12 ZESTAWÓW GARNKÓW W TEŚCIE: Szukasz dobrego zestawu garnków ze stali nierdzewnej, ale nie chcesz przepłacać? W tym niezależnym teście znajdziesz porównanie 12 popularnych zestawów – od 369 do 2750 zł. Sprawdź, który garnek równomiernie rozprowadza ciepło, nie przypala potraw i jest wygodny w użyciu. Oto ranking garnków 2025!
Najdroższy zestaw garnków w teście okazał się najlepszy. Kosztuje ponad 2700 zł. Na szczęście spokojnie znajdziesz też komplet dobrych garnków ze stali nierdzewnej za nieco ponad 300 zł. Sprawdź wyniki testu, żeby niepotrzebnie nie przepłacać.
Ranking garnków ze stali nierdzewnej – test 12 zestawów
Niektóre dania udadzą się tylko wtedy, gdy dno garnka nagrzewa się równomiernie. Nie mniej ważne jest szybkie uzyskanie pożądanej temperatury, no i szczelność garnka i jego pokrywki. Z kolei dla twojej wygody istotna jest poręczność garnka, a dla bezpieczeństwa – temperatura uchwytów. To wszystko i jeszcze dużo więcej eksperci porównali w badaniach 12 zestawów garnków ze stali nierdzewnej.
Najdroższy w teście zestaw garnków FisslerNajtańszy wśród przebadanych zestaw Tefal
Który z nich wypadł lepiej w teście? A może lepszym wyborem będzie zupełnie inny zestaw garnków spośród dwunastu, które zostały przebadane w laboratorium w ramach tego testu? Czytaj dalej, żeby się dowiedzieć…
Od 369 do 2750 zł – co testowaliśmy?
Do laboratorium pojechało 12 kompletów garnków – od tanich za 369 zł po bardzo drogie marki Fissler za 2750 zł. Wszystkie zestawy składają się z czterech lub pięciu garnków, w tym rondla.
Dobra wiadomość jest taka, że prawie wszystkie garnki szybko się nagrzewają, a pokrywki dobrze się na nich trzymają podczas gotowania. Poza tym sprawnie się z nich wylewa zawartość i są łatwe w czyszczeniu. Jednak są i wyjątki. Szczegóły znajdziesz w tabeli z wynikami testu poniżej.
Nie kieruj się ceną garnków
Test garnków pokazuje jasno: cena nie świadczy o jakości. Zwycięzca testu oferuje najlepsze rozprowadzenie ciepła przy dnie, a kosztuje niemal samo co ostatni w rankingu zestaw garnków, który ma najgorsze wyniki w tej kategorii. W dodatku ceny obu kompletów należą do najwyższych w teście.
Ten drogi zestaw z ostatniego miejsca w naszym teście otrzymał ogólną ocenę jakości zaledwie dostateczną. Zdecydowanie lepszym wyborem będzie zestaw o najlepszym stosunku ceny do jakości w teście. On kosztuje ponad sześciokrotnie mniej. W dodatku dobrze rozprowadza ciepło przy dnie, a jego ogólna ocena jakości jest dobra.
Które garnki najlepiej rozprowadzają ciepło?
Każdy z zestawów garnków z testu nadaje się do wszystkich typów płyt grzewczych. Garnki mają dno kapsułowe, które umożliwia gotowanie również na indukcji.
Dno kapsułowe oznacza, że między dwoma warstwami stali znajduje się kilkumilimetrowy rdzeń aluminiowy. W teorii powinien on równomiernie rozprowadzać ciepło. W praktyce udało się to tylko w jednej trzeciej zestawów.
W zestawie znacznie taniej
Prawie wszyscy producenci oferują garnki z zestawów również osobno. Jednak bardziej opłaca się kupić cały zestaw – można wtedy zaoszczędzić nawet do 50%.
Czas podgrzewania: Najszybsze i najwolniejsze garnki
Czas przygotowania potrawy zależy również od tego, jak szybko garnek się nagrzewa. W laboratorium eksperci podgrzewali 3 litry wody w garnku o średnicy 24 cm, przykrytym pokrywką, od 20 do 95°C. Najszybszy na płycie ceramicznej był…
CO OTRZYMUJESZ KUPUJĄC TEN TEST WYNIKI TESTU. Oceny 12 zestawów garnków ze stali nierdzewnej są przedstawione w tabeli. Wśród nich znajdziesz takich liderów rynku, jak Zwilling, Tefal oraz wielu innych. Ceny testowanych kompletów garnków wahają się od 369 do 2750 zł. Nasze garnki musiały wykazać się szybkim podgrzewaniem, równomiernym rozprowadzaniem ciepła przy dnie czy szczelnością. Oceniliśmy też, czy są łatwe w obsłudze. Dodatkowo porównaliśmy ich zużycie energii i trwałość. Te wszystkie cechy garnków zostały ocenione przez ekspertów w badaniach laboratoryjnych.
PORADY DOTYCZĄCE ZAKUPU. Na co zwracać uwagę podczas wyboru zestawu garnków? Które zestawy oceniliśmy najwyżej? Na te pytania odpowiadamy w dalszej części testu. Z testu dowiesz się też, które garnki wybrać, żeby nie przepłacić.
TABELA DO POBRANIA. Po wykupieniu tego testu, otrzymujesz dostęp do tabeli z rankingiem porównującym wyniki wszystkich badanych garnków (możesz ją pobrać w pliku PDF). Ponadto otrzymujesz dostęp do pełnej wersji artykułu opisującego badania i ich wyniki.
Testowane zestawy garnków:Elo zestaw Excellent,Fissler Original-Profi Collection, Fissler San Francisco, Le Creuset 3-ply, Rösle Silence Pro, Schulte-Ufer Wega, Tefal Duetto+, Woll Concept Induction, WMF Comfort Line, WMF Premium One z garnkiem do zapiekania, Zwilling Flow, Zwilling Simplify
Czy chcesz poznać pełną treść i wyniki tego testu?
Dokonaj jego zakupu lub uzyskaj roczny dostęp do naszych treści.
Z Waszych wpłat finansujemy kolejne testy
Dzięki finansowemu wsparciu NIW-u Fundacja Pro-Test będzie publikować kolejne niezależne testy produktów.
W nadchodzących miesiącach Fundacja Pro-Test będzie publikować kolejne testy porównawcze produktów. Z jednej strony rozwijamy nasz program testowania żywności, w której kontrolujemy m.in. zawartość pozostałości pestycydów. Z drugiej strony nadal na naszej stronie będą ukazywać się regularnie testy pozostałych produktów, głównie z branży AGD i RTV.
W kwestii doboru testów zawsze uważnie słuchamy naszych Czytelników. Dlatego w najbliższym czasie ukażą się m.in. testy: air fryerów, odkurzaczy i robotów sprzątających, telewizorów oraz ekspresów do kawy. A już w czerwcu opublikujemy test produktu, którego jeszcze u nas nie było – zestawów garnków. Takie zestawy garnków często kosztują majątek. Ale czy za wysoką ceną stoi wysoka jakość? A może tanie garnki okażą się lepsze? Odpowiedź już niebawem na naszej stronie.
Teraz Fundację Pro-Test wsparł Narodowy Instytut Wolności. Dotacja w wysokości 20000 zł z Rządowego Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018–2030 PROO – Priorytet 5 (edycja 2025) pozwoli dofinansować składkę członkowską w ICRT (Międzynarodowej Organizacji Testującej Produkty, do której należy Fundacja Pro-Test), która wynosi 5020,10 EUR. Umowę zawarto 21.05.2025.
Aktualizacja [17.06.2025]
Fundacja Pro-Test otrzymała kolejne dofinansowanie od NIW-u. Tym razem otrzymała pomoc doraźną na zakup nowego sprzętu komputerowego.
Dzięki wsparciu finansowemu od Narodowego Instytutu Wolności w ramach Rządowego Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018–2030 PROO – Priorytet 5 (edycja 2025) możemy dokonać zakupu laptopa niezbędnego do ciągłości działań naszej Fundacji. Na ten cel NIW przyznał nam dotację w wysokości 8000 zł. Całkowita wartość zadania publicznego wyniosła 9499 zł. Umowę zawarto 10.06.2025.
10 DŻEMÓW TRUSKAWKOWYCH W TEŚCIE: Przebadaliśmy 10 dżemów. Każdy zawierał pestycydy, w czterech wykryliśmy pozostałości środka do dezynfekcji, a w dwóch – pestycydy zabronione w Polsce! Na szczęście są też dżemy, które pozytywnie wyróżniają się na tle pozostałych.
Czy marka świadczy o jakości? A wieloletnia historia producenta i renoma dają gwarancję, że produkt jest bez zarzutu? Czy może duzi producenci bazują tylko na sloganach reklamowych, które widzimy na stronach internetowych, w reklamach i na opakowaniach, a nie oferują nam rzeczywistej jakości? Ten test pokazuje prawdę o dżemach, które upodobali sobie Polacy: Pod lupę wzięliśmy popularne marki i najczęściej wybierany smak – truskawkowy. Przebadaliśmy 10 produktów: w tym osiem dżemów, frużelinę Allnutrition i produkt typu dżem z Auchan Pewni Dobrego.
Badania na zawartość szkodliwych substancji (451 pestycydów, w tym chloranów) w 10 popularnych markach dżemów przeprowadziło na zlecenie Fundacji Pro-Test akredytowanymi metodami badawczymi laboratorium – Zakład Badania Bezpieczeństwa Żywności Instytutu Ogrodnictwa – Państwowego Instytutu Badawczego w Skierniewicach.
Test dżemów truskawkowych: Co w nich znaleźliśmy?
Trzeba tu zaznaczyć, że żaden z wykrytych w teście pestycydów nie przekraczał norm, jednak w jednym dżemie badacze znaleźli pozostałości aż 13 różnych pestycydów! W czterech dżemach znajdował się chloran – toksyczny związek, który w żywności w ogóle nie ma czego szukać. Szokujące jest także to, że w dwóch dżemach, których producenci zapewniają użycie polskich truskawek, wykryliśmy pestycydy niedozwolone w Polsce. We wszystkich wymienionych przypadkach chodzi o duże, dobrze znane marki dżemów, niejednokrotnie szczycące się wieloletnią tradycją.
Z testu płynie jednak też dobra wiadomość: są dżemy, które miały jedynie śladowe ilości dwóch pestycydów. To dwa produkty, które oceniliśmy najwyżej w teście.
Dżemy do testu kupiliśmy w warszawskich sklepach
Reklamy na wyrost
Oprócz zawartości szkodliwych substancji zwróciliśmy uwagę na coś jeszcze: Porównaliśmy dżemy także pod kątem ich składów. Tutaj różnice między poszczególnymi produktami też są duże.
Dodatkowo przyjrzeliśmy się hasłom marketingowym, którymi producenci zachęcają nas do zakupu swoich dżemów. Czy w każdym przypadku są one uprawnione i czy nie wprowadzają konsumentów w błąd? Niestety wielokrotnie te slogany, które widzimy na opakowaniach, na stronach internetowych producentów i w reklamach, są – delikatnie mówiąc – na wyrost. A kiedy sprawdzimy, ile w danym dżemie znajduje się pestycydów, to niektóre hasła marketingowe zapewniające o doskonałej jakości zaczynają brzmieć jak bajki…
Zaraz pokażemy ci to na konkretnych przykładach. Natomiast porównanie wszystkich testowanych produktów znajdziesz w tabeli z wynikami, poniżej.
Najgorsze dżemy w teście
Na ostatnich miejscach w rankingu znalazły się: produkt marki własnej Auchan – Pewni Dobrego oraz Łowicz dżem truskawkowy. Ich ogólna ocena jakości została obniżona do niedostatecznej ze względu na zawartość pestycydów, które nie są dozwolone w uprawach w Polsce. Tymczasem obaj producenci zamieścili na etykietach hasła mówiące o tym, że użyli truskawek z Polski. „100% truskawka z regionu Łowicza” – czytamy na opakowaniu produktu z Auchan; „100% polskich truskawek” – pisze producent badanego dżemu Łowicz.
Tebukonazol, który wykryliśmy w produkcie Pewni Dobrego oraz karbendazym obecny w dżemie Łowicz, to pozostałości pestycydów, które są zakazane. Zostały wycofane w Unii Europejskiej lub nie mają zezwolenia do stosowania w uprawach truskawek. Skąd więc te pestycydy w dżemach Pewni Dobrego i Łowicz? Możliwości są dwie: albo polscy rolnicy nielegalnie stosowali zakazane pestycydy w swoich truskawkach, a producenci dżemów nieświadomie je kupowali i użyli w dżemach, albo użyte przez nich truskawki wcale nie pochodziły z Polski. Niezależnie od scenariusza, to producent odpowiada za jakość swojego dżemu. Zatem to on powinien zbadać surowce. Jeśli tego nie zrobił, to bardzo źle. Ale jeśli zbadał jakość truskawek i świadomie wprowadził na rynek dżem z zawartością zakazanych pestycydów – to jeszcze gorzej.
Wielu producentów szczyci się na opakowaniach tym, że użyli polskich owoców. Biorąc pod uwagę liczbę wykrytych pestycydów, wniosek nasuwa się jeden: producenci dżemów dają złe świadectwo polskim truskawkom.
Hasło, które czytamy na słoiczku badanego produktu Pewni Dobrego z Auchan: „Z surowców najwyższej jakości od sprawdzonych dostawców”, brzmi kuriozalnie w świetle wyników naszego testu. Bo przecież w tym produkcie wykryliśmy aż 13 pestycydów. Również nazwa „Pewni dobrego” zaczyna brzmieć niewiarygodnie… no bo czy na pewno są tacy pewni dobrego?
Okazuje się, że nawet dobrze znana, renomowana marka z długoletnią tradycją, jak na przykład Łowicz, nie jest gwarancją wysokiej jakości. Przy tym, co producent dżemu Łowicz pisze w swoich hasłach marketingowych na opakowaniu i na stronie internetowej („Odpowiednio dobrane, najlepsze składniki”), zawartość siedmiu pestycydów, w tym jednego niedozwolonego w Polce, wygląda naprawdę słabo.
6 kcal i 9 pestycydów
Niewiele lepiej mogliśmy ocenić inny produkt Łowicza – nowość – dżem truskawkowy 6 kcal. Wykryliśmy w nim pozostałości aż dziewięciu pestycydów.
Zaletą nowości z Łowicza jest niewątpliwie fakt, że sporządzono go z 59 g owoców na 100 g produktu. Zatem to więcej w porównaniu z większością testowanych dżemów.
Produkt ten nie ma dodatku cukru. Jest słodzony sukralozą, dlatego ma tylko 28 kcal na 100 g. Sukraloza to dodatek do żywności, będący substancją intensywnie słodzącą.
Jednak komunikowanie przez producenta niskiej liczby kalorii jest nieprzejrzyste z punktu widzenia konsumenta i może wprowadzać w błąd. Na opakowaniu, a nawet w nazwie produktu widzimy podaną dużymi literami wartość 6 kcal. Dopiero mniejszą czcionką widzimy, że te 6 kcal dotyczy porcji 20 g (a nie 100 g, jak można by się domyślać, bo przecież kaloryczność podaje się zwyczajowo właśnie dla 100 g). Ile dżemu jest w porcji 20 g? Taką ilość trudno sobie konsumentowi wyobrazić bez wagi. Trudno mu też porównać kaloryczność w 20 g z innymi dżemami bez obliczeń matematycznych, bo na innych dżemach widzi kalorie w 100 g. Dlaczego producent wymyślił, że poda wartość 6 kcal akurat dla 20 g, a nie np. dla 10 g?
