze niż z Biedronki oraz test płatków owsianych, w którym przetestowaliśmy m.in. również marki z Lidla i Biedronki

Jabłka z Lidla gorsze niż z Biedronki

Fundacja Pro-Test wykryła aż dziewięć różnych pestycydów w jabłkach z Lidla. W jabłkach z Biedronki były cztery pestycydy. Poza tym każdego z wykrytych związków chemicznych w jabłkach z Lidla było więcej – czasem nawet wielokrotnie – niż tych samych pestycydów w jabłkach kupionych w Biedronce.

Od kilku tygodni trwa zacięta walka na ceny między dwoma dyskontami: Lidlem i Biedronką, którą konsumenci mogą obserwować w działaniach marketingowych obu sklepów. Czy oprócz tego, że dyskonty dbają o niskie ceny, pamiętają też o jakości oferowanych produktów? Fundacja Pro-Test postanowiła sprawdzić to w badaniach w akredytowanym laboratorium: Na pierwszy ogień poszedł najpopularniejszy polski owoc: jabłko, zwane nawet naszym dobrem narodowym. W końcu nasz kraj jest największym producentem tych owoców w całej Unii Europejskiej i czwartym ich producentem na świecie.

Kraj pochodzenia przebadanych przez nas jabłek to Polska, a odmiana to ligol. W akredytowanym laboratorium sprawdziliśmy w nich zawartość aż 549 pestycydów. Co się okazało? W jabłkach z Lidla było ponad dwa razy więcej różnych pestycydów niż w jabłkach z Biedronki. Dodatkowo każdego z wykrytych związków chemicznych w jabłkach kupionych w Lidlu było więcej – czasem nawet wielokrotnie – niż tych samych pestycydów w jabłkach, które kupiliśmy w Biedronce.

Niebawem opublikujemy też wyniki badań kolejnych grup produktów.

Walka na ceny, a co z jakością?

Kiedy Biedronka robi promocję na jakiś towar, po chwili Lidl obniża jego cenę jeszcze bardziej. Biedronka posunęła się nawet do drukowania logo Lidla na swoich paragonach z informacją, że tam jest drożej. Natomiast Lidl wytoczył działa reklam telewizyjnych, w których przekonuje, że to właśnie u nich jest taniej. Do zaostrzenia cenowej walki doszło w Tłusty Czwartek: w wojnie na ceny pączków oba sklepy licytowały się dosłownie na grosze. Koniec końców klienci obu sklepów mogli kupić pączki za jedyne 0,18 zł (Biedronka) i 0,19 zł (Lidl) przy zakupie większej ich liczby.

Kiedy dyskontowe giganty biorą się za cenowe bary, my postanowiliśmy sprawdzić, który z nich wypada lepiej pod względem jakości oferowanych produktów.

Polska jabłkiem stoi

Rocznie statystyczny Polak zjada około 11-12 kg jabłek. Co prawda to mniej niż jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu, ale wciąż jabłka to najpopularniejsze owoce wśród polskich konsumentów. Tendencja spadkowa rozpoczęła się w latach 90. ubiegłego wieku. Na spadek spożycia naszego „dobra narodowego” wpływa większa niż kiedyś dostępność innych owoców, głównie tych tropikalnych i z krajów południowych.

Naukowcy z SGGW zadali pytanie: Czym Polacy kierują się podczas wyboru jabłek? Jak wynika z ich badań, największe znaczenie ma dla nas wygląd tych owoców.

Jakość czy cena? Co jest dla ciebie ważniejsze podczas zakupów spożywczych? – to z kolei pytanie zadaliśmy obserwatorom naszego profilu na Instagramie @dieta_bez_diety. W ankiecie wzięło udział 6 tys. osób. Jaka była odpowiedź? 79% ankietowanych stwierdziło, że ważniejsza jest jakość, zaś 21% uznało za ważniejszą cenę.

Co wiemy o jabłkach?

