0,00 zł

Brak produktów w koszyku.

Strona główna Blog Strona 242

Nie daj się oszukać – Jak unikać towaru złej jakości?

0

Kupiłeś jogurt, a w środku pleśń. Wziąłeś z półki soczek i już po pierwszym łyku okazało się, że nie nadaje się do spożycia. Nie martw się, nie ty jeden masz takiego pecha. Chyba nie ma klienta, któremu choć raz nie przytrafiło się coś podobnego. Jaka jest na to rada? Przede wszystkim trzeba pamiętać, że sprzedawca to nie święta krowa, której należy się nabożny szacunek. Jak każdy, ma prawo do pomyłek, ale ma też obowiązek za te pomyłki zapłacić. Właśnie on, a nie klienci.

Jeśli trafimy na zepsuty lub przeterminowany towar, nie wahajmy się wrócić do sklepu, by złożyć reklamację. Może dzięki nam sprzedawca zacznie częściej kontrolować towar i podobne „wpadki” już się nie powtórzą. Co jednak zrobić, jeśli sklep reklamacji nie uzna? A w dodatku klient zostanie potraktowany jak nachalny intruz i usłyszy: „Widziały gały, co brały”. Z prośbą o radę, jak unikać towaru złej jakości i walczyć o prawa konsumenta, nasza redakcja zwróciła się do Inspekcji Handlowej.

Trzeba sprawdzać

Rozmowa z Grażyną Pasek, starszym specjalistą Wydziału Kontroli Artykułów Żywnościowych i Gastronomii Inspekcji Handlowej w Warszawie.

Świat Konsumenta: Na co powinien zwrócić uwagę klient, nim włoży towar do koszyka?
Grażyna Pasek:
Warto np. sprawdzić, jakie warunki przechowywania zaleca producent. Jeśli na opakowaniu przeczytamy, że towar powinien byś trzymany w warunkach chłodniczych, a w sklepie stoi on na zwykłej półce lub nawet na słońcu, to można się spodziewać, że jest zepsuty.
Przede wszystkim, powinno się jednak patrzeć na datę ważności. Nawet, jeśli sprzedawca próbował ją zamaskować ceną czy przerobić flamastrem, takie zabiegi są od razu widoczne. Oszuści pozwalają sobie na tego rodzaju działania tylko dlatego, że większość ludzi po prostu nie zwraca na datę ważności uwagi. A to z kolei świadczy o małej edukacji konsumentów.

ŚK: Czy są jakieś produkty, przy których zakupie powinniśmy szczególnie uważać?
GP:
Tak, najczęściej przeterminowane są artykuły mleczarskie (mają najkrótszy okres przydatności do spożycia), przyprawy oraz koncentraty. Te ostatnie są po prostu rzadziej kupowane. Zapomniane, leżą na półkach czasami nawet 4 lata po dacie ważności.

ŚK: Bezpieczniej jest kupować w supermarkecie czy w małym osiedlowym sklepiku?
GP:
Tutaj nie ma żadnej reguły. Z jednej strony w supermarkecie jest więcej artykułów, więc sprzedawcy łatwo mogą przeoczyć towar przeterminowany. Małe sklepy „spożywcze” mają z kolei mniej klientów, więc produkty dłużej u nich leżą na półkach. Na pewno jednak bezpieczniej jest kupować w placówkach stacjonarnych, niż na targowiskach, gdzie nie zawsze są odpowiednie urządzenia chłodnicze.

ŚK: Jak powinien zareagować klient, gdy trafi na zepsuty lub przeterminowany produkt?
GP:
Przede wszystkim powinien złożyć w sklepie reklamację. I dopiero, jeśli w placówce, gdzie dokonał zakupu, nie otrzyma zwrotu pieniędzy, towar nie zostanie wymieniony lub gdy sprzedawca nieodpowiednio się zachowa, może zwrócić się do Federacji Konsumentów lub IH. A my postaramy się w takim wypadku przeprowadzić w sklepie kontrolę.

ŚK: Gdzie klienci mogą znaleźć informacje o warunkach reklamacji?
GP:
Od razu w sklepie. W każdej placówce musi byś wywieszony numer telefonu do Wydziału Skarg IH (8264220), a także rozporządzenia dotyczące ustawowych terminów reklamacji oraz warunków zawierania i wykonywania umów sprzedaży.

ŚK: Czy klient zwracający się do IH może liczyć na anonimowość?
GP:
Oczywiście! Wyjątek stanowi skarga, w której konsument żąda zwrotu gotówki – wtedy oczywiście musimy przekazać dane sprzedawcy. W pozostałych wypadkach obowiązuje nas tajemnica, zwłaszcza jeśli klient zastrzeże, że nie chce ujawniać swojego nazwiska. Poza tym, oprócz skarg oficjalnych, przyjmujemy też informacje anonimowe.

Warto kontrolować

Rozmowa z Andrzejem Grochowskim, zastępcą naczelnika Wydziału Kontroli Artykułów Żywnościowych i Gastronomii Inspekcji Handlowej w Warszawie.

Świat Konsumenta: Jak często IH kontroluje sprzedawców żywności? Czy prowadzą Państwo stały nadzór nad sklepami?
Andrzej Grochowski:
Może się zdarzyć, że jakiś sklep odwiedzamy nawet trzy razy w roku, ale może byś i tak, że przez cały czas jego działalności nie pojawimy się tam ani razu. Stały nadzór nad każdą placówką jest niemożliwy, bo w rejonie naszego działania jest po prostu zbyt dużo podmiotów gospodarczych. Dlatego najczęściej kontrolujemy sklepy w reakcji na skargę któregoś z klientów. A później, jeśli stwierdzimy nieprawidłowości, stosujemy rekontrole.

ŚK: Jak wygląda „wizyta” IH w sklepie? I co może grozić handlowcom, którzy nie przestrzegają przepisów?
AG:
Wchodząc do placówki kontrolujemy właściwie wszystko: od jakości, daty ważności i sposobu przechowywania towarów, przez stan sanitarny i podstawy formalno-prawne działalności sklepu, aż po kwalifikacje personelu. I jeśli są nieprawidłowości, reagujemy – oczywiście proporcjonalnie do rangi wykroczenia. Możemy ukarać właściciela sklepu grzywną, skierować sprawę do kolegium, a nawet przekazać ją organom ścigania, które rozpoczną śledztwo – tak było np. w przypadku sklepu, w którym „przemalowano” daty ważności na biojogurtach. Oczywiście, wszystkie zakwestionowane przez nas artykuły są wycofane z obrotu. Jeśli znajdziemy żywność zepsutą, dodatkowo zawiadamiamy Sanepid.

ŚK: Ile ze sprawdzonych w tym roku sklepów coś przeskrobało?
AG:
W sumie, w pierwszej połowie 2001 roku, towary przeterminowane znaleźliśmy w co czwartej badanej placówce. To może wyglądać alarmująco, ale trzeba pamiętać, że żywność z przekroczonym terminem ważności stanowiła jedynie 3% wszystkich zbadanych przez nas partii towarów, a to już znikoma ilość. Dawniej zdarzało się, że nawet 1/5 produktów stała na półkach dłużej niż powinna.

ŚK: W ostatnich latach nastąpiła jednak pod tym względem poprawa.
AG:
Tak, głównie dzięki postępom w technologii. Kiedyś np. kefir można było przechowywać zaledwie 48 godzin, a dzisiaj nawet trzy tygodnie. Jest szansa, że w tak długim czasie towar zostanie sprzedany. Poza tym dawniej przepisy odgórnie określały dopuszczalny czas przechowywania dla każdego rodzaju artykułów, na opakowaniach umieszczano daty produkcji i sprzedawca sam musiał obliczać, do kiedy wolno mu trzymać towar. A dzisiaj producent wybija na opakowaniu datę ważności, sprzedawca nie musi już nic przeliczać i nie popełnia przez to omyłek.

ZAPAMIĘTAJ

Zachowaj rachunki! Zgłaszając się do sklepu z reklamacjami musisz mieć dowód, że zakupu dokonałeś właśnie w tej placówce.