Dużo truskawek i… pestycydów
Również niedostateczną ocenę, otrzymały truskawki w żelu marki Allnutrition, znane pod nazwą frużelina. Frużelina nie należy do kategorii dżemów, ale jadamy ją w podobny sposób. Frużelina Frulove może być lepszym zamiennikiem dżemu dla osób, które ze względów zdrowotnych muszą ograniczać cukier. Tak samo jak dżem Łowicz 6 kcal – również nie ma dodatku cukru. Producent zastąpił go dwoma słodzikami: erytrytolem oraz sukralozą. Dzięki temu wartość kaloryczna frużeliny jest około trzykrotnie niższa od pozostałych dżemów z testu, słodzonych cukrem. Z jednej strony eliminacja cukru z produktów jest dobrym trendem. Z drugiej jednak – zastępowanie go substancjami słodzącymi nie jest dobrym rozwiązaniem dla wszystkich grup konsumentów. Aktualne rekomendacje WHO nie zalecają spożywania substytutów cukru, ponieważ nie przynosi to długoterminowych korzyści w redukcji tkanki tłuszczowej. Wyjątkiem są osoby z cukrzycą.
Jeżeli produkt zawiera poliole (czyli np. erytrytol) w ilości co najmniej 10%, producent ma obowiązek zamieszczenia na etykiecie informacji: „spożycie w nadmiernych ilościach może mieć efekt przeczyszczający”. Na opakowaniu Frulove nie ma takiej informacji, zatem można się domyślać, że erytrytolu jest w nim mniej niż 10%.
Również cztery inne składniki użyte w badanej frużelinie wpłynęły na obniżenie jej oceny: skrobia modyfikowana, chlorek wapnia, konserwant sorbinian potasu i aromat.
Na stronie internetowej producent Frulove podaje, że jego frużelina zawiera naturalne składniki. Co prawda nie pisze, że ma ona „tylko” naturalne składniki, ale konsument może odnieść takie wrażenie. Tymczasem wśród składników frużeliny są nie tylko te naturalne, ale też sztuczne dodatki – choćby konserwant sorbinian potasu. Zatem deklaracja producenta może wprowadzać konsumentów w błąd.
Jednak największym problemem tej frużeliny jest zawartość aż siedmiu pestycydów, w tym chloranu (więcej o nim za chwilę).
Na pocieszenie dodamy, że wśród badanych produktów Frulove wyróżnia się wysoką zawartością owoców. Truskawki stanowią w nim aż 80% składu.
Szkodliwy chloran w dżemach
Przed frużeliną w naszym rankingu uplasowały się trzy kolejne dżemy: Rapsodia z Biedronki, Herbapol i Maribel z Lidla.
W konkurujących ze sobą dżemach z Lidla i Biedronki wykryliśmy po sześć różnych pestycydów. Testowany Herbapol ma ich osiem. We wszystkich tych trzech dżemach – podobnie jak we frużelinie Allnutrition – wśród szkodliwych substancji znajduje się chloran.
O chloranie pisaliśmy już przy okazji testów jogurtów i skyrów – w tych produktach również go wykrywaliśmy. Teraz okazuje się, że chloran znajduje się także w dżemach. Co to w ogóle za substancja i skąd się bierze w żywności?
Chloran to związek chemiczny, który pochodzi najprawdopodobniej ze środków służących do czyszczenia i dezynfekcji linii produkcyjnych albo z truskawek, które były myte chlorowaną wodą, a następnie trafiły do dżemu.
To, że chloran może znajdować się w żywności, odkryto stosunkowo niedawno, bo w 2014 r., w dodatku przez przypadek. Zaraz potem, w 2015 r. Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności, EFSA stwierdził, że poziomy chloranu w wodzie pitnej i żywności są zbyt wysokie i mogą powodować potencjalne poważne skutki zdrowotne: zaburzać funkcjonowanie tarczycy z powodu hamowania wychwytu jodu. Jest to niebezpieczne dla osób z chorobami tarczycy oraz z niedoborem jodu.
Jednak chloran jest szczególnie niebezpieczny dla niemowląt i dzieci. Z tego powodu Unia Europejska ustaliła granicę, jakiej ilość chloranu w żywności nie może przekraczać. Ta norma wynosiła 0,01 mg/kg i dotyczyła wszystkich produktów spożywczych. Niestety poziomy chloranu w produktach spożywczych często przekraczają tę wartość. To skłoniło urzędników do złagodzenia normy, ale nie dlatego, że chloran jest bezpieczny, tylko dlatego, że w żywności jest go zbyt dużo. Jedynie w żywności przeznaczonej dla niemowląt i małych dzieci zachowano normę 0,01 mg/kg.
Dżem truskawkowy nie jest zaklasyfikowany jako żywność przeznaczona dla niemowląt i małych dzieci, ale nie zmienia to faktu, że małe dzieci chętnie go jedzą. Naleśniki z dżemem, bułka z dżemem… któż nie jadał takich przysmaków jako dziecko? Tymczasem w dżemach Rapsodia z Biedronki, Herbapol i Maribel z Lidla ilości chloranu, jakie wykryliśmy, przekraczają wspomnianą normę 0,01 mg/kg. Również we frużelinie Allnutrition Frulove chloranu jest więcej, bo 0,025 mg/kg.
Dodatkowo dla osób, które kojarzą markę Herbapol ze zdrowymi produktami, jej wynik w teście może być zaskoczeniem. Osiem pestycydów (w tym chloran) wykryliśmy w dżemie, którego producent pisze na swojej stronie: „Duże kawałki i niezwykły smak specjalnie wyselekcjonowanych owoców pozyskanych jedynie od naszych zaufanych dostawców”.
Dawtona na trzecim miejscu
Na ocenę dostateczną i trzecie miejsce w rankingu zasłużył dżem Dawtona. Zawierał on pięć pestycydów.
Ponadto ocenę obniżyliśmy mu też za gumę guar w składzie. Jej zadaniem jest zwiększenie lepkości i zagęszczenie dżemu. Jest to substancja dodatkowa, bez której da się wyprodukować dobry dżem, więc nie trzeba jej dodawać, bo, jak wiadomo, im krótszy skład, tym lepiej.
Na etykiecie dżemu Dawtona nie przeczytamy, w ciągu ilu dni po otwarciu trzeba go spożyć. Informacja ta nie jest obowiązkowa, jednak przydatna dla konsumentów. Wiele osób nie ma bowiem świadomości, że dżem po otwarciu trzeba zużyć w ciągu kilku dni. Mogą za to odnosić wrażenie, że otwarte opakowanie dżemu może być spożywane aż do daty minimalnej trwałości podanej na etykiecie, czyli na przykład nawet przez rok.
Najlepsze dżemy w teście
Najmniej pestycydów znajdowało się w testowanych dżemach: Stovit i BiFix. W obu badacze wykryli tyko po dwa różne pestycydy. To naprawdę niewiele w porównaniu z trzynastoma w produkcie Pewni Dobrego z Auchan.
O dziwo w obu tych dżemach było mniej pestycydów niż w świeżych truskawkach, które zbadaliśmy w zeszłym roku: m.in. z Lidla, z Biedronki, z bazarku i od rolnika.
Jeśli chodzi o skład, to w dżemie Stovit jest on bez zarzutu. Jako regulator kwasowości został w nim użyty kwas cytrynowy. Ten dodatek do żywności jest zaklasyfikowany jako całkowicie bezpieczny dla zdrowia. Z tego powodu nie ma ustalonej dziennej dawki, jaką można spożyć.
W dżemach BiFix i Stovit znajduje się też kwas askorbinowy, który pełni rolę przeciwutleniacza, czyli zapobiega niepożądanym procesom utleniania i pomaga zachować barwę. On również jest bezpiecznym dodatkiem do żywności. Tak naprawdę to nic innego, jak znana nam wszystkim witamina C.
Dżemowi BiFix odjęliśmy natomiast punkty za obecność w składzie gumy guar.
Z kolei producent dżemu Stovit nie umieścił na opakowaniu informacji o czasie, w jakim produkt może być przechowywany po otwarciu. Z tego powodu – podobnie jak dżemom Dawtona i Herbapol – obniżyliśmy ocenę konsumencką opakowania o jeden stopień. Pozostali producenci taką informację – bardzo przydatną dla konsumentów – zamieścili.
Natomiast dżemowi BiFix obniżyliśmy ocenę za mylący zapis nazwy. O co chodzi? Jakiś czas temu firma nosiła nazwę „BioFix”. Ponieważ jednak przepisy unijnego rozporządzenia – co rzekł Sąd – zabraniają stosowania członu „bio” w nazwie, jeśli nie mamy do czynienia z produktami ekologicznymi, producent musiał nazwę zmienić. Teraz nazywa się „BiFix”, tyle że… wciąż można ją mylnie odczytać jako „BioFix”. Dlaczego? Bo „o” zostało w logo zamienione na jabłko. Wiele osób wciąż widzi w nim napis „BioFix. Tak zapisana nazwa może wprowadzać konsumentów w błąd.
W rankingu pierwsze miejsce zajął dżem Stovit z oceną dobrą. Tuż za nim – również dobrze oceniony – uplasował się dżem BiFix, który jest jednocześnie dżemem o najlepszym stosunku ceny do jakości. W przeliczeniu na 100 g kosztuje 2,01 zł.
Pytania do producentów
W świetle wyników testu nasuwają się pytania do producentów dżemów: Czy oni sami badają swoje produkty? Czy są świadomi tego, co znajduje się w ich dżemach? A jeśli są świadomi, to dlaczego oferują je konsumentom? Czy uważają, że produkt z siedmioma, ośmioma, dziewięcioma czy trzynastoma pestycydami jest najwyższej jakości? Liczymy na to, że po naszym teście producenci odpowiedzą na te pytania.
Już przywykliśmy do argumentu producentów, że przecież wykrywane pestycydy nie przekraczają norm, więc mogą być obecne w produktach. Tylko czy w takim razie wskażą choć jeden pestycyd, który jest zdrowy?
Koktajl pestycydów
Co ważne, warto zaznaczyć, że nawet jeśli pestycydy wykryte w dżemach nie przekraczają dopuszczalnych norm, to w wielu produktach mamy do czynienia z prawdziwym koktajlem tych szkodliwych substancji. Co to znaczy i dlaczego budzi niepokój? Otóż nawet małe ilości poszczególnych pestycydów mogą stać się niebezpieczne dla zdrowia w połączeniu z innymi niepożądanymi substancjami chemicznymi, które pochłaniamy każdego dnia – zarówno z żywności, jak i np. kosmetyków czy opakowań. Tak naprawdę nie mamy kontroli nad całkowitą ilością szkodliwych substancji, które trafiają do naszego organizmu z różnych źródeł. Nie wiemy też dokładnie, jakie są efekty wzajemnego oddziaływani tych substancji między sobą.
A że pestycydy są wszechobecne w przeróżnych produktach żywnościowych, które jemy każdego dnia, to pokazują wyniki naszych poprzednich testów żywności, które do tej pory przeprowadziliśmy: m.in. warzyw i owoców (i to zarówno kupowanych w dużych sieciach sklepów, jak i z bazarku czy od rolnika, a także polskich i importowanych), jogurtów, skyrów czy rodzynków.
Między innymi właśnie dlatego regularnie testujemy żywność na zawartość pestycydów. Z jednej strony – dla ciebie, konsumenta, który zyskuje wiedzę, w których produktach jest najwięcej zanieczyszczeń. Ale z drugiej strony testujemy po to, żeby producenci zaczęli bardziej zwracać uwagę na jakość oferowanych nam produktów. Żeby minimalizowali zawartość pestycydów tak bardzo, jak tylko się da. Taki wpływ na producentów ma sens i – jak widzimy – powoli zaczyna przynosić efekty. Dzięki naszym testom producenci wiedzą, co powinni kontrolować w swoich produktach, a sieci sklepów – jakie wymagania stawiać swoim dostawcom. W ten sposób wspólnie – my jako niezależna organizacja konsumencka, ty jako konsument dokonujący świadomych wyborów w sklepie i producenci podnoszący swoje standardy jakości – możemy zadbać o poprawienie jakości żywności w Polsce.
Laboratorium Zakład Badania Bezpieczeństwa Żywności Instytutu Ogrodnictwa – Państwowego Instytutu Badawczego w Skierniewicach przebadało akredytowanymi metodami badawczymi na zlecenie Fundacji Pro-Test 10 dżemów i produktów truskawkowych. Laboratorium oznaczyło w nich zawartość 451 pestycydów, w tym chloranu. Dżemy do testu zostały zakupione w marcu i kwietniu 2025 r. O wyniku w teście decydowały: w 80% ocena szkodliwych substancji, w 10% ocena składu i w 10% ocena konsumencka opakowania.
SZKODLIWE SUBSTANCJE 80%
Badania pozostałości 451 pestycydów laboratorium przeprowadziło następującymi metodami: 410 metodą multi (gc-ma/ma i lc-ms/ms) oraz 11 metodą QuPPe. Badania przeprowadzono zgodnie z: PN-EN 15662:2018-06 – GC-MS/MS; EURL-SRM QuPPe – LC-MS/MS. Chlorek chlormekwatu – GO – 0,005 mg/kg; Chlorek mepikwatu – GO – 0,005 mg/kg; Cyromazyna – GO – 0,01, Matryna – GO – 0,01 mg/kg, Oksymatryna – GO – 0,01 mg/kg, Melamina – GO – 0,01 mg/kg oraz: EURL-SRM QuPPe-Method – LC-MS/MS. Fosetyl GO – 0,01 mg/kg, kwas fosfonowy i jego sole GO – 0,1 mg/kg, fosetyl-Al (suma fosetylu, kwasu fosfonowego i jego soli wyrażona jako fosetyl), chlorany/nadchlorany GO – 0,01 mg/kg, jon bromkowy GO – 0,2 mg/kg.
Obniżenie oceny: Dżemom, które zawierały chloran, obniżono ocenę cząstkową za szkodliwe substancje do niedostatecznej (1,0). Dżemom, w których wykryto pestycyd niedozwolony do stosowania w uprawach w UE, a ich producenci deklarowali użycie wyłącznie owoców z Polski, obniżono ogólną ocenę jakości do niedostatecznej (1,0).
SKŁAD 10%
W tabeli z wynikami testu na czerwono zaznaczono składniki, za które obniżano ocenę za skład. Za każdy negatywnie oceniony składnik odejmowano jeden stopień. Natomiast produktom, w których było najwięcej owoców, podniesiono ocenę za skład o pół stopnia.
OCENA KONSUMENCKA OPAKOWANIA 10%
W ramach testu eksperci Fundacji Pro-Test przyjrzeli się opakowaniom dżemów nie tylko pod kątem wymogów prawnych, ale też z punktu widzenia konsumenta. Ocenie poddano m.in. obecność informacji wymaganych przez prawo, a także niewymaganych, lecz przydatnych dla konsumentów, czytelność czcionki oraz sformułowania i inne elementy opakowań mogące wprowadzać konsumentów w błąd.
4 SKYRY W TEŚCIE: Pestycydy, w tym szkodliwy chloran, w popularnych skyrach truskawkowych – to wyniki nowego testu Fundacji Pro-Test. Bakoma, Fruvita, Piątnica czy Pilos? Zobacz, które skyry zawierały toksyczne substancje!
