0,00 zł

Brak produktów w koszyku.

Strona główna Blog Strona 241

Świetlówka czy żarówka?

0

Zimą dłużej palimy światło, a tym samym zużywamy więcej prądu. Często jest to wydatek, który odczuwamy w domowym budżecie. Jest na to sposób! Można zaoszczędzić sporą kwotę, decydując się na zakup energooszczędnych świetlówek.

Świetlówki nowej generacji

Na naszym rynku pojawiły się stosunkowo niedawno. Szokowały bardzo wysoką ceną i niespotykanymi kształtami, przypominającymi miniaturowe rurki popularnych niegdyś jarzeniówek. Źródłem światła jest pokrywająca wnętrze szklanej bańki warstwa luminoforu, którą pobudza do świecenia zachodzące wewnątrz niej wyładowanie chemiczne.

Świetlówki kompaktowe

Cieszą się dużym powodzeniem, mimo stosunkowo wysokiej ceny. Za jedną świetlówkę możemy zapłacić nawet 50 zł, choć bywają i tańsze (około 15 zł). Są one delikatne i kruche, niezbyt odporne na kontakt z twardym podłożem. Nie nadają się do pomieszczeń, gdzie często i na krótko zapalamy światło, np. łazienka, przedpokój. Ich strumienia świetlnego nie można regulować za pomocą ściemniacza.
Świetlówki kompaktowe dają jasne światło. Mają one różnorodne kształty, toteż w pomieszczeniu mogą pełnić nie tylko funkcje użytkowe, ale także dekoracyjne. Największą ich zaletą jest trwałość i energooszczędność. Świecą 6 – 12 razy dłużej niż zwykłe żarówki, zużywając o 80% mniej energii elektrycznej. Znakomicie sprawdzają się w tych pomieszczeniach, gdzie światło powinno palić się długo i nieprzerwanie, np. w pokojach dziecięcych, salonach, lampach nocnych itp.

Tradycyjne żarówki

Okazuje się, że najczęściej i najchętniej kupujemy zwykłe żarówki. Światło w nich wytwarza żarnik (drucik), umieszczony w opróżnionej z powietrza bańce, rozgrzewany do żaru prądem elektrycznym. Niestety, tradycyjne żarówki trzeba stosunkowo często wymieniać, przeciętnie po upływie około tysiąca godzin pracy. Niska trwałość za niską cenę. Za jedną sztukę zapłacimy złotówkę lub niewiele więcej. Ten tani produkt ma również swoje dobre strony: bardzo dobrze znosi częste włączanie i wyłączanie. Można go używać z elektronicznym regulatorem strumienia światła (ściemniaczem). Różnorodne kształty (np. świeczki, kule, latarenki wykorzystywane są do celów ozdobnych). W sprzedaży dostępne są m.in. żarówki przezroczyste, barwne, matowe, opalizowane, zwierciadlane, mleczne.
W przeciwieństwie do świetlówek kompaktowych żarówki tradycyjne można wkręcać w każdym pomieszczeniu, zwłaszcza tam, gdzie przebywamy krotko i często (łazienka, WC).

Po zgaszeniu lampy z energooszczędną świetlówką i przed ponownym jej zapaleniem należy odczekać co najmniej dwie minuty.
Żarówka 40 W = świetlówka 9 W
Żarówka 60 W = świetlówka 11 W
Żarówka 75 W = świetlówka 15 W
Żarówka 100 W = świetlówka 20 W

Halogeny

Bardzo modne ostatnio stały się żarówki halogenowe. Działają one podobnie do tradycyjnych, mają jednak żarnik wykonany z grubszego drutu, a szklana bańka wypełniona jest halogenem.
Podczas eksploatacji należy bardzo uważać, żarówki halogenowe nagrzewają się bowiem do wysokiej temperatury i dotknięcie ich może grozić oparzeniem. Każda z halogenowych żarówek powinna być osłonięta szklanym filtrem, pochłaniającym szkodliwe dla zdrowia promieniowanie ultrafioletowe.
Halogeny dają mocne, jasne światło, są bardziej odporne na urazy i wstrząsy, dwukrotnie trwalsze od tradycyjnych żarówek i dają o 15% więcej światła.
Sklepy oferują żarówki halogenowe, przystosowane do napięcia 220 V lub tzw. niskonapięciowe, wykorzystywane przeważnie do oświetlania konkretnych miejsc, np. witryn w regałach. Takie rozwiązanie wymaga jednak zastosowania dodatkowo transformatora w instalacji elektrycznej lub w oprawie.

Ceny:
Philips:
Economy 2 – 15 zł
Ambiance – 32 zł
Slimline – 35 zł
Exterieur – 37 zł
Glob – 37 zł

Nie handluj w niedziele

0

Dla mnie to głupota – zagaił kierowca, gdy utkwiliśmy w korku. W radiu mówiono akurat o zakazie handlu w niedzielę. – Jedni ustawę uchwalają, drudzy za miesiąc ją obalają, a my za to wszystko płacimy! I to ile! – Taksówkarz trafił w sedno, bez studiów ekonomicznych i sztabu politycznych doradców. Pozostaje pytanie: Dlaczego do równie logicznego wniosku nie doszli uczeni posłowie?

JEDEN KROK DO PRZODU, DWA DO TYŁU

Co dla Polaków może oznaczać zakaz handlu w niedzielę? Optymiści twierdzą, że odrodzenie drobnych, prywatnych sklepików, które „zmiotła” konkurencja hipermaketów; pesymiści, że wzrost bezrobocia. Bez pracy może zostać 16 tys. osób. Czy wszyscy znajdą od razu zatrudnienie w sklepach osiedlowych? Bardzo wątpliwe.
Zwolennicy zakazu myślą o zmęczonych, rozgoryczonych ekspedientkach z supermarketów. Kobiety narzekają na brak czasu wolnego, pracują tak długo, że prawie nie widują się z dziećmi. I mają rację! Problem w tym, że wypowiedzenie raczej nie poprawi im humoru. Bez pracy można cieszyć się dziećmi od rana do wieczora, ale nie ma za co zrobić im obiadu i kupić nowych butów. Kierownictwo supermarketów przewiduje też inne rozwiązanie: wydłużenie godzin pracy. Wtedy ekspedientki zaczną wracać do domu około północy. Zyskają co prawda wolną niedzielę, ale będą zbyt zmęczone, by się nią cieszyć. Gdzie w tym postęp?

WYTRESOWAŁ KLIENTA

Zakaz handlu w święta nie ucieszy większości konsumentów. Przede wszystkim na zakupy będą tracić więcej czasu. Dotąd wystarczył niedzielny wypad do hipermarketu, gdzie ładowało się bagażnik zapasami na najbliższy tydzień. Teraz trzeba będzie robić zakupy wyłącznie w dni powszednie. Klient ma skakać w rytm naciskanych w Sejmie guzików.
Teoretycznie to nic trudnego: po 17 wszyscy mają wolne i w drodze do domu mogą wstąpić do sklepów. W praktyce jednak istnieje magiczne słówko „dyspozycyjność”, czyli praca po godzinach. Kto choć raz wpisał je do swojego CV wie, że szefowie wymachują nim jak diabeł cyrografem.
Problemem jest zresztą nie tylko „kiedy”, ale i „co” kupować. Pomysłodawcy ustawy chcą odciągnąć klientów, jak nieposłuszne dzieci, od „złych” (bo zagranicznych) supermarketów. Uważają, że Polacy nie umieją oprzeć się pokusie tysięcy kolorowych opakowań. Kupują wszystko co widzą, a skoro w sklepie osiedlowym zobaczą mniej, to zaoszczędzą. Problem w tym, że towary w „złych” hipermarketach są jak najbardziej „dobre”, bo ojczyste. I gdy spadnie na nie popyt, to rodzimi producenci ucierpią najbardziej.