Działaj szybko! W przypadku produktów żywnościowych, które szybko się psują (art. mleczarskie, wędliny itp.) masz na złożenie reklamacji nie więcej niż 1 do 7 dni od chwili ich zakupu!

Wydział Skarg Inspekcji Handlowej w Warszawie:
tel. (0.22) 826 42 20.

Miesiąc na podwyższonych obrotach – przedświąteczne promocje

0

W grudniu we wszystkich niemal branżach obroty ruszają pełną parą. Niektóre firmy wprowadzają przedświąteczne obniżki cen. Dlaczego obniżają ceny skoro popyt rośnie? – Chcemy przyciągnąć klientów do nas, wyróżnić się od konkurencji – tłumaczą handlowcy. Ale nie wszyscy. W niektórych branżach ceny przed świętami rosną.

Grudzień to szczególny czas w handlu, bo wtedy pojawia się, co najmniej kilka powodów, dla których robimy zakupy niecodzienne.

Święta, święta…

Pierwszy powód to Boże Narodzenie – kupujemy prezenty.
– Idą głównie drobiazgi: kosmetyki, czapki, szaliki, rękawiczki – twierdzi Dawid Rostocki z Hita.
Przed świętami, zdaniem fachowców z działu marketingu firmy Siemens, najlepiej sprzedają się małe urządzenia gospodarstwa domowego, bo to sprzęt, który można podarować pod choinkę.
Podobnie jest w branży komputerowej. Ryszard Kluk z Joy Computer zauważył, że w grudniu kupujemy głównie dodatki do komputerów: joysticki, myszki, modemy, karty telewizyjne. – To wydatek rzędu kilkuset, a nie kilku tysięcy złotych – dodaje.
Przed świętami swój czas – jedyny w roku – mają producenci ozdób na choinkę i, oczywiście, handlujący samymi choinkami.
Zaraz po świętach – Sylwester, czyli drugi powód, żeby kupić coś wyjątkowego. – Pod koniec grudnia najlepiej sprzedają się rzeczy eleganckie – zgodnie twierdzą przedstawiciele sklepów z odzieżą.

…i po świętach

Kolejny powód grudniowych zakupów to początek zimy. Polacy zaopatrują się w płaszcze, kurtki i zimowe buty w ostatnim momencie, kiedy już spadnie śnieg – inaczej niż to się dzieje na Zachodzie. Dlaczego? Polskie społeczeństwo jest nie dość bogate, by mogło sobie pozwolić na taką zapobiegliwość. Co za tym idzie, u nas większość obniżek cen na zimową odzież i sprzęt sportowy zaczyna się dopiero w styczniu, podczas gdy na Zachodzie – już w grudniu.
Jednak i nasz przedświąteczny rynek zaczyna upodabniać się do zachodniego. Gdzie niegdzie można napotkać obniżki już teraz. A przecież mogłoby się wydawać że, zgodnie z prawami wolnego rynku, kiedy popyt rośnie, ceny spadać nie powinny. – Przedświąteczne przeceny to fikcja – mówi właścicielka niewielkiego salonu mody damskiej w Warszawie.
– Nie wierzę, żeby ktokolwiek obniżał ceny akurat wtedy, kiedy obroty wzrastają. Chyba że wcześniej specjalnie podniósł ceny, by przed świętami je opuścić – dodaje.
– Wolnorynkowe prawo nie zakazuje podwyższenia ceny, a później jej obniżenia. Ale handlowiec nie może nazwać tego promocją. Byłoby to działanie nieetyczne – ostrzega Regina Domurad, prezes Stołecznego Klubu Federacji Konsumentów.

Konkurencja nie śpi

Okazuje się, że przedświąteczne obniżki cen planują głównie duże firmy, które mogą sobie pozwolić na sprzedaż pewnych towarów bez zysku, żeby przyciągnąć klientów.
– Obniżamy ceny między innymi na obrusy świąteczne i inne produkty ze świątecznymi motywami – mówi Dawid Rostocki z Hita. Dlaczego towary tanieją, mimo że popyt rośnie? – Gdyby konkurencja nie obniżała cen, to my też byśmy tego nie robili – odpowiada.

W tym roku promocjami zasypują nas sprzedawcy samochodów. Ale wiążą się one nie tyle ze świętami, co z sytuacją na rynku motoryzacyjnym w ostatnim czasie. Sprzedaż samochodów spadła o kilkadziesiąt procent, więc promocje w tej branży trwają teraz praktycznie na okrągło.
Jeśli powtórzy się sytuacja z poprzednich lat, to promocji przedświątecznych można spodziewać się również w branży AGD.

Wyższa cena – większy zysk

Do branż, w których ceny przed Bożym Narodzeniem rosną, należy branża komputerowa. – Komputery i ich części drożeją przed świętami o 5-10% – mówi Ryszard Kluk z Joy Computer. – W Polsce ceny komputerów zależą po pierwsze od kursu obcej waluty, który zwykle pod koniec roku wzrasta. Po drugie dystrybutorzy regulują wzrost popytu cenami. Dlaczego podnoszą ceny zamiast sprowadzać więcej towaru? Musieliby przewidzieć przyszłą sytuację na rynku już w momencie składania zamówienia. Większe firmy dokupują towar, ale mniejsze zostają z taką jego ilością, jaką zamówiły. Dlatego często brakuje różnych części, np. procesorów Intela – tłumaczy Ryszard Kluk.

W grudniu handlowcy kuszą klientów świątecznym wystrojem sklepów, różnymi gadżetami i produktami ozdobionymi świątecznymi motywami. Wszędzie pełno Świętych Mikołajów (zarówno tych do kupienia, jak i żywych), adwentowych stroików, gałązek jemioły; wszyscy życzą swoim klientom wesołych świąt… Żeby naprawdę były wesołe najlepiej skorzystać z rady Reginy Domurad: – Konsument powinien być rozsądny i podejmować racjonalne decyzje. Powinien porównywać ceny w różnych sklepach i sprawdzać, gdzie faktycznie obniżono ceny, a gdzie ogłaszanie świątecznych promocji jest tylko chwytem reklamowym.

Nowości kosmetyczne

0

1. Naturalna Regeneracja

Ampułki ujędrniające na dzień i na noc to nowoczesny preparat firmy Soraya, który nadaje się do każdego rodzaju cery z objawami zmęczenia i odwodnienia. Ampułki dają natychmiastowy efekt naturalnego liftingu. Zawierają specjalnie dobrany kompleks składników proteinowych oraz wyciągów roślinnych, które poprawiają kondycję naczyń włosowatych oraz wpływają na dotlenienie skóry. Ze względu na szybki i widoczny efekt działania, ampułki są doskonałym sposobem na poprawienie stanu skóry przed szczególnie ważną uroczystością, np. przed sylwestrowym balem. Opakowanie wystarcza na 5-dniową kurację.
Cena: ok. 25 zł

2. Obsyp się złotem

Karnawał to czas spontaniczności i łamania konwencji. Kusi nas, żeby zmienić wygląd i zaszaleć. Jest to możliwe dzięki błyszczącym kosmetykom Kolastyny z serii Fun Line. Lakiery do włosów z brokatem świetnie utrwalają fryzurę, nadając jej karnawałowy wygląd. Żele do twarzy, ciała i włosów łatwo się rozprowadzają i na pewno nie stracą blasku przed końcem sylwestrowego balu. Mieniące się brokatowe drobinki w sześciu atrakcyjnych kolorach, trwałość oraz zmysłowy, intrygujący zapach to główne atuty tych produktów.
Cena żelu: ok. 8 zł
Cena lakieru: ok. 12 zł

3. Zadbaj o ładną cerę

Preparaty z serii Clearasil, brytyjskiej firmy Boots Healthcare International, są przeznaczone do mycia i pielęgnacji skóry ze skłonnością do trądziku. Seria została wzbogacona o Clearasil Complete Gentle Power – żel przeznaczony do cery wrażliwej. Zawiera on mikrogranulki, które działają jak peeling, odblokowują pory skóry i oczyszczają z kurzu i łoju. Dzięki temu substancje czynne mają ułatwioną penetrację do wnętrza porów, gdzie niszczą bakterie powodujące zmiany trądzikowe.
Cena: ok. 22 zł