Reklamowany jako źródło białka i obietnica idealnej sylwetki, prosto z Islandii, z etykietą „0% tłuszczu”, zagościł na dobre w lodówkach Polek i Polaków. Ale za gęstą konsystencją kryją się pytania, o których reklamy milczą. Badania czterech popularnych skyrów truskawkowych na zawartość szkodliwych substancji (421 pestycydów, w tym chloranów) przeprowadziło na nasze zlecenie akredytowanymi metodami badawczymi laboratorium – Zakład Badania Bezpieczeństwa Żywności Instytutu Ogrodnictwa – Państwowego Instytutu Badawczego w Skierniewicach. Podobnie jak w niedawnym teście jogurtów tak i tym razem badacze wykryli pozostałości związku, który w ogóle nie powinien znajdować się w żywności – chloranu.
Chloran to związek chemiczny, który pochodzi najprawdopodobniej ze środków służących do czyszczenia i dezynfekcji linii produkcyjnych. Chloran w skyrach może też pochodzić z jeszcze wcześniejszego etapu ich produkcji – z owoców, które były myte chlorowaną wodą, a następnie trafiły do skyru.
Chloran może powodować potencjalne poważne skutki zdrowotne: może zaburzać funkcjonowanie tarczycy z powodu hamowania wychwytu jodu, co jest niebezpieczne dla osób z chorobami tarczycy oraz z niedoborem jodu. Jednak chloran jest szczególnie niebezpieczny dla dzieci. Z tego powodu UE ustaliła normę chloranu dla żywności przeznaczonej dla niemowląt i małych dzieci na poziomie 0,01 mg/kg.
W jednym skyrze wykryliśmy także pozostałości pestycydu – kwasu fosfonowego.
Skyr: hit czy kit?
Czy skyr to wciąż zdrowa przekąska czy kolejny produkt, który lepiej wygląda w reklamie niż w rzeczywistości? Skyr stał się symbolem zdrowego stylu życia, ale czy na to zasługuje?
Zacznijmy od początku, czyli od tego, czym właściwie jest skyr.
Od zwykłego jogurtu skyr różni się przede wszystkim wyższą zawartością białka i mniejszą ilością tłuszczu. Dzięki temu jest chętnie wybieramy przez osoby dbające o linię oraz uprawiające sport i poszukujące źródeł białka w diecie.
Skyr pochodzi z Islandii i może się tam poszczycić ponad tysiącletnią historią. Tradycyjny islandzki skyr był wytwarzany z mleka, do którego dodawano podpuszczkę. W polskich skyrach z naszego testu podpuszczki w składzie nie ma. Za to są żywe kultury bakterii jogurtowych – podobnie jak w zwykłych jogurtach. Dodatkowo, zamiast naturalnie zagęszczającej podpuszczki, w składach niektórych testowanych skyrów znajdują się substancje zagęszczające: w Pilosie – pektyny i guma ksantanowa, a w Piątnicy – pektyny i mączka chleba świętojańskiego.
Prawdy i mity o skyrze
Powodów, dla których skyr zyskał w ostatnich latach tak dużą popularność, jest kilka. Ale czy część z nich to przypadkiem nie zwykłe chwyty marketingowe o znikomym znaczeniu z żywieniowego punktu widzenia? Przyjrzyjmy się bliżej sloganom reklamowym i czterem powodom, dla których skyry znajdują tak wielu zwolenników:
1. Wysoka zawartość białka
Skyr zawiera nawet 2-3 razy więcej białka niż klasyczny jogurt. To dlatego tak upodobały go sobie osoby aktywne fizycznie, odchudzające się czy budujące masę mięśniową.
FAKT: Wysoka zawartość białka w skyrze jest faktem, ale czy rzeczywiście sprawia ona, że skyr jest lepszym wyborem od zwykłego jogurtu? Okazuje się, że niekoniecznie, bo większość osób nie ma problemu z niedoborem białka, nawet jeśli uprawiają sport. Dzienne zapotrzebowanie na białko wynosi od ok. 0,9 do 1,2 g na każdy kilogram masy ciała. Trzeba też pamiętać, że nadmiar białka nie przyspiesza odchudzania, a osoby o niskiej aktywności fizycznej mogą nie potrzebować go aż tyle, ile mogłoby się im wydawać.
2. Niska zawartość tłuszczu
Większość skyrów dostępnych w sklepach ma 0% tłuszczu (w naszym teście to Fruvita i Piątnica) lub minimalnie ponad 0% (w teście Pilos ma 0,2% tłuszczu). To przyciąga osoby liczące kalorie i chcące unikać tłuszczów w diecie. Lecz czy brak tłuszczu to naprawdę zaleta?
FAKT: Z żywieniowego punktu widzenia, całkowita eliminacja tłuszczu nie zawsze jest korzystna. Tłuszcz jest potrzebny do: wchłaniania witamin A, D, E i K, utrzymania sytości i prawidłowego działania hormonów.
3. Dłuższe uczucie sytości
Wysoka zawartość białka sprawia, że skyr syci na długo, co pomaga ograniczać podjadanie i kontrolować apetyt.
FAKT: To prawda, że białko syci na dłużej, więc w porównaniu do jogurtów z mniejszą zawartością białka, skyr rzeczywiście może lepiej hamować głód. Ale… to nie znaczy, że zawsze trzeba wybierać skyr zamiast jogurtu: pełnotłusty jogurt może sycić równie dobrze, botłuszcz także daje uczucie sytości na długo. A więc jeśli smak skyru ci nie odpowiada, spokojnie możesz wybrać na przykład jogurt grecki. Natomiast wybór skyru ma sens, gdy pasuje ci smakowo i wpisuje się w twoją dietę, a nie tylko dlatego, że ma dużo białka.
4. Marketing zdrowego stylu życia
Producenci skyrów promują je, podkreślając ich naturalność i prosty skład. W przekazach reklamowych nawiązują też do tradycyjnego produktu z Islandii i mody na skandynawski minimalizm.
FAKT: To świetny chwyt marketingowy, ale częściowo oderwany od rzeczywistości. Wiele skyrów dostępnych w sklepach to produkty przemysłowe, często z dodatkami smakowymi, cukrem, zagęstnikami czy aromatami, mające niewiele wspólnego z „naturalnym, tradycyjnym” skyrem z Islandii. Owszem – w procesie ich produkcji mamy do czynienia z fermentacją mleka z udziałem bakterii jogurtowych, ale liczne dodatki sprawiają, że trudno już mówić o prostym składzie.
Co mimo wszystko przemawia na korzyść skyru?
Trzeba pamiętać, że – owszem – skyr (najlepiej naturalny, a nie smakowy) to korzystny składnik naszej diety, ale nie cudowny eliksir zdrowia ani panaceum na nadprogramowe kilogramy.
Na pewno jednak będzie lepszym wyborem od mniej wartościowych przekąsek… pod warunkiem, że nie zawiera szkodliwych substancji.
Ranking skyrów
Wyniki naszego testu rzucają nowe światło na to, które skyry warto wybierać, a których lepiej unikać. Okazuje się, że oprócz korzystnych składników takich jak białko, wapń czy żywe kultury bakterii, skyry mogą zawierać też szkodliwe substancje. Dodatkowo analiza składów testowanych produktów pokazuje, że dostępne w sklepach skyry bardzo się różnią i lepiej stawiać na te, których skład jest prostszy oraz te, które mają mniej cukru.
Oto, co wykazał test skyrów:
1. miejsce:BAKOMA SKYR MALINA-TRUSKAWKA
Na pierwszym miejscu w rankingu uplasował się produkt marki Bakoma – skyr malina-truskawka. Choć tak naprawdę jego nazwa powinna brzmieć „truskawka-malina”, ponieważ na etykiecie czytamy, że ma minimalną ilość malin – jedynie 0,3%. Truskawki zaś stanowią 2,4% składu. Ten skyr ma jednocześnie najniższą zawartość owoców w teście. Z tego powodu obniżyliśmy mu ocenę za skład. Jednak należy pamiętać, że jogurty czy skyry nie są dobrym źródłem owoców w diecie. Skyr – niezależnie od tego, ile by miał owoców – nie zastąpi jednej z pięciu porcji warzyw i owoców dziennie zalecanych przez normy żywieniowe.
Jeśli już jesteśmy przy składzie skyru Bakoma, to warto wspomnieć, że ma on dwa składniki, które oceniliśmy negatywnie: cukier i aromaty. To niewiele niekorzystnych składników w takim produkcie, jakim jest skyr. w porównaniu ze skyrami Pilos czy Piątnica z dłuższymi i mniej korzystnymi składami. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że cukru w Bakomie jest najwięcej spośród badanych produktów, bo 13,4 g/100 g. To oznacza, że wraz z całym opakowaniem tego skyru zjadamy cztery łyżeczki cukru. Jako że wiele osób sięga po skyr jako zdrowy składnik diety, to zdecydowanie za dużo.
Wracając do aromatu, to niestety, znajduje się on we wszystkich skyrach z testu. Jak widać, truskawek i innych składników truskawkowych (np. przecieru) jest w nich na tyle mało, że producenci „podkręcili” smak i zapach, dodając aromat.
Największą zaletą skyru Bakomy w porównaniu z pozostałymi badanymi produktami jest brak szkodliwych substancji. Laboratorium nie wykryło w nim ani chloranu, ani innych pozostałości pestycydów.
2. miejsce:PILOS SKYR W STYLU ISLANDZKIM TRUSKAWKA
Drugie miejsce w rankingu zajął skyr Pilos marki własnej Lidla. Wykryliśmy w nim kwas fosfonowy – pochodzący z pestycydów stosowanych do ochrony roślin przed chorobami grzybowymi (fungicydów). W badanym skyrze kwasu fosfonowego było 0,20 mg/kg. Jest to stosunkowo mało toksyczna substancja. Dopuszczalne dzienne spożycie (ADI) kwasu fosfonowego wynosi 2,25 mg na każdy kilogram masy ciała na dzień.
Skąd kwas fosfonowy w skyrze? Może pochodzić albo z truskawek, albo z mleka. W tym pierwszym wypadku, truskawki musiały by być bardzo zanieczyszczone kwasem fosfonowym, biorąc pod uwagę fakt, jak niewielką część składu skyru Pilos stanowią.
Skyr Pilos nie ma dodatku cukru. To duży plus. Ma jednak coś, co go zastępuje – sztuczne słodziki: aspartam i acesulfam K. Mimo swojej złej sławy nie są one szkodliwe w umiarkowanych ilościach, w jakich jadamy je w naszej diecie. Jeśli alternatywą są skyry z 10 g cukru w 100 g albo z jeszcze większą jego ilością, to wybór produktu ze sztucznymi słodzikami wydaje się rozsądniejszy. Dlaczego? Zawiera mniej kalorii, co jest korzystne przy redukcji masy ciała i nie wpływa bezpośrednio na wzrost poziomu glukozy we krwi, tak jak cukier. No i poza tym, w przeciwieństwie do nadmiaru cukru w diecie, nie wiąże się z ryzykiem otyłości, próchnicy, cukrzycy i wielu innych chorób cywilizacyjnych. Minusem sztucznych słodzików dodanych do skyru z Lidla może być nieprzyjemny chemiczny posmak, którego nie każdy lubi.
Ponadto w składzie Pilosa znajdują się: skrobia modyfikowana oraz substancje zagęszczające: pektyny i guma ksantanowa – składniki, bez których skyr o dobrym składzie się obejdzie, o czym świadczą produkty z testu, do których te „ulepszacze” nie zostały dodane. Dlatego to kolejne minusy na koncie skyru z Lidla.
I jeszcze jeden minus – za dodatek aromatu. Mimo że jest on oznaczony jako „naturalny”, to nie musi oznaczać, że pochodzi z truskawek. Mógł powstać z jakiejś innej substancji, ważne tylko, by była pochodzenia roślinnego lub zwierzęcego. To już wystarczy, by producent mógł użyć określenia „naturalny” w stosunku do aromatu.
3. miejsce:FRUVITA JOGURT TYPU ISLANDZKIEGO SKYR TRUSAKWKA
Trzecie miejsce w naszym teście zajął jogurt marki własnej sieci sklepów Biedronka. Laboratorium wykryło w nim chloran – stąd obniżona ocena za zawartość szkodliwych substancji. Ilość chloranu we Fruvicie wynosi 0,014 mg/kg. A jaka jest dopuszczalna norma? Nie ma ustalonej górnej bezpiecznej granicy dla chloranu w skyrach. Jest za to norma dla żywności przeznaczonej dla niemowląt i małych dzieci, która wynosi 0,01 mg/kg. A że skyry truskawkowe są chętnie podawane także małym dzieciom, obniżyliśmy oceny produktom zanieczyszczonym chloranem, w których przekracza on 0,01 mg/kg.
Pod względem składu Fruvita wypada całkiem dobrze. Ma 8% truskawek, co być może wydaje się niewiele, ale na tle pozostałych testowanych skyrów, to najwyższa zawartość owoców (ex aequo z Piątnicą).
Ilość cukru w skyrze Biedronki to 10 g/100 g. Wśród skyrów z testu słodzonych cukrem to najmniej (na równi z Piątnicą), lecz wciąż dużo, bo aż trzy łyżeczki w opakowaniu.
Również dodatek aromatu w skyrze Fruvita oceniliśmy negatywnie.
4. miejsce: PIĄTNICA SKYR JOGURT TYPU ISLANDZKIEGO Z TRUSKAWKAMI
Ostatnie miejsce zajmuje skyr Piątnicy przede wszystkim z uwagi na najwyższą zawartość szkodliwego chloranu. Laboratorium wykryło w nim 0,021 mg/kg tej toksycznej substancji. To ponad dwa razy więcej niż ilość dozwolona w żywności dla niemowląt i małych dzieci.
Również skład i ilość cukru obniżają ocenę tego skyru. W składzie producent wymienia następujące „ulepszacze”, których można by uniknąć: substancje zagęszczające: pektyny i mączka chleba świętojańskiego oraz naturalne aromaty.
W skyrze Piątnicy truskawki stanowią 8%, ale tej informacji producent nie przekazuje konsumentom bezpośrednio. Trzeba to sobie dopiero obliczyć. A nie jest to proste i oczywiste. Z informacji podanych na opakowaniu konsument może wywnioskować, że owoców jest znacznie więcej. 20%? A może nawet 40%? Nie. Te wartości nie oznaczają, że w skyrze znajduje się aż tyle truskawek. Pierwsza dotyczy ilości wsadu truskawkowego, a druga ilości truskawek w tym wsadzie. Cóż z tego, że producent nie mija się z prawdą, podając te dane, skoro taka deklaracja może wprowadzać konsumentów w błąd, kiedy porównuje ilości owoców w różnych skyrach? Takie zabiegi producentów należy zdecydowanie skrytykować, bo informacje na etykiecie powinny być jasne i przejrzyste.
Laboratorium Zakład Badania Bezpieczeństwa Żywności Instytutu Ogrodnictwa – Państwowego Instytutu Badawczego w Skierniewicach przebadało akredytowanymi metodami badawczymi na zlecenie Fundacji Pro-Test cztery skyry truskawkowe. Laboratorium oznaczyło w nich zawartość 421 pestycydów, w tym chloranu. Jogurty do testu zostały zakupione w marcu 2025 r. O wyniku w teście decydowały: w 70% ocena szkodliwych substancji, w 20% ocena składu i w 10% ocena konsumencka opakowania.
