0,00 zł

Brak produktów w koszyku.

Strona główna Blog Strona 240

Agencja (o)szuka modelki

0

„Ogłaszamy casting przyjmij wyzwanie, nie zwlekaj!!! Kariera, rozgłos, sława i pieniądze czekają na Ciebie!!!” Ogłoszenia tego rodzaju ciągle pojawiają się w prasie kusząc młode, ładne dziewczyny, by wybrały drogę kariery modelki.

Wiele młodych osób nasyconych obrazami pokazów mody zaczyna zadawać sobie pytania: Jeżeli one mogą, to dlaczego nie ja, przecież jestem ładna? Czy mogę przegapić taką szansę? W czasach powszechnego bezrobocia miraż szybkiej kariery popycha wielu młodych ludzi, często bez żadnych widoków na przyszłość, do wiary w cud. Pojawiają się więc w „agencji” pełni nadziei i dowiadują się, że muszą zapłacić za zrobienie zdjęć próbnych, kosztowny kurs makijażu i poruszania się po wybiegu, zrobić portfolio… Wydatkom nie ma końca, jednak zachęcane do „nieporzucania jedynej szansy” dziewczyny „inwestują w swoją przyszłość”. Ponieważ naiwnych nie brakuje, interes kręci się coraz żwawiej.

Zdjęcia drogie i słabe

Zdaniem właścicieli renomowanych agencji modelek pierwszym sygnałem ostrzegawczym powinna być dla kandydatek na modelki informacja, że na początek trzeba ponieść niezbędne wydatki. Większość profesjonalnych agencji zajmujących się poszukiwaniem nowych twarzy do reklam płaci za zdjęcia próbne czy sesję do portfolio. Modelki podpisując umowę z agencją godzą się, że w momencie, kiedy zaczną zarabiać dzięki kontaktom agencji, spłacą swój dług zaciągnięty na początku kariery. Jednak jeżeli modelce się nie powiedzie, agencja ponosi ryzyko nieudanej inwestycji i nie ściąga długu z dziewczyny. W interesie agencji jest wypromowanie twarzy, którą następnie może dysponować, użyczać do sesji, reklam, pokazów. Promocja kosztuje, ale każda uczciwie działająca agencja liczy się z tym i tak kalkuluje koszty, by nie stracić na interesie.

Szanujące się agencje rzadko publikują ogłoszenia w prasie codziennej, o ile nie mają specjalnego zamówienia na konkretny typ urody lub twarz. Zatem jeżeli od wielu tygodni, a nawet miesięcy uwagę przykuwa to samo krzykliwe ogłoszenie nieznanej agencji, należy podchodzić do niego bardzo ostrożnie. Osoby poszukujące naturalnych talentów modellingu raczej odwiedzają zaprzyjaźnionych fotografów, spacerują ulicami bacznie przyglądają się młodym osobom lub bywają w miejscach, gdzie młode osoby przychodzą. Wielkie międzynarodowe agencje organizują konkursy, do których zgłaszają się tysiące kandydatek. Robi się im zdjęcia i wybiera najlepsze, najbardziej obiecujące dziewczyny, którym umożliwia się start w świecie mody.

Pseudoagencje żyją tylko z tego, że zgłaszają się do nich dziewczyny mające nadzieję na olśniewającą karierę, którym wykonane zostaje płatne zdjęcie próbne. Problem polega na tym, że rzadko kiedy zdjęcia te mogą być wykorzystane przy profesjonalnym portfolio, gdyż ich jakość jest słaba. Jedyną racją proponowania przyszłym modelkom tego typu zdjęć jest chęć utrzymania się agencji na powierzchni. Najczęściej zrobienie zdjęć jest pierwszym i ostatnim krokiem, jaki taka agencja czyni by wypromować modelkę. A przecież baza zdjęć tworzona przez agencję służy właśnie temu, by o ogłaszanych castingach informować dziewczyny odpowiadające typem urody danemu reklamodawcy. Janusz Florczak, szef agencji Eastern Models nie chcąc zbyt krytycznie wypowiadać się o konkurencji mówi, że rzadko kiedy w małych agencjach są zatrudnieni ludzie, którym zależy na poznawaniu świata mody, tendencji w urodzie. Często ich jedyną racją istnienia jest prowadzenie działalności gospodarczej, organizowanie konkursów i castingów, które są okazją do zebrania klientek chętnych zapłacić za zdjęcia próbne czy kurs modelek. Dlatego kiedy myślimy poważnie o modellingu, powinniśmy sprawdzić wiarygodność agencji. Joanna Brych z JMB Models radzi, by upewnić się, czy w pismach takich jak „Twój Styl”, „Elle”, „Cosmopolitan” i podobnych publikowane są zdjęcia z udziałem modelek z danej agencji, czy dana agencja wypromowała już kogoś, do jakich reklam użycza dziewczyn, a zatem jakie ma kontakty, z jakimi agencjami . Warto też podpytać znajomych, czy mają jakieś doświadczenia, czy coś słyszeli o danej agencji.

Kariera dla wybranych

W agencji bez nazwy, do której się dodzwoniliśmy, poinformowano nas, że już sama elektroniczna rejestracja kosztuje 50 zł rocznie. Koszty zdjęć to kolejne 450 zł. Nieważne okazały się predyspozycje, wzrost, wiek. A przecież agencje, aby zarobić muszą inwestować w te modelki, które mają szansę przynieść firmie zyski. Oznacza to, że jeżeli agencja nie dokonuje żadnej selekcji przyszłych modelek, zależy jej tylko na zebraniu pieniędzy z „wpisowego” lub zdjęć. Może zatem w takim wypadku lepiej pójść do zakładu fotograficznego niż do agencji, gdyż zakres świadczonych usług jest podobny, a zdjęcia z zakładu fotograficznego przy porównywalnej jakości są znacznie tańsze. Janusz Florczak twierdzi, że zdjęcia próbne w jego agencji wykonuje się tylko wybranym dziewczynom. Nie potępia on natomiast tych, którzy fotografują dziewczyny, które chcą zapłacić za sesję nawet jeżeli informuje się je, że kariera modelki prawdopodobnie nie jest ich przeznaczeniem.

Z informacji uzyskanych od rzecznika prasowego Federacji Konsumentów wynika, że oszukane modelki nie zgłaszają się raczej z prośbą o pomoc w walce z nieuczciwą agencją, gdyż otrzymały produkt, za który zapłaciły: zdjęcia czy świadectwo ukończenia kursu modelek. Niestety ani ukończenie kursu, ani zrobienie zdjęć nie daje szans na pracę w branży, o ile agencja nie zajmie się promocją dziewczyny, informowaniem o castingach, pokazywaniem reklamodawcom, rozsyłaniem zdjęć. A tego właśnie pseudoagencje nie robią. Joanna Brych twierdzi, że rzadko kiedy dziewczyny, zgłaszające się do JMB Models skarżą się na złe doświadczenia z innymi agencjami. Najczęściej po prostu przedstawiają fotografie próbne, które nie nadają się do profesjonalnego wykorzystania. Trafiając do agencji warto więc zamiast słuchać okrągłych zdań o przyszłości, jaką ma się wiążąc się z daną agencją, zadać kilka konkretnych pytań, m.in. jakie ma doświadczenie, jak długo istnieje na rynku i jakie twarze wypromowała. Jeżeli pracownicy agencji nie są w stanie odpowiedzieć wyczerpująco na te pytania, nie warto tracić tam czasu. Przecież karierę modelki zaczyna się dziś w wieku 14-15 lat, a kończy przed trzydziestką, zatem każdy rok młodości jest ceny.

Wiadomości

0

INFORMACJA DLA CHORYCH

0-800-888-111 – to numer nowej telefonicznej informacji na temat leków. Konsumenci mogą się w niej dowiedzieć, czy leki, które zapisał im lekarz, mają tańsze odpowiedniki. Na razie informacja dyżuruje tylko w dni powszednie, w godz. 9-15, a porad udzielają w niej lekarz i farmaceuta. Linię założyła Zachodniopomorska Regionalna Kasa Chorych, jednak mogą z niej korzystać pacjenci z całej Polski.

ZAMKI DO KOSZA?

Krakowska policja zatrzymała złodziei, którzy otwierali najwyższej klasy zamki antywłamaniowe za pomocą… zwykłych wytrychów. Co to oznacza dla konsumentów? Że ufając antywłamaniowym atestom i kupując najnowsze modele zamków wyrzucili pieniądze w błoto. Tytanowe wkładki, blokady rygli, klucze, które można dorobić tylko na obrabiarkach sterowanych komputerem – zdolny złodziej pokona je byle drucikiem. Już lepiej „zainstalować” w domu ekologiczny system alarmowy w postaci… krzykliwego wilczura.

REKLAMA BEZ BIAŁYCH FARTUCHîW

1 października weszło w życie nowe prawo farmaceutyczne. Z myślą o – często zbyt łatwowiernych – konsumentach wprowadzono w nim m.in. ograniczenia dotyczące reklamowania leków. Nie zobaczymy już np. reklam, w których do kupowania wszelkiego rodzaju medykamentów nakłaniają lekarze, pielęgniarki, farmaceuci lub osoby publiczne.

WIRTUALNY SEKS ZA PIENI”DZE

Wirtualna Polska zaczęła inkasować pieniądze za niektóre z oferowanych internautom usług. Użytkownicy muszą teraz płacić (za pomocą SMS-ów) m.in. za gry, rozszerzoną pocztę elektroniczną oraz za serwis Erotyka. Specjaliści oceniają, że już wkrótce w ślady Wirtualnej Polski może pójść większość krajowych portali, które – z braku chętnych reklamodawców – będą czerpać fundusze z kieszeni konsumentów.

DROŻSZE CZYNSZE

Od grudnia, dzięki decyzji Trybunału Konstytucyjnego, mogą wzrosnąć (i to znacznie) czynsze w prywatnych kamienicach. Trybunał orzekł, że przepis ograniczający podwyżki czynszów jest niezgodny z Konstytucją. Właściciele będą mieli prawo ustalić opłatę maksymalnie na poziomie 3% tzw. „wartości odtworzeniowej” domu (koszt wybudowania w danej miejscowości metra kwadratowego mieszkania, ustalany przez wojewodę). Do tej pory większość czynszów w prywatnych kamienicach nie przekraczała 2% tego wskaźnika.

OD TOKIO PO NOWY JORK

1 października weszło w życie nowe prawo dewizowe. Konsumenci mogą teraz lokować swoje oszczędności poza granicami kraju: zakładać konta i zaciągać kredyty w bankach oraz kupować akcje na giełdach.