Tylko co Polacy wiedzą o jabłkach, które zjadają na potęgę? Przede wszystkim to, że są smaczne. To wiemy z autopsji. Mamy też wiedzę o ich właściwościach zdrowotnych: już dzieci w przedszkolu wiedzą, że jabłko to źródło wielu cennych składników odżywczych. Zawierają witaminy C, E, K i grupy B, polifenole zapobiegające nowotworom i chorobom serca oraz pektyny zmniejszające poziom cholesterolu. Niezaprzeczalnie więc stanowią część zdrowej diety.

To tyle powszechnej wiedzy na temat jabłek. Dotyczy ona tych owoców ogólnie, ale co tkwi w konkretnym jabłku, które kupujemy w Lidlu albo w Biedronce i zjadamy na co dzień? Polscy konsumenci nigdy nie mieli dostępu do badań, które prześwietlałyby jabłka na wylot i pokazywały, co dokładnie się w nich znajduje. Dlatego Fundacja Pro-Test postanowiła zbadać polskie jabłka z dwóch popularnych sklepów, żeby konsumenci uzyskali wiedzę na temat tego, co ląduje na ich talerzach czy raczej – w przypadku jabłek – w co się wgryzają każdego dnia. Wiadomo, że niezależne informacje na temat produktów pozwalają podejmować konsumentom świadome decyzje zakupowe.

Biedronka lepsza od Lidla w teście jabłek

Żeby sprawdzić, czy jabłka kryją pozostałości środków ochrony roślin, poszliśmy do obu sklepów: Lidla i Biedronki i zrobiliśmy zakupy – tak samo, jak kupuje każdy klient. Tym razem w naszym koszyku wylądowały jabłka ligol pochodzące z Polski. Następnie zawieźliśmy jabłka do laboratorium. Były one odpowiednio zabezpieczone, żeby pestycydy nie przenosiły się z produktu na produkt.

Badacze przetestowali je na zawartość aż 549 pestycydów. Jak widać poniżej, w tabeli z wynikami testu, w jabłkach z Biedronki wykryli cztery pestycydy, a w jabłkach z Lidla – aż dziewięć. Mało tego, każdego z wykrytych związków chemicznych w jabłkach kupionych w Lidlu było więcej – czasem nawet wielokrotnie – niż tych samych pestycydów w jabłkach z Biedronki.

Trzeba tu zaznaczyć, że jabłka nawet z takimi ilościami pestycydów, jak te wykryte w naszym teście, spełniają obowiązujące normy. Nie spełniałyby ich jednak, gdybyśmy mieli do czynienia z jabłkami ekologicznymi.

Sprawdziliśmy w zawartość aż 549 pestycydów. W jabłkach z Biedronki badacze wykryli cztery pestycydy, a w jabłkach z Lidla – aż dziewięć. Mało tego, każdego z wykrytych związków chemicznych w jabłkach kupionych w Lidlu było więcej – czasem nawet wielokrotnie – niż tych samych pestycydów w jabłkach z Biedronki.

Zaskakująco dużo pestycydów w jabłkach z Lidla

Czy liczba wykrytych przez nas pestycydów jest duża? W przypadku jabłek z Lidla – tak. Mieszanka aż dziewięciu pestycydów w jabłkach, to dużo. Zwykle w badaniach jabłek wykrywa się od około czterech do sześciu różnych substancji.

Przy tak wielu pestycydach powstaje pytanie o to, czy rzeczywiście nie mają one wpływu na nasze zdrowie. Być może pojedynczo te związki nie przekraczają norm, ale przecież jest ich nawet dziewięć! Wtedy łączna zawartość tych szkodliwych substancji staje się wielokrotnie wyższa.

CO TO SĄ PESTYCYDY?
 
Słowo „pestycydy” pochodzi od łacińskich słów: pestis – szkodnik, zaraza i cedeo – niszczyć. Pestycydy to grupy związków chemicznych stosowane do zwalczania szkodników i chorób roślin i zwierząt hodowlanych.