SZKODLIWE SUBSTANCJE 70%
Badania pozostałości 421 pestycydów laboratorium przeprowadziło następującymi metodami: 410 metodą multi (gc-ma/ma i lc-ms/ms) oraz 11 metodą QuPPe. Badania przeprowadzono zgodnie z: PN-EN 15662:2018-06 – GC-MS/MS; EURL-SRM QuPPe – LC-MS/MS. Chlorek chlormekwatu – GO – 0,005 mg/kg; Chlorek mepikwatu – GO – 0,005 mg/kg; Cyromazyna – GO – 0,01, Matryna – GO – 0,01 mg/kg, Oksymatryna – GO – 0,01 mg/kg, Melamina – GO – 0,01 mg/kg oraz: EURL-SRM QuPPe-Method – LC-MS/MS. Fosetyl GO – 0,01 mg/kg, kwas fosfonowy i jego sole GO – 0,1 mg/kg, fosetyl-Al (suma fosetylu, kwasu fosfonowego i jego soli wyrażona jako fosetyl), chlorany/nadchlorany GO – 0,01 mg/kg, jon bromkowy GO – 0,2 mg/kg.
Zawartość chloranu w skyrach odniesiono do najwyższego dopuszczalnego poziomu pozostałości chloranu dla żywności przeznaczonej dla niemowląt i małych dzieci, który jest ustalony na poziomie 0,01 mg/kg.
SKŁAD 20%
W tabeli z wynikami testu na czerwono zaznaczono składniki, za które obniżano ocenę za skład. Dodatkowo najmniejsza zawartość owoców także skutkowała obniżeniem tej oceny. W obu tych przypadkach odejmowano po pół stopnia z oceny cząstkowej za skład. Ocenę składu obniżano też za zawartość cukru w produkcie od 10 g/100 g w górę. Oceny obniżano rosnąco wprost proporcjonalnie do zawartości cukru.
OCENA KONSUMENCKA OPAKOWANIA 10%
W ramach testu eksperci Fundacji Pro-Test przyjrzeli się opakowaniom skyrów nie tylko pod kątem wymogów prawnych, ale też z punktu widzenia konsumenta. Ocenie poddano m.in. czytelność i rozmiar czcionki na etykietach oraz sformułowania i inne elementy opakowań mogące wprowadzać konsumentów w błąd.
48 ZMYWAREK DO ZABUDOWY W TEŚCIE: Test zmywarek do zabudowy pokazał, że w sklepach masz do wyboru sporo dobrych modeli. Ale aż osiem fatalnie radzi sobie z najważniejszym – zmywaniem.
Mało która domowa czynność wywołuje tyle emocji, co zmywanie naczyń: „Czyja dziś kolej na zmywanie?”; „Kto znowu zostawił brudne talerze w zlewie?”… Zmywarka może rozwiązać wiele z tych konfliktów. Ale niestety generuje też nowe powody do rodzinnych kłótni: „Czy przed włożeniem do zmywarki, trzeba opłukać talerze?” (nie trzeba); „Czy zmywanie ręczne jest bardziej ekologiczne” (nie jest); „Kto lepiej układa naczynia w zmywarce?” (zawsze ja!).
ZANIM KUPISZ ZMYWARKĘ 3 praktyczne wskazówki
1. Zrób listę funkcji, których naprawdę potrzebujesz (np. opóźniony start, tryb nocny, aplikacja mobilna) 2. Zwróć uwagę na szerokość – standard to 60 cm, ale są też zmywarki wąskie 45 cm 3. Porównuj nie tylko ceny, ale i koszty użytkowania
Cóż najważniejsze w tym wszystkim, by utrzymać dobre relacje… ze zmywarką. Przecież nie chcesz, żeby nie domywała szklanek albo zalała kuchnię. Jedno jest pewne: ten, kto już ma zmywarkę, nie będzie chciał wracać do ręcznego zmywania.
Dlatego ten test zmywarek do zabudowy pokaże ci, który model wybrać, żeby nie trzeba było na niego później narzekać i – co ważne – żeby nie przepłacić. Bo dobrą zmywarkę kupisz już za mniej niż 1500 zł. Z drugiej strony wśród drogich modeli – za ponad trzy, a nawet cztery tysiące złotych – znaleźliśmy urządzenia, których nie mogliśmy ocenić wyżej niż miernie czy dostatecznie.
Zmywarki musiały uporać się z najtrudniejszymi zabrudzeniami – np. z zaschniętym szpinakiemZmywarki porównaliśmy też pod względem wygody obsługi. Ta zależy m.in. od szczegółów w budowie
Na etykiecie nie widać wszystkiego
Podczas wyboru nowej zmywarki musisz pamiętać, że koszt zakupu to dopiero początek wydatków. Do ceny zmywarki trzeba doliczyć jej koszty eksploatacyjne – przede wszystkim za prąd i wodę, które będzie zużywać.
Przetestowane zmywarki mają klasy energetyczne od A do E. Jednak ich realne zużycie wody i prądu zależy od programu, jakiego używasz. Nie każdy używa tylko trybu ekologicznego. A to właśnie on jest brany pod uwagę w danych na etykiecie energetycznej urządzenia.
ZANIM WŁĄCZYSZ ZMYWARKĘ 3 praktyczne wskazówki
1. Naczyń nie trzeba wstępnie płukać. Jedynie zeskrob resztki do kosza, a resztę ogarnie zmywarka. 2. Nie układaj naczyń jedno na drugim 3. Unikaj zmywania w zmywarce: – noży z węglowej stali (rdzewieją), – aluminium (odbarwia się), – drewna (pęcznieje).
My z kolei w naszym teście bierzemy pod uwagę realistyczny scenariusz użytkowania zmywarki. Zużycie prądu i wody wyliczamy na podstawie zarówno programów Eco, jak i podstawowych. Dopiero na bazie tych wyliczeń wystawiamy oceny za pobór energii i wody. Dlatego zmywarka klasy A może mieć ocenę mierną za ten badany parametr (tak było na przykład ze zmywarką Whirlpool W7I HF60 TU), podczas gdy D – bardzo dobrą, jak na przykład model Råglanda z Ikei.
A zatem zanim kupisz nową zmywarkę, oceny za pobór wody i energii porównaj w naszej tabeli z wynikami testu, zamiast kierować się klasą energetyczną deklarowaną przez producenta.
Również rzut oka na ocenę hałasu może zmienić twoje preferencje co do wyboru nowego sprzętu. I tu możesz trafić na niespodzianki. Na przykład skąd inąd całkiem dobra zmywarka Electrolux EES47300IX okazała się najgłośniejsza w całym teście. Jeśli masz otwartą kuchnię, ten model może okazać się dla ciebie niewłaściwym wyborem.
Najlepsze i najgorsze zmywarki
Jeśli już wiesz, która zmywarka jest cicha i energooszczędna, to teraz pora dowiedzieć się, która domyje szpinak z garnka i nie zostawi wody w zagłębieniach denek kubków.
CO OTRZYMUJESZ KUPUJĄC TEN TEST WYNIKI TESTU. Oceny 48 zmywarek do zabudowy – zarówno o standardowej szerokości, jak i dwóch wąskich modeli – są przedstawione w tabeli. Wśród nich znajdziesz takich liderów rynku, jak Bosch, Beko, Whirlpool, Electrolux oraz wiele innych, w tym modele z Ikei. Ceny testowanych zmywarek wahają się od 1211 do 6199 zł. Nasze zmywarki musiały wykazać się znakomitą skutecznością zmywania zarówno w programie podstawowym, jak i ekologicznym. Oceniliśmy też, czy dobrze suszą naczynia. Zmierzyliśmy czasy zmywania, pobór prądu i wody, a także głośność pracy testowanych urządzeń. Dodatkowo porównaliśmy wygodę ich użytkowania i trwałość. Te wszystkie cechy zmywarek zostały ocenione przez ekspertów w badaniach laboratoryjnych.
PORADY DOTYCZĄCE ZAKUPU. Na co zwracać uwagę podczas wyboru nowej zmywarki? Które modele oceniliśmy najwyżej? Na te pytania odpowiadamy w dalszej części testu. Z testu dowiesz się też, który model wybrać, żeby nie przepłacić. Jak się bowiem okazało, różnice w cenach zmywarek są duże, ale w jakości między tymi drogimi a tanimi niekoniecznie.
TABELA DO POBRANIA. Po wykupieniu tego testu, otrzymujesz dostęp do tabeli z rankingiem porównującym wyniki wszystkich badanych zmywarek (możesz ją pobrać w pliku PDF). Ponadto otrzymujesz dostęp do pełnej wersji artykułu opisującego badania i ich wyniki.
Czy chcesz poznać pełną treść i wyniki tego testu?
Dokonaj jego zakupu lub uzyskaj roczny dostęp do naszych treści.
Z Waszych wpłat finansujemy kolejne testy
3 MARKI RODZYNKÓW W TEŚCIE: Wszystkie rodzynki z testu zawierają pozostałości pestycydów. W każdych wykryliśmy ich bardzo dużo. Rekordzista miał aż 27 szkodliwych substancji! Jedne rodzynki nie spełniają normy i w ogóle nie powinny znajdować się w sprzedaży.
Rodzynki i świąteczne wypieki idą ze sobą w parze. Rodzynki to również przekąska polecana jako zdrowsza alternatywa dla słodyczy zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Ale co jeśli w rodzynkach, które dodajesz do ciast albo po prostu lubisz jeść jako słodką przekąskę, znajdują się pozostałości szkodliwych substancji? Nasz test pokazał, że tak właśnie jest. We wszystkich rodzynkach, które przebadaliśmy, laboratorium wykryło pozostałości pestycydów, w tym również takich, które nie mogą być stosowane w Unii Europejskiej. Mało tego! Jeden produkt, w dodatku topowej marki, w ogóle nie powinien znajdować się w sprzedaży – ilość chloropiryfosu przekraczała w nim dopuszczalne normy.
Co zbadaliśmy?
Tym razem laboratorium: Zakład Badania Bezpieczeństwa Żywności Instytutu Ogrodnictwa – Państwowego Instytutu Badawczego w Skierniewicach Badania przebadał na zlecenie Fundacji Pro-Test trzy marki rodzynków. Badacze sprawdzili, czy zawierają któreś z 548 pestycydów.
Do badań oddaliśmy:
rodzynki marki własnej sieci sklepów Lidl: Alesto Jumbo (kraj pochodzenia: Chile);
rodzynki sułtańskie marki własnej sieci sklepów Biedronka – Bakello (kraj pochodzenia: Turcja) oraz
rodzynki sułtańskie Bakalland, (kraj pochodzenia: Chiny) – bakaliowego potentata na polskim rynku.
Rodzynki do testu kupiliśmy w warszawskich sklepach: Auchan, Lidlu i Biedronce.
Które rodzynki miały pestycydy?
Wyniki zatrważają. Pestycydy w dużych ilościach znaleźliśmy w każdej z badanych próbek!
W rodzynkach sułtańskich Bakalland laboratorium wykryło pozostałości aż 16 pestycydów, z których jeden – związek o nazwie chloropiryfos – przekraczał dopuszczalną normę. Zatem te rodzynki w ogóle nie powinny znajdować się w sprzedaży. O wykrytym przekroczeniu normy poinformowaliśmy Sanepid.
Oprócz chloropiryfosu w testowanych rodzynkach Bakalland znajdowały się również następujące pestycydy: Acetamipryd, Azoksystrobina, Chlorantraniliprol, Chlorfenapyr, Lambda-cyhalotryna, Cypermetryna, Difenokonazol, Heksakonazol, Indoksakarb, Iprodion, Karbendazym, Pirymetanil, Piraklostrobina, Tebukonazol i Tiofanat metylowy.
Jeszcze większą liczbę różnych pestycydów zawierały rodzynki Bakello z Biedronki. Badacze wykryli w nich koktajl aż 27 szkodliwych substancji! Są to następujące pestycydy: Acetamipryd, Ametokratydyna, Azoksystrobina, Boskalid, Chlorantraniliprol Lambda-cyhalotryna, Cypermetryna, Cyprodynil, Deltametryna, Difenokonazol, Dimetomorf, Fenwalerat, Fludioksonil, Fluksapyroksad, Fluopyram, Flupyradifuron, Iprowalikarb, Metalaksyl, Metoksyfenozyd, Penkonazol, Pirymetanil, Piryproksyfen, Spirotetramat, Tebufenpyrad, Tebukonazol, Tetrakonazol iTrifloksystrobina.
Z kolei rodzynki lidlowej marki Alesto zawierały 10 różnych szkodliwych substancji: Boskalid, Cypermetryna, Difenokonazol, Fenheksamid, Fludioksonil, Izofetamid, Myklobutanil, Pirymetanil, Spirodiklofen i Tebukonazol.
Pestycydy wycofane z użycia w UE, a wykryte w badanych rodzynkach
W nawiasie podano datę wycofania
Biedronka / Bakello: Dimetomorf (do 20/05/2024), Spirotetramat (do 30/04/2024)
Lidl / Alesto: Myklobutanil (do 31/05/2021), Spirodiklofen (do 31/07/2020)
Bakalland: Chlorfenapyr (od 2012), Chloropiryfos (od 16/01/2020) – UWAGA! Przekroczona norma!, heksakonazol (od 2012), indoksakarb (od 19/12/2021), iprodion (od 05/12/2017), karbendazym – metabolit Tiofanatu metylowego (od 19/10/2020), tiofanat metylowy (od 19/10/2020)
Paradoks zakazanych pestycydów
Trzeba tu zaznaczyć, że w wymienionych wyżej próbkach rodzynków Bakello i Alesto ilości pestycydów nie przekraczały norm, mimo że kryją mieszankę aż tak wielu różnych związków. Na szczęście dla producentów, lecz – można powiedzieć – na nieszczęście dla konsumentów, rodzynki te mogą być legalnie sprzedawane w polskich sklepach. Nawet mimo że w Unii Europejskiej zakazano stosowania w rolnictwie części z wykrytych przez nas pestycydów, to jeśli są one dozwolone w krajach, z których rodzynki sprowadzono, mogą być w świetle prawa oferowane konsumentom w Polsce. I jak widać – są. W ramce obok sprawdzisz, których pestycydów nie wolno stosować w UE, lecz wykryliśmy je w rodzynkach.
Kontrowersje budzi jednak fakt, że wiele z pestycydów zakazanych do stosowania w krajach Unii Europejskiej, jest w UE produkowanych, a następnie eksportowanych do krajów, w których są dozwolone do użytku w rolnictwie. Później te pestycydy wracają do nas, już w produktach żywnościowych. A przecież pestycydy zakazane w państwach Unii Europejskiej nie stają się mniej szkodliwe w innych miejscach na świecie.
Niektóre z wykrytych pestycydów budzących niepokój
Acetamipryd
Pozostałości tego związku wykryliśmy w rodzynkach Bakello z Biedronki w ilości 0,70 ± 0,35 mg/kg. To wartość na granicy normy. W świetle tego wyniku obecność acetamiprydu w rodzynkach jest tym bardziej niepokojąca, że Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) ma poważną niepewność co do możliwości uszkadzania układu nerwowego na skutek działania acetamiprydu, które może mieć miejsce w okresie rozwoju dzieci. A zatem potrzebne są dalsze badania dla odpowiedniej oceny zagrożenia i ryzyka związanego z tym pestycydem. W obliczu tych niepewności EFSA zaproponowała nawet obniżenie dopuszczalnego dziennego spożycia acetamiprydu.
Acetamipiryd znajdował się także w produkcie Bakalland, lecz w mniejszej ilości (0,010 mg/kg).
Acetamiprydjest insektycydem, czyli zwalcza owady zagrażające uprawom. Działa na układ nerwowy owadów, powodując ich paraliż i śmierć.