JEDENASTE PRZYKAZANIE

Nowa ustawa ma również wymiar religijny. Dla większości Polaków niedziela to nie tylko dzień wolny od pracy, ale także święty. Ludzie chodzą z dziećmi na mszę, słuchają kazań, więc – przynajmniej teoretycznie – powinni zakaz handlu popierać. Dlaczego jest inaczej?
Po pierwsze, po latach socjalistycznych zakazów cenimy sobie wolność wyboru. – Jak ktoś chce grzeszyć, to niech idzie do supermarketu. A kto nie chce, niech siedzi w domu! Ustawa tutaj niepotrzebna – podsumował znajomy taksówkarz.
Jak zakończy się cała afera? Czy w przyszłości będziemy w niedziele skazani na sklepy, które zgodnie z ustawą „zaspokajają codzienne potrzeby ludności”? Jeśli tak, to sądząc po reakcjach tzw. „ulicy”, na półkach tychże sklepów powinny leżeć głównie jajka. Polacy będą ich potrzebować w roli amunicji, gdy politycy zabiorą się do obmyślania kolejnych ustaw.
Małgorzata Karnaszewska

Co o zakazie handlu w niedzielę sądzą gwiazdy?

Daria Trafankowska

To po prostu absurdalne! Skoro handel w niedzielę przyjął się w Polsce, nie widzę powodu, żeby teraz z tym zrywać. Ludzie się do tego przyzwyczaili. Dla mnie to wręcz zbawienie: niedziela to jedyny dzień, gdy w spokoju mogę zrobić zakupy na cały tydzień. Oczywiście, patrzę na to z perspektywy klienta, a nie sprzedawcy. Wydaje mi się jednak, że praca w święta należy do specyfiki zawodu handlowca. Podobnie jest z aktorami – my też w niedzielę musimy być w teatrze i nie żądamy wolnego.

Magdalena Zawadzka

Ktoś, kto chce handlować w niedzielę, powinien mieć taką możliwość. To jego podstawowe prawo.

Agata Młynarska

Zakaz handlu w niedzielę uważam za mistrzowską głupotę; są przecież ludzie, którzy przez cały tydzień do późnego wieczora pracują i jedyną szansą dla nich jest zrobienie zakupów w niedzielę. Jeśli ktoś chce iść do kościoła albo spotkać się z rodziną, to jest to tak silny wewnętrzny imperatyw, który – niezależnie od tego czy sklep jest otwarty czy nie – zostanie zrealizowany. Inne zagadnie to styl życia Polaków – po 40 latach wygłodzenia konsumpcyjnego uważają sklep za ciekawe miejsce spędzania wolnego czasu.
Korzystam z możliwości robienia zakupów w niedzielę, bo wtedy nie ma tam zakupowego obłędu. Lubię mieć poczucie, że mogę robić zakupy wtedy, kiedy mam czas. Wprawdzie żal mi tych ludzi, którzy są zapędzani do pracy w niedzielę, ale ja też się do nich zaliczam. Takie jest życie! W Stanach i w Anglii sklepy czynne są do trzeciej rano, i to markowe. Nic na to nie poradzimy, że świat zwariował. Musimy się w tym jakoś znaleźć.
Zamykanie sklepów jest bez sensu. To tak jakby dzieciom, które są łasuchami, zamknąć sklep ze słodyczami i kazać im codziennie obok niego przechodzić. Trzeba tak wychowywać dzieci, żeby wiedziały, iż mogą codziennie wziąć cząstkę czekolady, wtedy nic im się nie stanie i widok sklepu ze słodyczami nie będzie dla nich stresem.

Małgorzata Potocka

Uważam, że zakaz handlu w niedzielę to kompletna bzdura. Na całym świecie, chyba oprócz Niemiec, sklepy są otwarte w niedziele. To dlaczego w Polsce mają być zamknięte? Polska ma być krajem demokratycznym i otwartym, prawda? Walczyliśmy o tolerancję. Jeśli nie chcesz kupować w niedzielę, to po prostu idziesz do kościoła, nie do sklepu. Nie można tego narzucać urzędowo, bo wtedy tworzy się reżim.
Ja oczywiście chodzę w niedzielę z dzieckiem do sklepu i robię zakupy na następny tydzień, dlatego że w ciągu tygodnia pracuję.

Zdaniem ekspertów

Urszula Grzelońska, kierownik Katedry Ekonomii I w Szkole Głównej Handlowej:
Polski nie stać na to, żeby wprowadzać zakaz handlu w niedzielę. W ogóle nie stać nas na wiele rzeczy, które uchwala parlament – np. na wolne soboty. Ja rozumiem, że handel w niedzielę jest ciężką pracą, ale to zupełnie bez sensu wprowadzać taki zakaz. Ja też pracuję w sobotę i w niedzielę. A czy robię zakupy w niedzielę? Bardzo rzadko, ale robię, bo czasami nie mam wyjścia.
Nie należy się natomiast obawiać, że zakaz handlu w niedzielę może mieć negatywne skutki ekonomiczne. Jego oddziaływanie byłoby zbyt małe.

Jak jest na świecie?

Niemcy
Ladenschlussgesetz – tak nazywa się ustawa wprowadzająca zakaz handlu w niedzielę. Dawniej zakaz ten był bardziej surowy niż dziś: sklepy zamykano również w soboty. Teraz pod wpływem Unii Europejskiej ustawa zmieniła nieco swój kształt. Supermarkety mogą być czynne w soboty, ale tylko do godziny 16.00, natomiast w dni powszednie – do 20.00. Mniejsze sklepy zamykane są trochę wcześniej. Zakaz sprawia, że kiedy w Niemczech sklepy są nieczynne, ludzie mieszkający na obszarach przygranicznych jeżdżą na zakupy do Belgii czy Holandii.

Francja
Wszystkie wielkie sieci supermarketów, takie jak Carrefour czy L’Eclerc są we
Francji zamknięte w niedzielę. Jedynie do południa handlują sklepy, które sprzedają bagietki i inne rodzaje pieczywa. Ustawa, która zakazuje handlować niedzielę, obowiązuje od kilkunastu lat. Dlaczego została wprowadzona? – Ponieważ niedziela jest dniem odpoczynku, świętowania – odpowiada Piotr Byczkowski, attache handlowy w ambasadzie polskiej w Paryżu. – Jest to tak utrwalone w tradycji francuskiej, że nikt przeciw zakazowi handlu nie protestuje.

Wielka Brytania
W Wielkiej Brytanii można w niedzielę zrobić zakupy. – To kraj o superwolnym rynku i nikt tam nie próbuje ustawowo zakazywać handlu – mówią w British Council.