4. Kopciuszka zamienią w Królewnę

Nowe kosmetyki firmy Miraculum nawet Kopciuszka zamienią w Królewnę. A potem to już tylko na bal!
Maseczka-lift ujędrnia i odświeża skórę, przywracając jej blask i naturalny koloryt. Kompleks roślinny, bogaty w krzem, intensyfikuje efekty napinania i oczyszczania skóry.
Krem-lift likwiduje cienie i obrzęki pod oczami. Niezależnie od wieku zmniejsza oznaki stresu, zmęczenia i starzenia się delikatnej skóry wokół oczu. Powoduje wzrost jędrności skóry o 30%.
Krem-lift dotleniający szyję i dekolt – wygładza, uelastycznia i nawilża skórę (badania wykazały, że w 45%). Szczególnie wrażliwa i mało elastyczna skóra na szyi staje się jędrna, a dekolt gładki i delikatny.
Cena: ok. 16 -18 zł

5. Zabłyśnij w dyskotece

W gorączce sobotniej nocy, zwłaszcza w karnawale, przychodzi do głowy wiele różnych pomysłów na fryzurę, które można zrealizować dzięki piance Wella Viva One Night Mousse. Do obecnych już na rynku sześciu ekscentrycznych kolorów dołączył srebrzysto-czarny odcień Midnight Star. Ta propozycja pozwala na łączenie dwóch lub nawet trzech odcieni. Fryzura nabierze nowego indywidualnego charakteru, jeżeli zaakcentujemy wybranym kolorem końcówki włosów lub samą grzywkę.
Cena: 14 zł

Pachnące drzewko

0

Zapach choinki, obok woni potraw wigilijnych, jest czymś, co pamięta się przez całe życie. Trudno wyobrazić sobie święta Bożego Narodzenia bez pachnącego drzewka. Świerk, jodła czy sosna, ubrana w bombki i kolorowe ozdoby, w każdym domu zajmuje honorowe miejsce. Bez choinki i prezentów, które wokół niej ustawiamy, święta nie miałyby swego niepowtarzalnego klimatu.

Przed świętami choinki sprzedawane są prawie wszędzie. W supermarketach, na targach, placach, bazarach, a ostatnio nawet na stacjach benzynowych. Najtańsze drzewko można kupić bezpośrednio u leśniczego. Wtedy cena pokrywa się z kosztami hodowli choinki i wynosi ok. 10 zł. Dokładne ceny ustala każde nadleśnictwo. Zasadniczo leśnicy wycinają przed świętami drzewka, które i tak muszą zostać usunięte, np. pod liniami energetycznymi ósą one sprzedawane po symbolicznej cenie). Zasadniczym celem sprzedaży drzewek przez leśniczych jest zaspokojenie potrzeb rynków lokalnych. W ubiegłym roku z lasów państwowych wycięto 200 000 choinek. – Chodzi przede wszystkim o to, aby ludzie nie wycinali drzewek na własną rękę, bo w ten sposób niszczą las – mówi Anna Rosiek z Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych. – W rezultacie robią wtedy szkody, których naprawienie przewyższa cenę drzewka. Leśniczy dobrze znają okolicznych mieszkańców i najbiedniejszym dają drzewka za darmo. Oczywiście, najwięcej kradzieży choinek i największe kłusownictwo jest na terenach najbiedniejszych – byłych PGR-ów, dotkniętych dużym bezrobociem. Kradzione kontra hodowane
Liczba drzewek wywożonych nielegalnie z lasów państwowych wzrasta przed Bożym Narodzeniem. Strażnicy leśni organizują akcje i próbują ścigać złodziei, ale kary przewidziane w prawie polskim nie są w stanie ich odstraszyć. W najgorszym wypadku złodziejom masowym, z uwagi na małą szkodliwość społeczną, grozi jedynie kolegium i odebranie skradzionych choinek. Osoby, które wycięły z lasu drzewka, mogą zostać ukarane mandatem w wysokości od 20 do 500 zł. Świerki i jodły z lasów państwowych, które kupujemy na placach i w sklepach, pochodzą z prywatnych plantacji. Hoduje się je właśnie na sprzedaż. Są specjalnie sadzone, przycinane i pielęgnowane, by wyrosły na okazałe drzewka. Nie ma więc podstaw, aby pozbawiać się uroku prawdziwego drzewka w imię ochrony środowiska i lasów polskich. Choinki, które trafiają do naszych domów, są sadzone właśnie w tym celu. Choinka z gałązek

Po ścięciu drzewek zwykle pozostają gałązki, które wykorzystuje się do modelowania tzw. robionych choinek. Chociaż mają regularny kształt i stosunkowo niską cenę, która zachęca do zakupu, to odradzamy kupowanie takiego drzewka. Ich życie w mieszkaniu jest bardzo krótkie. Igły, pozbawione dostępu soków z grubszych gałęzi i pnia, szybko opadają. Choinka w doniczce

Ostatnio coraz modniejsze stają się drzewka w doniczkach, które po świętach można hodować na balkonie lub przesadzić do ogródka. Mają jeszcze tę zaletę, że nie gubią igieł tak szybko jak cięte. Największe szanse przeżycia w domowych, niesprzyjających warunkach, mają mocno ukorzenione sadzonki, hodowane przez duże firmy szkółkarskie. Są one specjalnie hartowane, by mogły wytrzymać wysoką temperaturę w swym naturalnym okresie spoczynku. W domu nie mogą jednak przebywać dłużej niż 10 dni, bowiem istnieje ryzyko, że obudzą się z zimowego snu i wypuszczą świeże pędy. Jeśli zdecydujemy się na choinkę w doniczce, radzimy wybrać dla niej miejsce nienasłonecznione i możliwie jak najchłodniejsze. Jedynie raz na 2-3 dni możemy drzewko spryskać wodą, ale nie wolno go podlewać i nawozić. Od razu po świętach roślinę wynosimy z mieszkania i w niskiej temperaturze óokoło zera stopni) przetrzymujemy ją do wiosny. W tym czasie należy chronić korzenie przed przesuszeniem ópodlewać małą ilością ciepłej wody co 10 dni) i przemarznięciem óopatulić donicę matą słomianą). Do gruntu choinki przenosimy na wiosnę, gdy ziemia już całkowicie rozmarznie. Choinki w doniczkach są sporo droższe od ciętych. Bukiet z iglaka

Wspaniałą i niedrogą dekoracją świątecznego stołu mogą być bukiety z sosny, jodły lub świerka. Spełniają one nie tylko dekoracyjną funkcję. Przede wszystkim mają dobroczynny wpływ na nasze samopoczucie. Znany i ceniony zielarz, ksiądz Andrzej Klimuszko, proponował, aby zimą i wiosną w każdym domu trzymać w wazonie świeżo zerwane gałązki sosny, jodły lub świerka, które wspaniale jonizują powietrze i odkażają je. Dzięki nim poczujemy się lepiej, szybko zrelaksujemy się i będziemy odporniejsi na infekcje. Zapach lasu

Zimą powietrze w naszym mieszkaniu jest przesuszone. Można temu zapobiec w prosty sposób. Wystarczy do pojemnika z wodą, umieszczonego na grzejniku, wlać napar ze świeżych igieł sosny, świerku lub jodły ów sprzedaży są także gotowe olejki zapachowe). Unoszący się wraz z parą wodną aromatyczny leśny olejek napełni całe mieszkanie odświeżającą wonią, a poza tym znakomicie zdezynfekuje powietrze i zniszczy chorobotwórcze bakterie. Życzymy zdrowych świąt przy pachnącym drzewku.