ŻONGLERKA PACJENTAMI

Ministerstwo Zdrowia przedstawiło kolejną (miejmy nadzieję, że ostateczną) wersję projektu „Lek dla seniora”. Resort zdrowia proponuje, by prawo do kupowania leków za złotówkę zyskali wszyscy emeryci po 65. roku życia. Na liście tanich leków ma znaleźć się ponad 120 specyfików. Do konsumentów trafią one jednak dopiero, kiedy projekt zaakceptuje rząd.

Zimowy odpoczynek w Austrii

Sport i zabawa wliczone w cenę

Śniegowy puch, wspaniałe trasy zjazdowe, przytulne schroniska, komfortowe hotele i niezliczona ilość okazji do zabawy i sportowego wyżycia się – pragniemy, aby to wszystko było nie tylko w sferze marzeń. Planując zimowy rodzinny wyjazd szukamy ofert, które odpowiadałyby nie tylko dorosłym członkom rodziny, ale także dzieciom. Sugerujemy się dostępnością obiektów, związanych z nimi atrakcji i co najważniejsze – ceną. Z roku na rok coraz większą renomę wśród naszych rodaków zyskuje Austria.

Dlaczego Austria?

Najlepszym argumentem przemawiającym za tym, że powinniśmy zdecydować się na zimowy odpoczynek w Austrii, jest bogata oferta: znajduje się tam 22 tysiące kilometrów tras zjazdowych, ponad 3000 wyciągów, przeszło osiemset miejscowości przyjmujących miłośników zimowego wypoczynku i osiem całorocznych terenów narciarskich na lodowcach.
Kto choć raz odwiedził ten kraj, wie, że tamtejsze stoki są doskonale przygotowane i dostosowane do różnorodnych umiejętności miłośników „białego szaleństwa”. Ogromna liczba nartostrad i wyciągów, brak kolejek do wyciągów i urocza atmosfera górskich knajpek, w których można pokrzepić się w trakcie śnieżnych szaleństw, a także zregenerować siły po wyczerpującym i aktywnym dniu, przyciągają miłośników zimowych sportów.

Dlaczego Karyntia?

Karyntia jest najbardziej na południe wysuniętym krajem związkowym Austrii, otoczonym łańcuchami górskimi. Słynie ze swych ciepłych jezior. Stolicą Karyntii jest Klagenfurt. W północno-zachodniej części leży najwyższy szczyt Austrii Grossglockner (3797 m n.p.m.), a na południu rozciągają się pasma Karawanek i Alp Karnickich, oddzielające Karyntię od Włoch i Słowenii.
Karyntia, mimo iż położona na południu, dysponuje 10 regionami narciarskimi. Mottem zimy w najbardziej na południe położonym kraju związkowym Austrii jest „wszystko w cenie noclegu”. Wypowiedziano tu wojnę nieprzewidzianym wcześniej dodatkowym kosztom urlopu i miejscowa oferta została pod tym względem znacznie rozszerzona. Nowy wariant karynckiej propozycji to udane połączenie sportów zimowych i odpoczynku w hotelach nad jeziorami: romantyczne kwatery w jednym z 70 hoteli położonych bezpośrednio nad znanymi karynckimi jeziorami i pełen radości aktywny wypoczynek na nartach albo snowboardzie w jednym z pobliskich ośrodków narciarskich. Zgodnie z mottem „sport i zabawa wliczone w cenę”, goście otrzymują tutaj specjalną Kartę Zimową, która umożliwia im bezpłatny dostęp do ofert, takich jak zjazdy po kilkukilometrowych naturalnych torach saneczkowych czy wędrówki piesze po głębokim śniegu w rakietach śnieżnych. Liczne dodatkowe przywileje zapewnia karta z bonami, dzięki którym można korzystać z oferty kąpielisk termalnych czy kasyna. Tydzień ferii zimowych, obejmujących pięciodniowy karnet narciarski i wyżywienie w postaci śniadań i obiadokolacji, można wykupić już od 351 Euro.

Maluchy górą!

„Wszystko w cenie” plus intensywność – tak przygotowała się Karyntia na przyjęcie swoich najmłodszych gości, którym tutaj naprawdę poświęca się wiele uwagi. „Wszystko w jednym” brzmi motto jednego z pakietów w Bobo-Miniklubie w Nassfeld, gdzie pomaga się maluchom w wieku od dwóch do pięciu lat w pierwszych szusach. Za cenę pakietu, wynoszącą 149 Euro, kupujemy kompleksowy pięciodniowy program z kursem narciarskim, opieką, obiadem oraz kompletnym wyposażeniem narciarskim włącznie z hełmem. Jednodniowy kurs na próbę kosztuje 40 Euro, a jednodniowa opieka w całodziennym przedszkolu wraz z wyżywieniem, ale bez jazdy na nartach, kosztuje 20 Euro. W ramach akcji „Szkolne tygodnie sportu w Karyntii” wszystkie dzieci i ich opiekunowie otrzymują w czasie pobytu w Karyntii gratisowe skipasy. Bliższe informacje można znaleźć pod internetowym adresem www.schulsportwochen.com

Ale nam dobrze

Tej zimy wszystko na jedną kartę stawia Skiarena Kurnten w dolinach Gail, Gitsh i Lesach oraz nad Weissensee. Jest to specjalna karta bonusowa – światowa nowość – która oddaje do naszej dyspozycji wyjątkowej jakości usługi. Nie tylko zastępuje ona karnet na wyciągi i otwiera do nich dostęp bez potrzeby wkładania karnetu w jakieś urządzenie – wszystko odbywa się bezdotykowo. Naładowana za pieniądze może działać jak źródło środków płatniczych w szkółkach narciarskich, schroniskach i restauracjach. W niektórych hotelach kartą bonusową otwiera się nawet drzwi do pokojów.
Przygotowano interesujące pakiety zniżkowe. Z zimowych atrakcji można korzystać w całym regionie w czasie bonusowych tygodni: przy siedmiu noclegach, sześciodniowym skipasie i wypożyczeniu nart już od 250 Euro.

Dojazd

Samolot
Międzynarodowy przewóz pasażerów prowadzą austriackie przedsiębiorstwa lotnicze Austrian Airlines, Lauda Air i Tyrolean Airways, a także Polskie Linie Lotnicze LOT.
W Austrii znajduje się sześć ważnych portów lotniczych; największy jest port lotniczy Wiedeń. Do Austrii można także przylecieć z portów lotniczych graniczących z Austrią państw: Niemiec, Słowacji i Słowenii.
Austrian Airlines tel. (22) 625 20 50, fax (22) 625 72 33
Polskie Linie Lotnicze LOT tel. informacja ogólna (22) 9520
Informacja o odlotach międzynarodowych (22) 6504220

Samochód
Drogi austriackie stanowią część systemu europejskiego i obowiązują na nich ogólnoeuropejskie przepisy drogowe. Korzystanie z dróg publicznych jest bezpłatne.Aby podróżować autostradą, należy wykupić tzw. winietkę, którą nakleja się na przednią szybę wewnątrz pojazdu. Winietki występują w trzech odmianach, zależnie od długości pobytu w Austrii. Najbardziej popularne wśród turystów są winietki dziesięciodniowe, które kosztują 60 szylingów. Są też winietki dwumiesięczne za 150 szylingów i roczne za 400 szylingów (dane z początku 2001 roku).

Kolej
Austria posiada dobrze rozwiniętą sieć kolejową (około 5800 km). Pociągi przewożą pasażerów szybko, wygodnie i punktualnie. Sieć ta jest doskonale połączona z systemami kolei w innych państwach europejskich, pozwalając turystom podróżować po całej Europie na podstawie jednego biletu. Pociągi Intercity łączą Wiedeń z większością głównych miast kraju. Z Warszawy do Wiednia odjeżdżają codziennie dwa pociągi: Sobieski i Chopin.

Biura Podróży posiadające największą ofertę wyjazdów do Austrii
Polskie Biuro Podróży PBP – Warszawa, tel. (22) 827 26 79, faks (22) 827 14 45
Neckermann Polska – Warszawa, tel. (22) 622 40 22, faks (22) 622 35 85
Biuro Podróży Ochota – Warszawa, tel. (22) 822 46 55, faks (22) 822 04 51
e-mail: pb.ochota.lic.orbis@warman.com.pl
Sigma Travel – Warszawa, tel. (22) 828 80 98, 828 80 90, faks (22) 828 66 79
www.sigma-travel.com.pl
Sports-Tourist – Warszawa, tel. (22) 621 72 91, 621 62 20, faks (22) 621 72 93
BP Triada – Warszawa, tel. (22) 622 33 22, 622 64 33, faks (22) 622 13 13
www.triada.pl
JAN-POL – Kraków, tel. (12) 421 42 52, 423 03 40, faks (12) 421 59 06
www.janpol.com.pl
Jordan – Kraków, tel. (12) 422 20 33, 422 40 33 wew. 202, faks (12) 422 96 19, 421 08 95
www.jordan.krakow.pl
Itaka – Opole, tel. (77) 456 52 87, faks (77) 453 69 34

Więcej informacji:
Kurnten Info, Casinoplatz 1, A-9220 Velden,
tel. 0043-463-3000, faks 0043-4274-5210050, e-mail: info@kaernten.at, internet: www.kaernten.at

Porady konsumenckie

0

Oko w oko z ochroną

Robiłam zakupy w supermarkecie. Miałam przy sobie dość dużą torbę. Nie wzbudzała ona żadnych podejrzeń, kiedy wchodziłam do sklepu. Gdy zaś z niego wychodziłam, zostałam zaczepiona przez pracownika ochrony, który chciał zajrzeć do mojej torby. Poza tym zwrócił mi uwagę, że nie powinnam z tak dużą torbą wchodzić do sklepu. Jego zdaniem, należało ją zostawić w przechowalni bagażu. Chciałabym wiedzieć, czy pracownik ochrony miał prawo tak się zachować. Poczułam się urażona, że podejrzewa mnie o kradzież.

Janina z Warszawy

Pracownik ochrony miał prawo Panią zatrzymać i poinformować, że dużą torbę powinna Pani zostawić w przechowalni bagażu. Nie napisała Pani, czy doszło do rewizji. Jeśli ochroniarz przeszukał Pani torbę i czuje się Pani obrażona lub pokrzywdzona niesłusznym posądzeniem, powinna Pani złożyć skargę do kierownika sklepu. Można również poinformować o zdarzeniu Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji – Departament Zezwoleń i Koncesji, ul. Koszykowa 16, 00-564 Warszawa.

Ochrona ma prawo
– Zatrzymać klienta, podając powód takiego postępowania;
– Jeśli pracownik ochrony podejrzewa, że ma do czynienia z kradzieżą, powinien wezwać policję. Ma również prawo zastosować środki przymusu bezpośredniego, wówczas gdy zostaną zagrożone dobra powierzone jego ochronie lub gdy zostanie zaatakowany.

Ochronie nie wolno
– Legitymować, przeprowadzać rewizji lub kontroli osobistych;
– Zachowywać się agresywnie;
– Komentować zachowania klienta.