Naukowcy stawiają też inne pytanie – o efekty działania mieszanki wielu różnych pestycydów na nasze zdrowie. Nad oddziaływaniem takiego pestycydowego koktajlu na nasz organizm nie ma żadnej kontroli. Jakie efekty w naszym ciele wywołują współoddziałujące na siebie toksyczne substancje, nawet jeśli pojedynczo mieszczą się w normach? Skutki działania takich mieszanek różnych pestycydów w niskich dawkach na zdrowie człowieka wciąż nie są znane.

Pamiętajmy też, że przecież w ciągu dnia zjadamy nie tylko jabłka. W wielu innych składnikach naszej codziennej diety również znajdują się pozostałości pestycydów. Tej sumy spożywanych pestycydów każdego dnia nie sposób kontrolować.

Tymczasem badanie przeprowadzone na dużą skalę w latach 2014-2021 w pięciu krajach europejskich wykazało, że w organizmach 84% uczestników analizy występowały co najmniej dwa pestycydy. Poziomy pestycydów były przy tym wyższe u dzieci niż u dorosłych.

A zatem warto trzymać się zasady: im mniej pestycydów w tym, co jemy, tym lepiej. Powinniśmy minimalizować ilości tych toksycznych substancji w naszej diecie, jak tylko się da.

Jak pestycydy nam szkodzą?

W jaki sposób długofalowe jedzenie pozostałości pestycydów wraz z żywnością wpływa na nasze zdrowie? Naukowcy dowiedli związek między ekspozycją na pestycydy a zwiększonym ryzykiem wystąpienia takich chorób, jak: nowotwory (m.in. jajnika, piersi, mózgu czy prostaty), zaburzenia neurologiczne (np. choroba Parkinsona i Alzheimera), choroby układu sercowo-naczyniowego, opóźnienia rozwojowe u dzieci, wpływ na zdolność reprodukcyjną i niepłodność zarówno u kobiet, jak i mężczyzn, zaburzenia poznawcze na chorobach płuc kończąc.

Naukowcy dowiedli związek między ekspozycją na pestycydy a zwiększonym ryzykiem wystąpienia licznych chorób, w tym nowotworów.

Grupami najbardziej narażonymi na działanie pestycydów są dzieci, kobiety w ciąży oraz karmiące, a także osoby starsze. Kontakt z pestycydami jest szczególnie niebezpieczny podczas życia płodowego, na przykład poprzez dietę matki.

Jak na ironię, jabłko to jeden z pierwszych owoców podawanych niemowlętom. Tymczasem z badań wynika, że jest też jednym z bardziej zanieczyszczonych owoców.

Po co w ogóle te pestycydy?

Skoro pestycydy są szkodliwe dla naszego zdrowia, to po co je w ogóle stosować? Otóż uprawy owoców (i nie tylko) są narażone na różne zagrożenia: szkodniki, grzyby chorobotwórcze czy chwasty. Dlatego rolnicy szukają pomocy w środkach ochrony roślin. Na różnych etapach uprawy i w obliczu różnych zagrożeń dla roślin mają do dyspozycji setki różnych substancji, dzięki którym pomnożą swoje plony i nie dopuszczą do ich zniszczenia. I tak insektycydy to pestycydy zabijające owady atakujące plony; herbicydy z kolei ratują uprawy przed chwastami, zaś fungicydy – przed grzybami.

Ponieważ pozostałości pestycydów, które potem zjada konsument, mogą być niebezpieczne dla naszego zdrowia, przepisy prawa określają najwyższe dopuszczalne poziomy każdej ze stosowanych substancji w produkcie końcowym. Niektórych, najbardziej toksycznych pestycydów prawo zakazuje, mimo że były one dopuszczone dawniej. Limity i dopuszczone środki ochrony roślin są stale aktualizowane, ponieważ naukowcy wciąż prowadzą badania nad ich wpływem na nasze zdrowie.