Dogonić Europę

0

Rozmowa z Longiną Lewandowską-Borówką, rzecznikiem prasowym Federacji Konsumentów

Jaką pomoc można uzyskać w Federacji Konsumenta?
– Ochrona indywidualnego konsumenta to najkrócej mówiąc główny cel wszelkich działań podejmowanych przez naszą organizację. Każdy, kto przyjdzie, zadzwoni lub napisze do jednego z ponad 50 klubów terenowych Federacji, może liczyć na bezpłatną pomoc z naszej strony. Największą popularnością cieszy się nasze poradnictwo prawne. Czasami wystarczy rozmowa telefoniczna i prosta odpowiedź, że sprzedawca ma lub nie ma prawa nie uwzględnić reklamacji. Są sytuacje, że prawnicy Federacji podejmują bezpośrednie interwencje u sprzedawców i producentów, wskazują nieprawidłowości w sposobie załatwienia reklamacji, powołują się na właściwe przepisy, uzasadniające roszczenia klientów, piszą pozwy i prowadzą sprawy sądowe w imieniu konsumentów.

Z jakimi problemami konsumenci najczęściej zwracają się do Federacji?
– Przede wszystkim spotykamy się z nieuwzględnianiem praw konsumenta np. do rękojmi czy gwarancji. Klienci bardzo często nie znają prawa i nie wiedzą, czego mogą wymagać od sprzedawcy. Przedmiotem sporu może być każdy produkt, od obuwia, telefonów komórkowych, sprzętu AGD, RTV, po interwencje związane z kartami płatniczymi. Jeśli chodzi o usługi, konsumenci skarżą się na firmy remontowe, pralnicze, montujące okna.

Czy to prawda, że Federacja prowadzi dyżury prawne w niektórych hipermarketach?
– Tak, nasze punkty ustawione są za kasami, dlatego z porad mogą korzystać wszyscy, nie tylko kupujący w hipermarkecie. Dyżury są po południu. Rozpatrujemy bardzo wiele spraw. Wbrew pozorom nie dotyczą one produktów zakupionych w hipermarkecie, bo te problemy od ręki załatwiają menadżerowie z punktów obsługi klienta danego sklepu. Udzielamy porad ogólnokonsumenckich, np. związanych z kredytem mieszkaniowym.

Niedawno Federacja przeprowadziła monitoring polskich sklepów internetowych. Czy również i tam dochodzi do naruszeń prawa konsumenckiego?
– Sprawdziliśmy, jak w praktyce chroniony jest konsument, który robi zakupy przez internet. Korzystając z wyników podobnego badania, przeprowadzonego przez Consumers International, porównaliśmy również polskie e-sklepy ze sklepami europejskimi. Okazało się, że teoretycznie klienci są chronieni przez odpowiednie przepisy prawne, ale praktyka pozostawia wiele do życzenia. Większość polskich sklepów internetowych zaskoczyła nas brakiem jasnego opisu towaru, niewyraźnymi, czasem bardzo małymi zdjęciami produktów. A przecież to właśnie te elementy powinny być podkreślone, bo produkty kupione w sieci możemy obejrzeć dopiero po ich dostarczeniu. Zamówiliśmy np. kwiaty, gdzie opis bukietu ograniczał się do ceny, niewyraźnego zdjęcia i słów: mały, średni, duży. Który z tych trzech bukietów umieszczony był na zdjęciu i czy ten właśnie zamówiliśmy, nie wiemy do dzisiaj. Niepowodzeniem zakończyła się również próba znalezienia on-line jeansów dla wybranego nastolatka.

Nasze obawy budzi przede wszystkim fakt, czy zamówiony produkt w ogóle do nas dotrze.
– Jak wynika z badań przeprowadzonych przez organizacje konsumenckie z 12 państw, ze 155 zamówionych w Europie produktów, jedenaście rzeczywiście nigdy nie zostało dostarczonych pod wskazany adres. Dziewięć docierało do adresata ponad miesiąc. żartobliwie mogę dodać, że nie wiemy też, jak potraktować butelkę szampana, która została dostarczona przez firmę kurierską i pod nieobecność lokatorów pozostawiona na mrozie przed domem.
Problemem był także zwrot towaru. Tylko 24% uczestników badań znalazło w e-sklepie informację o takiej możliwości. W niektórych przypadkach upłynęło też sporo czasu od momentu zwrotu towaru do chwili odzyskania przez klienta pieniędzy. 100 dni trwał np. zwrot pieniędzy za jeansy kupione w sklepie kanadyjskim, a 55 dni za grę kupioną w Wielkiej Brytanii.

Co należałoby więc zrobić, by zakupy w wirtualnym sklepie były przyjemnością?
– Pozytywny jest fakt, że wszystkie sprawdzone przez nas polskie e-sklepy podawały informacje o nazwie, siedzibie, fizycznym, a nie wirtualnym adresie sprzedawcy oraz telefon kontaktowy. Spotkaliśmy się również z czytelną informacją o uprawnieniach konsumenta, korzystającego z zakupów on-line. Zwracajmy na to uwagę przy wybieraniu wirtualnego sprzedawcy. Należy również pamiętać o sprawdzeniu warunków dostawy i o tym, że zgodnie z naszym prawem, sklep nie może żądać zapłaty, zanim nie dostarczy produktu czy nie wykona usługi.

Czy zajmujecie się ochroną również najmłodszych konsumentów?
– Tak, Federacja obejmuje wszystkie grupy wiekowe, w tym również małe dzieci. W tym celu uczestniczyliśmy w projekcie „Bezpieczne zabawki”, w ramach którego zostały przetestowane zabawki dla najmłodszych dzieci. Prowadziliśmy też monitoring reklam telewizyjnych skierowanych do dzieci. Okazało się, że na wszystkich nagrywanych podczas badań kanałach telewizyjnych, w okresie przedświątecznym, wzrósł udział reklam zabawek, głównie konstrukcyjnych, a także lalek.

Federacja pomaga konsumentom, którzy zostali oszukani przez sprzedawcę. Czy nie lepiej byłoby zapobiegać zawczasu takim sytuacjom?
– Temu służy nasza edukacja konsumencka. Choć nie ukazuje się żadne czasopismo periodycznie (przyp. red. -kilkanaście lat temu Federacja wydawała „Atut” i ” Atucik” dla dzieci) wydaliśmy kilkanaście książek i broszur informacyjnych. Prowadzimy też edukację w szkołach podstawowych i średnich. Uruchomiliśmy program „Jestem konsumentem”, który uczy młodych konsumentów, jakie mają prawa i jak mogą z nich korzystać. Wymyśliliśmy grę planszową, która pozwala sprawdzić efekty własnych decyzji finansowych, zaciągać kredyty, kupować akcje i obligacje. W 2000 roku opracowaliśmy dla młodzieży książkę o usługach bankowych, w której młodzi ludzie znajdą praktyczne wiadomości na temat kont, czeków czy kart debetowych. Nasz program uczy również, jak nie ulegać namowom, np. domów sprzedaży wysyłkowej.

Czy polscy konsumenci są tak samo chronieni jak ci z Unii Europejskiej?
– Weszło w życie wiele przepisów opartych na dyrektywach Unii Europejskiej, ale w tej sprawie dużo jest jeszcze do zrobienia. W Polsce nie ma ustawodawstwa konsumenckiego – takiego, jakie obowiązuje w krajach zachodnioeuropejskich. Staramy się jednak pod tym względem „gonić” Europę. Federacja uczestniczy w wielu procesach legislacyjnych. Choć zrobiliśmy olbrzymie postępy, musimy jeszcze włożyć wiele wysiłku, aby poziom ochrony konsumentów w Polsce wyrównał się do tego, który jest w krajach Unii Europejskiej.

Rozmawiała IZABELA ORLICZ-RABIEGA

Federacja Konsumentów to niezależna organizacja pozarządowa. Działa już 20 lat, powstała w lipcu 1981 roku. Środki finansowe na tzw. zadania zlecone otrzymuje od rządu (głównie na bezpłatne poradnictwo). Ze środków pomocowych Unii Europejskiej finansuje wydawanie książek i broszur informacyjnych. W latach 1996-2000 Federacja Konsumentów udzieliła ponad 170 tys. porad bezpośrednich, 280 tys. porad telefonicznych, 20 tys. porad pisemnych, w 28 tys. przypadków występowała do podmiotów gospodarczych i organów administracji państwowej, napisała ok. 2 700 pozwów, wszczęła ze swojego powództwa 700 spraw sądowych, wspomagała konsumentów w 1700 rozprawach przed sądem powszechnym, skierowała do Polubownego Sądu Konsumenckiego 5 300 spraw, wzięła udział w 2 400 rozpraw przed Polubownym Sądem Konsumenckim. Reklamacje, w których załatwieniu pośredniczyła FK, w ok. 70 proc. rozpatrzono z korzyścią dla konsumentów.