Jak zawrzeć umowę sprzedaży?

Chcę wkrótce sprzedać swój samochód. Będę bardzo wdzięczny, jeśli zamieszczą Państwo na łamach „Świata Konsumenta” wzór umowy sprzedaży samochodu pomiędzy osobami fizycznymi.

Tomasz z Łodzi

Umowa sprzedaży samochodu

Zawarta dnia …………………w ………………………. pomiędzy:

(I) …………….., zamieszkałym w ………………………, legitymującym się dowodem osobistym o numerze ……………………, zwanym dalej Sprzedającym

oraz

(II) …………….., zamieszkałym w ………………………, legitymującym się dowodem osobistym o numerze ……………………, zwanym dalej Kupującym

– par. 1 –

1. Przedmiotem niniejszej umowy jest samochód osobowy marki …………., model …………………., nr silnika …………………, nr nadwozia ………………….., kolor ………………………, rok produkcji …………………., pojemność silnika ………………., moc ………………., przebieg ……………… .

2. Sprzedający oświadcza, że samochód, o którym mowa w punkcie powyższym, stanowi jego własność, nie ma wad prawnych, nie mają do niego praw osoby trzecie ani nie jest przedmiotem żadnego postępowania ani zabezpieczenia.

– par. 2 –

1. Sprzedający sprzedaje, a Kupujący kupuje pojazd, o którym mowa w ß 1 niniejszej umowy za kwotę ………………..PLN (słownie …………………. złotych).

2. Kwota określona w punkcie powyższym płatna jest w całości do rąk Sprzedającego w dniu zawarcia umowy, co Sprzedający przez jej podpisanie potwierdza.

– par. 3 –

Wszystkie czynności związane z rejestracją samochodu zostaną podjęte w pierwszym dniu roboczym, następującym po dniu zawarcia niniejszej umowy.

– par. 4 –

Wszelkie koszty związane z zawarciem niniejszej umowy obciążają Kupującego.

– par. 5 –

W sprawach nie uregulowanych niniejszą umową mają zastosowanie odpowiednie przepisy kodeksu cywilnego.

– par. 6 –

Umowę sporządzono w dwóch jednobrzmiących egzemplarzach, po jednym dla każdej ze stron.

……………………………..                                      …………………………………
Sprzedający                                                                          Kupujący

Prawa niemieckiego konsumenta

0

Niemcy stawiają na jakość

Państwo niemieckie bardzo dba o konsumenta. Do tego stopnia, że dawne Ministerstwo Wyżywienia, Rolnictwa i Lasów zamieniono w Niemczech na Ministerstwo Ochrony Konsumenta, Wyżywienia i Rolnictwa. Dlaczego? Bo od czasu kryzysu związanego z chorobą szalonych krów prawa konsumenta w Niemczech są najważniejsze. Teraz priorytetem nowego ministerstwa jest ich ochrona.

Minister ds. ochrony konsumentów, Renate Kónast, realizuje plan „prewencyjnej ochrony konsumentów” pod hasłem „jakość zamiast ilości”.
– Należy kierować się opinią konsumenta – powiedział kanclerz Gerhard Schróder już na początku afery wywołanej przez BSE.
– Głównym kierunkiem działania nowego ministerstwa musi być nie zysk producentów, lecz bezpieczeństwo w aspekcie wyżywienia obywateli.
– Należy znaleźć alternatywę dla wielkich ferm zwierzęcych, zatruwających naturalne Środowisko – stwierdziła Kónast.

Przewiduje, że za dziesięć lat, po pierwszym etapie przeobrażeń, piąta część globalnej produkcji Środków żywnościowych w Niemczech będzie pochodzić z ekologicznej gospodarki rolnej. Dziś ekologiczne gospodarstwa stanowią jedynie 2,6% użytkowanych rolniczo powierzchni. W Unii Europejskiej ułamek ten wynosi jeszcze mniej, bo 1,7%. Jednak żywność z ekologicznych gospodarstw zyskuje w Niemczech coraz więcej zwolenników. Podczas gdy zbyt wołowiny zmalał o 50%, ekologiczne rzeźnie sprzedają o 30% więcej wołowiny. Popyt wzrósł, mimo że ceny są o 30% wyższe niż ceny mięsa z konwencjonalnego uboju.

Sądy przeciw nieuczciwości

Państwo niemieckie robi wszystko, by zapewnić maksymalną ochronę konsumentom, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo żywności. Jednak problemy konsumenckie wiążą się nie tylko z żywnością – nawet w czasie afery z BSE jest wiele innych spraw do rozwiązania. Co wtedy? Konsument niemiecki może się z nimi zwrócić do jednej z wielu organizacji konsumenckich, które specjalizują się w rozwiązywaniu problemów z danego zakresu. I tak np. jeśli konsument trafił na nieuczciwego ubezpieczyciela, z pomocą przyjdzie mu Federalny Nadzór ds. Ubezpieczeń; jeżeli natomiast ma problemy z wynajmowaniem mieszkania, znajdzie cały szereg organizacji chroniących jego prawa. Z kolei ADAC to organizacja, która zajmuje się sprawami kierowców. To oczywiście tylko część z licznych państwowych i prywatnych organizacji, w których konsument niemiecki znajdzie pomoc. Kiedy już wystąpi jakiś spór, organizacje konsumenckie mogą w imieniu konsumenta skierować sprawę do sądu. Niemcom łatwiej niż Polakom zdecydować się na obranie drogi sądowej, ponieważ mają możliwość wykupienia ubezpieczenia, obejmującego sprawy prawne. Takie ubezpieczenie dla całej rodziny kosztuje 300 – 400 DM rocznie i pokrywa wszelkie koszty związane z procesem. Konsument niemiecki mniej więcej po sześciu miesiącach zna orzeczenie sądu, podczas gdy w polskim sądzie rozprawa trwa kilka lat.

Walka z piratami

Do poważniejszych problemów na rynku w Polsce należy podrabianie marek. W Niemczech za piractwo grożą bardzo duże kary. Oryginalna marka jest przez niemieckie prawo mocno chroniona. – Nie wyobrażam sobie w Niemczech tego, co się dzieje na Stadionie X-lecia w Warszawie – mówi Jens Mader, aplikant prawa z Niemiec. – Jeśli ktoś już kopiuje płyty CD, to najwyżej dla siebie albo dla znajomych, ale nie na sprzedaż. Czemu Niemcy zawdzięczają brak problemu podróbek? Skutecznej działalności organów państwowych. Firmy oczekują owej skuteczności od państwa, bo inaczej nie zarobią. A państwo wie, że jeżeli firmy nie zarobią, to nie będą mogły zapłacić podatków i wtedy ono poniesie straty – w ten sposób koło się zamyka. Niemcy mają liczne ustawy, które chronią prawa konsumentów. Ale ustawa nie wystarczy – bez szybkiego działania sądów i skuteczności innych organów państwowych ochrona konsumenta nie byłaby tak dobra. Poważną rolę odgrywa konkurencja. Na rynku jest dużo ofert i tylko najlepszy wygrywa walkę o klienta. W takiej sytuacji oszukiwanie jest niemożliwe. Nieuczciwa firma od razu zniknie z rynku i zastąpią ją te, które działają uczciwie. Co więcej, konkurencja sprawia, że producenci dobrowolnie oferują konsumentowi lepsze warunki niż te, zagwarantowane ustawą, np. z własnej woli wydłużają obowiązkowy sześciomiesięczny okres gwarancji. Przed Świętami Bożego Narodzenia natomiast dają swoim klientom możliwość wymieniania zakupionych towarów.

Niemcy ufają testom

Państwo niemieckie zadbało o to, aby każdy konsument, który pragnie dokonać jakiegoś zakupu i stoi przed trudnym wyborem, mógł zajrzeć do testów wszelkich możliwych towarów i dowiedzieć się, co jest naprawdę dobre. Zajmuje się tym publiczna fundacja Stiftung Warentest, która wydaje „Test”. – Znam dużo Niemców, którzy czytają ten miesięcznik zanim kupią coś droższego – przyznaje Jens Mader. – Większość Niemców ufa testom, więc firma, która dobrze w nich wypadnie, może sprzedać dużo więcej, i odwrotnie. Miesięcznik informuje o różnych produktach i usługach, inne gazety są bardziej wyspecjalizowane (np. „Bild Komputer” porusza tylko tematy związane z komputerami). Jest rozprowadzany w całych Niemczech, a jego nakład wynosi 647 000 egz. (kosztuje 7,10 DM). Dla „Testu” nie ma prawdziwej konkurencji, bo to czasopismo niezależne. Nie zamieszcza reklam, podaje konsumentowi obiektywne informacje. Wiele innych pism wydaje wprawdzie dodatki o tematyce konsumenckiej, ale ponieważ należą one do prywatnych wydawców, zamieszczających reklamy, mogą mieć powiązania z firmami, o których piszą.

Ciotka Emma pokonana przez supermarkety

Niemcy aż 80% produktów żywnościowych kupują w supermarketach. Głównym powodem zamiłowania Niemców do tego typu sklepów są niskie ceny, szczególnie w sieci Aldi. Jakość produktów w Aldim wcale nie odbiega od jakości towarów z innych sklepów. Skąd więc tak niskie ceny? Otóż Aldi kupuje towary w ogromnych ilościach, i to on dyktuje ceny producentom. Ci ostatni wiedzą, że jeśli Aldi zrezygnuje z ich usług, to stracą bardzo ważnego klienta. Polacy znają niemiecką sieć supermarketów, która w Niemczech występuje pod różnymi nazwami: w Brandenburgii nazywa się Kaufland, podczas gdy w sąsiedniej Meklenburgii – jest Hitem, tak samo jak w Polsce. Małe sklepy w centrum miasta nie mają najmniejszych szans w konkurencji z supermarketami. W latach 50. Niemcy nazywali takie sklepy Tante Emma Laden, czyli sklepy ciotki Emmy. Panowała w nich sympatyczna atmosfera, sprzedawczyni znała swoich klientów, więc nie było takiej anonimowości jak w supermarkecie. W Polsce wciąż jeszcze możemy wstąpić do osiedlowego sklepiku, ale w Niemczech sklepy ciotki Emmy zniknęły w latach 70., kiedy zaczęły powstawać supermarkety.
– Każdy domaga się promocji i wysokiej jakości za najniższą cenę – ubolewa minister ds. ochrony konsumentów, Renate Kónast. W 1950 r. czteroosobowa rodzina, mieszkająca w Niemczech, wydawała na żywność połowę z kwoty wydatków przeznaczonych na konsumpcję, dzisiaj wydaje zaledwie 15%. Supermarkety obniżają standardy jakości na rzecz niższych cen. Tymczasem autorzy nowej polityki rolnej i ochrony praw konsumentów stawiają na jakość: – Przełom w rolnictwie nastąpi dopiero wtedy, kiedy wszystkie, a w szczególności wielkie sieci sklepowe staną do walki konkurencyjnej, oferując nie najniższe ceny, lecz największy wybór wartościowych produktów – uważa pani minister.
– Zdrowe produkty muszą zapełnić regały supermarketów i być dostępne dla każdego – dodaje.