Niewłaściwe stosowanie pestycydów, na przykład bez zachowania ich czasu karencji albo w zbyt dużych ilościach, stwarza zagrożenie dla zdrowia konsumentów. Warto tu zaznaczyć, że rolnicy, którzy ubiegają się o wsparcie finansowe, muszą przestrzegać zasad Dobrej Praktyki Rolniczej (DPR). Polega ona na stosowaniu środków ochrony roślin w jak najmniejszych ilościach i tylko wtedy, gdy jest to konieczne.

Tymczasem w jabłkach znaleźliśmy kilka różnych pestycydów na raz, które mają tę samą funkcję – na przykład aż cztery środki grzybobójcze (folpet, kaptan, boskalid i piraklostrobina). Po co stosować aż tyle różnych fungicydów na raz? Może być to uwarunkowane pogodą, ale może też wskazywać na zbędne używanie pestycydów na wyrost przez rolników, którzy nie dbają o zdrowie konsumentów, tylko o zysk.

Test jabłek z Lidla i Biedronki: kobieta wybierająca w supermarkecie jabłka

W kwestii pestycydów rolnicy i konsumenci stoją po dwóch stronach barykady. Z punktu widzenia konsumentów najlepiej, żeby pestycydów nie było w owocach i warzywach w ogóle. Rolnicy z kolei argumentują, że ograniczenie stosowania pestycydów może wpłynąć na mniejsze plony, a co za tym idzie – wyższe ceny owoców. Należy więc zadać sobie pytanie, czy konsumenci są skłonni zapłacić więcej za lepszą jakość jabłek i za pewność, że nie zjadają pozostałości pestycydów?

Pestycydy szkodzą też pszczołom

Trzeba tu zaznaczyć, że szkodliwe działanie pestycydów nie dotyczy tylko ludzi. Jak alarmują naukowcy, pestycydy mogą zabijać zagrożone gatunki zwierząt. Wśród nich są pszczoły, których wyginięcie pociągnęłoby za sobą katastrofalne skutki dla ludzkości.

Część środków chwastobójczych i owadobójczych, którymi rolnicy opryskują pola, zawiera neurotoksyny. Nawet już ich niewielkie ilości wpływają na komunikowanie się pszczół oraz na ich zmysł orientacji. Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA), uznał neurotoksyny za szkodliwe dla tych chronionych owadów.

Obrońcy środowiska alarmują, że w szczególności mieszanka chemiczna składająca się z wielu różnych środków chwastobójczych i owadobójczych zagraża populacji pszczół. A jak widać w naszych badaniach, w jabłkach mamy do czynienia właśnie z taką mieszanką.

Co możemy zrobić, żeby jeść mniej pestycydów?

Co my jako konsumenci możemy zrobić, żeby minimalizować pozostałości pestycydów spożywane wraz z jabłkami? Przede wszystkim jabłka trzeba myć. I nie jest to rada na wyrost, bo – jak się okazuje – nie dla każdego jest to oczywiste: niektórzy nie myją jabłek przed wgryzieniem się w ich skórkę. Inni z kolei sądzą, że skoro zaraz jabłko obiorą, to nie trzeba go myć. Nic bardziej mylnego! Mało tego, okazuje się, że większość z nas nawet jeśli myje jabłka, robi to niewłaściwie.

Naukowcy z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie postanowili sprawdzić, jak należy myć jabłka, żeby pozbyć się pestycydów. Doszli do wniosku, że potrzebujemy do tego większej ilości bieżącej wody i dłuższego czasu niż przy statystycznym myciu. Przeciętnie mycie jabłek trwa ok. 5-10 sekund i zużywamy na nie ok. 1,5 l wody. Badania pokazały, że takie mycie nie miało wpływu na poziom pozostałości pestycydów w jabłkach. Dopiero mycie ich przez dwie minuty pozwoliło usunąć pestycydy. Tak długie mycie jabłek pod bieżącą wodą jest jednak kosztowne i wpływa negatywnie na środowisko naturalne. Dlatego na co dzień tego sposobu nie polecamy.

Co więc nam pozostaje? Obieranie jabłek jest sposobem na pozbycie się przynajmniej części pestycydów, ale jednocześnie wraz ze skórką tracimy cenne składniki odżywcze jabłka, które w przeważającej części znajdują się właśnie w niej.