Federacja Konsumentów Warszawa, Pl. Powstańców Warszawy 1,
www.federacja-konsumentow.org.pl,
porady_prawne@federacja-konsumentow.org.pl

Samochody miejskie

0

Ford Focus

W jednym spojrzeniu:
Ford Focus łączy w sobie drapieżność z klasyczną elegancją. Skośne światła przednie przypominają kota, szykującego się do skoku. Wnętrze klasyczne, konserwatywne.
Silniki jak to u forda – doskonałe. Dobry wybór dla wymagających. Bogaty wybór zarówno gamy kolorystycznej, jak i wyposażenia.

Bezpieczeństwo i komfort:
Idealny pojazd na długie trasy, szczególnie płaskie. Dość twarde zawieszenie doskonale trzyma samochód zarówno na zakrętach, jak i podczas szybkich przelotów autostradami. Poczucie panowania nad kierownicą. Gorsze drogi powodują znaczne zmniejszenie komfortu jazdy. Sprawia wrażenie większego niż jest w rzeczywistości. W ruchu miejskim dość sprawny. Przejazd przez torowisko nieprzyjemny. O bezpieczeństwo dbają strefy kontrolowanego zgniotu, dwie poduszki powietrzne i ABS.

Budżet
Z silnikiem benzynowym najoszczędniejszy jest w wersji 1.4 16V o mocy 75 KM. Auto co prawda nie grzeszy wtedy dynamiką, jednak pali zaledwie……… na 100 km.
Focus z takim silnikiem i w podstawowej wersji wyposażenia kosztuje ok. 47.000 zł.

Nasz wybór:
Ford Focus z silnikiem 1.4 16V to optymalne rozłożenie wartości cena/jakość. Niskie zużycie paliwa i niewygórowana cena.
Focus z silnikiem 1.8 Tdi o mocy 90 KM

Plusy:
Długowieczne silniki
Eleganckie wnętrze
Wysoka jakość
Mała popularność auta wśród złodziei

Minusy:
Zbyt twarde zawieszenie
Aby zamknąć tylną klapę, trzeba mieć ok. 180 cm wzrostu.

Renault Megane

W jednym spojrzeniu:
Po ostatniej modernizacji Megane wygląda bardziej rześko. Auto bardzo uniwersalne – młodzi odnajdą w nim sportowego ducha, starsi komfort i wygodę. Do wyboru trzy jednostki napędowe – dwie benzynowe – 1.4 16v o mocy 75 KM , 1.6 16V 110 KM oraz diesel – 1.9 o mocy 86 KM. Wygodny w korzystaniu bagażnik o pojemności 350 litrów.

Bezpieczeństwo i komfort:
Tradycyjnie, jak we francuskich autach, bardzo wysoki komfort podróżowania, zarówno po mieście jak i na trasie. Renault Megane nie przeszkadzają zbytnio dziury i wyrwy w jezdniach. Małe zastrzeżenia przy prędkościach powyżej 150 km/h (nieprzyjemne kołysanie przy mocnym wietrze). Stylistyka wnętrza spokojna, miękka, delikatna. Wszystkie przełączniki pod ręką. Siedzenia bardzo wygodne, odpowiednio wyprofilowane. Standardowo cztery poduszki powietrzne i ABS, elektryczne szyby i centralny zamek. Klimatyzacja wymaga dopłaty.

Budżet:
Niska cena zakupu (od 44.100 zł) . Z najmniejszym silnikiem auto bardzo oszczędne – zużycie paliwa na trasie ok. 5,8 litra, podczas jazdy miejskiej ok. 8.0 litra. Duża liczba punktów serwisowych na terenie całego kraju. Diesel już za 49. 400 PLN – ok. 4,8 litra na trasie i niecałe 6 litrów na mieście, przy całkiem niezłej dynamice. Niewielki spadek wartości podczas odsprzedaży.

Nasz wybór:
Diesel – co prawda nie najnowszej technologii, ale bardzo żywotny i przede wszystkim tani podczas eksploatacji.

Plusy:
Zachęcająca cena
Sprawdzona konstrukcja
Miękkie zawieszenie
Wygodne fotele
Duża liczba punktów serwisowych
Wysoki poziom wyposażenia

Minusy:
Zawieszenie wymaga częstszych niż w innych autach przeglądów
Mała stabilność przy większych prędkościach

Nissan Almera

W jednym spojrzeniu:
Nowa Almera to już kolejne wcielenie tego popularnego auta klasy kompakt. „Napompowana” karoseria obiecuje dużo miejsca w środku. Agresywna, sportowa sylwetka i nowoczesny wystrój wnętrza to ukłon w stronę młodzieży. Starsi wybiorą Nissana za tradycyjną japońską jakość. Na razie tylko dwa silniki do wyboru. Almera została uznana za niezawodny samochód w segmencie C przez ADAC (Niemiecki Związek Automobilowy).

Bezpieczeństwo i komfort:
Auto neutralne – komfort jazdy wysoki zarówno w gęstym, „dziurawym” ruchu ulicznym, jak i na trasie. Żadnych zastrzeżeń do jakości wyposażenia. W pakiecie standardowym znajdziemy nie tylko elektrycznie sterowane szyby czy centralny zamek, ale także klimatyzację. Wysoki poziom bezpieczeństwa – aktywne zagłówki, dwie lub cztery (w droższej wersji Luxury oraz Sport) poduszki powietrzne, ABS najnowszej generacji i dodatkowo system rozdziału siły hamowania na poszczególne koła, a także asystent nagłego hamowania.
Ponad 20 schowków! Silniki 1,5 16v – 90 KM oraz 1,8 16v – 114 KM dają bardzo dużo satysfakcji. Nienaganna kultura pracy i spory moment obrotowy – to główne cechy tych nowoczesnych jednostek napędowych.

Budżet:
O niezawodności japońskich aut nikogo przekonywać nie trzeba. Poparte jest to – tak jak w przypadku Nissana Almera – trzyletnią gwarancją. Średnie spalanie mniejszego silnika to ok.5,5 litra na trasie, 8,5 po mieście. Silnik 1,8 na trasie pali podobnie, jednak po mieście ok. 10,2 litra.
Cena Almery trzydrzwiowej: ok. 47 000 zł
pięciodrzwiowej: ok. 49 000 zł

Nasz wybór:
Zdecydowanie silnik 1,5 litra. Nieduże spalanie, może nieco słabe przyspieszenie – prawie 14 sekund do 100. Prędkość maksymalna satysfakcjonująca – 173 km/h.

Plusy:
Japońska jakość i trzyletnia gwarancja
Wysoki poziom wyposażenia standardowego
Bardzo korzystna cena

Minusy:
Niewielka liczba punktów serwisowych na terenie Polski.
Energiczny silnik + źle dobrane przełożenia skrzyni = kiepskie przyspieszenie

Fiat Brava

W jednym spojrzeniu:
Sylwetka już nieco przestarzała, jednak w dalszym ciągu ma prawo się podobać. Do wyboru trzy silniki – dwa benzynowe i super nowoczesny i oszczędny turbo diesel.

Bezpieczeństwo i komfort:
O bezpieczeństwo podróżujących dba system ABS oraz dwie poduszki powietrzne – standardowo. Auto prowadzi się pewnie i przyjemnie. Silniki benzynowe – 1,3 litra o mocy 82 KM i 1,6 litra o mocy 103 KM są żwawe i chętnie reagują na dodanie gazu. Wnętrze auta jest miłe i przytulne, pozbawione ostrych kształtów i krawędzi. Wyposażenie standardowe obejmuje zarówno centralny zamek, jak i elektryczne szyby.