Niedzielne zakazy

W Niemczech nie wybierzemy się na zakupy w niedzielę ani późnym wieczorem. Zakaz handlu w niedziele, który w Polsce co jakiś czas wywołuje spory polityczne i Światopoglądowe, w Niemczech obowiązuje od bardzo dawna. Ta stara ustawa wzięła się z tradycji chrześcijańskich państwa niemieckiego i mimo ostrej krytyki liberałów obowiązuje do dzisiaj, choć w coraz mniej restrykcyjnej formie (np. stacje benzynowe czynne są całą dobę i sprzedają nie tylko benzynę). Poza tym na osłabienie zakazu wpływa Unia Europejska. Ludzie mieszkający na obszarach przygranicznych jeżdżą na zakupy do Francji, Belgii, Holandii. To powoduje straty dla gospodarki niemieckiej. – Myślę, że właśnie z tego powodu ograniczenia w handlu zostaną zniesione – uważa Jens Mader, aplikant prawa z Niemiec. Teraz nieco wydłużono czas otwarcia sklepów: supermarkety mogą być czynne do 20.00, a mniejsze sklepy – do 18.00. Przed Świętami Bożego Narodzenia sklepy są otwarte nawet w niedzielę i pracują nieco dłużej.

Niemieckiego konsumenta chronią ustawy, które wynikają z przepisów Unii Europejskiej:

1. Ustawa o ogólnych warunkach zawierania umów między konsumentem a firmą zabrania firmom stosowania pewnych strategii, w wyniku których klient może zostać zaskoczony. Ustawa ta chroni np. konsumenta, który podpisał umowę, zawierającą fragment dopisany małymi literami (drobną czcionką zazwyczaj dopisane jest to, co ma umknąć uwadze konsumenta, ponieważ jest dla niego niekorzystne).
2. Producent ponosi odpowiedzialność za wadę produktu bez względu na to, czy wada powstała z jego winy, czy też nie. Ustawa ta zmusza producentów do bardzo dokładnego przetestowania swoich wyrobów, zanim znajdą się one na półkach sklepowych.
3. Ustawa chroniąca osoby podejmujące decyzje o zakupie bez większego namysłu. W ciągu tygodnia od daty podpisania umowy można zrezygnować z towaru. Co więcej, sprzedawca musi zawrzeć w umowie specjalne pouczenie o tym prawie. Kupujący składa podpis nie tylko pod umową, ale też pod pouczeniem. Jeżeli pouczenia nie było, klient ma aż rok na zrezygnowanie z zakupu (przez ten czas może oczywiście korzystać z zakupionego towaru).
4. Ustawa chroniąca konsumenta, który robi zakupy na raty, np. jeśli zakupił samochód, a po tygodniu zorientował się, że jednak go na taki zakup nie stać, może odstąpić od umowy kupna.

Herbata – Rozgrzewający napój na zimowe chłody

0

Większość z nas pija herbatę codziennie. Mało kto zastanawia się jednak nad tym, ilu zabiegów potrzeba, byśmy mogli rozkoszować się tym najpopularniejszym napojem świata, który znany jest ze swych dobroczynnych właściwości. Najpierw uprawa drzewek lub krzewów herbacianych, później zbieranie, suszenie, skręcanie i sortowanie listków i w końcu tworzenie przeróżnych mieszanek herbaty przez specjalnych herbacianych kiperów.

Wiele popularnych herbat, które pijamy, to herbaciane mieszanki. Każda z nich może składać się z kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu różnych gatunków herbat, które specjalni degustatorzy dobierają pod względem smaku i aromatu. Często łączą herbaty z różnych krajów lub regionów, ponieważ różnice między ich smakiem i jakością zależą od terenu uprawy – od jakości gleby i od klimatu.

Oto najpopularniejsze mieszanki herbat:

Earl Grey to kompozycja herbat chińskich albo chińskich i indyjskich. Na jej jakość w znacznej mierze wpływa ilość bergamoty (rodzaj pomarańczy). Do mieszanki Earl Grey dodaje się esencji z jej owocu.
English breakfast jest mieszanką herbaty indyjskiej, cejlońskiej oraz afrykańskiej. Napar z tej herbaty najlepiej pasuje do tłustych, smażonych dań lub do potraw o wyrazistym smaku (np. do wędzonej ryby).
Herbaty jaśminowe są jednymi z najpopularniejszych herbat aromatyzowanych. Pochodzą z Chin oraz z Tajwanu. Kwiaty jaśminu zbierane są o wschodzie słońca. Następnie przez cały dzień trzyma się je w chłodzie, by zbyt wcześnie się nie otworzyły. Po południu zaczynają się rozchylać. Wtedy układa się je na stosach w pobliżu gotowych liści herbaty zielonej, czerwonej lub czarnej. Po ponownym suszeniu kwiaty jaśminu mogą zostać zmieszane z liśćmi herbaty.

Jak powstaje herbata?

Herbata to wiecznie zielony krzew lub drzewo; ma ciemne, skórzaste listki oraz białe lub różowe wonne kwiaty i małe owoce-torebki. Po zebraniu liście herbaty poddawane są procesowi więdnięcia. Trwa on około 10 godzin. Jeszcze zielone liście herbaty wkłada się do bębnów obrotowych z nadmuchem gorącego powietrza. W ten sposób pozbawia się je od 30% do 40% wilgoci. Później liście są zgniatane w specjalnych maszynach, które je skręcają. Ten etap produkcji herbaty trwa mniej więcej pół godziny. Z liści wydziela się sok, który łączy się z tlenem i powoduje fermentację. W ten sposób powstają olejki eteryczne. Teraz kolej na suszenie zgniecionych liści. W specjalnych suszarniach dmucha się na herbatę przez 20 minut powietrzem o temperaturze 80-85°C. W końcu liście stają się czarne. Oznacza to, iż garbniki zostały utlenione. Następnie wysuszone liście są sortowane i pakowane.

Kilka wskazówek dla smakoszy
– Herbatę najlepiej przechowywać w porządnie zamkniętych pojemnikach.
– Naczynia z herbatą nie należy umieszczać w sąsiedztwie produktów wydzielających intensywne zapachy, ponieważ herbata bardzo łatwo je wchłania.
– Przed przygotowaniem herbaty powinniśmy podgrzać czajnik, w którym będziemy ją parzyć.
– Do zaparzania herbaty zawsze używajmy smacznej wody. To właśnie od wody w dużej mierze zależy smak herbaty. Najlepsza jest woda źródlana, oligoceńska, mineralna lub przynajmniej filtrowana. Wodę, która zawiera dużo chloru, najlepiej gotować bez przykrywki – dzięki temu część chloru będzie mogła się ulotnić.
– Herbatę białą lub zieloną powinniśmy zaparzać nie we wrzątku, ale w wodzie o temperaturze 70-95 °C.

Jak długo parzyć?

Po zaparzeniu herbaty trzeba odczekać od trzech do pięciu minut, żeby naciągnęła. W zależności od długości parzenia możemy uzyskać napój, który będzie w różny sposób działał na nasz organizm. Napar będzie pobudzający i orzeźwiający, jeśli odczekamy trzy minuty. Jeżeli czas parzenia będzie nieco dłuższy – od trzech do pięciu minut – uzyskamy napój odprężający i uspokajający. Jak to się dzieje? Otóż w pierwszych dwóch – trzech minutach naciągania, z herbaty przedostaje się do naparu prawie cała zawartość teiny (czyli herbacianej kofeiny). Dopiero w następnych minutach z listków uwalniają się garbniki, które z kolei wiążą kofeinę. Herbata zaparzana dłużej nie zawiera kofeiny i można ją pić nawet przed snem.

Na zdrowie
– Herbata zielona jest najbogatsza w cenne składniki potrzebne naszemu organizmowi – zawiera witaminę C, fluor i mangan.
– Czerwona chińska herbata Pu-Erh wspomaga pracę wątroby i oczyszcza organizm. Pobudza procesy trawienia i obniża poziom cholesterolu. Napój ten jest idealny dla osób z nadwagą.
– Herbata imbirowa wpływa dobroczynnie na trawienie, poprawia apetyt i zapobiega miażdżycy.
– Herbata żeńszeniowa odpręża, odtruwa organizm, poprawia jego odporność, a także podnosi sprawność psychiczną i fizyczną.
– Herbata mate działa orzeźwiająco, poza tym obniża cholesterol oraz hamuje apetyt.

Czy wiesz, że…
– Obecnie herbatę produkuje się w ponad 40 krajach.
– Największym producentem herbaty na świecie są Indie.
– Do największych konsumentów herbaty na świecie zalicza się: Republikę Irlandii (3,17 kg na osobę rocznie), Anglię (2,62 kg), Katar (2,31 kg) i Turcję (2,15 kg).
– Światowa roczna produkcja herbaty wynosi 2,5 mln ton, z czego 1,5 mln ton to herbaty zielone.
– Aż 84% sprzedawanej na świecie herbaty to herbata ekspresowa w torebkach, która
pojawiła się po raz pierwszy na rynku w 1953 roku.

Herbata w procentach (
79,3% – w tylu gospodarstwach domowych w Polsce pija się herbatę ekspresową;
61,9% – to procent gospodarstw domowych, w których pija się herbatę sypką;
47,8% – tylu Polaków pija ekspresowe herbaty ziołowe lub owocowe;
Ponad połowa Polaków, którzy spożywają herbatę, pije ją częściej niż raz dziennie.

10 najchętniej spożywanych marek

herbaty ekspresowej:
Lipton 37,7%**
Saga 21,0%
Tetley 12,6%
Brooke Bond 10,8%
Golden Assam 8,0%
Posti 5,0%
Dilmah 3,3%
Teekanne 3,1%
Bastek 3,0%
Lyons 1,7%

10 najchętniej spożywanych marek

herbaty sypkiej:
Saga 20,1%***
Golden Assam 18,5%
Lipton Yellow Label 14,9%
Brooke Bond 11,3%
Tetley 8,4%
Bastek 5,9%
Posti 5,9%
Dilmah 4,0%
Consumer 2,3%
Hiltop 2,1%

10 najchętniej spożywanych marek

ekspresowych herbat ziołowych i owocowych:
Herbapol 38,5%****
Lipton 15,9%
Vitax 14,1%
Tetley 7,4%
Bio-Fix 5,4%
Sun Tea 4,5%
Posti 3,9%
Eko-Fix 3,1%
Teekanne 2,9%
Dilmah 2,8%

( Dane pochodzą z badań TGI przeprowadzonych przez SMG/KRC od stycznia do czerwca 2001 roku.)
** Procent gospodarstw domowych, w których spożywa się herbaty ekspresowe
*** Procent gospodarstw domowych, w których spożywa się herbaty sypkie
**** Procent badanych, którzy spożywają ekspresowe herbaty ziołowe i owocowe

Prezenty Gwiazd

0

Lubimy święta. Lubimy dawać i dostawać prezenty. Jednak wybór odpowiednich podarków nie jest sprawą prostą. Jak radzą sobie z nią gwiazdy? Czym kierują się przy wyborze prezentów dla najbliższych? Co podarują im w te święta? Jakie są ich wymarzone prezenty? Na te pytania odpowiedziało nam osiem znanych osób.