Boskalid
Boskalid jest środkiem grzybobójczym. W teście znajdował się w rodzynkach Alesto z Lidla i Bakello z Biedronki. Badania, na podstawie których Komisja Europejska ustala normy dla pozostałości pestycydów w żywności, wskazują, że długotrwałe narażenie na spożycie tej substancji może mieć wpływ na wątrobę i tarczycę, a także na płodność. Co prawda badania były prowadzone na szczurach, więc nie wiadomo do końca, czy taki sam wpływ boskalid będzie miał na ludzi.
Cypermetryna
Znajduje się we wszystkich badanych rodzynkach. Ten insektycyd został uznany za środek zaburzający gospodarkę hormonalną. Inne badania wskazują na jej działanie na układ nerwowy, rozrodczy i immunologiczny. Powoduje też śmierć pszczół i jest bardzo toksyczna dla organizmów wodnych i żyjących w glebie.
Cyprodynil
W rodzynkach Bakello z Biedronki znajduje się stosunkowo dużo tego pestycydu (1,8 ± 0,91 mg/kg przy normie 3,9 mg/kg). Jest to fungicyd, czyli pestycyd stosowany do zwalczania grzybów. W badaniach na myszach i szczurach uszkadzał wątrobę i nerki.
Piryproksyfen
Ten związek wykryty w rodzynkach Bakello z Biedronki jest insektycydem, który może mieć działanie neurotoksyczne i wpływać na układ hormonalny. W rodzynakch z testu był w ilości niewiele niższej od dopuszczalnej normy (0,017 mg/kg przy normie 0,023 mg/kg).
Spirotetramat
Jest stosowany jako insektycyd zwalczający szkodniki ssące, takie jak mszyce i przędziorki. W naszym teście znaleźliśmy go w rodzynkach Bakello z Biedronki w ilości 0,020 mg/kg tej substancji przy normie 5 mg/kg – ilość nieprzekraczająca norm, ale każda ekspozycja na ten związek może budzić niepokój. Tym bardziej, że spirotetramat powszechnie występuje w różnych warzywach i owocach (tylko w naszych testach wykrywaliśmy go w: pomarańczach z Lidla, truskawkach z Biedronki i papryce z Biedronki).
Spirotetramat może działać szkodliwie na płodność. Podejrzewa się, że działa też szkodliwie na dziecko w łonie matki. Działa toksycznie na organizmy wodne, powodując długotrwałe skutki. Obecnie Komisja Europejska wycofała ten związek z obrotu.
Skąd pestycydy w rodzynkach?
Winogrona należą do grupy owoców, w których wykrywa się najwięcej pestycydów. Są one szczególnie podatne na ataki szkodników oraz na pleśń, dlatego w ich uprawach stosuje duże ilości pestycydów. Aby zapobiec uzyskania odporności szkodników na dany preparat do ochrony roślin, środki te bywają stosowane naprzemiennie. Stąd tak duża liczba różnych wykrytych szkodliwych substancji w rodzynkach.
Na domiar złego, delikatna skórka winogron sprawia, że te toksyczne związki łatwo przedostają się do środka owoców.
Dlaczego w rodzynkach jest mieszanka tak wielu pestycydów?
Można się domyślać, że jednoczesne użycie różnych pestycydów zmniejszy ryzyko, iż któryś z nich przekroczy dozwolony prawem limit. Bo normy prawne, jak na razie, wyznaczają limity dla zawartości w owocach poszczególnych pestycydów z osobna, a nie dla ich sumy.
Nawet jeśli rodzynki, których używasz, zawierają pozostałości pestycydów w ilościach poniżej dopuszczalnych norm – tak jak ma to miejsce w przypadku naszego testu – i tak staraj się wybierać te, które zawierają ich jak najmniej. Dlaczego? Substancje, które osobno mogą nie przekraczać norm, w momencie kiedy oddziałują łącznie, mogą wpływać negatywnie na nasz organizm z większą mocą. Na temat wzajemnych oddziaływań między tymi substancjami w organizmie wciąż niewiele wiadomo. Ponadto pestycydy kumulują się w naszym ciele.
Gdyby producenci mieli obowiązek podawania pestycydów zawartych w rodzynkach, ich składy wyglądałyby tak jak na tej grafice
Dodatkowo pestycydy z rodzynek w połączeniu z innymi niepożądanymi substancjami chemicznymi, które nasz organizm pochłania każdego dnia – zarówno z żywności, jak i np. kosmetyków czy opakowań – mogą mieć negatywny wpływ na nasze zdrowie. Nie mamy kontroli nad całkowitą ilością szkodliwych substancji pochłanianych z różnych źródeł, ani nad wzajemnymi oddziaływaniami tych substancji między sobą. Zjawisko to nosi nazwę „efekt koktajlu”.
Dlatego powinniśmy przyjmować z pożywieniem jak najmniejsze ilości pestycydów.
W naszym teście ten koktajl pestycydów jest zatrważająco wielki. I to w każdym przebadanym produkcie. Rodzynki Bakello z 27 pozostałościami różnych związków chemicznych to absolutny – lecz niechlubny – rekordzista, biorąc pod uwagę pozostałe testy żywności, w których wykrywaliśmy pestycydy.
Jaki olej?
W przypadku rodzynków Bakalland konsument może napotkać na jeszcze jeden problem. Choć w obliczu wykrytych ilości w tym produkcie pestycydów, może się on wydawać na mało istotny, ale jednak: Otóż konsument nie ma możliwości zweryfikowania, czy w danym opakowaniu użyto oleju bawełnianego czy słonecznikowego.
Rodzynki to nazwa zbiorcza dla wszystkich rodzajów suszonych winogron. W naszym teście pod lupę wzięliśmy rodzynki dwóch odmian: sułtańskie i Thompson, zwane też Jumbo. Obie te odmiany są bardzo chętnie wybierane przez polskich konsumentów.
W składzie rodzynków Bakalland widzimy informację, że dodano do nich olej. Jest to albo olej bawełniany, albo (bądź ”i”) słonecznikowy. Tyle że na który olej trafimy w kupionych akurat rodzynkach? Tego nie wiemy. Producent nigdzie na opakowaniu tego nie wyjaśnia.
Co możesz zrobić, żeby ograniczyć narażenie na pestycydy z rodzynek?
WYBIERAJ RODZYNKI EKOLOGICZNE
Z dużym prawdopodobieństwem będą miały mniej pestycydów
W badaniach produkty eko mają zwykle mniej pozostałości pestycydów niż konwencjonalne. Dlatego to lepszy wybór, choć… droższy. Z drugiej strony to kilka złotych więcej za większe bezpieczeństwo.
Jak rozpoznać, że rodzynki są ekologiczne? Szukaj na nich unijnego logo produkcji ekologicznej w postaci zielonego liścia wraz z numerem jednostki certyfikującej.
NAMACZAJ RODZYNKI
Co prawda nie usuniesz wszystkich pestycydów, ale jest szansa, że przynajmniej część
Płukanie i moczenie suszonych owoców (np. rodzynek) w wodzie to prosty sposób, który choć trochę może obniżyć poziom pestycydów. Lepszych efektów można spodziewać się, kiedy namaczasz je we wrzątku, ponieważ niektóre szkodliwe związki są wrażliwe na wysoką temperaturę.
Niestety nie były przeprowadzane badania naukowe nad efektami namaczania rodzynek. Jednak istnieją badania dotyczące redukcji pestycydów w wyniku namaczania innych owoców i warzyw. Trzeba mieć jednak świadomość, że wiele pestycydów przedostaje się do środka rodzynków, a nie pozostaje na ich skórce. Dlatego metoda namaczania może nie przynieść oczekiwanych rezultatów: Pozbędziesz się z nich jedynie niewielkiej części toksyn.
ZMIENIAJ ŹRÓDŁA PRODUKTÓW
Dzięki temu ograniczysz ryzyko skumulowanej ekspozycji
To strategia polegająca na zmienianiu producentów, marek i pochodzenia (kraju, sklepu, dostawcy) danego produktu, zamiast kupowania zawsze tego samego. Jeśli ciągle kupujesz te same rodzynki, np. z Biedronki, to narażasz się na stały kontakt z tymi samymi 20-30 pestycydami, nawet jeśli każdy z osobna mieści się w normie. To tzw. ekspozycja chroniczna na ten sam „koktajl chemiczny”. Ale jeśli zamiast tego raz kupisz rodzynki ekologiczne z małego sklepu, następnym razem konwencjonalne, ale z innego kraju, innym razem znów od innego producenta, to zmniejszysz ryzyko narażenia ciągle na te same substancje.
Laboratorium Zakład Badania Bezpieczeństwa Żywności Instytutu Ogrodnictwa – Państwowego Instytutu Badawczego w Skierniewicach przebadało akredytowanymi metodami badawczymi na zlecenie Fundacji Pro-Test trzy marki rodzynków, w tym dwa produkty to rodzynki sułtańskie i jeden odmiany Jumbo. Laboratorium oznaczyło w nich zawartość 548 pestycydów. Rodzynki do testu zostały zakupione w kwietniu 2025 r. w warszawskich sklepach: Biedronka, Lidl oraz Auchan.
Badania pozostałości 548 pestycydów laboratorium przeprowadziło następującymi metodami: PN-EN 15662:2018-06 – GC-MS/MS i PN-EN 15662:2018-06 – LC-MS/MS.
9 JOGURTÓW W TEŚCIE: Jogurt to zdrowe bakterie, dobre źródło białka i wapnia. Sprawdziliśmy, czy tylko? Okazuje się, że prawie połowa jogurtów z testu ma szkodliwe pozostałości środków do dezynfekcji. Nie mówiąc już o masie cukru.
Przetestowaliśmy dziewięć popularnych jogurtów, w tym osiem truskawkowych i jeden deklarowany jako „o smaku poziomkowym”. Badania na zawartość szkodliwych substancji (421 pestycydów, w tym chloranów) przeprowadziło dla nas akredytowanymi metodami badawczymi laboratorium – Zakład Badania Bezpieczeństwa Żywności Instytutu Ogrodnictwa – Państwowego Instytutu Badawczego w Skierniewicach. Wyniki zaskakują, bo w czterech próbkach badacze wykryli pozostałości związku, który w ogóle nie powinien znajdować się w żywności…
Niebezpieczny chloran w jogurtach
Chodzi o chloran. Jest to związek chemiczny, który pochodzi najprawdopodobniej ze środków służących do czyszczenia i dezynfekcji linii produkcyjnych. Chloran w jogurtach może też pochodzić z jeszcze wcześniejszego etapu ich produkcji – z owoców, które były myte chlorowaną wodą, a następnie trafiły do jogurtu.
To, że chloran może znajdować się w żywności, odkryto stosunkowo niedawno, bo w 2014 r., w dodatku przez przypadek. Zaraz potem, w 2015 r. Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności, EFSA stwierdził, że poziomy chloranu w wodzie pitnej i żywności są zbyt wysokie i mogą powodować potencjalne poważne skutki zdrowotne. Otóż mogą zaburzać funkcjonowanie tarczycy z powodu hamowania wychwytu jodu. Jest to niebezpieczne dla osób z chorobami tarczycy oraz z niedoborem jodu.
Jednak chloran jest szczególnie niebezpieczny dla niemowląt i dzieci. Z tego powodu Unia Europejska ustaliła granicę, jakiej ilość chloranu w żywności nie może przekraczać. Ta norma wynosiła 0,01 mg/kg i dotyczyła wszystkich produktów spożywczych. Niestety poziomy chloranu w produktach spożywczych często przekraczają tę wartość. To skłoniło urzędników do złagodzenia normy, ale nie dlatego, że chloran jest bezpieczny, tylko dlatego, że w żywności jest go zbyt dużo. Jedynie w żywności przeznaczonej dla niemowląt i małych dzieci zachowano normę 0,01 mg/kg.
Chloran nie dla dzieci
Jogurty truskawkowe są chętnie podawane małym dzieciom, a dzieci chętnie je jedzą. Nic dziwnego – są bardzo słodkie. O tym jednak za chwilę. Pozostańmy przy chloranie. Czy jego ilości, jakie wykryliśmy w testowanych jogurtach, przekraczają wspomnianą normę 0,01 mg/kg? Niestety tak!
Chloran znajdował się w czterech jogurtach z testu marek: Fruvita, Mlekovita, Bakoma i Mlekpol. Najwięcej było go w jogurcie truskawkowym Fruvita – marki własnej sieci sklepów Biedronka – bo aż 0,04 mg/kg. W jogurcie Polskim Mlekovita laboratorium wykryło 0,021 mg/kg chloranu, zaś w jogurcie Bakoma 7 zbóż – 0,015 mg/kg. Nieco mniej chloranu było w jogurcie Mlekpol – 0,011 mg/kg.
Zawartość chloranu w jogurcie Fruvita z Biedronki jest wyższa od normy ustalonej dla żywności przeznaczonej dla niemowląt i małych dzieci aż czterokrotnie. Jednak jogurty truskawkowe, które przetestowaliśmy, nie są zaklasyfikowane jako żywność przeznaczona dla niemowląt i małych dzieci, więc ta norma ich nie dotyczy. A przecież rodzice podają takie jogurty swoim pociechom nawet już od szóstego, ósmego miesiąca życia. Jogurt jest bowiem polecany podczas rozszerzania diety dziecka jako pierwszy z produktów mlecznych.
Podając taki jogurt dziecku rodzice, nie mają jednak świadomości, że może znajdować się w nim chloran. Ciekawe, czy producent ma tę świadomość?
Co jeszcze sprawdziliśmy?
W jogurtach eksperci z Zakładu Badania Bezpieczeństwa Żywności Instytutu Ogrodnictwa – Państwowego Instytutu Badawczego w Skierniewicach zbadali też pozostałości 420 innych pestycydów. Dobra wiadomość jest taka, że żaden z badanych jogurtów ich nie zawierał.
Pestycydy mogą przedostawać się do jogurtów wraz z owocami albo z mleka – poprzez pasze podawane krowom. Na szczęście w żadnym z testowanych jogurtów truskawkowych ich nie znaleźliśmy.
Dawniej chloran miał zastosowanie w środkach ochrony roślin. Jest również substancją, która powstaje jako produkt uboczny stosowania środków dezynfekujących na bazie chloru w przetwórstwie żywności i wody pitnej. Obecna sytuacja, polegająca ta tym, że w żywności można wykryć pozostałości chloranu, wynika właśnie z tych zastosowań.
Dobre bakterie
Oprócz niepożądanej chemii, w jogurcie znajduje się też coś dobrego – coś, czemu jogurt zawdzięcza swoje wyjątkowe właściwości: bakterie jogurtowe. Wspierają one prawidłową florę bakteryjną w naszych jelitach.
Bez tych bakterii jogurt w ogóle by nie powstał. Występują one naturalnie w mleku i w produktach mlecznych. Potrafią rozkładać cukier zawarty w mleku, laktozę. Dzięki temu jogurt jest łatwiej strawny niż mleko, dlatego mogą go jeść osoby z nietolerancją laktozy.
Swój świeży, kwaskowy smak jogurt zawdzięcza właśnie bakteriom kwasu mlekowego.
Bakterie w jogurcie mają także inne, czysto praktyczne działanie: otóż hamują rozwój szkodliwych bakterii, powodujących psucie się żywności. Właśnie dlatego jogurt był w dawnych czasach nie tylko składnikiem diety, lecz wykorzystywano go też do konserwowania mięsa w gorące dni.
Jogurt z mleka czy z… jogurtu?