Włochy
Nie ma zakazu handlu w niedzielę. Jest za to ustawa, która mówi, że sklepy
powinny być zamknięte w poniedziałek do południa, a w czwartek od południa. Jeżeli jakieś sklepy są zamknięte w niedzielę, to nie ustawowo, tylko po prostu tak zdecydowali właściciele. Dlaczego sklepy zamyka się akurat w poniedziałek i czwartek? – To wynika ze zbiorowych układów. Ponieważ sklepy pracują w niedzielę, to być może właśnie dlatego w poniedziałek mają wolne do południa – tłumaczy Edward Kowalski, attache handlowy w ambasadzie polskiej w Rzymie. – Nie słyszałem, żeby były jakieś głosy sprzeciwu, krytykujące taki stan rzeczy. Jak ktoś chce, to pracuje, jak ktoś nie chce, to nie pracuje.

USA
W Stanach żadna ustawa nie zakazuje pracy w weekendy. Co więcej, nie mówi też o dodatkowym wynagrodzeniu za pracę w święta. Wynagrodzenie to może być najwyżej uzgodnione między pracodawcą a pracownikiem.

Najstarszy napój świata

0

Herbata jest najstarszym napojem świata. Na początku znali ją tylko Chińczycy. Stała się częścią ich życia intelektualnego i artystycznego. Jest tematem poezji i malarstwa. Rozwinął się specjalny ceremoniał przyrządzania i picia herbaty.

Chiński cesarz Szen Nung zatrzymał się w cieniu jednego z drzew, aby odpocząć podczas podróży i zrobić sobie coś do picia. Nagle do kociołka z gotującą się wodą wpadł liść. Cesarz poczuł miłą woń. Spróbował napoju i stwierdził, że jest bardzo smaczny. W ten sposób – tak przynajmniej mówi legenda – przed 5000 lat poznano herbatę. Dziś napój ten należy do najbardziej rozpowszechnionych używek na kuli ziemskiej.
Herbata w Chinach i Japonii jest napojem narodowym. W kulturze Japonii ceremoniał picia herbaty odgrywa bardzo ważną rolę. Wpłynął nawet na rozwój japońskiej architektury. Zaczęto budować specjalne pokoje, a nawet całe pawilony do odprawiania herbacianego ceremoniału. W takim pomieszczeniu panowała nieskazitelna czystość. Światło było przytłumione, a od gości wymagano, by przywdziewali stroje o dyskretnych barwach.
Około XVI wieku herbata wyruszyła z Chin na podbój Europy. W 1669 roku pojawiła się w Anglii, gdzie piła ją jednak tylko arystokracja i bogaci mieszczanie. Dla uboższych była niedostępna, a to za sprawą wysokiego podatku od herbaty. Codzienne picie herbaty jest traktowane jako rodzinny i towarzyski obyczaj, którego rodzina królewska przestrzega po dziś dzień. Do Ameryki Północnej herbata trafiła w XVIII wieku i szybko zyskała wielu zwolenników. W Polsce zwyczaj picia herbaty upowszechnił się dopiero w drugiej połowie XVIII wieku. Przybył do nas drogą zachodnią – z Anglii.
Pierwszym rodzajem herbaty, który poznali ludzie Zachodu wcale nie była najbardziej dziś rozpowszechniona herbata czarna. Przez ponad 200 lat w Europie królowała herbata zielona. Czarną zaczęto pić dopiero pod koniec XIX wieku.

Kolorowe herbaty

Z tych samych liści można otrzymać różne rodzaje herbaty. Od sposobu ich przygotowania zależy rodzaj herbaty.
Czarna. Wskaźnikiem jakości herbat czarnych jest obecność w nich tzw. tipsów. Są one głównym źródłem aromatu. Różnice między smakiem i jakością herbat czarnych zależą od terenu uprawy, jakości gleby i klimatu. Do wyjątkowo trwałych herbat, o mocnym naparze i silnym zapachu, należą herbaty indyjskie i cejlońskie, m. in. Assam i Darjeeling (koneserzy uznają ją za najcenniejszą wśród herbat czarnych). Natomiast herbaty chińskie odznaczają się miękkością i aksamitnością, m.in. Yunan (ma mocny, a zarazem odświeżający smak, łagodną cierpkość i bogaty aromat) i Lapsang souchong (ma charakterystyczny „wędzony” smak).
Zielona. Nie jest poddawana procesowi fermentacji, więc liście zachowują swoją zielona barwę – tym odróżnia się od herbaty czarnej. Poza tym zielona herbata jest bardziej gorzka niż czarna oraz daje jaśniejszy napar. Ma cierpki smak, a w dużym stężeniu – ostry. Znane na rynku światowym japońskie herbaty zielone są ciemniejsze od chińskich.
Biała. Powstaje z młodych pączków liściowych zerwanych jeszcze przed otwarciem. Białe herbaty pochodzą najczęściej z chińskiej prowincji Fujian lub Sri Lanki.
Czerwona (Oolong). Ulega krótkiej fermentacji, która jest przerywana, kiedy liście przybiorą barwę czerwoną. Produkuje się ją przede wszystkim w Chinach. Ma intensywny, korzenny aromat.
Żółta. Ma bardzo przyjemny aromat i miękki, subtelny smak. Działa silnie pobudzająco. W Europie żółte herbaty są mało znane, ponieważ w przeszłości przez dłuższy czas ich wywóz z Chin był zabroniony, a cały zbiór przeznaczany był dla dworu cesarskiego i świątyń.

W następnym numerze: wszystko o produkcji herbaty i jej dobroczynnych właściwościach.

Walka o bąbelki

0

Szampan – to marka, która nobilituje, przyciąga kupujących, przynosi krociowe zyski, a poza tym kusi. Od wielu lat jest przyczyną licznych sporów, konfliktów i procesów pomiędzy państwową instytucją francuską CIVC – Comite Interprofessional des Vins de Champagne, reprezentującą interesy marki na całym świecie, a producentami innych trunków, kreatorami mody, miejscowościami.

Szampania to najdalej na północ wysunięty region uprawy winorośli w Europie. Rokrocznie, wczesną jesienią, w 26 tysiącach winnic, zajmujących łącznie ponad 31 tys. hektarów, 100 tys. robotników sezonowych przystępuje do zbiorów najcenniejszych szczepów winogron: pinot noir, meunier i chardonnay. Z jednego hektara zbierają oni ok. 12 600 kg owoców. Popyt na szampana rzeczywiście jest ogromny.

Niecały rok temu mieszkańcy niewielkiej, bo liczącej 657 osób, szwajcarskiej wioski Champagne, leżącej w kantonie Vaud, postanowili wnieść sprawę do Trybunału Europejskiego o uzyskanie prawa do produkcji wina pod nazwą Champagne. W tym celu zawiązali nawet Obywatelski Komitet na rzecz Uznania Gminy Champagne z Albertem Banderet na czele. Sprawa ta nie jest jednak wcale ani tak nowa, ani tak lokalna, jak by się mogło wydawać. W 1988 roku rząd Szwajcarii podpisał bowiem porozumienie z Komisją Europejską w Brukseli o zaniechaniu od 2003 r. używania nazwy Champagne przez Szwajcarów. W tej sprawie wypowiadał się nawet prezydent Chirac, który stwierdził błyskotliwie, iż różnica pomiędzy szampanem francuskim a szwajcarskim tkwi w bąbelkach, których ten drugi nie posiada. Szwajcarzy jednak nie zamierzają się poddawać – zapowiedzieli walkę do upadłego i zaangażowali do tego celu wybitnych adwokatów.