Oprócz mycia owoców nie wolno zapominać o umyciu rąk po kontakcie z niemytymi owocami. Kiedy na przykład chowasz kupione jabłka (a także inne owoce i warzywa) przyniesione do domu, zawsze na końcu umyj ręce. Zaś przechowując albo przenosząc owoce ze sklepu, zadbaj o to, aby nie miały ze sobą styczności, ponieważ pestycydy mogą przedostać się z jednych owoców na inne.

Idealną sytuacją byłoby wybieranie jabłek bez pozostałości pestycydów. Jest spore prawdopodobieństwo, że takimi są owoce z upraw ekologicznych, jednak pewności nie mamy, dopóki ich nie przebadamy. Będziemy więc sprawdzać w badaniach, czy rzeczywiście, kupując owoce eko, zyskujemy pewność, że są pozbawione pozostałości środków ochrony roślin. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że nie każdy może sobie pozwolić na produkty ekologiczne, które są droższe od konwencjonalnych.

Dlatego tak ważne jest, abyśmy my – konsumenci – mieli wiedzę na temat tego, którzy producenci i które sieci handlowe oferują nam owoce pozbawione pozostałości pestycydów. Tylko wtedy będziemy mogli dokonywać świadomych wyborów podczas zakupów.

Nie ulega żadnej wątpliwości, że im mniej pestycydów, tym lepiej z punktu widzenia konsumentów.

Owoce pod lupą

Celem naszego testu jabłek nie jest zniechęcenie konsumentów do jedzenia tych owoców, ale wpłynięcie na polepszenie ich jakości. Duże sieci sklepów mają możliwość kontrolowania jakości jabłek, które trafiają na ich stoiska. Mogą – tak jak my – badać zawartość w nich pozostałości pestycydów i eliminować ze swojej oferty tych dostawców, którzy stosują duże ilości związków szkodliwych dla zdrowia konsumentów, a wybierać te owoce, w których pestycydów jest jak najmniej. A najlepiej te, w których nie ma ich wcale.

Jak widać na przykładzie jabłek z Biedronki, da się wyprodukować owoce z mniejszą liczbą pestycydów. Zapewne można by stosować ich jeszcze mniej, żeby ich ilości w owocach nie były w ogóle wykrywalne.

Taki właśnie kierunek powinni przyjąć sadownicy, by minimalizować ilości wykorzystywanych pestycydów. Niektórzy już to robią, stosując technologię „zero pozostałości”. W skrócie polega na ograniczaniu środków ochrony roślin i stosowaniu ich w takich terminach, żeby w momencie, kiedy owoce trafią do konsumentów, były one wolne od pozostałości pestycydów.

Po co stosuje się technologię „zero pozostałości”? Oczywiście z myślą o konsumentach, czyli tak naprawdę o nas wszystkich (nie wyłączając sadowników, bo to oni i ich rodziny są najbardziej narażeni na szkodliwe działanie pestycydów). Zakłada ona bardziej rygorystyczne zasady niż przewidują obowiązujące rolników normy. Ale również niektóre sieci handlowe mają swoje ostrzejsze od norm wymagania co do pozostałości pestycydów. Niektóre sklepy przyjmują tylko takie jabłka, w których nie tylko poziom pestycydów musi być niższy od norm, ale też liczba wykrywalnych środków ochrony roślin jest nie wyższa niż dwa lub trzy. Bywa, że wymagania są jeszcze bardziej rygorystyczne.

Jako że Biedronka i Lidl to dyskonty, w których Polacy robią najwięcej zakupów spożywczych, w szczególności to one powinny zadbać o jakość oferowanej żywności, wprowadzając swoje regulacje co do zawartości pestycydów i oczywiście ich przestrzegać.