Większość jogurtów z testu, oprócz dwóch produktów, ma w składzie wymienione żywe kultury bakterii jogurtowych. W Jogobelli Zotta i w Pilosie z Lidla ich nie ma. Nie ma w nich również mleka. Za to jest jogurt. Czy to dobrze czy źle?
Ta różnica w składzie jest często pomijana przez konsumentów. Tymczasem dużo zmienia: jogurt występujący w składzie to produkt już przetworzony, który wcześniej powstał z mleka i kultur bakterii, a producent dodaje go jako gotowy składnik. Zatem nie wiemy dokładnie, z czego i jak został zrobiony. A więc skład takich produktów z dodanym gotowym jogurtem jest mniej przejrzysty – nie wiemy, jakie było mleko, z którego powstał.
Inaczej sprawa wygląda, kiedy wśród składników jogurtu widzisz mleko i kultury bakterii jogurtowych. Tu mamy do czynienia z pełną transparentnością. Taki skład dowodzi, że jogurt powstał bezpośrednio z mleka przez fermentację bakterii. Jednocześnie masz możliwość oceny jakości (np. czy to mleko pełne, odtłuszczone, pasteryzowane itd.).
Jogurt słodki jak słodycze
Korzystne walory żywieniowe jogurtów zawdzięczamy nie tylko dobroczynnym bakteriom. Ze względu na obecność białka, wapnia i witamin jogurt zaliczany jest do najcenniejszych składników codziennej diety. Ale – uwaga – jak się okazuje, nie każdy rodzaj jogurtu może wyjść nam na zdrowie.
Szkodliwy chloran to jedno, ale nasze jogurty truskawkowe są pełne bardziej przyziemnego składnika, znanego doskonale każdemu konsumentowi: cukru. Przeliczyliśmy ilość cukru dodanego do jogurtów na łyżeczki. Dopiero wtedy widać, jak dużo tego niepożądanego w naszej diecie składnika, zjadamy wraz z kubeczkiem jogurtu truskawkowego. W teście nie ma jogurtu, który w opakowaniu miałby mniej łyżeczek cukru niż… baton Milky Way!
Dla porównania zawartości cukru w testowanych jogurtach najlepiej przyjrzeć się mu w przeliczeniu na 100 g. I tak, okazało się, że najwięcej cukru znajduje się w jogurcie Mlekpol – aż 14 g na 100 g. Piątnica i Pilos z Lidla mają go niewiele mniej, bo 13 g w 100 g. Całe czterystugramowe opakowanie Jogurtu Mlekpol ma ponad 11 łyżeczek cukru. Trudno sobie wyobrazić zjedzenie aż takiej ilości cukru na raz, a przecież wiele osób opakowanie jogurtu, nawet dużego, zjada na raz.
Dużo cukru zjadamy też z testowanymi jogurtami Bakoma 7 zbóż i Mlekovita – odpowiednio po 12,6 i 12 g/100 g.
Najmniej cukru w teście ma Joguś z Krasnegostawu (11 g/100 g), ale to wciąż za dużo.
Mówimy tu o cukrach prostych i tzw. białym cukrze, zarówno tych dodanych do produktów, jak i występujących w nich naturalnie. Trzeba tu zaznaczyć, że producenci słodzą swoje jogurty nie tylko składnikiem pod nazwą „cukier”. W składach widzimy też takie pozycje, jak: sok z zagęszczonego soku truskawkowego, czyli z koncentratu – one też podwyższają ilość cukru w jogurcie. I mimo że kojarzą nam się dobrze – w końcu to jakaś forma truskawek – to jednak bardziej niż same owoce podwyższają ilość cukru w produkcie końcowym.
Dobrze wybierać jogurty, w których jest mniej niż 10 g cukru na 100 g. Niestety o takie w sklepach niełatwo. W naszym teście żaden nie spełnia tego kryterium. Jeszcze lepiej, aby pod względem ilości cukru producenci dążyli do wzorcowego jogurtu naturalnego z dodatkiem świeżych truskawek. 100 g takiego jogurtu ma tylko 4 g cukru (75 g jogurtu naturalnego plus jedna duża truskawka o wadze 15 g).
Zbyt duże ilości cukru to problem nie tylko jogurtów truskawkowych. Tak naprawdę trudno trafić w sklepie na jogurt owocowy, który swoją słodkością nie dorównywałby słodyczom. Jogurty z testu powinny w sklepie stać w dziale ze słodyczami. Tymczasem wciąż są postrzegane przez wielu konsumentów jako korzystne w naszej diecie.
Trzeba sobie jasno powiedzieć, że w dużej mierze to producenci żywności są odpowiedzialni za epidemię otyłości w Polsce. Ze zdrowego produktu, jakim jest jogurt, zrobili słodycz. Tak samo i producenci z innych branż, którzy dodają masę cukru do swoich wyrobów. Na pytanie, dlaczego produkują tak słodkie jogurty, jak mantrę powtarzają, że dostosowują się do „preferencji konsumenckich”. Jednak to oni kształtują nawyki żywieniowe konsumentów już od najmłodszych lat, przyzwyczajając ich do słodkiego smaku jogurtów owocowych.
Tymczasem tego, że można oferować konsumentom jogurty z mniejszą ilością cukru, dowodzi Wielka Brytania, Francja, Szwajcaria, Niemcy i Holandia. Te kraje wprowadziły regulacje lub porozumienia branżowe, ograniczające ilość cukru w jogurtach. Przyniosło to wymierne rezultaty: ilość cukru w jogurtach została obniżona od kilku nawet o ponad 20%.
A jakie jest rozwiązanie dla konsumentów w Polsce, skoro nie mogą liczyć na producentów? Jeśli producenci sami nie zrozumieją, jak istotne z punktu widzenia zdrowia konsumentów, byłoby ograniczenie ilości cukru w wyrobach, jesteśmy zdani sami na siebie. Co więc robić? Możesz wymieszać jogurt owocowy z naturalnym. Jeszcze lepiej do jogurtu naturalnego dodaj garść świeżych owoców. A jeżeli już wybierasz jogurt truskawkowy, traktuj go jak deser, a nie pełnowartościowy posiłek. To szczególnie ważne w przypadku dzieci.
Naturalnie z laboratorium
W jogurtach truskawkowych, jak sama nazwa wskazuje, muszą znajdować się truskawki. Statystyki mówią, że to właśnie smak truskawkowy jogurtu jest najczęściej wybieranym przez polskich konsumentów Ale czy truskawki w jogurcie w ogóle przypominają te świeże czerwone owoce, którymi zajadamy się na początku lata? Niestety, we wszystkich jogurtach z testu, truskawek i innych składników truskawkowych (np. przecieru) jest na tyle mało, że producenci „podkręcili” smak i zapach, dodając aromat.
Co ciekawe, nawet umieszczona na liście składników pozycja o nazwie „aromat naturalny” nie musi oznaczać, że aromat ten pochodzi z truskawek. Mógł powstać z jakiejś innej substancji, ważne tylko, by była pochodzenia roślinnego lub zwierzęcego. Istnieją też bakterie, pleśnie i inne mikroorganizmy, które potrafią wyprodukować substancję zapachową przypominającą truskawki. Wystarczy, że użyje się w laboratorium określonych metod.
Kolor truskawki z… buraka
A co z kolorem truskawek? Przecież jogurty mają piękną różową barwę tych owoców. Zgadza się, tyle tylko, że najczęściej jogurt wcale nie zawdzięcza jej owocom, lecz barwnikom. Większa intensywność koloru jogurtu, wcale nie oznacza, że zawiera on więcej owoców. Producent dodał po prostu barwnik o takim kolorze. Gdyby nie ten barwnik, nasz jogurt zapewne nie wyglądałby tak apetycznie. Wygląd przecierów lub pulp owocowych dodawanych do jogurtów smakowych nie zachęcałby nas bowiem do ich zjedzenia.
W naszych jogurtach w teście często widzimy w składzie koncentrat lub zagęszczony sok z buraków, a czasem również z marchwi. To substancje zastępujące barwniki. W sumie lepsza jest taka barwiąca żywność niż barwnik.
Jedynie w jogurcie Joguś z Krasnegostawu producent użył czerwonego barwnika w postaci karminów. Karminy to nic innego jak koszenila. To właśnie pod tą nazwą barwnik ten jest bardziej znany i kojarzony z… owadami. Jest bowiem pozyskiwany ze zmielonych samic czerwców kaktusowych żyjących w Ameryce Środkowej.
Aktualnie nauka nie dysponuje dowodami na szkodliwość koszenili, jednak białko czerwców może powodować silne reakcje alergiczne. Dlatego EFSA zaleca, by podczas produkcji koszenili usuwać jak najwięcej pozostałości problematycznych białek.
Warto również podkreślić, że karminy są barwnikami pochodzenia zwierzęcego, co może być istotną informacją dla wegan czy osób kierujących się względami religijnymi. Te grupy konsumentów powinny wiedzieć, że karminy czy koszenila mogą występować w składzie również pod nazwą „E120”.
Niepotrzebne dodatki
W naszym rankingu obniżyliśmy ocenę również tym jogurtom, które w składzie mają skrobię. Pełni ona funkcję zagęstnika i stabilizatora. Trzeba tu zaznaczyć, że jest to składnik bezpieczny dla naszego zdrowia. Jednak najlepsze jogurty jej nie potrzebują.
Idealny skład jogurtu to mleko, owoce i kultury bakterii. Więcej nie potrzeba. Im prostszy skład, tym lepiej. Jeśli widzisz w jogurcie skrobię modyfikowaną, produkt może być mniej „naturalny” i bardziej przetworzony. Lepszym wyborem będą jogurty, które zagęszczane są białkami mleka lub w ogóle nie wymagają zagęstników.
W testowanym jogurcie Activia Danone’a oprócz skrobi i substancji zagęszczającej znajduje się też śmietanka. Ten dodatek zwykle ma za zadanie poprawę konsystencji (jogurt staje się gęstszy i bardziej kremowy) i wzbogacenie smaku (o bardziej „deserową” nutę). Często zastępuje też potrzebę użycia stabilizatorów i zagęstników. Jednak wActivii mimo dodatku śmietanki i tak w składzie widzimy skrobię i zagęstnik.
Poziomki czy truskawki?
W ramach testu spojrzeliśmy też okiem konsumenta na etykiety jogurtów. Niektóre mają bardzo małą lub niewyraźną czcionkę (najsłabiej pod tym względem prezentuje się Danone Activia), inne – hasła reklamowe „na wyrost” (Pilos, w którym z 9% owoców część okazuje się sokiem truskawkowym z zagęszczonego soku).
Jednak najbardziej mylące dla konsumentów okazały się deklaracje producenta Jogusia z Krasnegostawu. Otóż czytamy na etykiecie, że jest to jogurt o smaku poziomkowym. Na wieczku widzimy przedstawione dorodne poziomki. Ale jak wczytamy się w skład, okazuje się, że jeśli chodzi o owoce, to jogurt składa się w większości z truskawek. Jest ich 6,6%. A co z obiecanymi poziomkami? Cóż, trudno w to uwierzyć, ale poziomek w Jogusiu jest jedynie 0,15%. Wygląda więc na to, że ten jogurt o smaku poziomkowym nawet przy poziomkach „nie leżał”.
Najciekawszy w tym wszystkim jest fakt, że mimo śmiesznie niskiej zawartości poziomek, producent oferuje nam jogurt zgodny z prawem. Jak to możliwe? Wystarczyło, że napisał „o smaku poziomkowym”, a nie „poziomkowy”. Czyli: smak poziomkowy – jest (chyba głównie z aromatów, bo jak tu poczuć smak 0,15% poziomek?), a poziomek – brak (ok, prawie brak).
Zatem producent zabezpieczył się przed zarzutami o naciąganie poziomkowości swojego jogurtu. Ale tylko w przypadku opakowania. Inaczej opisuje Jogusia na swojej stronie internetowej. Tam czytamy, że to Joguś poziomkowy, a więc już całkowicie wprowadza konsumentów w błąd, bo na logikę to przecież jogurt truskawkowy.
Podsumujmy: rzetelna nazwa produktu nie powinna wprowadzać konsumenta w błąd co do jego składu, zwłaszcza jeśli kluczowe składniki są pominięte, a inne wyolbrzymione. Dodatkowo – co ważne – jeśli truskawki są składnikiem dominującym i realnie nadają smak, dla konsumenta byłoby bardziej przejrzyście, gdyby zostały uwzględnione w nazwie. Zatem uczciwiej by było, gdyby nasz Joguś nazywał się: „jogurt truskawkowy z dodatkiem poziomek” lub „jogurt truskawkowo-poziomkowy”. Wtedy nikt nie miałby wątpliwości, z czym ma do czynienia.
Bądź czujny na zakupach!
Jeść więc jogurty czy nie jeść? Bez wątpienia jogurt jest bardzo wartościowym składnikiem naszej codziennej diety, szczególnie jogurt naturalny. Zanim jednak włożysz kolejny kubeczek tego przysmaku do koszyka, spójrz na jego etykietę. Sprawdź, co producent dodał do jogurtu i porównaj jego wartości odżywcze z konkurencją.
Jak bowiem widzisz, w większości jogurtów z testu lista składników, takich jak cukier, zagęszczone soki, skrobia modyfikowana, stabilizatory, barwniki czy aromaty jest naprawdę pokaźna, a samego jogurtu bywa w nich mniej nich 80%.
I jeszcze jedno! Sprawdź w badaniach, czy przypadkiem jogurt nie zawiera pozostałości szkodliwych substancji.
Laboratorium Zakład Badania Bezpieczeństwa Żywności Instytutu Ogrodnictwa – Państwowego Instytutu Badawczego w Skierniewicach przebadało akredytowanymi metodami badawczymi na zlecenie Fundacji Pro-Test dziewięć jogurtów, w tym osiem truskawkowych i jeden deklarowany jako „o smaku poziomkowym”. Laboratorium oznaczyło w nich zawartość 421 pestycydów, w tym chloranu. Jogurty do testu zostały zakupione w marcu 2025 r. O wyniku w teście decydowały: w 70% ocena szkodliwych substancji, w 20% ocena składu i w 10% ocena konsumencka opakowania.
SZKODLIWE SUBSTANCJE 70%
Badania pozostałości 421 pestycydów laboratorium przeprowadziło następującymi metodami: 410 metodą multi (gc-ma/ma i lc-ms/ms) oraz 11 metodą QuPPe. Badania przeprowadzono zgodnie z: PN-EN 15662:2018-06 – GC-MS/MS; EURL-SRM QuPPe – LC-MS/MS. Chlorek chlormekwatu – GO – 0,005 mg/kg; Chlorek mepikwatu – GO – 0,005 mg/kg; Cyromazyna – GO – 0,01, Matryna – GO – 0,01 mg/kg, Oksymatryna – GO – 0,01 mg/kg, Melamina – GO – 0,01 mg/kg oraz: EURL-SRM QuPPe-Method – LC-MS/MS. Fosetyl GO – 0,01 mg/kg, kwas fosfonowy i jego sole GO – 0,1 mg/kg, fosetyl-Al (suma fosetylu, kwasu fosfonowego i jego soli wyrażona jako fosetyl), chlorany/nadchlorany GO – 0,01 mg/kg, jon bromkowy GO – 0,2 mg/kg.
Zawartość chloranu w jogurtach odniesiono do najwyższego dopuszczalnego poziomu pozostałości chloranu dla żywności przeznaczonej dla niemowląt i małych dzieci, który jest ustalony na poziomie 0,01 mg/kg.