Nie jest to jedyny spór o prawo do wykorzystywania najbardziej chyba znanej nazwy na świecie. Jesienią 1993 roku znany dyktator mody Yves Saint Laurent wylansował swój nowy zapach – Champagne, który zamknął w buteleczce w kształcie korka od szampana. Jeszcze w tym samym roku francuscy producenci win wytoczyli mu proces o kradzież znaku firmowego. Projektant przegrał i od 1 stycznia 1994 roku perfumy zniknęły ze sklepów Francji i Szwajcarii. Dziesięć miesięcy później sąd rejonowy w Monachium zakazał filii YSL sprzedaży perfum pod tą nazwą na terenie Niemiec, grożąc grzywną do 500 tys. DM na rzecz urzędu patentowego. Wobec tak silnych ataków ze strony niezwykle silnego lobby producentów szampana, w lipcu 1996 roku, po kilku latach walki sądowej dyktator mody ustąpił i zmienił nazwę perfum na „Yvresse”, co jest parafrazą jego imienia, a po francusku znaczy „pijaństwo, upojenie”.

Tego typu spraw, choć może mniejszego kalibru, jest dużo więcej. Zawsze jednak, wygrywają producenci znakomitego trunku. Udaje się im, ponieważ Comite Interprofessional des Vins de Champagne czuwa. Swoją markę obroniła nawet przed „Szampańskim” z Kraju Rad, które właśnie z tego powodu musiało przybrać swojską nazwę „Igristoje”. W tych wszystkich sprawach nie chodzi jednak wcale o to, że producenci szampana boją się konkurencyjnych podróbek. Doskonale zdają sobie sprawę, że ich trunek jest jedyny w swoim rodzaju i właściwie niepodrabialny. Wiedzą także, że nikt przy zdrowych zmysłach wzroku, smaku i powonienia nie pomyli szampana szwajcarskiego czy rosyjskiego z francuskim ani nie zaserwuje swoim gościom flakonu perfum jako aperitifu. We wszystkich tych sprawach chodzi jedynie o markę, która jest nie tylko dobrem intelektualnym, ale także – a może raczej przede wszystkim – przedstawia olbrzymią wartość majątkową.

A kula się toczy – kręgle

0

Gra w kręgle zdobywa w Polsce coraz więcej zwolenników. W weekend do każdej z największych kręgielni na terenie naszego kraju przychodzi około tysiąca osób. W Polsce króluje raczej amerykańska wersja gry w kręgle, czyli bowling. Zamiast dziewięciu kręgli ustawionych w kształcie rombu, rozstawia się dziesięć na planie trójkąta

Gra dla wszystkich

W kręgle może grać każdy. Grają nawet 6-letnie dzieci, w ramach organizowanych przez kręgielnie imprez urodzinowych. W ciągu tygodnia, w godzinach przedpołudniowych i popołudniowych, kręgielnie odwiedzają głównie studenci i młodzież szkolna (można wykupić specjalny pakiet dla zorganizowanych grup). Wieczorami, po pracy, przychodzą osoby dorosłe, pomiędzy 25-30 rokiem życia. Natomiast w weekend w bowling grają całe rodziny.
– Popularność gry w kręgle bierze się stąd, że nie wymaga ona prawie żadnych umiejętności. Nie trzeba również wykazywać się sprawnością fizyczną, bo nie jest to gra wysiłkowa. Reguły są proste i czytelne. Gra w kręgle wywołuje niesamowity dreszczyk emocji, lubimy przecież rywalizować – mówi jeden z managerów w Rodzinnym Centrum Rozrywki Hulakula w Warszawie.

Przewrócić kręgle

Zasady bowlingu nie są skomplikowane. Gra składa się z dziesięciu rund. Celem gracza jest strącenie wszystkich kręgli za pierwszym razem, czyli rzucenie „strike”. Jeżeli po pierwszym rzucie pozostaną niestrącone kręgle, gracz ma prawo do drugiego rzutu. Strącenie wszystkich kręgli w drugim rzucie to „spare”. Gdy również po drugim rzucie kręgle nadal stoją, jest to wówczas „open frame”, a grający zdobywa tyle punktów, ile strącił kręgli. Punkty z każdej rundy są dodawane do poprzedniej, aż do uzyskania ostatecznego wyniku ze wszystkich dziesięciu rund. I jeszcze jedna ważna reguła: Jeżeli gracz w ostatniej kolejce (w drugim rzucie) uzyska „spare”, to konieczny będzie dodatkowy rzut, by określić końcowy wynik. Podobna sytuacja jest w przypadku rzucenia „strike” w pierwszym rzucie – grający musi wówczas wykonać dwa dodatkowe rzuty.

Buty, kula i zaczynamy!

Kiedy pierwszy raz odwiedzimy kręgielnię, możemy mieć trudności z dobraniem odpowiedniej dla siebie kuli. Standardowa kula ma trzy otwory, gdzie wkładamy dwa środkowe palce i kciuk. Jak instruują zaawansowani gracze, palce muszą wchodzić w otwory do drugiej kostki, natomiast kciuk powinien chować się cały. Początkujący gracze obawiają się, że nie zdążą wyswobodzić palców i polecą za kulą prosto w kręgle! Najlepiej dopasować ją do palców tak, by można było rzucić nawet ciężką kulą, bez konieczności jej ściskania. Kule nie są jednakowe. Różnią się wagą (0,5 kg – 8 kg), stąd często określa się je mianem męskich, żeńskich lub dziecięcych. Stali bywalcy i wielbiciele bowlingu nie muszą korzystać z kul w kręgielniach, bo mają często swoje własne. Kupienie nowej kuli nie jest małym wydatkiem, ale prawdziwym fanom opłaca się zainwestować. Nie ma ona bowiem otworów na palce i można dopasować ją do swojej dłoni.
Do gry w kręgle nie trzeba przebierać się w sportowe ubranie, choć jest jeden element garderoby, który należy zmienić. Są to buty – specjalne, na gumowej podeszwie. W większości kręgielni do ceny za grę, wliczana jest cena za wypożyczenie obuwia.

Po grze – piwko

Nowoczesne kręgielnie to obiekty, w których nie tylko można pograć, ale też smacznie zjeść. Wspaniale smakuje danie z grilla, a do tego schłodzone piwo. Ponieważ niektóre kręgielnie znajdują się w centrach rozrywki, pomyślano także o najmłodszych. Pod fachową opieką, w specjalnie do tego przeznaczonej sali, maluchy mogą bawić się na zjeżdżalni, w basenie z piłkami lub w labiryncie rur. Natomiast dla nieco starszych dzieci przygotowano ściany do wspinaczki.
– Czas spędzony w kręgielni to wspaniały relaks i przynajmniej dla mnie najlepsza forma rozrywki – oznajmiła bywalczyni poznańskiego Niku, Joanna Śliwińska. Nowoczesne kręgielnie działają m.in. w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Trójmieście, Szczecinie, Zielonej Górze.