Budżet:
Auta włoskiego producenta znane są z apetytu na paliwo – nie inaczej jest i w tym przypadku. Jednostki benzynowe, co prawda dają dużą porcję przyjemnych wrażeń, jednak do oszczędnych nie należą. Miasto – ok.11 litrów, trasa 6,5 litra na 100 km.
Turbo Diesel (1,9 litra 105 KM) z bezpośrednim wtryskiem paliwa zachowuje się o wiele bardziej przyzwoicie: 6,3 litra na 100 km po mieście, ok. 5 l na trasie przy zachowaniu dużej dynamiki.
Nieduży spadek wartości przy odsprzedaży i z racji popularności – duża szansa na szybkie przeprowadzenie transakcji.

Nasz wybór:
Turbo diesel kosztuje co prawda 55 800 zł, ale silnik jest jedną z najnowocześniejszych tego typu jednostek. Oszczędności na paliwie – znaczne!

Plusy:
Super diesel
Wygodne i ładne wnętrze
Silniki benzynowe bardzo dynamiczne

Minusy:
Apetyt na paliwo wersji benzynowych

Kupiłeś wadliwy towar – co dalej? – porady konsumenckie

0

Konsument nie zawsze jest zorientowany, kiedy sprzedawca ponosi odpowiedzialność za sprzedanie wadliwego towaru. Co zrobić, jeżeli towar ma wadę, której nie odkryliśmy w sklepie? Zgodnie z prawem rękojmi, możemy zwrócić wadliwy towar i domagać się jego wymiany na nowy, bez wad.

Kodeks cywilny posługuje się pojęciem wady prawnej i wady fizycznej. Wada prawna zachodzi wtedy, gdy rzecz stanowi własność osoby trzeciej. Z wadą fizyczną mamy do czynienia wówczas, gdy rzecz nie może być używana przez kupującego zgodnie z przeznaczeniem, choćby odpowiadała obowiązującym normom technicznym. Jedną z postaci wady fizycznej towaru jest brak właściwości, o której zapewniał sprzedawca.

Zakupiłem odtwarzacz DVD w sklepie z rzeczami używanymi. Sprzedawca zapewniał mnie, ze sprzęt jest sprawny technicznie. Na drugi dzień okazało się, że odtwarzacz ma zniszczoną głowicę i nie nadaje się do użytku. Wróciłem do sklepu, ale sprzedawca poinformował mnie, że rękojmia nie obejmuje rzeczy używanych. Co mam robić?
Paweł W.,

Odpowiedzialność sprzedawcy z tytułu rękojmi dotyczy zarówno rzeczy nowych, jak i używanych. Problem, opisany w Pana liście, doskonale obrazuje pojęcie wady fizycznej w postaci braku właściwości, o których istnieniu sprzedawca zapewniał kupującego. Sprzedawca nie jest zwolniony od odpowiedzialności, jeżeli sprzedał Panu sprzęt niesprawny. Z powodu zniszczonej głowicy powinien znacznie obniżyć cenę odtwarzacza. Uwaga! Kupując rzeczy przecenione, należy się liczyć z tym, że nie będzie można dochodzić roszczeń z tytułu rękojmi (ale tylko w stosunku do tych wad, które są przyczyną przeceny). Zatem jeśli sprzedawca nie poinformował Pana o zniszczonej głowicy odtwarzacza i z tego powodu sprzęt nie był przeceniony, ma Pan pełne prawo domagać się wymiany sprzętu na nowy, sprawny technicznie.

W myśl kodeksu cywilnego oraz Warunków Sprzedaży wada fizyczna rzeczy zachodzi wówczas, gdy:
1. Towar ma wadę tego rodzaju, że zmniejsza się jego wartość lub użyteczność ze względu na cel oznaczony w umowie albo wynikający z okoliczności lub przeznaczenia rzeczy, np. budzik, który nie dzwoni;
2.Towar nie ma właściwości, o których istnieniu sprzedawca zapewniał kupującego, np. przez deklarowanie jakości towaru (gatunek, certyfikat, energochłonność, znak bezpieczeństwa, itp.), na przykład parasol, który przemaka;
3. Rzecz została kupującemu wydana w stanie niepełnym, niekompletnym, bez wymaganej instrukcji obsługi lub innych informacji niezbędnych do prawidłowego korzystania z towaru, np. pralka bez instrukcji obsługi.

Poznaj swoje prawa

– Sprzedawca nie może odmówić przyjęcia reklamacji zgłoszonej przez kupującego ani nie może żądać, aby klient zgłosił ją wytwórcy lub dostawcy towaru. Powinien rozpatrzyć reklamację jak najszybciej, bez zwłoki czy zbędnego przedłużania sprawy.
– Jeżeli reklamacja budzi wątpliwości lub też wymaga opinii rzeczoznawcy, sprowadzenia nowego towaru lub wymiany, termin do jej załatwienia wynosi 14 dni, chyba że kupujący wyraził na piśmie zgodę na przedłużenie tego terminu.
– W razie nieuwzględnienia reklamacji sprzedawca ma obowiązek zawiadomić konsumenta na piśmie wraz z podaniem uzasadnienia. Brak zawiadomienia w terminie 14 dni jest równoznaczny z uwzględnieniem reklamacji i sposobu jej załatwienia zgodnie z życzeniem klienta.

Nowości kosmetyczne

0

Regenerująca kąpiel

Kąpiel to zabieg, który służy nie tylko codziennej pielęgnacji ciała, ale również poprawia nasze samopoczucie, przeciwdziała stresowi, zmęczeniu, a także wzmacnia organizm, czyniąc go bardziej odpornym na choroby. Warto w tym celu skorzystać z serii preparatów firmy Tetesept Pharma, dzięki którym we własnej łazience możemy zorganizować sobie leczniczą kąpiel z dodatkiem olejków eterycznych.

– Kąpiel rozgrzewająca (eukaliptus, tymianek i igliwie sosnowe, niezwykle cenne przy katarze, zapaleniu zatok i grypie);
– Kąpiel odprężająca (jałowiec, głóg, lawenda, limeta i cynamon, szczególnie pomocny w stanach wyczerpania organizmu oraz przy kłopotach z krążeniem);
– Kąpiel rozluźniająca (rozmaryn, eukaliptus, cytryna, cynamon, kamfora, japońska mięta pieprzowa, działająca uspokajająco i przeciwskurczowo).
Aby przeprowadzić kurację, wystarczy dodać do wody 1-2 nakrętki preparatu do wanny ciepłej wody. Kilkanaście minut błogiego odpoczynku sprawi, że poczujemy się jak nowo narodzeni. Cena: 27 zł/125 m

Nowa seria kosmetyków Manhattan

Nowa seria kosmetyków Manhattan charakteryzuje się nowatorskim wyglądem i niezwykłymi kolorystycznymi efektami.

W skład serii wchodzą:
– Szybkoschnący długotrwały Lakier Mini Super Quick Dry w czterech mocnych kolorach. Cena ok. 15 zł
– Tusz do rzęs Twist &Swing, który dzięki zawartości prowitaminy B5 pielęgnuje rzęsy, nadaje im połysk i nawilża je. Dostępny w czterech kombinacjach kolorystycznych. Cena ok. 38 zł
– Twist &All Over Puder w kremie do bardzo szybkiego makijażu. Pudrowo-kremowa konsystencja jest jedwabista i wyczarowuje delikatne, połyskujące efekty. Cena ok. 28 zł
– Pomadka Lipgloss Twist & Taste – to kombinacja trzech połyskujących kolorów, które mieszają się podczas aplikacji i powodują niezwykłe efekty kolorystyczne. Do tego wspaniale smakują. Cena ok. 38 zł

Ratunek dla suchej skóry

Aloes jest rośliną, której właściwości odkryli już starożytni. Podobno królowa Kleopatra zawdzięczała swoją legendarną urodę właśnie działaniu aloesowych naparów. Obecnie wykorzystuje się aloes do produkcji kosmetyków pielęgnujących suchą skórę. Na rynek wszedł nowy preparat firmy Flos-Lek, stworzony na bazie aloesu, który dostarcza cerze wielu cennych składników odżywczych o właściwościach nawilżających. Działanie Żelu Aloesowego wspomaga d-pantenol, czyli prowitamina B5, która uczestniczy w procesie powstawania i wzrostu nowych komórek skóry oraz pomaga zachować jej naturalny odczyn PH. Łagodzi również podrażnienia i regeneruje naskórek, sprawiając, iż cera odzyskuje zdrowy wygląd.Cena: ok. 9 zł

Małe dziecię w internecie

0

Na rynku pojawił się program przeznaczony dla dzieci, które nie potrafią jeszcze poruszać się po Internecie. Sympatyczne postacie – główny bohater, Wolniaczek, a także przyjazny Duszek z królestwa Internetu – zachęcają do wędrówki. Świat, przedstawiony w programie, jest baśniowo kolorowy. Dialogi, które prowadzą bohaterowie – poprawne i wyraźne, tak że nawet małe dziecko je zrozumie.