Kolejne badania Pro-Testu

Fundacja Pro-Test niebawem opublikuje wyniki badań również innych owoców i warzyw, żeby każdy konsument otrzymał informacje, na podstawie których będzie mógł dokonywać świadomych wyborów w sklepie. Z drugiej strony dzięki naszym testom również sklepy i producenci mogą polepszać jakość produktów spożywczych, które nam oferują.

TAK TESTOWALIŚMY

W teście Fundacji Pro-Test akredytowane laboratorium przebadało jabłka z dwóch sklepów: Lidl i Biedronka. Jabłka do testu kupiliśmy w marcu 2024 r. w sklepach w Warszawie.
 
Na zlecenie Fundacji Pro-Test laboratorium oznaczyło w jabłkach zawartość 549 pestycydów. W żadnym z produktów wykryte poziomy pestycydów nie przekraczały limitów określonych w rozporządzeniu (WE) nr 396/2005 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 23.02.2005 z późn. zm., które dotyczy produktów rolnictwa konwencjonalnego.
 
Chcieliśmy jednak także sprawdzić, czy testowane przez nas jabłka spełniają normy dla produktów ekologicznych. Okazało się, że obie próbki były niezgodne z wymaganiami rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/848 w badanym zakresie. Rozporządzenie to dotyczy właśnie produktów ekologicznych.

Zapewne zainteresuje Cię też test pomidorów z Lidla i Biedronki oraz test płatków owsianych, w którym przetestowaliśmy m.in. również marki z Lidla i Biedronki

Szkodliwe substancje w paluszkach rybnych

W ponad połowie paluszków rybnych w teście wykryto znaczące ilości szkodliwych substancji. Znajdowały się one też w roślinnych wersjach paluszków. Tylko dwa produkty uzyskały dobrą ocenę.

Test 19 paluszków rybnych przeprowadziła niemiecka organizacja konsumencka Fundacja Warentest. Szkodliwe substancje w paluszkach rybnych eksperci wykryli podczas badań laboratoryjnych w produktach kupionych w Niemczech. Jednak część marek z testu jest dostępna również na polskim rynku.

11 na 19 ze szkodliwą substancją

Paluszki rybne w chrupiącej złotej panierce to produkt lubiany szczególnie przez dzieci. Ale to właśnie ta panierka przysporzyła testowanym produktom problemów. 11 spośród 19 paluszków poddanym badaniom zawierało szkodliwy związek. Badacze znaleźli go również w roślinnych zamiennikach paluszków rybnych. Tylko dwa produkty w teście uzyskały oceny dobre.

Co wykryto w paluszkach rybnych?

Szkodliwe substancje w paluszkach rybnych
W paluszkach rybnych wykryto szkodliwe związki 3-MCPD i MOSH

W dwóch produktach wykryto duże ilości estrów 3-MCPD. Dziewięć innych miało podwyższone zawartości tego szkodliwego związku.

Co to za substancja? Kwasy tłuszczowe z 3-monochloropropanodiolem, w skrócie 3-MCPD. To związek, który powstaje, kiedy olej roślinny jest podgrzewany do wysokich temperatur – powyżej 180℃. Podczas trawienia, w ludzkim ciele, może zamienić się w wolne 3-MCPD. Ten z kolei związek jest potencjalnie rakotwórczy.

A zatem źródłem szkodliwych substancji jest rafinacja olejów używanych do smażenia oraz sam proces smażenia. Wszystkie paluszki są już wstępnie smażone w oleju rzepakowym lub słonecznikowym. Później, podczas przygotowywania ich w domu, estry mogą również powstawać. Szczególnie kiedy smażymy je w bardzo gorącym oleju. Paluszki rybne marki Iglo oraz marki własnej Ja z sieci sklepów Rewe kupione do testu zawierały ponad dwukrotnie więcej estrów 3-MCPD w części tłuszczowej niż dopuszcza norma UE. Dziewięć innych produktów z testu przekraczało dopuszczalną normę w mniejszym stopniu.

Wegańskie też ze szkodliwą substancją

Szkodliwe estry to jeszcze nie wszystko, co badacze znaleźli w paluszkach. W jednym z testowanych produktów wykryli też związek MOSH w ilości przekraczającej zalecenia dla producentów. Tym razem chodzi o wegański zamiennik paluszków rybnych z sieci Kaufland.