Ewa Bem, piosenkarka:

Ja kupuję prezenty praktyczne. To znaczy jestem dosyć dobrze zorientowana w potrzebach całej rodziny i nawet buduję program kupowania świątecznych prezentów. Wiem, co by się komu przydało i kupuję właśnie to, czego potrzebuje. Staram się znaleźć ten praktyczny prezent w wydaniu jak najbardziej oryginalnym, niecodziennym i bardzo dobrym gatunkowo. Rzadko kupuję prezenty niepraktyczne typu maskotka czy wazonik.
Co kupię w tym roku? Wstyd przyznać, ale w gruncie rzeczy kupuję w kółko to samo. Mąż zawsze się załapuje na nowy, piękny sweter. Niezmiennie dostaje też super elegancką koszulę z pięknym krawatem mojego wyboru. Mąż w ogóle rzadko pozwala sobie wybrać krawat, ale na Gwiazdkę już zgadza się na mój wybór.
Natomiast jeżeli chodzi o moją mamę, to chyba jej też podaruję jakiś sweter. Być może kupię jej również coś do ozdoby domu. Moja mama uwielbia kwiaty doniczkowe, oraz bardzo ciekawe i ekstrawaganckie doniczki. No i dam jej jeszcze kosmetyki.
Starszej córce podaruję ciuchy i bieliznę. Uwielbiam jej kupować bieliznę. Prawdopodobnie, tak między nami mówiąc, to dlatego, że moja młodość przebiegała w czasach bardzo siermiężnych, nędznych, kiedy kupienie czegokolwiek to była makabra. W dodatku nie miałam w ogóle pieniędzy. Wciąż odczuwam więc niedosyt pięknej bielizny. Teraz mogę sobie na nią pozwolić i dlatego z największą lubością kupuję ją Pameli. To jest zawsze wspaniały prezent, bo bielizny jest bardzo dużo do wyboru do koloru. Pameli kupuję też kosmetyki.
Młodsza córka przechodzi przez kolejne etapy. Teraz jesteśmy na etapie, na którym nie kupuję jej na szczęście tych nieznośnych lalek Barbie, tylko np. CD-romy albo gry komputerowe. Chyba w tym roku kupimy jej sztalugi, bo chodzi na zajęcia malarskie. Ma ogromny talent w tym kierunku. Tak więc jest duży zakres możliwości, prawda? A może dostanie jakiś piękny, nowy stołek do fortepianu.
Został jeszcze nasz pies Foks, który też dostanie prezent. Podaruję mu najwymyślniejszą zabawkę, jaką znajdę dla niego. Chyba kupię mu też dwa opakowania serków Hochland ze szczypiorkiem – uwielbia to, ale nie możemy dawać mu za dużo serków. Jednak na święta zrobię mu chyba karnawał.

Janusz Weiss, dziennikarz:

Jeszcze nie wiem, co podaruję najbliższym. Mam z tym kłopot. Zresztą jak co roku. Nie wiem też, co sam chciałbym dostać – z tym też mam kłopot. Bo ja już wszystko mam. Obrastam w materię i zastanawiam się, czy z tym nie skończyć – np. zostać eremitą albo pustelnikiem. Nie, nie, wygłupiam się. Ale słowo daję, nie mam pojęcia, jakie podaruję prezenty. Jeszcze się nad tym poważnie nie zastanawiałem. Niepoważnie też się nie zastanawiałem. Wiem że są ludzie, którzy mają fantastyczne pomysły, ja do nich akurat nie należę. To jest chyba u mnie rodzinne, bo np. mój ojciec już mniej więcej na wiosnę dzwoni i potem męczy mnie telefonami przynajmniej raz w tygodniu. Później, kiedy zbliżają się jakieś święta czy moje urodziny dzwoni coraz częściej, i pyta, co bym chciał dostać. Niezmiennie na wszelki wypadek kupuje mi to, co sprawiało mi radość, jak byłem dzieckiem, czyli marmoladki w czekoladzie i inne słodycze.

Hanka Bielicka, aktorka:

Ja prezenty przeważnie daję w kopertach. Kiedy byłam dzieckiem, prezenty były bardzo prozaiczne, bo w Polsce nie było za dobrze. Właściwie nigdy nie działo się naprawdę dobrze w Polsce. Tak więc jako prezenty dawało się a to rękawiczki, a to wstążki do warkoczy, a to do jakiś tam inny drobiazg. Potem, kiedy jeździłam na uniwerek, dostawałam coś do kapelusika albo jakąś przypinkę albo broszeczkę albo jakiś kołnierzyk, który mamusia wyhaftowała. Podobne prezenty dawaliśmy też rodzicom: a to poszewkę do okularów, a to mamusi jakiś kołnierzyczek, a to jakiś kawałek skóreczki na kołnierzyk. O! Takie to były prezenty domowe, rodzinne. Właściwie nigdy nie kupowało się drogich prezentów, jak np. samochody czy rowery. Do tego nie zdążyliśmy dojść, bo przyszła wojna, a potem już niczego nie było w sklepach. A teraz na starość to ja miałam taki zwyczaj, że jak tylko jeździłam do siostrzenic i bratanic (bo ja nie mam bliskiej rodziny, najbliżsi – już dawno w grobie), to – w miarę możliwości – dawałam im koperty. To jest najbardziej praktyczny prezent, bo jeśli ja kupię komuś perfumy czy rajstopy, może się okazać, że on już to ma, a potrzebuje akurat czegoś innego. A tak wszyscy już wiedza, że babcia ciocia przychodzi z kopertą. Tak więc wydaje mi się, że to jest dobra tradycja.
Moim wymarzonym prezentem jest… 10 lat do tyłu. Gdyby można było dostać jeszcze zdrowia i młodości, to bym chciała troszkę. Żeby tyle młodości, co w moim humorze i sposobie bycia, było i w organizmie. Ale w gruncie rzeczy, jak nie dostanę takiego prezentu, to też się z tym pogodzę.

Andrzej Rosiewicz, piosenkarz:

Szczerze mówiąc o prezentach jeszcze nie myślałem, ale dla dzieci na pewno chciałbym kupić jakieś zabawki rozwojowe – takie, żeby jednocześnie rozrywały i uczyły. A co kupię dla żony i dla teściowej? Nad tym jeszcze pomyślę.
Czym się kieruję przy wyborze prezentu dla bliskich? Zawsze powinniśmy wyobrazić sobie i przypomnieć, co lubi osoba, której chcemy podarować prezent. W ten sposób zrobimy jej przyjemność. A taką przyjemność sprawiła mi np. żona w zeszłym roku na imieniny albo na gwiazdkę, kupując mi zestaw płyt Freda Astaire’a. To jest mój idol, więc przyjemność była tym większa, że żona pamiętała, że go lubię. Czasem można zrobić komuś niespodziankę – otóż ktoś może myśleć, że my już nie pamiętamy, co on lubi, a my o tym jednak pamiętamy i dajemy mu właściwy prezent. I taka pamięć jest wtedy miła.

Beata Tyszkiewicz, aktorka:

To, jaki prezent wybierzemy, zależy komu go chcemy dać. Np. dzieciom zawsze daje się prezenty, które są troszeczkę rozbrajające, spełniają ich marzenia. Uważam, że prezenty na gwiazdkę nie powinny być kosztowne. Powinny być za to bardzo przemyślane i powinny wypływać z serca. Zwykle podarowanie własnoręcznie zrobionego prezentu jest bardzo miłym gestem. Albo jeśli damy komuś to, co bardzo chciał mieć, coś czysto praktycznego i takiego, co ułatwi mu życie – taki podarunek też jest miły. Ja bardzo często sama robię różne prezenty – np. coś na drutach albo jakieś fotografie. Czasem po prostu daję taki prezent, o którym wiem, że ktoś marzy – może to być kolorowy szalik czy jakieś buty, które już gdzieś sobie upatrzył. Ale wydaje mi się, że takie praktyczne prezenty troszkę mijają się z Bożym Narodzeniem. Np. mój brat i ja jako bardzo młoda dziewczyna dostawaliśmy na gwiazdkę skarpetki albo rękawiczki – bardzo praktyczne prezenty. Takie były wtedy czasy. Zresztą to, co teraz dzieciom może wydawać się nienaturalnym podarkiem, wtedy było powszechnym prezentem.
Zawsze mówię wyraźnie Świętemu Mikołajowi, co ja bym chciała od niego dostać.
Np. w tym roku chcę dostać szminkę i ołówek do ust do ust Ripleya. Mam też już plany co do prezentów dla najbliższych, ale przecież nie mogę tego powiedzieć, bo to niespodzianka.

Zygmunt Kałużyński, krytyk filmowy:

Prezenty dla najbliższych? Najbliżsi mogą być bardzo rozmaitego rodzaju – najbliżsi najbliżsi, najbliżsi trochę dalsi i tylko znajomi. Więc prezenty zależą od miejsca w hierarchii naszego serca. Ja jestem zasłużonym staruszkiem i oczekuję, żeby mi dawali prezenty. Nie mam wymarzonego prezentu – biorę wszystko, co tylko dostanę.

Weronika Pazura, żona Cezarego Pazury:

W tym roku mamy prostszą sytuację z prezentami, dlatego, że wybieramy się na święta w góry i po prostu musimy mieć bardzo dużo nowych rzeczy. Tak więc postanowiliśmy połączyć przyjemne z pożytecznym i przy wybieraniu prezentów będziemy pamiętać o tym, żeby kupić sobie narty, kombinezony, okulary i wszystkie dodatki potrzebne na nartach.
Czy mamy wymarzony prezent? Nie wiem, chyba nie. Teraz chyba już nie ma takich nieosiągalnych rzeczy. Bo co można sobie życzyć na prezent? My należymy do tych osób, które podchodzą bardzo realnie do życia. Ja nie mam jakichś takich marzeń, które by mi chodziły po głowie od lat – że np. chciałabym mieć futro czy pierścionek. Mam za to jedno marzenie: żeby wszystko było dobrze i żeby wszyscy byli zdrowi. Reszta jest tak mało ważna…
Prezentem, który ostatnio mąż sobie zażyczył jest płyta albo podręczniki do niemieckiego (bo chciał sobie przypomnieć język). Tak więc, jak widać, są to bardzo proste rzeczy.
Żeby wybrać dobry prezent, trzeba chcieć. To znaczy, że kiedy np. mężowi kończą się perfumy albo widzę, że już mu się coś nudzi albo czegoś potrzebuje, to ja mu niepostrzeżenie wszystko załatwię i kupię, co trzeba. On będzie wtedy zadowolony, że naprawdę trafiłam. Może być i odwrotna sytuacja: np. w tej chwili będę bardzo szczęśliwa, jeżeli mąż mi podaruje sprzęt narciarski, bo ja się na tym nie znam i sama sobie nie dam rady w takich zakupach.