Nowości AGD

0

Oczyszcza i jonizuje

Przedstawiamy nowość Ardo – oczyszczacz powietrza DAP 130 z jonizatorem o mocy 185 W, idealny do pomieszczeń o kubaturze 45 m3. W ciągu godziny urządzenie przerabia 250 m3 powietrza. Oczyszczacz wyposażony jest we filtr wstępny, filtr Hepa, filtr z węgla aktywowanego, skalę zużycia filtra i cztery szybkości z funkcją Sleep. 12-miesięczna gwarancja.
Cena ok. 600 zł

Zawsze pod ręką

Remington przedstawia nową suszarkę turystyczną D2315T Travel Plus o mocy 1400 W. Dzięki składanej rączce można ją wygodnie spakować i zabrać wszędzie. Podwójne napięcie pozwala na używanie suszarki w wielu regionach świata. Urządzenie jest na dwuletniej gwarancji.
Cena: ok. 80 zł

Inteligentna zmywarka

Przedstawiamy nową zmywarkę AEG Oko-Favorit 80800, która dzięki rozdzieleniu akustycznego wnętrza zmywarki od obudowy oraz dodatkowej izolacji dźwiękochłonnej z maty wełnianej zmniejsza poziom hałasu do 42 dB. Zmywarka wyposażona jest w różne funkcje, m.in. automatyczną kontrolę zmywania, suszenie ciepłem zakumulowanym, 8 programów, w tym program +/- (intensywny/oszczędnościowy), wskaźnik czasu pozostałego do zakończenia programu i automatyczny hamulec drzwi. Twardość wody regulowana jest elektronicznie (zmywarka bada wodę i decyduje, ile środka zmiękczającego należy dodać). 24-miesięczna gwarancja.
Cena: ok. 3800 zł

Sprytny robot

Rio typ 877 marki Zelmer to nowy wieloczynnościowy robot kuchenny o mocy 450 W. Pojemność zbiornika malaksera wynosi 1,5 l. Ma dwustopniową regulację mocy oraz funkcję pulse. Bezpieczeństwo użytkowania gwarantuje blokada pracy w przypadku nieprawidłowego zamocowania pokrywy oraz blokada przypadkowego włączenia. Do podstawowych funkcji tego robota należy siekanie, mieszanie, ucieranie, ubijanie kremów, wyrabianie ciast oraz rozdrabianie warzyw surowych i gotowanych na drobne i grube wiórki lub plastry. Dwa lata gwarancji.
Cena: 230 zł

Rozbije nawet lód

Mikser MB 91100 o mocy 450 W marki Siemens to nowość z nowej serii Siemens Porsche Design. Ma 1,5 litra pojemności, bezstopniową regulację prędkości obrotów, funkcję puls i autopuls do chwilowego osiągnięcia maksymalnej prędkości 12 500 obrotów na minutę. Nowością jest również funkcja kruszenia lodu.
Cena: ok. 650 zł

Witaminy dla chłopaka i dziewczyny

Moc witamin dla malucha

Skutecznym sposobem na uzupełnienie niedoboru witamin i mikroelementów jest wzbogacenie codziennego jadłospisu w warzywa i owoce. Jeśli jednak nasze dziecko odmawia zjedzenia surówki czy sałatki, a od owoców woli słodycze, warto sięgnąć po preparat witaminowy MULTIvitamol. Jest to starannie dobrany kompleks witamin i mikroelementów w postaci smacznego syropu. Oprócz witamin A, C, D3, E, PP i witamin z grupy B, zawiera żelazo, które zapobiega anemii, ogólnemu osłabieniu i znużeniu. MULTIvitamol zalecany jest szczególnie w okresie intensywnego wzrostu, przy obniżonej odporności organizmu, braku apetytu, a także jako ochrona przed objawami wyczerpania fizycznego i umysłowego.
Cena: 200 ml ok. 10 zł; 500 ml ok. 18 zł

Jesienne chłody bez choroby

Coraz krótsze, pozbawione słońca dni, wywołują uczucia smutku i przygnębienia, a odczuwalne zimno i wilgoć sprzyjają przeziębieniom i grypie. Jeśli jednak odpowiednio o siebie zadbamy, to nie przegramy z chorobą i będziemy mogli cieszyć się dobrym samopoczuciem. W tym celu niezwykle pomocny może być preparat Gripovita. Jest to kompozycja naturalnych wyciągów z czarnego bzu, hibiskusa oraz sproszkowanych malin i owoców czarnej porzeczki, dodatkowo wzbogacona witaminą C oraz cynkiem. Jedna filiżanka rozgrzewającego napoju, otrzymanego po rozpuszczeniu zawartości saszetki w ciepłej wodzie, złagodzi objawy choroby, wzmocni układ odpornościowy oraz dostarczy naszemu organizmowi witamin i minerałów.
Cena: 5 zł/5 saszetek; 8,50 zł/10 saszetek

Poprawia koncentrację

Biovital to preparat witaminowo-mineralny wspomagający pracę serca i układu nerwowego. Dzięki zawartości witamin z grupy B oraz pierwiastków takich jak mangan i żelazo, pokrywa zapotrzebowanie na te składniki i zapobiega następstwom ich niedoboru. Polecany jest każdemu, kto dba o własne zdrowie, jako uzupełnienie codziennej diety oraz w okresach osłabienia fizycznego i obniżonej zdolności koncentracji. Już po kilku dniach zażywania preparatu daje się zauważyć wzrost sił witalnych i poprawę samopoczucia.
Cena: 650 ml ok. 20 zł
1000 ml ok. 42 zł
drażetki 60 szt. ok. 15 zł

Skrzyp polny kopalnią krzemu

Naukowcy uważają, że krzem wzmacnia włókna tkanki łącznej, nadając skórze sprężystość, oraz wspomaga regenerację tkanek i odbudowę komórek. Największą „kopalnią” krzemu jest skrzy polny. Ta niepozorna roślinka, podobna do małej jodełki, zawiera oprócz dużej ilości kwasu krzemowego, sole mineralne, wapń i potas. Ma silne działanie oczyszczające, a zarazem wzmacniające. Leczy choroby układu moczowego, krwotoki, złą przemianę materii i choroby gardła. Należy do ziół przywracających młodość i ładną cerę. W aptekach dostępne są tabletki z wyciągiem ze skrzypu polnego, wzbogacone pokrzywą i witaminami, które powinny być uzupełnieniem jesiennej diety.
Cena: 50 tabl. 12 zł
100 tabl. 17 zł

Recepta na zdrowie

Tran w kapsułkach, produkowany na bazie wątroby z dorsza, jest najlepszym naturalnym suplementem wzmacniającym system immunologiczny. Przyczynia się także do prawidłowego funkcjonowania układu krwionośnego i chroni przed chorobami serca poprzez utrzymywanie prawidłowego poziomu cholesterolu we krwi. Ponadto jest bogatym źródłem niezbędnych elementów poprawiających wygląd skóry, włosów i paznokci. Oprócz tego łagodzi objawy łuszczycy i astmy, redukuje nasilenie migrenowych bólów głowy oraz zapobiega powstawaniu nowotworów. Odżywcze składniki tranu zaspokajają potrzeby organizmu w okresie dorastania, przy wytężonej pracy umysłowej i fizycznej oraz przy osłabieniu spowodowanym chorobami.
Cena: 12 zł

