0,00 zł

Brak produktów w koszyku.

Strona główna Blog Strona 238

Szkoły tańca – Przetańczyć całą noc

Karnawał to przede wszystkim szaleństwo na parkiecie. Wystarczy kilka godzin, by nawet na podstawowym kursie tańca przypomnieć sobie kroki nie tylko rock and rolla, ale także walca,
cza-czy albo samby.

Przeciętny kurs trwa około dwóch miesięcy. W tym czasie można poznać trzy podstawowe grupy tańca: standardowe tańce towarzyskie, latynoamerykańskie i dyskotekowe.
– Trudno wymienić taniec, który cieszyłby się wśród kursantów największym zainteresowaniem. Niektórzy chcą nauczyć się tanga, walca wiedeńskiego, czy fokstrota, inni wolą tańce latynoamerykańskie np. cza-czę i rumbę – wyjaśnia Iwona Ciok, właścicielka warszawskiego Centrum Tańca „Swing”.
Od kilku lat coraz większą popularność zdobywają także tańce dyskotekowe, w tym disco samba czy swing. Mają one na tyle uniwersalne kroki, że znając je można zatańczyć większość dyskotekowych przebojów.
Kursy tańca organizowane są dla wszystkich grup wiekowych, mogą zapisać się zarówno dzieci, młodzież, jak i dorośli. Instruktorzy uważają, że prawie każdego można nauczyć tańczyć – na całkowity brak talentu cierpi niewiele osób. Tym, którzy mają chociaż odrobinę poczucia rytmu i słuchu muzycznego, wystarczy kilka godzin rzetelnej nauki, żeby poznać podstawowe zasady, nawet bardzo skomplikowanego tańca. I choć w większości współczesnych dyskotek trudno zatańczyć tango czy cza-czę, zainteresowanie kursami tańca towarzyskiego z roku na rok wzrasta.
– Od dawna marzyłam, aby nauczyć się walca i to marzenie wreszcie się spełniło. Poprawiła się również moja kondycja fizyczna. Taniec odstresowuje. Po półtoragodzinnej lekcji czuję się wypoczęta, przede wszystkim psychicznie. Poza tym poznałam tutaj wiele sympatycznych osób. Tańczyć z nimi to prawdziwa przyjemność – wyjaśnia Ilona Klimek, która skończyła kurs w warszawskiej Akademii Tańca.
Po kursie podstawowym naukę można kontynuować w grupach średniozaawansowanych i zaawansowanych. Dla tych, którzy chcą podszkolić się w tańczeniu przed karnawałem, organizowane są kursy przyspieszone (trwają ok. 2 tygodni). Można zapisać się również na lekcje indywidualne lub skorzystać ze specjalnej oferty szkół tańca, przeznaczonej dla grup zorganizowanych, np. pracowników firm. W takim przypadku program nauki ustala się indywidualnie z instruktorem.

Szkoły tańca

Szkoła Tańca Zbigniewa Wardyńskiego, Warszawa ul. Polna 5, kursy dla początkujących i zaawansowanych – 150 zł od osoby za miesiąc nauki(do trzech lekcji tygodniowo), lekcje indywidualne – opłata za jedną godzinę zegarową wynosi 120 zł os osoby, 100 zł od pary.
Centrum Tańca „Swing” Warszawa, ul. Pabla Nerudy 1, Dom Kultury Chomiczówka, kursy tańca towarzyskiego- 150 zł od osoby za 8 lekcji (w ciągu dwóch miesięcy).
„Wigor” Szkoła Tańca Towarzyskiego, Gdańsk ul. Marusarzówny 10, zajęcia odbywają się raz w tygodniu po dwie godziny. Cena za dwie godziny – 8 zł od osoby.

Szkoła Tańca „Jast”, Wrocław, ul. Siemieńskiego 17/5, kurs podstawowy dla dorosłych 160 zł od osoby ( obejmuje 16 lekcji).
Szkoła Tańca Towarzyskiego, Wrocław, ul. Studzienna 3/22, lekcje indywidualne- 60 zł za godzinę lekcyjną od pary.