Agnieszka Fatyga, aktorka:

Jeszcze nie wiem dokładnie, co komu podaruję na gwiazdkę. Zawsze najprzyjemniej jest dawać rzeczy upragnione przez innych. Ale w tej chwili nie mam jeszcze zamkniętej koncepcji. Jeżeli chodzi o starszą część mojej rodziny, tzn. o mamę, i rodzeństwo, to zapowiedzieli mi, żeby już nie kolekcjonować bibelotów, bo zabrakło im wolnej przestrzeni na te drobiazgi. Będę więc musiała wymyślić coś specjalnego.
Kiedy nie bardzo wiem, czego dana osoba najbardziej potrzebuje i o czym marzy, jeżeli nie ma specjalnego zamówienia na prezent – typu jakaś konkretna gra komputerowa czy program, rower dla dziecka czy aparat fotograficzny, to w takiej sytuacji, lubię dawać lampy. Od kilku lat było regułą, że na święta prezentowałam mojej rodzinie lampy Tiffany’ego. Co prawda ja z tego prezentu również korzystałam. Część moich znajomych już też jest obdarowana przeze mnie lampami i to w szczególności lampami Tiffany’ego. Po pierwsze – bardzo lubię te lampy, a po drugie – lampa daje energię, światło, codziennie jak jest zapalana, emanuje energią. Jednocześnie emanuje też kolorem, bo – wiadomo – lampa Tiffany’ego jest przeważnie zrobiona z różnokolorowego witrażu. Ja w ogóle często daję coś, co jest związane ze światłem, czyli nie tylko zwykłe lampy ale i lampy świeczkowe – innymi słowy świeczniki (chociaż nie lubię określenia „świecznik”, bo kojarzy się z jakimś żelastwem). Ostatnio lubię prezentować lampy solne, to znaczy rodzaj świeczników z bryły soli z wydrążoną dziurką na świeczkę tealights. Polecam, bo jest to niedrogi prezent, a uważam, że przepiękny. Są też elektryczne lampy solne, ale one dają światło stałe. Świeczka daje światło zmienne -zależy ono od cyrkulacji powietrza. Płomień świeczki po prostu miga w środku takiego świecznika i oświetla strukturę bryły soli od środka. To jest coś tak pięknego, że wydaje mi się, że będzie to świetny prezent dla każdego.
Oprócz prezentów związanych ze światłem, czyli lamp i świeczników, lubię dawać też anioły w różnej postaci. Jest to prezent dobry zwłaszcza na święta, bo anioł to taki temat duchowo-sentymentalny. Jeżeli chodzi o bibeloty, to lubię stylizację dziewiętnastowieczną, ewentualnie secesyjną. Koniec XIX wieku i początek XX wieku wytworzył, moim zdaniem, piękna sztukę użytkową.
Co więc w tym roku podaruję najbliższym? Tego jeszcze nie wiem. Może kolejną lampę… Chociaż mój dom – dom rodzinny, bo święta spędzam u swojej mamy – już jest obstawiony lampami, mimo że na początku reszta rodziny nie podzielała mojej pasji lampowej. Jednak dzisiaj przyznają, że te lampy koncentrują wokół siebie energię domową, bo mają piękne, ciepłe kolory. Jeżeli nie ma w domu kominka, lampy go zastępują. Dają światło i ciepło, a właśnie do tego tak naprawdę zmierzamy i tęsknimy w tym czarnym kosmosie.

Zakupy z Justyną Steczkowską

0

POLSKA ELEGANCJA

ŚWIAT KONSUMENTA: Czy lubisz zakupy?
JUSTYNA STECZKOWSKA:
Lubię, jak każda kobieta. Bardzo często mam odwieczny kobiecy dylemat, iż nie mam w co się dzisiaj ubrać, dlatego też staram się co jakiś czas kupić coś nowego, aby ten dylemat pogłębić (cha, cha…).

ŚK: Czym są dla Ciebie zakupy?
JS:
Zakupy to pewna sfera intymności.

ŚK: Robienie zakupów nazywasz intymnością?
JS:
Tak. Gdybym, na przykład, razem z moim ukochanym mogła zrobić zakupy! To taka domowa czynność, dla mnie wręcz czuła. Wspólne podejmowanie decyzji – to są najprzyjemniejsze chwile, jakie mogę sobie wyobrazić.

ŚK: Zatem wynika z tego, że najbardziej lubisz robić zakupy ze swoim mężem?
JS:
Hmm… sam przecież jesteś mężczyzną i dobrze zdajesz sobie sprawę, że mężczyźni nie znoszą zakupów, mniej lub bardziej, ale jednak. Dlatego najbardziej udane zakupy robię w towarzystwie moich sióstr, które – jak to kobiety – uwielbiają chodzić po sklepach w poszukiwaniu czegoś nowego do swojej szafy. A że szafa każdej kobiety jest duża, to (cha cha…).

ŚK: Gdzie robisz zakupy odzieżowe?
JS:
Hexeline, przy Jana Pawła II, mają tam bardzo dobrą jakość, jest przemiła obsługa, bardzo profesjonalna – uczciwa, szczera. Nie zdarzyło mi się nigdy, żeby próbowano mnie przekonać do kupna jakiejś rzeczy tylko dlatego, że „sprzedawca jest po to, by sprzedawać”.

ŚK: Jakie kupujesz kosmetyki?
JS:
Bywa z tym różnie, w zależności od tego, w jakim miejscu jestem, czego potrzebuję. Bardzo lubię Lancome, uwielbiam L’Oreala. Czasem korzystam z Estee Lauder.

ŚK: A mogę spytać o bieliznę?
JS:
Jeżeli chodzi o bieliznę, to mam taką zaufaną przyjaciółkę, Beatę Błasiek, która jest ekspertem w tej materii. Dzięki niej poznałam takie marki jak: Calvin Klein, Ibiss, Ibsen. Zatem jeśli pokazują się jakieś nowe i rewelacyjne modele, to Beata mi coś poleca, a ja jej ufam. Oczywiście uwielbiam także bieliznę, którą dostaję od swojego męża, ale nie wiem, gdzie on ją kupuje.

ŚK: A nieodzowny atrybut kobiety, jakim są buty?
JS:
Uwielbiam buty Ryłko, które dziś mam na sobie (Justyna miała piękne, czerwone buty wysadzane diamencikami – przyp. aut.), zostały specjalnie dla mnie zaprojektowane przez Ryłko. Ale nie dlatego uwielbiam tę firmę. Wcześniej kupowałam buty w Nowym Jorku i od momentu, kiedy trafiłam na nową linię Ryłko, która nazywa się Estima, niemal zakochałam się w nich. Jej autorką jest Ewa Ryłko, która ma fantastyczny zmysł projektanta. Są to fantastyczne buty, bardzo nowoczesne i niezwykłe. Mam szczęście, że mogę sobie u nich prywatnie zamawiać! Właśnie w ten sposób powstało wiele moich koncertowych butów. Uważam, że jest to najlepszy polski producent obuwia. Bardzo szanuję również tę firmę za to, że gdy buty się popsują, można je nawet po roku wysłać do fabryki w Kalwarii Zebrzydowskiej, aby zostały naprawione.

ŚK: Czy często ludzie cię obserwują, proszą w sklepie o autografy, głośno zastanawiając się czy to ty, czy nie ty?
JS:
Tak, wtedy chowam się jak mogę. Był nawet taki przypadek, że poszłam z siostrami na zakupy i żeby nikt mnie nie rozpoznał założyłam kapelusz, okulary, schowałam włosy. Zmieszałam się z tłumem, ale i tak jakiś fotograf nas „złapał”. Kiedy zobaczyłam zdjęcie w gazecie, nie mogłam w to uwierzyć.

ŚK: Czy to cię rozwściecza, czy bawi?
JS:
Różnie, raz mnie bawi, raz mnie irytuje. To jest po prostu jeden z aspektów mojego życia, którego nie da się zmienić, dawno się z tym pogodziłam.

ŚK: Czy lubisz hipermarkety?
JS:
Cóż mogę powiedzieć? Ja wolę takie małe zaprzyjaźnione sklepy, gdzie wchodzę i mogę się czuć jak u siebie. Jest tam zupełnie inna, niemal domowa atmosfera, w odróżnieniu od wielkomiejskiego zgiełku hipermarketów. W ogóle nie lubię takich spędów – miejsc, gdzie czuję się osaczona, gdzie jest dużo ludzi. Takie miejsca są mało komfortowe. Jednak gdy chcę zrobić szybkie zakupy, bo akurat jadę z Maćkiem (mężem – przyp.aut.) na piknik, albo na wieś, wtedy robimy zakupy w hipermarkecie, gdyż można tam dostać niemal wszystko w jednym miejscu. Jest to po prostu wygodne.

ŚK: Jaka jest twoja prywatna opinia nt. handlu w niedzielę?
JS:
To jest indywidualna sprawa każdego z nas. Niedziela jest dniem wolnym od pracy, jednak przede wszystkim to zależy od ludzi. Gdyby nie chcieli pracować w niedziele, to po prostu by nie pracowali. Jednak w obecnych czasach sytuacja materialna wielu osób wymusza na nich takie, a nie inne decyzje, dotyczące czasu pracy. Dlatego szanuję ich wybór, bo na tym przecież polega życie, aby dokonywać trafnych życiowych wyborów.

ŚK: A zdarzyło Ci się robić zakupy w niedzielę?
JS:
Raczej nie. Niedziela jest dniem, kiedy jestem z rodziną, wypoczywam, idę do kościoła i nie myślę o zakupach. Staram się zostawić za sobą wszystko, co niesie ze sobą zwyczajny dzień. Niedziela jest dla mnie dniem wyjątkowym.