Energia w tabletce

Koenzym Q10 wpływa na przebieg procesów metabolicznych, uzupełnia niedobory energetyczne i tym samym zwiększa tolerancję na wysiłek. Bogatym źródłem koenzymu
Q10 są nasiona soi, orzechy, oleje roślinne, szpinak i zielone części warzyw. Bardziej wygodną formą suplementacji jest regularne zażywanie tabletek, które mają wpływ zarówno na zdrowie, jak i na urodę.
Koenzym Q10 dla zdrowia: zwiększa immunologiczną odporność organizmu, pełni funkcje ochronne mięśnia sercowego, obniża ciśnienie tętnicze krwi i zmniejsza poziom tzw. „złego” cholesterolu.
Koenzym Q10 dla urody: zapewnia komórkom odpowiednie dotlenienie, dzięki temu cera zyskuje ładny koloryt. Zapewnia odpowiedni poziom nawilżenia skóry, a także dzięki neutralizacji wolnych rodników opóźnia proces jej starzenia.
Cena: 36 zł

Zielona herbatka

Lista dobroczynnych właściwości zielonej herbaty jest bardzo długa. Znanych jest aż 61 dolegliwości, w leczeniu których napar z zielonej herbaty jest pomocny, m.in. zawał serca, zaburzenia krążenia, wysoki poziom cholesterolu, zwężanie się naczyń krwionośnych, nowotwory, zaburzenia trawienne. Regularne picie Zielonej herbatki sprzyja zwiększeniu ogólnej odporności organizmu, szczególnie docenia się jej działanie pobudzające i odprężające. Japońscy naukowcy uważają, że w zielonej herbacie tkwi tajemnica długiego życia.
Cena: ok. 7 zł

Przyjaciółka urody
Do grupy witamin, które mają decydujący wpływ na naszą urodę i zdrowie, należy biotyna, zwana również „witaminą piękności”. Niedobór tej witaminy może być przyczyną zwiotczenia skóry, rozszerzania porów, odbarwień czy stanów zapalnych. Niewystarczająca jej ilość wpływa także niekorzystnie na kondycję włosów i paznokci. Wygodnym i skutecznym sposobem uzupełnienia niedoboru biotyny w organizmie jest sięgnięcie po pastylki do ssania „Biotyna”, które maja przyjemny ananasowy smak. Każda z nich pokrywa dzienne zapotrzebowanie organizmu na tę cenną witaminę.
Cena: ok. 7 zł

Sezon narciarski rozpoczęty

0

Wybór nart to nie lada problem – musimy zdecydować się, jakiej firmy sprzęt wybrać oraz jaki model nart jest dla nas najodpowiedniejszy. Co sezon producenci przygotowują nowości. Kto gubi się w gąszczu ofert salonów narciarskich, niech przeczyta nasz przewodnik po najnowszych modelach nart.

Kiedy kupujemy narty, powinniśmy zdecydować się, na czym najbardziej nam zależy: na łatwości skręcania, na osiąganiu dużych prędkości na stoku, na dobrym amortyzowaniu wibracji czy może szukamy nart uniwersalnych – odpowiednich dla każdego i na każdy stok.
Zanim wybierzemy narty powinniśmy odpowiedzieć sobie na pytanie: Jakimi jesteśmy narciarzami? Jeżeli jeździmy słabo, lepiej wybrać narty krótsze. Początkujący narciarze będą czuli się bezpiecznie na nartach easy carve, nie rozwijają one bowiem dużych prędkości. Zastanówmy się też nad kupieniem nart fun carve – typowo carvingowych, o najbardziej wciętej talii, które świetnie trzymają się twardego, oblodzonego stoku i łatwo wchodzą w skręt. Mówi się, iż narty carvingowe zachowują się tak dobrze w skręcie, że właściwie jadą same.
Jeżeli jesteśmy narciarzami zaawansowanymi, wybierzmy narty nieco dłuższe. Narty slalomowe (do jazdy krótkimi, ciętymi skrętami) i gigantowe (do bardzo szybkiej jazdy) powinny być o 10-15 cm wyższe od nas (choć w tej chwili nie ma już jednoznacznej definicji długości nart – każdy dobiera sobie taką długość, jaka mu najbardziej odpowiada). Jednak im narta bardziej carvingowa, tym powinna być krótsza (najdłuższe wersje niektórych modeli nie przekraczają 160 cm).

Taliowana rewolucja

Narty carvingowe to prawdziwa rewolucja w narciarstwie, która rozpoczęła się mniej więcej w połowie lat 90. Teraz właściwie już wszystkie narty są mniej lub bardziej taliowane, tzn. zwężone w środku, z szerszymi przodami i tyłami. Dzięki takiej budowie narty, skręty stają się bardziej cięte, a krawędzie doskonale trzymają się stoku. Wiązania carvingowe też są inne niż tradycyjne – mają specjalną płytkę, która je podwyższa. Carving – to modne ostatnio słowo jest jednak często nadużywane. Oznacza bowiem styl jazdy na krawędziach, z ciętymi skrętami i bez kijów.

Nasze rady

– Jeśli zależy ci na sprzęcie dobrej jakości, nie kupuj nart w supermarkecie, bowiem często są tam sprzedawane serie sprzętu z wadami albo nietrafione modele. Mimo że pochodzą od najbardziej znanych producentów i są tańsze niż w salonach narciarskich czy specjalistycznych sklepach sportowych, nie daj się zwieść.
– Jeżeli masz zamiar wyjechać na narty w drugiej połowie lutego, możesz okazyjnie kupić sprzęt zarówno w Polsce, jak i za granicą. W krajach alpejskich są wtedy duże obniżki cen.

Najnowsze modele nart i butów:

Dynastar Speed Carve – narta dla instruktorów i amatorów o sportowym stylu jazdy i doskonałej technice; promień skrętu wynosi 17 m; bardzo łatwo wchodzi w skręt, ma dużą stabilność przy znacznej prędkości, dynamicznie wychodzi ze skrętu i doskonale trzyma się oblodzonego stoku; została uznana za nartę roku w USA (2499 zł).
Dynastar Hugo Boss – inna wersja narty Speed Carve – czarna, stylowa, w szacie graficznej Hugo Bossa (2999 zł).
Dynastar Speed SX Autodrive – narta przeznaczona dla amatorów o zaawansowanym stylu jazdy i niezłej technice; promień skrętu wynosi 17 m; charakteryzuje się niespotykanie łatwym wejściem w skręt, dużą stabilnością przy średniej i średnio-dużej prędkości. Poza tym dynamicznie wychodzi ze skrętu i doskonale trzyma się na oblodzonym stoku (1899 zł).
Dynastar Intuitiv – koncepcja Intuitiv to nowość, inspirowana kształtem jachtów Pucharu Ameryki (proszę zwrócić uwagę na rewolucyjny, wklęsły kształt dziobu, który pozwala na lepsze prowadzenie nart i dosłownie „płynięcie w puchu”. Przypomina kształt dziobu jachtu – konstruktorzy słusznie spostrzegli, że światy wody i śniegu nie są wcale tak bardzo odległe: na śniegu podobnie, jak na wodzie, dążymy do poruszania się intuicyjnie (stąd nazwa serii).
Dynastar Agyl Sup – narta wspomagająca narciarza, a więc dobra do nauki jazdy; przeznaczona do jazdy w każdym terenie, dla osób o średniej technice jazdy, ceniących sobie komfort; dobrze trzyma się na lodzie (1179 zł).
Dynastar Omeglass – super nowość do slalomu specjalnego, jej promień skrętu wynosi 11 m, wymiary: 113 mm szerokości z przodu, 64 mm – w środku i 104 mm – na tyłach. Produkowana jest w wersjach o długości 152 cm i 157 cm.
Dynastar Skicross (2499 zł) i Salomon Crossmax (z systemem Pilot) (2989 zł) – skicross to nowa dyscyplina w narciarstwie, która polega na tym, że zawodnicy ścigają się, pokonując muldy, puch i inne tego typu przeszkody; te modele nart nadają się właśnie do takiej jazdy.
Salomon Scream 8 Pilot – w systemie Pilot wiązania są mocowane bolcami poprzecznymi do ścianki bocznej narty, dzięki temu podczas skrętu narta wygina się w większy łuk (2489 zł).
Rossignol Power 9X Pulsion System – narta wyczynowa do slalomu giganta, przeznaczona dla ekspertów; doskonałą dynamikę zapewnia płyta zintegrowana z nartą, która przenosi nacisk na przednią i tylna część narty (2599 zł).
Atomic 10-11 – narta o promieniu skrętu 11 m i bardzo wysokiej płycie, służąca do fun carvingu, czyli jazdy szerokimi łukami bez kijów – to kultowa narta dla zakochanych w carvingu; jest zbudowana w technologii beta, tzn. na narcie są dwie podłużne wypukłości, które umożliwiaja trzymanie się nawet na bardzo stromych stokach (1999zł).
Fischer Radarc – to również narta do Fun Carvingu; jej projektantom przyświecała podobna idea co twórcom narty Atomic 10 -11 (1499 zł).
Volkl Motion – narta typu allround carve, czyli dla tych, którzy lubią tradycyjną technikę jazdy, ale mają ochotę spróbować umiarkowanego carvingu; ma szynę, która jest zintegrowana z rdzeniem narty i do której przymocowuje się wiązania (2389 zł).
Head XP 100 – bardzo skrętna narta, o naturze slalomowej; wyróżnia się radykalnym taliowaniem; nadaje się do jazdy rekreacyjnej dla dobrych narciarzy (2199 zł).