Nowości

0

Truskawkowe usta

Smak nowej pomadki do ust Nivea Lip Care Strawberry jest aromatycznie truskawkowy. Jak obiecuje producent, za sprawą witaminy E, olejku jojoba, migdałowego i masła Shea po posmarowaniu ust ich skóra stanie się miękka i nabierze delikatnego połysku.
Cena: 8 zł/4,8 g

Krem dla pięt

Kolastyna wprowadziła nowy krem do stóp na pękające pięty. Dzięki alantoinie i olejowi z kiełków pszenicy skóra na stopach staje się miękka i nawilżona, a dodatek D-pantenolu oraz witaminy A hamuje pękanie pięt – zapewnia producent. Krem nadaje się również do pielęgnacji szorstkiej skóry na łokciach.
Cena: 7,50 zł/50 ml

Wonny ekstrakt lata

Palmolive Summer Melon Fragrance i Palmolive Raspaberry Fragrance dołączają do rodziny mydeł glicerynowych Palmolive. Jedno ma zapach arbuza, drugie – malin. Gliceryna zawarta w mydłach ma nawilżać i pomagać w utrzymaniu gładkości skóry.
Cena : 1,99 zł/100 g

Folacyna w kremie

Folacyna, czyli kwas foliowy to składnik kosmetyków z nowej serii Dr Ireny Eris adresowanych do kobiet po 30. roku życia. Jak twierdzi producent, folacyna ułatwia wzrost komórkom skóry i przedłuża ich życie.
Ceny:
regenerujący krem pod oczy – 15,50 zł/30 ml
regenerujący krem do twarzy i na szyję – 15,80 zł/50 ml
maseczka aktywnie regenerująca – 12,70 zł/75 ml

Rozmowy, zdjęcia i gry

M50 to telefon komórkowy Siemens, w którym postawiono na wzornictwo i rozrywkę. Obsługuje technologię Java i zapewnia użytkownikowi swobodę i elastyczność w wyborze pobieranych z internetu gier i aplikacji. Nowy model obsługuje również wiadomości EMS, czyli SMS-y uzupełnione o dźwięk i obraz oraz jest wyposażony w specjalną funkcję Calling Images (twarze dzwoniących), dzięki której w telefonie można zapisywać obrazki i przypisywać je wpisom książki telefonicznej. M50 waży ok. 97 g.
Cena: 890 zł

Owocowy pocałunek i likier irlandzki

Do linii herbat owocowych Teekanne dołączyła nowość: Fruit Kiss – połączenie smaków wiśni i truskawek. Na rynku pojawiła się też nowa herbata Teekanne Irish Cream wzbogacona aromatem likieru irlandzkiego.
Ceny:
Friut Kiss – [..] zł/20 sztuk
Irish Cream – […] zł/25 sztuk

Mleczko i Coca-Cola

W sklepach Krakowa pojawiły się butelki Coca-Coli z rysunkiem Lajkonika, autorstwa Andrzeja Mleczki. Lajkonik, symbol regionu małopolskiego, został wybrany na stworzoną po raz pierwszy w Polsce lokalną etykietę butelki Coca-Coli! Zabawne ilustracje przygotowane przez Andrzeja Mleczkę nawiązujące do znanych krakowskich legend będzie można znaleźć także na promocyjnych szklankach.

Dwie szczoteczki

Oral-B oferuje od września promocję – 2 szczoteczki w cenie 1. Dla konsumenta oznacza to 50% upustu. Promocją objęte są najlepsze modele szczoteczek Oral-B: CrossAction oraz Advantage w różnych wersjach kolorystycznych.

Słodki kubek galaretki

Gellwe wprowadza galaretkę, która – jak zapewnia producent – żeluje już w 15 minut. Galaretka jest kontynuacją serii Słodki Kubek. Produkt ukaże się w trzech smakach: pomarańczowym, truskawkowym i wiśniowym.

Uwaga złodziej! – Alarmy

0

Urządzeń powszechnego użytku służących do alarmowania lub powiadamiania o niebezpieczeństwie jest na rynku niewiele. Niekiedy ich nie widać, bo są tak małe. A poza tym – czy się o nie w ogóle pytać, skoro nie wiadomo, czy istnieją?

Tak czy owak sporadycznie można się na nie natknąć. Jeśli nie w sklepie, to na pewno w katalogach i folderach różnych firm (Conrad Electronic, Vivanco, Philips).