ŚK: Czym kierujesz się robiąc zakupy: marką, ceną czy jakością?
JS:
Jakością! Marka ma znaczenie, ale nie tak wielkie. Cena też jest ważna, gdyż nie przywykłam płacić bajońskich sum za coś, co nie jest warte takiej wysokiej ceny. Zatem cena powinna być w granicach tzw. zdrowego rozsądku. Aczkolwiek, gdy mam pełny portfel, nie przejmuję się nią zbytnio, w przeciwieństwie do sytuacji, gdy portfel jest pusty. A w życiu artysty bywa różnie.

ŚK: Twoje ulubione marki?
JS:
Jest wiele markowych zagranicznych firm, które bardzo cenię. Ale też są krajowe firmy, które dorównują im jakością, np. wspomniany przeze mnie Hexeline. Można też zamówić projekty, np. Maćka Zienia czy Tomka Ossolińskiego, które są jedyne i niepowtarzalne. W Hexeline również tak jest – u Haliny Zawadzkiej, która jest właścicielką tej firmy, można zamówić specjalne dodatki; dlatego właśnie lubię ten sklep.

ŚK: A czy możesz wymienić kilka zagranicznych marek, które lubisz?
JS:
W Polsce prawie w ogóle nie kupuję zagranicznych marek. Rzeczy polskie mają prawie taką samą jakość, a ich cena jest bardziej przystępna, a nie „kosmiczna -zagraniczna”. Natomiast jeśli jestem za granicą, np. w Mediolanie, bardzo lubię Dolce Gabbana, Armaniego. Mam parę rzeczy Moschino. Nie jestem jakąś wielką ich fanką, po prostu dostałam je. Lubię też Gualliano, ale nie mam jego rzeczy, bo są dla mnie za drogie.

ŚK: Czy zdarzyło Ci się kupić jakąś rzecz pod wpływem reklamy?
JS:
Tak, głównie artykuły spożywcze. Większość reklam spożywczych jest zrealizowana w taki sposób, że mamy ochotę natychmiast wypróbować produkt. Nie jestem jednak typowym, reklamożercą, który wszystko, co zobaczy w reklamie, musi mieć. Raczej kieruję się indywidualnym gustem i potrzebą.

ŚK: Wyobraź sobie taką sytuację. Jesteś w jakimś centrum handlowym, nagle podchodzi do ciebie superprzystojny chłopak i mówi: Oczarowała mnie Pani, czy mogę zaprosić Panią na kawę?
JS:
Świetnie! Dlaczego nie, jeśli mam czas i nie śpieszę się nigdzie.

ŚK: A twój mąż?
JS:
Jeśli on chce się tylko napić ze mną kawy, to dlaczego nie? Lubię nieoczekiwane spotkania, bywają bardzo inspirujące. I nie muszą mieć żadnych podtekstów. Gdybym była w innym momencie życia – nieszczęśliwa, opuszczona – to na pewno pozwoliłabym się odwieźć do domu i umówiła się na następne spotkanie. Ale to tylko wariant, który mógłby się zdarzyć. Tak naprawdę to nigdy do końca nie wiemy, jak się zachowamy w takiej, a nie innej sytuacji. Nie da się wszystkiego zaplanować, i to chyba dobrze, bo dzięki temu jest dużo ciekawiej.

ŚK: Na koniec powiedz kilka słów, by zachęcić naszych Czytelników, żeby kupili Twoją nową płytę.
JS:
Cóż mogę powiedzieć, to jest muzyka nocy, muzyka o miłości. Jest idealna na długie wieczory, przede wszystkim niesamotne wieczory, jesienne, kiedy mamy dużo czasu i gdy szybko robi się ciemno. Życzę tej płycie i wszystkim, którzy chcieliby ją mieć, powodzenia. Gdy słucha się tej muzyki wieczorem, odchodzi stres. Wciąga i muzyka, i poetyckie słowa. Mam nadzieję, że zauroczy wszystkich.

ŚK: Jeśli tak, jak Ty mnie dzisiaj, to z pewnością odniesie wielki sukces.

Golarki – praktyczny prezent

0

Wybór prezentu dla mężczyzny często bywa kłopotliwy. Jeśli brakuje nam fantazji, kupujemy krawat, skarpetki albo jakiś kosmetyk. Na pewno niebanalnym prezentem byłaby nowoczesna maszynka do golenia. Prezent praktyczny i elegancki, dzięki któremu twój ukochany mężczyzna poczuje się komfortowo. Zabieg golenia nie tylko daje świeży i estetyczny wygląd, ale działa jak odmładzający, zapobiegający zmarszczkom masaż.

Historia

W tym roku mija dokładnie 100 lat, kiedy to w drzwiach amerykańskiego urzędu patentowego stanął nikomu nieznany człowiek – King Camp Gillette. Pojawił się tu, by złożyć wniosek o ochronę dwóch swoich wynalazków: aparatu z wymiennym ostrzem do jednorazowego użytku, osadzonym w uchwycie w kształcie litery T, oraz wymiennych nożyków (nazwanych później żyletkami). Te dwa niepozorne przedmioty miały za zadanie nie tylko usprawnić czynność golenia, ale także zadbać o to, aby była ona dużo bezpieczniejsza. Podobno pomysł na bezpieczną maszynkę wpadł Gillette’owi do głowy, gdy zdał sobie sprawę, iż jeden niezręczny ruch używaną (wcześnie brzytwą może zakończyć się podcięciem sobie gardła.
Wynalazki Amerykanina nie od razu zdobyły sobie uznanie, bowiem do końca 1903 r. udało się sprzedać zaledwie 51 maszynek i 168 żyletek. Dopiero w latach 20., kiedy to symbolem masowego społeczeństwa przemysłowego stał się nienagannie wyglądający urzędnik i żołnierz, zaczęto powoli doceniać komfort i bezpieczeństwo golenia. Dokładnie wygolona twarz, bez szpecących zadraśnięć, stała się na tyle ważna, że w 1928 r. amerykański pułkownik skonstruował pierwszą maszynkę elektryczną. Prace nad prototypem trwały ładnych parę lat, bowiem dopiero w 1940 r. urządzenie to zostało opatentowane. W tym samym czasie sprzedaż wymyślonych przez Gillette’a maszynek osiągnęła już 16 mln rocznie, a żyletek – 27 mln tygodniowo.
Dziś produkcja maszynek do golenia jest wielkim przemysłem, podbudowanym olbrzymim aparatem naukowym. Opracowanie najnowszego produktu firmy Gillette – maszynki Mach 3, w której zastosowano trzy progresywnie ustawione ostrza – zajęło sztabowi naukowców wiele lat prac badawczych i kosztowało setki milionów dolarów (mniej więcej tyle, ile wynosi cały budżet polskiej nauki).

Współczesność

Oferta rynku jest bogata. Możemy dziś wybierać spośród kilkunastu rodzajów maszynek i co najmniej kilkudziesięciu modeli golarek elektrycznych. Jednak – jak wykazują badania – zwolenników tych pierwszych jest w naszym kraju przeważająca większość. Klienci swój wybór tłumaczą prostotą i lekką wagą maszynki, bezpieczeństwem zabiegu oraz przyzwyczajeniami. Dlatego producenci maszynek od lat walczą pomiędzy sobą o względy klientów i coraz bardziej udoskonalają te pozornie nieskomplikowane urządzenia. Obecnie na rynku trwa wojna pomiędzy liderami w tej branży: firmami Wilkinson i Gillette. Najnowszym dziełem firmy Wilkinson jest maszynka Protector 3D z głowicą poruszającą się w trzech płaszczyznach, a przez to ściśle przylegającą do twarzy. W kontrataku firma Gillette szybko wprowadziła na rynek swoje ostatnie „dziecko” – maszynkę Mach3 z nowym, potrójnym ostrzem oraz ruchomą głowicą.

Czy wiesz, że:

– Mężczyzna przez całe życie obcina ok. 8,5 m zarostu. W sumie czynność ta zajmuje mu ok. trzech tysięcy godzin, czyli dużo więcej niż np. seks.
– Zarost blondyna ma zaledwie 0,05 milimetra grubości, zarost bruneta jest pięć razy grubszy.
– Lepiej golić się na czczo. Jedzenie, a zwłaszcza używki, pobudzają krążenie krwi, co powoduje nabrzmienie naczynek krwionośnych. Ryzyko zacięcia jest wtedy dużo większe.
– Jeśli wieczorem mężczyzna goli się powtórnie, lepiej jeśli zrobi to golarką elektryczną. Dwukrotne golenie na mokro w ciągu jednego dnia to zbyt duży szok dla męskiej cery.

Jaką wybrać?

Wielu mężczyzn czuje się dużo pewniej, mając w dłoni golarkę elektryczną. Mogą się nią golić nie tylko bez lustra, ale także bez wody, oglądając w tym czasie telewizję czy nawet przeglądając poranną gazetę. Elektryczne golarki właściwie nie kaleczą. Ich największą wadą jest jednak to, że dość bezlitośnie obchodzą się z wszelkimi rodzaju krostami, zwłaszcza u nastoletnich debiutantów. Ponadto dość trudno utrzymać je w czystości, a wymogi higieny nakazują czyścić codziennie metalową siatkę.
Wybór idealnego narzędzia do golenia jest więc sprawą bardzo indywidualną. Zależy nie tylko od stanu cery, trybu życia, ale także od przyzwyczajeń, a nawet zasobności portfela.

Nasze propozycje

G-51.1 – Eldom
– Napięcie 110V lub 220V – 50Hz
– Zasilanie sieciowe
– Pojedyncza głowica goląca
– Ostrze do długich włosów – trymetr
– Etui
Cena: ok. 105 zł

PHILISHAVE HQ 6890 – Philips
– Możliwość ładowania z niskiego napięcia 12-23V
– Automatyczny wybór źródła zasilania
– Ładowanie przez 1 godzinę starcza na 30 minut bezprzewodowego golenia
– Wodoszczelność
– 3 głowice golące Quadra Action HQ 6
– Trymetr
– Elegancka kaseta
– Wyposażenie specjalne: wskaźnik czasu golenia pozostającego do wyczerpania akumulatorów, elektroniczny wskaźnik informujący o konieczności czyszczenia, podstawka do zamocowania na ścianie.
Cena: ok. 780 zł

ES8068S – Panasonic
– Golenie na sucho i mokro
– Silnik liniowy zapewniający 13000 ruchów ostrza na minutę
– Jednogodzinne ładowanie
– 3 głowice
– Pięciostopniowy wskaźnik poziomu naładowania
– Trymetr
– Gumowe paski podnoszące włosy
– Wodoszczelność
Cena: ok.