Buty:
Lange V9 RRS – to pierwsze buty z „bezpiecznikiem” podobnym do tych, w jakie wyposażone są wiązania narciarskie – system Rear Release pomaga zredukować ryzyko kontuzji kolana podczas upadku do tyłu (1599 zł).

do tych, w jakie wyposażone są wiązania narciarskie – system Rear Release pomaga zredukować ryzyko kontuzji kolana podczas upadku do tyłu (1599 zł)

Samochody mini

0

MAŁE JEST PIĘKNE

Małe samochody mają wiele zalet: są wygodne w prowadzeniu, łatwe do zaparkowania, a ich cena jest dostosowana do mniej zasobnych kieszeni.

Ford Ka

W jednym spojrzeniu
Wyszukany styl samochodu przyciąga. Niektórzy zakochują się w nim od pierwszego wejrzenia, u innych zaś wzbudza nieukrywaną niechęć. Jednakowe parametry techniczne, ale kilka wersji (mniej lub bardziej wyposażony). Wykończenie średnie. Duża sprawność.

Bezpieczeństwo i komfort
Mimo starej mechaniki, Ford Ka zapewnia pełne bezpieczeństwo. Dobrze zachowuje się na trasie. Wysoki komfort przednich siedzeń, ale dostęp do tylnych jest trudny. Złe zabezpieczenie przeciwko mini-stłuczkom w mieście. Bagażnik ma zadawalające rozmiary.

Budżet
Cena adekwatna do jakości. Drogi w eksploatacji.

Nasz wybór
Ka Obsession: razem z pakietem bezpieczeństwa (ABS + air bag dla pasażera)

+
prawdziwa osobowość
realna wygoda w prowadzeniu

–
silnik przestarzały
wysokie koszty eksploatacji

Ford Ka cena: ok. 35.000 zł
Ford Ka Collection cena: ok. 37.000 zł

Fiat Seicento

W jednym spojrzeniu
Fiat Seicento jest mały, ale dorosły. Mimo że jego długość wynosi 334 cm, a szerokość 151 cm, sprawia wrażenie solidnego i dużego. Wrażenie to potwierdza przestronne i funkcjonalne wnętrze (homologowane dla pięciu osób), dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Do tego dochodzi łatwość manewrowania i doskonała widoczność.

Bezpieczeństwo i komfort
Wersje S, SX i Sporting mają zwiększone wymiary zderzaka oraz inne ukształtowanie wlotu powietrza, które umożliwia zamontowanie prostokątnych reflektorów przeciwmgielnych. W Gamie 2000 – przeciwślizgowy układ ABS z automatycznym korektorem rozdziału sił hamowania na osie pojazdu, co znakomicie podnosi poziom bezpieczeństwa czynnego.

Budżet
– Zużycie paliwa w teście miejskim dla modelu S, SX: 8,3 dm3/100 km, dla modelu Sporting: 8,8 dm3/100 km.
– Zużycie paliwa w teście pozamiejskim dla modelu S, SX: 4,7 dm3/100 km, dla modelu Sporting: 5,2 dm3/100 km.

Nasz wybór
Seicento SX: skrzynie biegów o dłuższych przełożeniach, zapewniających płynną i ekonomiczną jazdę. Bogate wyposażenie standardowe.
Seicento Sporting: skrzynia biegów o sportowych przełożeniach, dostosowany do dynamicznej jazdy.

+
styl, dynamika i elegancja
zręczność, wygoda w prowadzeniu

–
mało przestronne wnętrze
Seicento S cena ok. 27.550 zł
Seicento SX cena ok. 29.600 zł
Sporting cena ok. 33.350 zł

Renault Twingo

W jednym spojrzeniu
Elegancki, starannie dopracowany, estetyczny „podbój” zawdzięcza nowym kolorom nadwozia. Zapomnijcie o wersji Easy z pilotowanym sprzęgłem, wybierzcie skrzynię automatyczną. Kiedy będzie nowe pokolenie z dieslem?

Bezpieczeństwo i komfort
Silnik 1,2 l perfekcyjny w mieście i czujny na trasie, tam Twingo zachowuje się bez zarzutu. Dobrze wymyślony, sprytnie wyposażony (pack), „microspace” gości cztery osoby. Wysoki komfort. Wykończenie wysokiej jakości. Problemy z działaniem air bagów już nie występują. Ze względu na bezpieczeństwo ulepszono w tym roku układ hamulcowy, wprowadzono ograniczniki napięcia pasów przednich i tylnych, a także poduszkę powietrzną kierowcy i pasażera.

Budżet
Drogi w eksploatacji

Nasz wybór
Twingo Authentique i Expression (pack): wygodne i bezpieczne.

+
styl, zręczność
komfort, dobrze trzyma się drogi

–
drogi w eksploatacji
wysoki koszt ogólny

Twingo z silnikiem 60 KM (1,2) cena: ok. 29.000 zł
z silnikiem 69 KM (1,2) cena: ok. 32.000 zł

Seat Arosa

W jednym spojrzeniu
Seat Arosa to samochód z młodzieńczym wigorem. Muskularne i sugestywnie zarysowane linie nadwozia tworzą wyrazisty styl. Na uwagę zasługują własności aerodynamiczne, Cd = 0,32, co zmniejsza hałas i sprawia, iż auto bardziej efektywnie wykorzystuje swój potencjał. Modele w wersji Sport standardowo wyposażone są w radioodtwarzacz z czterema głośnikami, zaś wszystkie wersje posiadają antenę dachową z układem zabezpieczającym przed kradzieżą.