SKŁAD 20%
W tabeli z wynikami testu na czerwono zaznaczono składniki, za które obniżano ocenę za skład. Zaś na niebiesko zaznaczono jogurt w składzie (zamiast mleka i żywe kultury bakterii jogurtowych), za co również była obniżana ocena składu. W pierwszym przypadku odejmowano po pół stopnia, zaś w drugim – po 0,1. Ocenę składu obniżano też za zawartość cukru w produkcie powyżej 10 g/100 g. Oceny obniżano rosnąco wprost proporcjonalnie do zawartości cukru.
OCENA KONSUMENCKA OPAKOWANIA 10%
W ramach testu eksperci Fundacji Pro-Test przyjrzeli się opakowaniom jogurtów nie tylko pod kątem wymogów prawnych, ale też z punktu widzenia konsumenta. Ocenie poddano m.in. czytelność i rozmiar czcionki na etykietach oraz sformułowania i inne elementy opakowań mogące wprowadzać konsumentów w błąd.
17 OPON LETNICH W TEŚCIE: Dobre opony letnie muszą skutecznie hamować na mokrej i suchej nawierzchni. Muszą być ciche i nie generować dużego zużycia paliwa. Powinny też wystarczyć na lata. Czy nowy test opon letnich wyłonił takie modele?
11 dobrych, cztery średnie i dwie bardzo słabe – to wyniki testu opon letnich 2025. Które wyróżniają się zaawansowaną konstrukcją bieżnika zapobiegającą utracie przyczepności? Które zapewnią ci kontrolę nad pojazdem, nawet w sytuacji aquaplaningu? Którzy producenci stosują mieszankę gumy ułatwiającą prowadzenie i skracającą drogę hamowania? Zaraz dowiesz się, jaki model opon wybrać, żeby podróżować bezpiecznie. Nowy test opon letnich dał odpowiedzi na te wszystkie pytania.
Jak wybrać dobre opony?
Mieszanka gumy i wzór bieżnika letnich opon muszą spełniać wiele różnych wymagań: zapewniać dobrą przyczepność, być trwałe, generować niski poziom hałasu i ograniczać zużycie paliwa. Problem polega na tym, że trudno osiągnąć wszystkie te cechy jednocześnie. Dlaczego? Zobacz:
Miękka guma lepiej hamuje, ale szybciej się zużywa.
Twardsza guma wytrzymuje dłużej, ale pogarsza przyczepność.
Niektóre wzory bieżnika redukują hałas, inne minimalizują opory toczenia i zużycie paliwa.
Łatwo więc się pogubić w świecie opon i wybrać te niewłaściwe. Ten test opon letnich pomoże ci, jeśli na chcesz kupić ogumienie do swojego auta. Na końcu znajdziesz tabelę porównującą wszystkie przetestowane opony.
Co jest ważne w oponach letnich?
Jeżeli dużo jeździsz samochodem, zwróć uwagę na trwałość opon. Natomiast osoby, dla których ważna jest ekologia, ale też nie chcą zostawiać dużo pieniędzy na stacji benzynowej, powinny dodatkowo uwzględnić zużycie paliwa. Jednak najważniejszym czynnikiem pozostaje bezpieczeństwo: długość drogi hamowania i stabilność jazdy na suchej oraz mokrej nawierzchni.
Wyniki tych wszystkich parametrów przedstawiamy dalej, w tabeli porównującej opony.
A może jeździć na oponach zimowych przez cały rok?
Prawo tego nie zabrania, ale okazuje się, że zimowe opony mają latem poważne wady. Po pierwsze droga hamowania na suchej nawierzchni jest znacznie dłuższa, a stabilność jazdy, zwłaszcza na zakrętach, jest gorsza niż w przypadku opon letnich.
Dodatkowo, kiedy jest ciepło, zimowe opony szybciej się zużywają.
Kiedy bieżnik jest za płytki?
W Europie obowiązuje zasada, że opony samochodowe i motocyklowe muszą mieć co najmniej 1,6 mm głębokości bieżnika – dla bezpieczeństwa. Jeśli bieżnik jest płytszy, opony – zgodnie z prawem – nie są już dopuszczone do ruchu. Nie zapewniają wtedy odpowiedniej przyczepności. Jazda na takich zużytych oponach może być kosztowna – mandat może wynieść aż do 3000 zł. To właściciele pojazdów są odpowiedzialni za regularną kontrolę głębokości bieżnika.
Jednak w praktyce nie warto czekać aż bieżnik zmaleje do przepisowych 1,6 mm. Dla bezpieczeństwa warto wymienić opony dużo wcześniej. Według ekspertów – już wtedy, kiedy głębokość bieżnika osiągnie 3–4 mm.
Opony warto wymienić na nowe, kiedy głębokość bieżnika zmaleje do ok. 3-4 mm
Ciśnienie w oponach: Regularna kontrola
Oprócz stanu bieżnika również prawidłowe ciśnienie w oponach jest kluczowe dla bezpieczeństwa jazdy. I tak:
Zbyt niskie ciśnienie przyspiesza ich nierównomierne zużycie i zwiększa spalanie.
Zbyt wysokie ciśnienie pogarsza komfort jazdy.
Nowe samochody są już wyposażone w system kontroli ciśnienia w oponach. System ten wykorzystuje czujniki w wentylach lub ABS, które stale monitorują ciśnienie.
Pamiętaj jednak, że czujniki zwiększają bezpieczeństwo, ale nie zastępują regularnej kontroli ciśnienia.
Test opon letnich – co w nim wyszło?
Tym razem w teście badacze skontrolowali 17 opon letnich. Ich ceny wahają się od 253 do 499 zł za sztukę. Testowany rozmiar 225/40 R18 jest montowany na dużych felgach, często spotykanych w sportowych samochodach. Opony w tym rozmiarze pasują do wielu modeli aut, takich jak VW Golf, Toyota Corolla, Opel Astra, Mercedes Klasy A czy BMW Serii 1.
Dwa modele opon uzyskały ocenę bardzo dobrą za najważniejsze kryterium – bezpieczeństwa jazdy. Tyle że już w badaniu właściwości ekologicznych (czyli trwałości, zużycia paliwa i hałasu) te opony wypadły gorzej. Są też modele, które okazały się mniej bezpieczne, ale za to uzyskały wyższe noty za właściwości ekologiczne.
Dwaj niekwestionowani zwycięzcy w teście bezpieczeństwa
Najważniejszym badaniem w ramach testu było sprawdzenie przyczepności opon. W praktyce badanie to polegało na jeździe w różnych trudnych sytuacjach (m.in. z nagłym skrętem czy prowadzeniem bokiem), ale też w typowych warunkach (np. podczas zmiany pasa ruchu czy na zakrętach).
Test opon letnich pokazał, że najlepszy model to…
CO OTRZYMUJESZ KUPUJĄC TEN TEST WYNIKI TESTU. Oceny 17 opon letnich w rozmiarze 225/40 R18 są przedstawione w tabeli. Wśród nich znajdziesz takich liderów rynku, jak Michelin, Goodyear czy Continental, ale także tańsze, mniej znane marki, takie jak: Giti, Syron czy Doublecoin. Ceny testowanych opon wahają się od 253 do 499 zł za sztukę. Nasze opony musiały wykazać się znakomitym bezpieczeństwem jazdy zarówno na suchej, jak i na mokrej nawierzchni. Opony zostały porównane także pod względem ich właściwości ekologicznych. W ramach tych badań porównano je m.in. pod względem: trwałości, zużycia paliwa i hałasu. Te wszystkie cechy opon zimowych zostały ocenione przez ekspertów w badaniach laboratoryjnych oraz w praktyce podczas jazdy w różnych warunkach.
PORADY DOTYCZĄCE ZAKUPU. Które opony mają najdłuższą drogę hamowania i przez to są niebezpieczne? Jakie opony wybrać, żeby były jak najbardziej oszczędne? Które opony będą najlepszym wyborem do twojego samochodu? Na te pytania odpowiadamy w teście.
TABELA DO POBRANIA. Po wykupieniu tego testu, otrzymujesz dostęp do tabeli z rankingiem porównującym wyniki wszystkich badanych opon letnich (możesz ją pobrać w pliku PDF). Ponadto otrzymujesz dostęp do pełnej wersji artykułu opisującego badania i ich wyniki.
Testowane opony:Bridgestone Potenza Sport, Ceat SportDrive, Continental SportContact 7, Doublecoin DC100, Dunlop Sport Maxx RT2, Falken Azenis FK520, Firestone Firehawk Sport, Giti GitiSport S2, Goodyear Eagle F1 Asymmetric 6, Kumho Ecsta PS71, Michelin Pilot Sport 5, Nexen N’Fera Sport, Nokian Tyres Powerproof 1, Syron Tires Premium Performance, Toyo Proxes Sport 2, Vredestein Ultrac Pro, Yokohama Advan Sport V107
Czy chcesz poznać pełną treść i wyniki tego testu?
Dokonaj jego zakupu lub uzyskaj roczny dostęp do naszych treści.
Z Waszych wpłat finansujemy kolejne testy
Są wyniki kolejnych badań na zawartość pestycydów. Tym razem do laboratorium oddaliśmy czerwoną paprykę z Lidla i Biedronki. W papryce kupionej w Lidlu znaleźliśmy dwa pestycydy, zaś w papryce z Biedronki – aż pięć. Co dokładnie wykryliśmy i jaki to ma wpływ na twoje zdrowie?
Fundacja Pro-Test regularnie sprawdza, ile pozostałości pestycydów znajduje się w warzywach i owocach dostępnych w różnych sklepach. Tym razem badacze wzięli pod lupę czerwoną paprykę, kupioną popularnych dyskontach: Lidlu i Biedronce. Obie pochodziły z Hiszpanii. Wyniki? Lidl ma mniej, Biedronka więcej pozostałości pestycydów – ale co to właściwie oznacza?
Koktajl pestycydów w papryce
W papryce z Lidla wykryliśmy dwa pestycydy: fludioksonil oraz cyprodynil. Tymczasem papryka z Biedronki zawierała pozostałości aż pięciu szkodliwych substancji: azoksystrobinę, fludioksonil, metoksyfenozyd, metrafenon oraz spirotetramat.
Wszystkie wykryte związki mieściły się w dozwolonych prawem limitach, ale to nie oznacza, że możemy spać spokojnie. Dlaczego? Problemem jest efekt koktajlu, czyli wpływ mieszanki różnych pestycydów na ludzki organizm. Szkodliwe substancje chemiczne pochłaniamy przecież nie tylko z papryki. Każdego dnia nasz organizm jest narażony na toksyny zarówno z żywności, jak i np. kosmetyków czy opakowań. Taka mieszanka pozostałości różnych pestycydów może mieć negatywny wpływ na zdrowie, nawet jeśli żadna z nich pojedynczo nie przekracza norm. Nie mamy bowiem kontroli nad całkowitą ilością szkodliwych substancji pochłanianych z różnych źródeł, ani nad wzajemnymi oddziaływaniami tych substancji między sobą. Właśnie to zjawisko nazywamy „efektem koktajlu”.
Dlatego nawet jeśli papryka, którą spożywasz, zawiera pozostałości pestycydów w ilościach poniżej dopuszczalnych norm – tak jak ma to miejsce w przypadku naszego testu – i tak warto wybierać te warzywa, które mają ich jak najmniej.
Paprykę do testu kupiliśmy w Lidlu i Biedronce. Po raz kolejny w naszych testach Biedronka okazała się tańsza. Jednak oprócz wojny na ceny dobrze by było, gdyby dyskonty zaczęły walczyć też na jakość.
Czym są pestycydy, które wykryliśmy, i jak działają na zdrowie?
Pestycydy to substancje chemiczne stosowane w rolnictwie do ochrony roślin przed chwastami, chorobami grzybowymi, owadami i innymi szkodnikami. W teorii mają zwiększać wydajność produkcji rolnej, ale coraz częściej mówi się o ich negatywnym wpływie na zdrowie ludzi, ale także na środowisko naturalne.
W badanych próbkach papryki wykryliśmy sześć różnych pestycydów. Który z nich budzi największe obawy? Zobacz, w jaki sposób mogą oddziaływać na twoje zdrowie i na środowisko. Szczegółowe wyniki badań papryki znajdziesz w tabeli na końcu artykułu, a poniżej przedstawiamy każdą z wykrytych substancji:
To fungicyd stosowany do ochrony warzyw i owoców przed grzybami. Jego działanie polega na hamowaniu wzrostu grzybni grzybów atakujących plony, co przedłuża trwałość produktów.
Czy jest bezpieczny? Chociaż fludioksonil nie został sklasyfikowany jako substancja rakotwórcza, istnieją badania sugerujące, że może uszkadzać DNA oraz zaburzać gospodarkę hormonalną. W papryce z Biedronki było go aż siedem razy więcej niż w papryce z Lidla.
Cyprodynil (Lidl: 0,008 mg/kg)
To kolejny fungicyd, który jest często stosowany w rolnictwie. W badaniach na myszach i szczurach uszkadzał wątrobę i nerki.
Jego obecność stwierdzono tylko w papryce z Lidla, ale w bardzo niskim stężeniu (0,008 mg/kg, przy normie wynoszącej 1,5 mg/kg). Oznacza to, że jego poziom był niemal 200 razy niższy od maksymalnej dopuszczalnej wartości, więc w tym przypadku zagrożenie jest niewielkie.
Azoksystrobina (Biedronka: 0,015 mg/kg)
To fungicyd szeroko stosowany do zwalczania chorób grzybowych, zwłaszcza pleśni i mączniaka. Jest popularny w uprawach zbóż, warzyw i owoców.
Czy jest groźna? Badania wskazują, że azoksystrobina jest toksyczna dla rozwijającego się płodu. Może też przedostawać się do mleka matki. Niemniej jednak potrzeba dalszych badań nad tą substancją.
W papryce z Biedronki wykryto jej 0,015 mg/kg przy normie 3 mg/kg, co jest stosunkowo niewielką ilością, ale wciąż oznacza jej obecność.
Metoksyfenozyd (Biedronka: 0,014 mg/kg)
Jest to insektycyd, który działa jako regulator wzrostu owadów, hamując ich rozwój. Uwaga! Nie ma on zezwolenia do stosowania w żadnych uprawach w Polsce. Do polskich sklepów trafił w papryce z Hiszpanii, gdzie może być stosowany jeszcze do 31.03.2026.
Czy metoksyfenozyd ma wpływ na zdrowie człowieka? Badania sugerują potencjalne działanie endokrynne na tarczycę i nadnercza przy wysokich dawkach. Możliwe jest też działanie toksyczne na wątrobę.
Metrafenon (Biedronka: 0,012 mg/kg)
To fungicyd stosowany głównie w uprawach zbóż i warzyw. Jego mechanizm działania polega na zaburzaniu struktury błon komórkowych grzybów.
Czy jest groźny? Metrafenon ma potencjalne działanie zaburzające gospodarkę hormonalną, jednak potrzebne są dalsze badania, aby wyciągnąć ostateczne wnioski dotyczące działania endokrynnego. Jak na razie nie udało się sfinalizować wniosków w zakresie ryzyka, jakie metrafenon stwarza dla konsumentów.
Spirotetramat (Biedronka: 0,019 mg/kg)
To najbardziej kontrowersyjny ze wszystkich pestycydów wykrytych w papryce. Jest stosowany jako insektycyd zwalczający szkodniki ssące, takie jak mszyce i przędziorki.
Dlaczego budzi największe obawy?