InterFace 3615 – Braun
– Napięcie 12 – 24V
– Ekologiczny akumulator
– Czas ładowania – 1 godzina
– Elektroniczna kontrolka ładowania
– Jednoprzyciskowa obsługa urządzenia
– Etui
Cena: ok. 300 zł

RS 1000 Micro-Screen – Remington
– Turystyczna maszynka do golenia
– Zasilanie na dwie baterie AA
– Ochronna nakładka osłaniająca elementy podczas podróży
Cena: ok. 90 zł

Świat Konsumenta radzi:
– Maszynka do golenia należy do rzeczy osobistych i dlatego wypada podarować ją wyłącznie mężczyźnie, z którym łączy nas bliska więź.
– Nie przesadzajmy z ceną – zbyt wysoka może wprowadzić obdarowanego w zakłopotanie.
– Prezent powinien być efektownie opakowany.
– Nie odkładajmy kupowania prezentu na ostatnią chwilę.

Płyty na gwiazdkę – Świat Muzyki

0

Chcemy zaprezentować Państwu nowości ze Świata Muzyki. Mamy nadzieję, że choć trochę pomożemy Państwu w wyborze odpowiedniej płyty na odpowiednią okazję: czy to do samochodu, czy na romantyczną kolację lub prezent gwiazdkowy.

DEZIRE „Gryź”

Czy to będzie nowa gwiazda polskiej sceny muzycznej? Tego dziś nie wie nikt. Nie chciałbym prorokować, ale jest to całkiem możliwe. Dezire to muzyka profesjonalnie zaaranżowana, rytmicznie bazująca na wpływach soul zza oceanu – czasami można doszukać się tutaj Destiny’s Child, Tony Braxton. Dla wnikliwych: można na niej usłyszeć klimat niektórych piosenek Urszuli, Anny Marii Jopek czy nawet Edyty Górniak. Nawiasem mówiąc, jest to naprawdę dobra płyta, która stanowi pewnego rodzaju „muzyczną bajaderkę”. Na uwagę zasługuje fakt umiejętnego połączenia tak wielu stylów muzycznych. Z reguły rezultat tego rodzaju eksperymentów jest mierny, ale tym razem dostajemy do rąk płytę, która już po pierwszym przesłuchaniu może nam się podobać. Być może stanie się Państwa ulubioną płytą. Któż to wie?

Suzanne Vega „Songs Of Red And Gray”

Suzanne Vega jest jedną z najwybitniejszych artystek swojego pokolenia. To poetka ulicy, a jej oko wyłapuje jaskrawe kolory życia. Z inspirującymi wizjami zamienia przeżyte doświadczenia w mroczną i piękną sztukę. Ponieważ dla artysty sztuka jest drogą, Suzanne Vega spakowała walizki i za sprawą swej najnowszej płyty „Songs in Red and Gray” powróciła do krainy muzyki akustycznej, czyli tam, skąd rozpoczęła swą artystyczną karierę. Tak powstała płyta, która łączy stare i nowe, ukazując tę obdarzoną nieodpartym urokiem osobę w decydującym momencie jej życia scenicznego. „W kontekście tej muzyki czerwień oznacza namiętność i serce, a szary – szare komórki mózgowe” – tłumaczy Suzanne. – „Czerwony to także młodość, zaś szary – to dojrzałość. Miałam, bowiem na celu łączenie ze sobą sprzeczności.” Muzyka jest subtelna, ma w sobie moc odczuwalną w ciszy jej głosu, w przestrzeni pomiędzy dźwiękami gitary, w spokojnym tempie wygrywanym przez zaproszonych przez nią, utalentowanych muzyków.

Us3 „An Ordinary Day In An Unusual Place”

„An Ordinary Day In An Unusual Place” to wielki krok w dziejach muzyki – dzięki zjawiskowym wokalom Alison Crockett, wysublimowanej myśli przewodniej oraz naciskowi położonemu na kompozycję. Zaowocowało to piosenkami o tak sugestywnym brzmieniu, że jawią się wręcz standardami przyszłości. Jest tu także mnóstwo tematów jazzowych, a nowojorczyk Michelob wniósł elementy stylu rap, tak ostatnio modnego we współczesnej muzyce. Słuchając tej płyty, pod kątem muzycznego eksperymentu, zdajemy sobie sprawę, iż mnóstwo jest jeszcze do zrobienia w dziedzinie łączenia jazzu z nowoczesnymi rytmami. Weźmy na przykład duet trąbki i wokalu (skat) w „Why?”. Energiczny blues, tło bębnów z basem, fortepian na żywo (Jim Watson), sekcja dęta (Ed Jones, Mika Myllari), a do tego zadziwiający wokal skatem i trąbka solo. Kolejny przykład ultrakreatywnosci Us3. Zatem, jest to awangarda muzyki inspirowana jazzem.

STING – „All This Time”

11 września 2001 roku, w kilka godzin po terrorystycznych zamachach w Nowym Jorku i Waszyngtonie, na dziedzińcu pewnego zamku w Toskanii, Sting podjął około 200 fanów i przyjaciół podczas szczególnego koncertu. Wspólnie z towarzyszącymi muzykami oraz zaproszonymi gośćmi wykonał piosenki z albumu „Brand New Day” oraz kilka starszych przebojów. Przerobił je specjalnie na tę okazję, nadając im nowe, wysubtelnione brzmienie. Sting, jako człowiek skłonny do ryzykownych poczynań, poddaje przeróbkom swe najbardziej znane piosenki. „Wiem, że to jest ryzykowne, ale warto podjąć takie ryzyko” – zaznacza. Być może po pierwszym przesłuchaniu niektórym z Was wyda się, że jest to Sting zbyt jazzowy, swingowy, ale to przecież ten sam Sting, którego kochamy za to, jaki jest.

BJÖRK „Vespertine”

Björk to artystka w każdym calu. Byłem świadkiem koncertu Björk w paryskim kinie Grand Rex, które przypominało swoją architekturą i wystrojem starą operę. To prawdziwa uczta sztuki i dźwięku! Björk wkroczyła na scenę wraz z 54-osobową „Il Novacento Orchestra”, pod dyrekcją Simona Lee. Zaśpiewała piękną balladę „Harm Of Will” w niezwykłej scenerii, w chmurze napełnionych helem balonów, przy dźwięku m.in. takich „instrumentów” jak klatki dla ptaków. Rozpoczął się niesamowity spektakl. W następnej odsłonie Björk wystąpiła w czarnej sukni, a muzyce towarzyszyły projekcje wideo, przedstawiające lodowcowe krajobrazy. W przerwie zaprezentowano instrumentalny utwór „Frosti”. Muzyka wydobywała się z umieszczonej na scenie ogromnej pozytywki. Po pauzie objawiła się Björk w czerwonej sukni balowej ze strusich piór, przyozdobionej blaszanymi dzwoneczkami, które akompaniowały, wręcz śpiewały z piosenkarką. Występ był bardzo spokojny, tak jak album „Vespertine”. Ta płyta jest równie piękna.

Ścieżka dźwiękowa „Moulin Rouge”

To filmowa pochwała prawdy, piękna, wolności, a przede wszystkim miłości. W filmie i na płycie słyszymy wiele najpopularniejszych przebojów XX wieku, od Rodgersa i Hammersteina po Lennona i McCartneya, od Stinga po Eltona Johna, od Dolly Parton po Davida Bowie. Album ze ścieżką dźwiękową otwiera i zamyka standard z lat 40. „Nature Boy”, w wykonaniu Davida Bowie, którą zaaranżował Craig Arsmtrong. Płytę kończy wersja, która jest efektem współpracy Davida Bowie z Massive Attack. W tych dwóch interpretacjach piosenki, która otwiera i zamyka również film, słyszymy motyw przewodni obrazu, zawierający się w słowach „Najważniejsze jest kochać i być kochanym”. Jak mówi reżyser filmu, „Moulin Rouge to w gruncie rzeczy musical, może nawet opera, ale przede wszystkim historia opowiedziana poprzez piosenki, które pełnią kluczową rolę w rozwoju akcji. Śpiewając, aktorzy wyrażają ducha granych przez siebie postaci, dzięki temu widz może ich lepiej poznać”. Efektem jest wyjątkowo atrakcyjna, zróżnicowana i żywa ścieżka dźwiękowa.

The Cure – Greatest Hits

W ciągu trwającej bez mała 25 lat kariery zespół sprzedał na całym świecie imponującą liczbę 27 mln płyt. To wielki sukces, jak na zespół „niekomercyjny”. Tak naprawdę nie wiadomo, czy na sukces The Cure miała wpływ przebojowość „chłodnej”, ale z czasem dryfującej w stronę popu muzyki zespołu, czy też widoczny w tekstach i wywiadach wizerunek Roberta Smitha – spragnionego miłości, kapryśnego dziecka. Dopiero teraz ukazuje się zestaw „Greatest Hits” – album zawierający wszystkie największe przeboje. Dla tych, którzy lubią „muzyczne zjawiska” dodatkowo załączona jest płytka z wersjami akustycznymi przebojów. Być może dziś mało kto wie, iż w latach 80. The Cure był zespołem wielkim. Nie tylko tworzył muzykę awangardową, przez niektórych określaną mianem „nowej fali”, ale poetyką swoich tekstów pomagał wielu fanom określać siebie. Moda na The Cure była wtedy swoistym wyrazem pragnienia „zaistnienia jednostki” – czyste „lekarstwo”. Dla mnie ta moda trwa do dziś. Posłuchajcie tej płyty, naprawdę warto!

BEE GEES „Their greatest hits the record”

Bee Gees to zespół legenda i ta legenda wciąż trwa. Dzięki tej legendzie zespół dostał się do grona pięciu największych artystów wszechczasów, obok The Beatles, Paula McCartneya, Elvisa Presleya i Michaela Jacksona. Myślę, że przez wielu fanów Bee Gees kojarzony jest z latami 70. Spodnie typu „dzwony”, żelowana fryzura, przejaskrawione kolory, błyszczące w świetle reflektorów nocnych klubów, i „rytmy disco” w stylu filmu „Gorączka sobotniej nocy” – to wszystko zachwycało kolejne pokolenia. Niesamowity głos braci Gibb, doskonałe aranżacje i muzyka, która – choć wciąż zachowuje swoje „typowe” brzmienie – za każdym razem wnosi coś nowego. Najnowsza płyta zawiera 40 wielkich przebojów tej supergrupy. Każdy szanujący się fan muzyki powinien mieć ją w swojej płytotece.

Poniżej zamieszczamy listę wymarzonych prezentów, którą stworzyliśmy na podstawie badania przeprowadzonego w jednym z warszawskich centrów handlowych.

Lista Marzeń:

1. ICH TROJE – „ad. 4”
2. LENNY KRAVITZ – „Lenny”
3. MICHAEL JACKSON – „Invincible”
4. ELTON JOHN – „Songs From The West Coast”
5. LEONARD COHEN – „Ten new songs”
6. THE CRANBERRIES – „Wake Up And Smell the Coffee”
7. Ścieżka dźwiękowa – „Bridget Jones diary 2”
8. Składanka – „Disco fever”
9. Ścieżka dźwiękowa – „Shrek”
10. Składanka – „Pozytywne Wibracje vol. 5