Do wyboru mamy dwie wersje językowe: polską i angielską (dzieci mogą sprawdzić swoje umiejętności językowe). Program jest interaktywny. Wersja wędrówki w dużej mierze zależy od dziecka, które poznając pojęcia związane z Internetem, dowiaduje się, jak można dzięki niemu zwiedzać świat, zyskiwać nowych przyjaciół, uzupełniać swoją wiedzę. Pokazane są tam również zagrożenia, jakie można spotkać wędrując po sieci i sposoby radzenia sobie z nimi.
Według autorów, program przeznaczony jest dla dzieci od 7. do 12. roku życia. To kryterium wydaje się lekko przesadzone – dwunastolatek prawdopodobnie nie będzie chciał bawić się w świecie baśni, dzieci w tym wieku zazwyczaj mają ogromne poczucie dorosłości. Do istotnych zalet programu należą wskazówki, jak trzeba zachować się w różnych sytuacjach. Pomysł na wysłanie elektronicznej pocztówki z okazji urodzin przyjaciela jest bardzo wychowawczy.

Wady:

Niektóre informacje mogłyby znaleźć się na ekranie. Na dole znajduje się menu główne, które przy pierwszym kontakcie z programem nie jest zbyt czytelne. Jego objaśnienie jest w instrukcji, ale łatwiej byłoby użytkownikom, gdyby opis funkcji pokazanych w formie postaci i przedmiotów pojawiał się po najechaniu na nie kursorem (co prawda wesoły znak zapytania, czyli pomoc, objaśnia wszystkie elementy menu, ale jest to bardziej uciążliwe).

Zalety:
Interaktywność programu i właściwe tempo, w którym wszystko się dzieje. Spokojnie prowadzone dialogi pozwalają małemu internaucie zastanowić się nad poleceniami.
Dla wielu młodych użytkowników komputera Internet stanie się miejscem przyjaznym jak kolorowy świat, po którym oprowadzają Wolniaczek i Duszek.

„Małe dziecię w Internecie” – program dla dzieci w wieku 7-12 lat
Polska wersja: MarkSoft, ul. Perzyńskiego 2, 01-872 Warszawa
Wymagania sprzętowe: Windows 95/98,. Cena: ok. 50 zł

Chleba naszego powszedniego

0

Podstawowym składnikiem zbóż, a co za tym idzie, powstającego z nich chleba, jest skrobia. Zalety pachnącego „żytniego” o chrupiącej skórce na tym jednak się nie kończą. Zboże to dla człowieka pokarm życia. Jego ziarna zawierają, oprócz węglowodanów, białko, substancje mineralne (m.in. żelazo, magnez, potas i cynk) oraz witaminy B, A i E. Jeszcze więcej wartości odżywczych mają kiełki. Włączenie pełnego zboża do diety może chronić m.in. przed problemami z sercem, wysokim ciśnieniem i udarem mózgu. Niestety, zanim ziarno zamieni się w chleb, traci dużo cennych składników.

Przy produkcji mąki, zwłaszcza jasnej, usuwa się np. część zarodków i otręby. Zboże „uszlachetnione” jest więc pozbawione warstw, w których normalnie koncentruje się błonnik, aminokwasy, witaminy i enzymy. W efekcie na nasz stół trafiają nędzne resztki bogactw, jakie natura zamknęła w ziarnie. Aby temu zapobiec, najlepiej jadać chleb pełnoziarnisty i ciemny. Mąka, z której powstaje „razowiec”, zachowuje więcej wartości odżywczych, gdyż mieli się ją tylko jeden raz. Przede wszystkim jest bogata w błonnik, który pobudza pracę jelit. Zdrowie zapewni nam też pumpernikiel (ciemny, żytni chleb z dodatkiem miodu lub karmelu) oraz chleby wypiekane według starych, tradycyjnych receptur. Smaczne i odżywcze jest również pieczywo z dodatkiem otrębów i ziaren, np. słonecznika czy siemienia.

Najgorszy – oczywiście zdaniem dietetyków, a nie smakoszy – jest pszenny chleb tostowy. Mąka, z którego powstaje, to właściwie już tylko wspomnienie po prawdziwym ziarnie. Dla porównania niech wystarczy fakt, że kromka „razowca” na miodzie ma aż 3,5 razy więcej błonnika niż najbardziej nawet apetyczny tost. Przy kupowaniu świeżych bułeczek na śniadanie warto o tym pamiętać.

Czy wiecie, że…

Pierwsze zboża, jakie człowiek zaczął systematycznie uprawiać, to prawdopodobnie pszenica i jęczmień. Ich pola zieleniły się w Mezopotamii co najmniej 9000 lat temu.

* * *

W Egipcie chleb pieczono już kilka tysięcy lat temu i składano jako ofiarę dla bogów; w ten sposób chleb trafił m.in. do grobowca Tutanchamona. Pierwsze piekarnie zaczęły powstawać w Grecji oraz w Italii, między 500 i 100 r. p.n.e.

* * *

W średniowieczu spożycie chleba bywało przyczyną masowych zatruć i halucynacji. Winowajcą był pasożytujący na kłosach żyta sporysz, który po mieleniu trafiał razem z mąką do pieczywa.

* * *

Jedyne w Polsce Muzeum Chleba znajduje się w Radzionkowie, koło Bytomia. Można tam poznać rodzime tradycje wypieku chleba i zobaczyć dawne maszyny piekarskie.

* * *

Najbardziej oryginalne „pieczywo” można skosztować w Libii. Gdy nastaje plaga szarańczy, ludność zbiera tam owady do worków, suszy, miele i z tej „mąki” wypieka chleb – podobno o smaku pikantnego ciasta z mięsem.

* * *

Patronem piekarzy jest św. Klemens, którego święto przypada na 15 marca. W niektórych miastach Europy piekarze rozdają w tym dniu wiernym darmowe bułki.

* * *

Zarówno chleb, jak i bułki, przybierają czasami nietypowe kształty. W dawnej Łodzi można było np. kupić pieczywo w kształcie listka koniczyny, a Kazimierz nad Wisłą do dzisiaj słynie z bułek w kształcie kogucików. Ciekawą historię ma też zwykły rogalik. Po raz pierwszy upiekli go w 1217 roku wiedeńscy piekarze. Podarowali wtedy pieczywo w kształcie półksiężyców rycerzom wyruszającym na wyprawę krzyżową.

* * *

W większości prywatnych piekarni w Warszawie można zamówić oryginalne chleby ze zdobieniami. Wypieki w kształcie żółwi, misiów czy serc znakomicie nadają się na okolicznościowy prezent – np. na urodziny. Unikalne bochenki są przy tym tanie – kosztują zwykle tylko kilka razy drożej od zwykłego chleba.