MOSH to węglowodory nasycone olejów mineralnych. Mogą kumulować się w organizmie. Ich długoterminowy wpływ na nasze zdrowie nie jest dotychczas znany.

Do produktów spożywczych MOSH może przedostawać się z różnych źródeł. W przypadku badanych paluszków najbardziej prawdopodobna przyczyna jest związana z procesem produkcji – źródłem tych szkodliwych substancji mogą być na przykład smary z urządzeń z linii produkcyjnej.

Paluszki rybne lepsze od roślinnych

Badacze skrytykowali również inne parametry testowanych paluszków. Jednym z nich był smak wegańskich alternatyw panierowanych ryb. Te roślinne paluszki powstają na bazie soi, warzyw lub zbóż. Smakiem powinny przypominać rybę. Niestety producentom tylko dwóch wegańskich zamienników z testu udało się osiągnąć pożądany, rybny smak. To paluszki marki własnej Kaufland – K-Classic oraz Iglo.

Pomijając smak i wygląd, paluszki z prawdziwych ryb mają nieco lepsze wartości odżywcze. Mimo to wciąż nie jest to najlepszy wybór pod względem odżywczym – zawierają dużo tłuszczu i soli. W szczególności to roślinne zamienniki z testu wypadły słabo pod tym względem.

Zaletą rybnych paluszków jest za to zawartość pożądanego w diecie jodu, a także kwasów tłuszczowych omega-3.

Za dużo panierki, za mało ryby

Jak się okazało, niestety nie zawsze stosunek mięsa z ryby do panierki jest na odpowiednim poziomie. Według zaleceń, idealny paluszek rybny powinien składać się minimum w 65% z ryby i maksimum w 35% z panierki.

NAJWYŻEJ I NAJNIŻEJ OCENIONE

Najwyższe noty w teście otrzymały paluszki rybne Frosta

oraz Alnatura,

które jako jedyne zostały ocenione dobrze.  

Szkodliwe estry 3-MCPD badacze wykryli w paluszkach Iglo

oraz marki własnej Ja sieci sklepów Rewe.


Natomiast w wegańskim zamienniku paluszków rybnych z sieci sklepów Kaufland – Take it veggie badacze wykryli szkodliwy związek MOSH.

Produkty do testu były zakupione na rynku niemieckim.

Jakie słuchawki nauszne?

0

Jakie słuchawki nauszne są najlepsze dla ciebie? Zanim wybierzesz słuchawki, warto przyjrzeć się ich najważniejszym cechom i funkcjom: jakości dźwięku, mowy w mikrofonie i redukcji szumów. Nie mniej ważna jest wygoda słuchawek. Sprawdź nasze porównanie trzech modeli słuchawek nausznych.

Przedstawiamy krótki przegląd trzech par słuchawek nausznych z Bluetooth – topowych modeli marek: Bose, Lamax i Sony. Poniżej znajdziesz najważniejsze cechy każdego modelu oraz wady i zalety, o których powinien wiedzieć każdy, kto decyduje się na wybór słuchawek.

Ocena użytkowników

Ta ocena powstała na podstawie wrażeń z korzystania ze słuchawek przez użytkowników. Ale mamy dla ciebie też test 14 modeli słuchawek nausznych, który powstał na podstawie badań laboratoryjnych. W nim – jak zawsze w naszych testach – przedstawiamy wyniki badań obejmujące dziesiątki parametrów każdego z urządzeń. Dzięki nim wybór odpowiedniego sprzętu dla każdego stanie się prosty.

A więc jakie słuchawki nauszne wybrać?