Może działać szkodliwie na płodność.
Podejrzewa się, że działa szkodliwie na dziecko w łonie matki.
Działa toksycznie na organizmy wodne, powodując długotrwałe skutki.
Komisja Europejska wycofuje go z obrotu, co może wskazywać na potencjalne zagrożenia związane z jego stosowaniem.
W papryce z Biedronki wykryto 0,019 mg/kg tej substancji przy normie 1 mg/kg – ilość nieprzekraczająca norm, ale każda ekspozycja na ten związek może budzić niepokój. Tym bardziej, że spirotetramat powszechnie występuje w różnych warzywach i owocach (tylko w naszych testach wykrywaliśmy go w: pomarańczach z Lidla i truskawkach z Biedronki).
Czy zatem mamy się czym martwić?
Choć ilości pestycydów, które wykryliśmy z papryce, nie przekraczają norm, to ich różnorodność i efekt koktajlu mogą stanowić zagrożenie. Szczególnie obecność aż pięciu różnych toksycznych związków w papryce z Biedronki jest niepokojąca. Pięć pestycydów w jednym produkcie to zdecydowanie za dużo.
Papryka z Lidla zawiera mniej pestycydów i w niższych stężeniach, co sugeruje, że w tym teście wypada lepiej pod kątem bezpieczeństwa.
Jeść paprykę czy nie?
Czy w świetle wyników testu lepiej unikać papryki, czy mimo wszystko włączyć ją do diety? Odpowiedź jest prosta: jeść!
Papryka to jedno z najzdrowszych warzyw, pełne witamin i antyoksydantów. Jest prawdziwą bombą witaminy C – czerwona papryka zawiera jej więcej niż cytrusy. Zjedzenie jednej papryki pokrywa dzienne zapotrzebowanie na witaminę C razy dwa! Dzięki temu wspiera odporność i przeciwdziała nowotworom.
Papryka jest także bogata w beta-karoten (prowitaminę A), który poprawia wzrok, jest silnym antyoksydantem i spowalnia procesy starzenia.
Papryka to także bogate źródło potasu, żelaza, magnezu, błonnika i polifenoli, które działają przeciwzapalnie i mogą obniżać ryzyko chorób serca.
Tak więc z papryki nie warto rezygnować – korzyści z włączania jej do diety przewyższają ryzyko narażenia na pozostałości pestycydów, ale pod warunkiem, że wybieramy mądrze i stosujemy kilka zasad, by ograniczyć spożycie toksycznych związków chemicznych:
👉 Podczas zakupów kieruj się testami i wybieraj paprykę z mniejszą liczbą pestycydów.
👉 Dokładnie myj paprykę – najlepiej pod bieżącą wodą przez 30 sekund (jak jeszcze możesz udoskonalić mycie? O tym piszemy dalej).
👉 Jeśli masz możliwość, wybieraj paprykę ekologiczną, która z większym prawdopodobieństwem będzie pozbawiona pozostałości pestycydów.
👉 Jedz paprykę w różnorodnej diecie – nie tylko ograniczysz ekspozycję na konkretne pestycydy, ale także dostarczysz organizmowi wiele różnych składników odżywczych.
Jak usunąć pestycydy z papryki?
Zawsze przed zjedzeniem, gotowaniem czy pieczeniem, umyj paprykę. Niby jest to oczywiste, ale niestety nie każdy to robi. Niektórzy uważają, że skoro papryka wygląda czysto, to nie ma potrzeby jej myć. Inni mogą nie zdawać sobie sprawy z obecności pestycydów czy bakterii na powierzchni warzywa. Są też tacy, którzy po prostu zapominają lub nie mają w zwyczaju mycia warzyw przed jedzeniem. Szczególnie dotyczy to papryki, która ma gładką skórkę i nie sprawia wrażenia „brudnej”. Są też tacy, którzy myją warzywa „symbolicznie” – szybkie opłukanie pod wodą i gotowe. Niestety, to nie wystarczy, aby usunąć pozostałości pestycydów i innych zabrudzeń. Jak więc myć paprykę?
Mycie papryki pod bieżącą wodą przez około 30 sekund usunie pestycydy, ale niestety nie wszystkie.
Badania naukowe wskazują, że oprócz mycia papryki pod bieżącą wodą, są też inne, skuteczniejsze, metody na usunięcie z niej pozostałości pestycydów. Skuteczniejsze, ale… niestety bardziej uciążliwe.
I tak, moczenie papryki w 5% roztworze sody oczyszczonej pozwala na usunięcie od 60% do 81% pozostałości fungicydów z papryki. Jednak może to wpływać na zmianę barwy warzywa.
Alternatywne metody, takie jak stosowanie wody ozonowanej o stężeniu 3 mg/l, wykazały jeszcze wyższą skuteczność, usuwając od 67% do 87% pozostałości fungicydów.
Wiadomo, że dla większości z nas mycie warzyw i owoców w specjalnych roztworach może być uciążliwe. Dlatego jeśli wolisz, możesz pozostać przy zwykłym myciu papryki pod bieżącą wodą. Najlepiej dodatkowo szorować powierzchnię warzywa szczoteczką, a na końcu wytrzeć je na przykład papierowym ręcznikiem.
Dlaczego warto patrzeć sprzedawcom na ręce?
Testy produktów i informowanie konsumentów o wynikach daje korzyści nie tylko nam – kupującym, ale także ma wpływ na jakość produktów, którą oferują nam sieci handlowe i producenci. Publikacja testów staje się motywacją do poprawy jakości produktów, bo im bardziej świadomi są konsumenci, tym większa presja na sklepy, by oferować lepszą żywność. To dowód na to, że warto interesować się tym, co tkwi w kupowanej żywności i patrzeć sprzedawcom na ręce. Bo to wybory konsumentów kształtują rynek.
Dlatego będziemy testować kolejne grupy produktów. Jak bowiem widać, sklepy i dostawcy wciąż mają nad czym pracować.
W teście Fundacji Pro-Test akredytowane laboratorium przebadało czerwoną paprykę z dwóch sklepów: Lidl i Biedronka. Kraj pochodzenia obu próbek to Hiszpania. Paprykę do testu kupiliśmy w lutym 2025 r. w sklepach w Warszawie.
Na zlecenie Fundacji Pro-Test laboratorium oznaczyło w paprykach zawartość 548 pestycydów. W żadnym z produktów wykryte poziomy pestycydów nie przekraczały limitów określonych w rozporządzeniu (WE) nr 396/2005 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 23.02.2005 z późn. zm.
30 ZMYWAREK W TEŚCIE: Nowy test zmywarek pokazał, że nie zawsze drogi model jest najlepszym wyborem. Zaraz dowiesz się, jaki sprzęt spełni twoje oczekiwania, a przy tym nie zrujnuje domowego budżetu.
Planujesz zakup zmywarki, ale nie wiesz, który model wybrać? Nasz test zmywarek wolnostojących pomoże ci podjąć świadomą decyzję. W badaniach w laboratorium sprawdziliśmy, które modele radzą sobie najlepiej z myciem i suszeniem naczyń, a które lepiej omijać szerokim łukiem. Obliczyliśmy też, ile wody i prądu potrzebują w rzeczywistości przy ustawieniach różnych cykli zmywania, bo podczas wyboru zmywarki nie warto kierować się tylko tym, co producent podaje na etykiecie energetycznej. Sprawdziliśmy też, jak długo musisz czekać na umyte naczynia i jak głośne są testowane urządzenia. Porównaliśmy je także pod kątem wygody użytkowania. No i sprawdziliśmy trwałość zmywarek.
Szczegóły na końcu – w tabeli z wynikami testu, w której znajdziesz porównanie wszystkich 30 zmywarek.
Największe wady zmywarki
Mniej niż połowa zmywarek z testu zmywa dobrze. Jakie są największe problemy, które wyłonił ten test zmywarek? Oto cztery bolączki naszych zmywarek:
1. Automatyczne programy powinny dostosowywać zużycie wody i temperaturę do ilości i stopnia zabrudzenia naczyń, ale wiele modeli radzi sobie z tym słabo.
2. W programie ekologicznym zmywarki zużywają mniej wody i prądu – to niezaprzeczalny plus. Ale niestety jednocześnie w większości modeli skuteczność zmywania w programie eko jest gorsza niż w programie podstawowym. Poza tym program eko trwa bardzo długo – od ponad 3 godzin (najkrócej w teście zmywa w tym programie model Hisense HS623D10W – 195 minut) do prawie 4,5 godzin (najdłużej zmywa Haier XF1C3TB1FX – aż 270 minut).
3. Alternatywą jest program szybki, ale on z kolei w większości zmywarek zużywa dużo prądu, a często także dużo wody.
4. Suszenie w wielu modelach musieliśmy ocenić niedostatecznie. Problemy z suszeniem były zarówno w programie podstawowym, jak i ekologicznym. Żadna zmywarka z testu nie wysuszyła naczyń na piątkę.
Jak wybrać dobrą zmywarkę?
Na co zwrócić uwagę przy zakupie zmywarki?
1. ZUŻYCIE WODY I ENERGII
Kiedy analizujesz, ile musisz wydać na zakup nowej zmywarki, nie patrz tylko na jej cenę. Ważne jest też, ile wody i prądu będzie zużywać. Zapewne pierwsze, co robisz, kiedy chcesz dowiedzieć się, czy zmywarka jest oszczędna czy nie, to rzut oka na jej etykietę energetyczną. Ale czy dane z etykiety przekładają się później na praktykę? Tak, jeśli zawsze włączasz zmywarkę na program ekologiczny. To bowiem dane tego programu są podane na etykiecie energetycznej. Tymczasem większość użytkowników na co dzień używa programu podstawowego zmywarki, a w nim zużycie wody i prądu jest już zupełnie inne.
Na szczęście trafiłeś na nasz test. My badamy pobór prądu i wody nie tylko w programie eko, ale też w podstawowym. Dlatego zanim wybierzesz nową zmywarkę, sprawdź w tabeli z wynikami testu, ile wody i prądu będzie zużywało każde z przetestowanych urządzeń u ciebie w domu. Najlepsze modele mogą zużywać nawet o 60% mniej energii niż ich mniej wydajne odpowiedniki.
Od razu podpowiemy, że wśród najlepszych zmywarek w teście znajdziesz kilka niedrogich modeli, które są jednocześnie oszczędne.
2. POJEMNOŚĆ
Standardowe modele zmywarek mieszczą od 12 do 14 kompletów naczyń, a wąskie – około dziewięciu. Jeśli masz dużą rodzinę lub często gotujesz, warto wybrać większą zmywarkę. Dla singli lub małych gospodarstw domowych węższe modele mogą być bardziej praktyczne, bo zajmują mniej miejsca, ale – uwaga – zazwyczaj wcale nie są bardziej oszczędne (o tym więcej za chwilę).
Rekordzistą pod względem pojemności w naszym teście jest model Gorenje GS643D90X – pomieści aż 16 kompletów naczyń. Niestety jednak nie wychodzi mu to na dobre: otrzymał najniższą ocenę w teście za skuteczność zmywania.
3. POZIOM HAŁASU
Cicha zmywarka (ok. 44 dB) nie będzie przeszkadzać w nocy. Jeśli masz otwartą kuchnię lub często korzystasz z urządzenia wieczorem, warto zwrócić uwagę na poziom hałasu. Modele powyżej 50 dB mogą być już uciążliwe.
W naszym teście najcichsza zmywarka ma tylko 43 dB. Najgłośniejsze natomiast hałasują z natężeniem aż 59 dB!
4. PROGRAMY
Eko, szybki, intensywny, delikatny, dla połowy załadunku – producenci zmywarek prześcigają się w tworzeniu przeróżnych programów. Czy im większy wybór programów w zmywarce, tym lepiej? Niekoniecznie. Przecież na co dzień i tak używasz jednego, góra dwóch programów. Więcej nie będzie ci potrzebnych, a one wpływają przecież na cenę zmywarki. Zatem wybieraj programy mądrze.
Program ekologiczny zużywa mniej wody i energii, ale trwa dłużej. Program intensywny sprawdzi się przy bardzo zabrudzonych naczyniach, na przykład przypalonych garnkach, a szybki pozwoli umyć lekko zabrudzone talerze w krótkim czasie. Jeśli często zmywasz kieliszki, weź pod uwagę program do delikatnego szkła. Przydać może się też funkcja mycia wstępnego, którą będzie można dodatkowo włączyć, żeby opłukać naczynia i je namoczyć bez użycia detergentów.
5. JAKOŚĆ WYKONANIA I TRWAŁOŚĆ
Metalowe wnętrze zmywarki jest trwalsze niż plastikowe. Zmywarki ze stalową komorą są bardziej odporne na uszkodzenia i słabiej utrzymują ciepło, co wpływa na skuteczność suszenia naczyń. Plastikowe wnętrza mogą z czasem chłonąć zapachy i odbarwiać się pod wpływem wysokich temperatur.
Co jeszcze może ci się przydać?
Dodatkowo warto rozważyć następujące funkcje zmywarki:
✅ Automatyczne otwieranie drzwi – zapewnia lepsze suszenie bez smug.
✅ Sensor zabrudzeń – dostosowuje zużycie wody i temperaturę do stopnia zabrudzenia naczyń.
✅ Trzeci kosz na sztućce – jeśli miejsce na sztućce jest w dodatkowej górnej szufladzie, jest to duża oszczędność miejsca w dolnym koszu.
✅ Strefowe mycie – daje możliwość mycia tylko w jednym koszu.
Czy opłaca się kupić wąską zmywarkę?
Do testu włączyliśmy sześć modeli wąskich zmywarek – o szerokości 45 cm. Czy opłaca się kupić takie mniejsze urządzenie?…
CO OTRZYMUJESZ KUPUJĄC TEN TEST WYNIKI TESTU. Oceny 30 zmywarek wolnostojących – zarówno o standardowej szerokości, jak i wąskich – są przedstawione w tabeli. Wśród nich znajdziesz takich liderów rynku, jak Bosch, Beko, Whirlpool, Candy oraz wiele innych. Ceny testowanych zmywarek wahają się od 1399 do 5999 zł. Nasze zmywarki musiały wykazać się znakomitą skutecznością zmywania zarówno w programie podstawowym, jak i ekologicznym. Oceniliśmy też, czy dobrze suszą naczynia. Zmierzyliśmy czasy zmywania, pobór prądu i wody, a także głośność naszych zmywarek. Dodatkowo porównaliśmy wygodę ich użytkowania i trwałość. Te wszystkie cechy zmywarek zostały ocenione przez ekspertów w badaniach laboratoryjnych.
PORADY DOTYCZĄCE ZAKUPU. Na co zwracać uwagę podczas wyboru nowej zmywarki? Czy opłaca się kupić wąską zmywarkę? Na te pytania odpowiadamy w dalszej części testu. Z testu dowiesz się też, który model wybrać, żeby nie przepłacić. Jak się bowiem okazało, różnice w cenach zmywarek są duże, ale w jakości między tymi drogimi a tanimi niekoniecznie.
TABELA DO POBRANIA. Po wykupieniu tego testu, otrzymujesz dostęp do tabeli z rankingiem porównującym wyniki wszystkich badanych zmywarek (możesz ją pobrać w pliku PDF). Ponadto otrzymujesz dostęp do pełnej wersji artykułu opisującego badania i ich wyniki.
Czy chcesz poznać pełną treść i wyniki tego testu?
Dokonaj jego zakupu lub uzyskaj roczny dostęp do naszych treści.
Z Waszych wpłat finansujemy kolejne testy