Bezpieczeństwo i komfort
W równych proporcjach łączy w sobie wygodę, komfort, technologię oraz bezpieczeństwo. Seat Arosa jest wyposażony w trzypunktowe pasy bezpieczeństwa oraz punkty mocujące fotelik dziecięcy w systemie Isofix (za wyjątkiem wersji Select). Obok automatycznej przekładni, w wersji benzynowej 1.4/60 KM, dostępny jest także ABS, elektrycznie regulowane i podgrzewane lusterka wsteczne, poduszki gazowe boczne oraz dla pasażera, a także klimatyzacja.

Budżet
W wersji 1.0/50 KM (37 kW) zużycie paliwa kształtuje się na poziomie 4,7 l na 100 km. Elastyczny silnik 1.4/60 KM (44 kW) pozwala na osiągnięcie maksymalnej prędkości 160 km/h i zużywa 5 litrów paliwa na 100 km (automat 6 litrów). Dla wersji 1.4 16 V o mocy 100 KM zużycie paliwa nie różni się zbytnio od pozostałych silników i w cyklu pozamiejskim wynosi jedynie 5,1 litra na 100 km.

Nasz wybór
Arosa Select z czterocylindrowym 1.7 SDI 60 KM: jest energiczny i bardzo mało pali (3,6 l oleju/100 km w cyklu pozamiejskim).

+
zręczność i bezpieczeństwo
oszczędne silniki
niski poziom emisji spalin

–
mały bagażnik

Inspekcja Handlowa – Niewygodna instytucja

0

Za czasów socjalizmu skuteczność Inspekcji Handlowej była większa niż dziś, a wydawałoby się, że teraz, kiedy mamy już prawie rynek konsumenta, konkurencja i niewidzialna ręka rynku powinny napędzać uczciwą działalność przedsiębiorców. Dawniej kontrolowaliśmy ten nędzny, socjalistyczny handel w imieniu właściciela. Państwo było właścicielem, a IH nawet w nazwie miała określenie „państwowa”. A teraz prywatny przedsiębiorca na zagrodzie równy wojewodzie. W przypadkach, w których nie mamy żadnego instrumentu prawnego poza perswazją, przedsiębiorcy po prostu nas lekceważą – mówi jeden z inspektorów IH. Zastrzega jednak, by nie podawać jego nazwiska.

Czy polski konsument może mieć poczucie, że się o niego dba? Istnieje kilka instytucji, które mają bronić jego praw. Jedną z nich jest Inspekcja Handlowa. Jej inspektorzy kontrolują przedsiębiorstwa zajmujące się handlem, świadczeniem usług oraz produkcją. Badają jakość i bezpieczeństwo towarów, prawidłowość oznakowania opakowań itp. Żeby chronić prawa konsumenta IH podejmuje też mediacje między sprzedawcą a konsumentem w razie ich sporu. Niedawno weszło nawet w życie rozporządzenie dostosowujące zasady postępowania inspektorów do wymogów obowiązujących w Unii Europejskiej. Dzięki temu ochrona konsumenta ma być jeszcze większa.

W sklepach bez zmian

Efektów kontroli Inspekcji Handlowej konsument jednak nie dostrzeże. Na półkach sklepowych nadal mnóstwo produktów z tymi samymi uchybieniami, które IH wykryła. A przecież złe produkty inspektorzy wycofują z obrotu, mogą nakazać sprzedawcy czy producentowi, by zmienił np. etykietę, mogą też przeklasyfikować towar (np. z klasy I na II, jeżeli nie spełnia odpowiednich wymogów). Dlaczego jednak konsument nadal kupuje margarynę w przekonaniu, że to masło, ponieważ została źle oznakowana? Albo dlaczego w jego koszyku znowu ląduje zanieczyszczony ryż?

– Rocznie przeprowadzamy w Warszawie około 1300-1400 kontroli, a liczbę wszystkich placówek liczy się w setkach tysięcy – tłumaczy Andrzej Sawicki, zastępca Mazowieckiego Wojewódzkiego Inspektora IH. – Równocześnie mogę prowadzić maksymalnie sześć kontroli. Na więcej nie wystarcza pieniędzy ani ludzi. Ile zarabiają inspektorzy po 20, 30 latach pracy? Niewiele. Około 1300 zł brutto.

– Dlaczego nie widać skutków kontroli? Nasze uprawnienia dotyczą tylko kontrolowanej partii towarów. Wycofać możemy jedynie partię, w której stwierdzimy uchybienia – mówi Bogumił Ciaś, Dyrektor Biura Kontroli w Głównym Inspektoracie IH. – Przedsiębiorca tłumaczy wtedy np., że akurat przy pakowaniu tej partii miał uszkodzony dozownik.

Komu służą kontrole?

– My pouczamy konsumenta, na co powinien zwracać uwagę przy zakupie, by nie padł ofiarą nieuczciwego sprzedawcy lub producenta. Informujemy np., że w ryżu mogą znajdować się owady – mówi dyrektor Ciaś. Te pouczenia nie zdadzą się jednak na wiele, ponieważ ryż jest przeważnie zapakowany w tekturowe pudełka, których przed kupieniem nie można rozpakować, by zajrzeć, co jest w środku. Jaki jest tego skutek? Konsument i tak kupuje ryż zanieczyszczony owadami. Wyjściem z takiej sytuacji mogłoby być po prostu informowanie konsumenta o tych wyrobach, w których IH wykryła uchybienia. Tego żadne przepisy nie zabraniają. IH nie wskazuje jednak nazw konkretnych wadliwych produktów. Dlaczego? – Moglibyśmy spotkać się z bardzo przykrymi reperkusjami – odpowiada Andrzej Sawicki. – Przedsiębiorcy mogliby nam wytaczać procesy o naruszenie dobrego imienia. Nie chcemy wchodzić w rozgrywki między przedsiębiorcami ani tworzyć czarnych list przedsiębiorców. O czarnej liście mówi też Aneta Małocha-Oparzyńska, przewodnicząca Polubownego Sądu Konsumenckiego, który podlega IH: – Nie chciałabym podawać nazw przedsiębiorców, którzy brali udział w naszych procesach, bo to by wyglądało tak, jakbyśmy tworzyli jakąś czarną listę tych firm. Bogumił Ciaś dodaje: – Nie chcemy być posądzeni o to, że dyskryminujemy niektóre przedsiębiorstwa i działamy na ich niekorzyść.

Mimo wszystko przedstawiciele IH zgadzają się co do tego, iż kontrolowane firmy, które by wiedziały, że ich nazwa nie będzie tajemnicą dla konsumenta, czułyby większy respekt do IH. Przedstawiciele Inspekcji nie chcą się jednak na ten temat wypowiadać. Zgodnie zaprzeczają, by wpływ na decyzję o niepodawaniu nazw nieuczciwych przedsiębiorców miały same firmy. – Taka jest polityka rządu, by nie szkodzić przedsiębiorcom – argumentują, a IH jest organem administracji rządowej. Kto zatem tak zadecydował? – Decyzji o niepodawaniu nazw jako takiej nie ma – dowiedziałam się w IH.

Jak przyznaje pracownik IH, Inspekcja jest instytucją niewygodną. – Świadczą o tym nowe przepisy, które pozbawiły nas możliwości badania jakości artykułów żywnościowych w hurtowniach i u producenta. Kto mógł wywrzeć wpływ na zmianę przepisów? Odpowiedź przedstawiciela IH brzmi: o to trzeba by spytać posłów.