LAMAX HighComfort ANC

Cena: 450 zł (sprawdź, gdzie kupisz je najtaniej)

Eleganckie i niedrogie słuchawki dla graczy

Dobry wybór dla graczy – dźwięk podczas grania na konsoli był bardzo dobry. Gorzej natomiast został oceniony podczas słuchania muzyki – brakuje mu głębi. System redukcji szumów sprawdza się dobrze – słuchawki skutecznie niwelują odgłosy otoczenia, ale brakuje funkcji tansparentności przy włączonym ANC. Co ważne, można ich używać jako zestaw głośnomówiący, jednak jakość mowy w mikrofonie nie jest najlepsza, szczególnie w głośnym pomieszczeniu. Model ten ma możliwość sterowania ustawieniami na słuchawkach. Pozytywne wrażenie robi też design słuchawek: są doskonale wykończone, z tytanowymi elementami, wyglądają bardzo elegancko. Słuchawki są składane i mają etui podróżne – również porządnie wykonane. W porównaniu z pozostałymi słuchawkami z zestawienia są dość ciężkie (ważą 312 g), co może być odczuwalne podczas dłuższego używania.

Plusy

  • Dobry dźwięk podczas grania
  • Bezproblemowe podłączenie do sprzętu
  • Ładny, elegancki design
  • Stosunkowo niska cena

Minusy

  • Ciężkie, co jest odczuwalne podczas używania
  • Słabsza jakość dźwięku podczas słuchania muzyki
  • Słaba jakość mowy w mikrofonie

Bose Noise Cancelling Headphones 700

Cena: 1322 zł (sprawdź, gdzie kupisz je najtaniej)

Dobry mikrofon, średni dźwięk

To słuchawki do dość dobrej jakości dźwięku, ale… nie najlepszej. W tej cenie można znaleźć wyżej oceniane pod tym względem urządzenia (tu odsyłamy cię do testu 14 słuchawek nausznych). Za to funkcja redukcji szumów działa bardzo dobrze. Co ciekawe, działa ona również podczas prowadzenia rozmów telefonicznych, a więc i osoba, z którą rozmawiasz, nie słyszy dźwięków z twojego otoczenia. Na pochwałę zasługuje też świetna jakość dźwięku rozmów – mowa jest bardzo czysta. Słuchawki dbają skutecznie o to, żeby nie było wycieku dźwięku, a więc nikt nie słyszy tego, czego ty słuchasz przez słuchawki. Warto tu zaznaczyć, że ten model jest już dość długo w sprzedaży – od 2019 roku – ale nadal cieszy się zainteresowaniem. Waga tych słuchawek to 261,6 g.

Plusy

  • Dobre usuwanie szumów
  • Wyjątkowo dobra jakość mikrofonu podczas rozmów telefonicznych
  • Skuteczna ochrona przed wyciekiem dźwięków

Minusy

  • Dźwięk oceniany na czwórkę
  • Mało ergonomiczne kształty (kanciasty pałąk)
  • Mało odporne na upadek

Sony WH-1000XM5

Cena: 1699 zł (sprawdź, gdzie kupisz je najtaniej)

Świetny dźwięk i usuwanie szumów, ale drogie

Jedne z najlepszych systemów redukcji szumów na rynku. Do tego doskonała jakość dźwięku – czego chcieć więcej? No, może niższej ceny. Bo na ten model Sony trzeba wydać naprawdę sporo. Co jeszcze dostajemy za tę cenę? Stosunkowo dobrą jakość mikrofonu podczas rozmów telefonicznych czy wideokonferencji. Poza tym wygodę – te słuchawki dają duży komfort noszenia: są lekkie i nie uciskają. To najlżejsze słuchawki z naszego porównania (ważą 248,9 g).

Plusy

  • Świetny dźwięk
  • Perfekcyjne usuwanie szumów
  • Bardzo wygodne
  • Dobre do prowadzenia rozmów

Minusy

  • Słabo widoczne oznaczenie słuchawek „prawa”, „lewa”
  • Nieco mało poręczne
  • Na niektórych elementach obudowy pozostają odciski palców

Zapewne zainteresuje cię też nasz test bezprzewodowych słuchawek nausznych: Test słuchawek: Od ucha do ucha

A także dousznych: Poznaj najlepsze słuchawki douszne