Przykładowe ceny chleba w supermarketach:

Carrefour:
Ciemny (500g) – 1,50 zł
Wiejski (800g) – 3,40 zł
Staropolski (700g) – 2,40 zł
Słonecznikowy, sojowy (500g) – 1,95 zł
7 ziaren (500g) – 2,40 zł
Pasteryzowany pumpernikiel z rodzynkami (200g) – 1,85 zł

E. Leclerc:
Żytni razowy (500g) – 1,69 zł
Wiejski (500g) – 1,65 zł
Staropolski (500g) – 1,65 zł
Słonecznikowy, sojowy, siemieniowy (250g) – 2,50 zł
Z pestkami dyni, z orzechami ziemnymi (250g) – 2,55 zł
Z otrębami, płatkami owsianymi (500g) – 2,40 zł
Pumpernikiel (200g) – 1,75 zł
Pszenny pełnoziarnisty (600g) – 2,99 zł

W CHLEBIE JEST NASZA WIEDZA I SERCE

Rozmowa z Bogdanem Mamajem, Starszym Cechu Piekarzy M. St. Warszawy

TO: Czy polski chleb różni się od pieczywa z innych części świata? Czy jest wyjątkowy?
BM:
Generalnie pieczywo można podzielić na trzy grupy. Chleb wschodni – arabski i indyjski – to głównie placki, podpłomyki, wypieki z najróżniejszych mąk, np. kukurydzianej czy z manioku. Z kolei chleb amerykański i zachodnioeuropejski jest w zastraszający sposób nafaszerowany chemią: środkami przyspieszającymi fermentację, regulującymi wypiek itp. Tam produkcja polega już właściwie tylko na nalaniu wody, dodaniu mąki i odpowiedniego proszku, który załatwia całą resztę. Piekarze czasami nawet nie mają styczności z chlebem, bo wszystko robią za nich maszyny. .Natomiast w krajach Europy Środkowej, w Niemczech i częściowo we Francji wciąż jeszcze istnieje tradycyjna produkcja rzemieślnicza. Dlatego w Polsce piekarz może w chleb „tchnąć ducha”, oddać pieczywu swoją wiedzę i serce.

TO: A czy chleb różni się też w zależności od regionu Polski?
BM:
Tak, każdy region ma jakieś charakterystyczne pieczywo, ale zwykle są to wypieki okolicznościowe i robione w małych ilościach – np. bułki „marcinki”, które pojawiają się w Poznaniu raz do roku z okazji odpustu św. Marcina. Takich wyrobów są w Polsce setki, ich nazwy najczęściej wiążą się z miejscowościami, w których powstają, ale skład jest ten sam. Gdyby postawić na jednej półce chleb „mazowiecki”, „krakowski” czy „lubelski”, to będą się różniły ceną i może kształtem, ale nie smakiem.

TO: Po jakie pieczywo najchętniej sięgają klienci?
BM:
W tej chwili ludzie szukają wszystkiego, co tradycyjne, ekologiczne i zdrowe. Piekarze wygrzebują receptury z zamierzchłych czasów, ale ich zastosowanie jest dzisiaj bardzo trudne. Nie ma już drewnianych niecek do fermentacji czy np. mąki takiej, jak sto lat temu. Chleba nie piecze się też na liściach chrzanowych, jak to robiły nasze babcie, bo wtedy plantacje chrzanu musiałyby zastąpić plantacje pszenicy. Dlatego zdecydowana większość nazw w rodzaju „chleb dziadunia”, „prababci” czy np. „starej cyganki”, który sam robię, to tylko chwyt reklamowy.

TO: A pieczywo ekologiczne?
BM:
Bardzo modny jest teraz chleb ze wszelkiego rodzaju niezbożowymi dodatkami, jak orzechy, śliwki, rodzynki, słonecznik, soja, mak. Z jednej strony, choć te wyroby stanowią tylko ułamek produkcji, pozwalają piekarzom podreperować finanse – chleb ze śliwką jest przecież dużo droższy od zwykłego. Natomiast z drugiej, pieczywo z dodatkami bardzo chwalą lekarze. Chleb jest dla nas podstawowym artykułem żywnościowym: przeciętnie zjadamy go aż 90 kg rocznie. Jeśli więc świadomie dodamy do tego wartościowe ziarna czy orzechy, to na pewno wyjdzie to ludziom na zdrowie.

TO: Czy w ostatnich latach zmienił się stosunek Polaków do chleba? Dawniej wiązało się z nim wiele tradycji, a także szacunek.
BM:
Od jakiegoś czasu pieczywo jest spychane na sam dół piramidy cenowej. Chleb jest tani, a tego co tanie po prostu się nie szanuje – taka już jest mentalność ludzi. Ale tradycje, oczywiście, wciąż istnieją. W mojej piekarni bardzo często robię np. wszelkiego rodzaju chleby okolicznościowe: z okazji imienin, wesel, chrztów, komunii świętych.

TO: I jak wygląda taki chleb na imieniny?
BM:
Może mieć jakiś szczególny kształt, poza tym napis „sto lat”, albo jakieś kwiatki, ornamenty czy figurki. Ubieramy chleb ozdobami z tzw. martwego ciasta. Robi się je z mąki, wody i soli, ale nie poddaje fermentacji, przez co daje się łatwo kształtować i nie zmienia później objętości. Do takich ozdobnych bochenków potrzebne są zdolności manualne.

TO: Należy Pan do Cechu Piekarzy – jak daleko sięgają jego tradycje?
BM:
Cech Piekarzy istnieje w Warszawie już ponad 500 lat. W okresie międzywojennym było nawet kilkanaście cechów, podzielonych głównie wg narodowości i religii. W czasie okupacji ich działalność zawieszono, a piekarnie były pod ścisłym niemieckim nadzorem. Za „nielegalną” produkcję chleba można było nawet trafić do obozu koncentracyjnego i stracić życie. Ale choć trzeba było rozliczać się z każdego deka mąki, wiele piekarni i tak znajdowało sposób, by pomagać biednym i rozdawać chleb za darmo.

„DMUCHANE” GÓRĄ

Rozmowa z Jerzym Gutkowskim, właścicielem firmy Piekarnie Gutkowski

TO: Czy w piekarnictwie panują jakieś mody? I czy przy całej masie bułek i bułeczek, klienci nie zapomną w końcu o zwykłym chlebie?
JG:
Tak, bywają różne mody, ale dość szybko się kończą. Na początku lat 90. bardzo popularne były np. bagietki, a później prawie o nich zapomniano. Potem pojawiły się też bułki z serem i z cebulą. Teraz nasza piekarnia w pewien sposób „lansuje” modę na pieczywo półcukiernicze: wszelkiego rodzaju słodkie bułeczki z kruszonką i nadzieniem. Ale ludzie i tak zawsze wracają do tradycyjnego chleba.

TO: Pana firma reklamuje się hasłem „pieczywo bez polepszaczy”. Czym są te polepszacze i dlaczego tak ich Pan nie lubi?
JG:
Polepszacze to preparaty otrzymywane drogą obróbki chemicznej, które wpływają na poprawę wyglądu chleba. Pieczywo dzięki nim jest większe, ale moim zdaniem, ma jednak gorszy smak. Taki „dmuchany” chleb da się jakoś zjeść na świeżo, ale potem robi się zupełnie nieapetyczny. Poza tym polepszacze to jednak ingerencja w naturalne surowce, które od wieków stosowano do wypieku – to po prostu coś sztucznego. A nasza firma, jeszcze przedwojenna, bardzo sobie ceni tradycje.

TO: Jak po wyglądzie chleba rozpoznać, czy zawiera polepszacze?
JG:
Najlepiej spojrzeć na wagę pieczywa i porównać z jego objętością – chleby z polepszaczem są o 10-20% większe od tradycyjnych.

TO: Czy chleb bez „chemii” jest teraz na rynku wyjątkiem?
JG:
Tak, bo gdy trzeba sprzedać towar, jego dobry wygląd bardzo się liczy, dlatego większość piekarni używa polepszaczy. I ta tendencja będzie się umacniać, bo małe, tradycyjne piekarnie są wypierane przez zakłady działające przy hipermarketach – w samej Warszawie zamknięto przez to kilkanaście firm. Za kilka lat klienci być może nie znajdą pieczywa bez polepszaczy. W hipermarketach nikt nie będzie się bawić np. w robienie chleba żytniego pytlowego, który w mojej firmie powstaje na naturalnym kwasie, praktycznie bez drożdży. W dużej piekarni nikt nie poczeka, aż mąka sama sfermentuje. Aby zaoszczędzić na czasie, dodawane są do niej sztuczne kwasy. Jak znikną piekarnie z tradycjami, to klienci stracą przez to prawo wyboru.