Kontrola dziecka i nie tylko

Najczęściej widywane urządzenie to tzw. „Baby sitter”, „Baby alarm”, „Baby ton” itp. do nadzorowania niemowląt. Składa się z dwóch części: nadajnika i odbiornika, które mogą być zasilane z sieci, baterii lub akumulatorków. Nadajnik umieszczony blisko dziecka może być włączony cały czas lub aktywowany głosem (oszczędność baterii). Odbiornik w innym pomieszczeniu może stać na stole, wisieć na ścianie lub być noszony przez opiekuna. Do wyboru są urządzenia przewodowe i bezprzewodowe (radiowe). W przypadku bezprzewodowych zasięg działania wynosi nawet do ok. 400 m w zależności od mocy nadajnika i warunków zabudowy. Pozwala to na spokojne pójście do pobliskiego sklepu lub do sąsiada. Aby zabezpieczyć się przed wpływem drugiego podobnego zestawu używanego przez kogoś w pobliżu, niektóre modele posiadają przełącznik kanałów. Można nim zmieniać częstotliwość nadawania. Są też modele wyposażone w specjalne elektroniczne układy zabezpieczające przed zakłóceniami pochodzącymi od obcych urządzeń elektrycznych. Wszystkie te urządzenia pracują na częstotliwości dozwolonej dla amatorów (27 MHz) i mają moc nie większą niż 10 mW, a więc nie wymagają żadnego pozwolenia na ich używanie. Warto wspomnieć, że takie zestawy mogą być stosowane z powodzeniem także do nasłuchu chorego.

Inne z kolei urządzenia to minialarmy do ochrony mienia i ostrzegacze o napadzie. Oto niektóre z nich:

Alarm rowerowy

Jest to niewielkie pudełko z układem elektronicznym i stalową linką do zabezpieczania roweru lub motocykla. Po zaparkowaniu i założeniu pętli z linki, uaktywnia się system czuwania. Przecięcie linki lub wstrząśnięcie rowerem powoduje uruchomienie głośnego alarmu o dynamice ok. 120 dB. Jest to dostateczna głośność, aby zwrócić uwagę właściciela będącego akurat np. w sklepie. System zasilany jest bateriami.

Alarm torebkowy (saszetkowy)

Mały sygnalizatorek akustyczny z baterią umieszczamy w torebce. Do alarmu włożona jest malutka wtyczka na łańcuszku, której drugi koniec trzymamy w ręku lub mocujemy do ubrania, paska itp. Wyrwanie torebki przez złodzieja powoduje wyrwanie wtyczki i uaktywnienie syrenki, dzięki czemu od razu można zidentyfikować napastnika i to nawet w tłumie.

Alarm napadowy

Umieszcza się go w mieszkaniu przy drzwiach wejściowych. Działa na tej samej zasadzie, co poprzedni. Kiedy otwieramy drzwi obcej osobie, trzymamy zawleczkę w ręku. Jeśli intruz wepchnie domownika do środka, wyrwana zawleczka uaktywni głośny alarm, co pozwoli na natychmiastową reakcję sąsiadów i odstraszy napastnika.

Alarm drzwiowy magnetyczny

Składa się z dwóch części. Magnesika przymocowanego do skrzydła drzwi oraz styków z syrenką i bateriami na framudze. Elementy te muszą być tak umieszczone, aby przy zamkniętych drzwiach były bardzo blisko siebie (do kilku milimetrów). W takiej pozycji przy zamkniętych drzwiach magnes przyciąga styki elektryczne. Po otwarciu drzwi styki są rozwierane i uaktywniają układ elektroniczny powodujący włączenie syreny ostrzegawczej. Taki alarm używany jest głównie na noc w czasie obecności domownika.

Alarm drzwiowy stykowy

Działa na zasadzie umieszczenia w szczelinie drzwi i framugi sprężystych styków, które po otwarciu drzwi wypadają i zwierając się uruchamiają syrenę alarmową. Ten alarm też stosuje się w czasie obecności domownika.

Alarm drzwiowy klamkowy

Syrenka z bateriami umieszczana jest na metalowym łańcuszku i na metalowej klamce (nie nadaje się do klamek plastikowych). Dotknięcie klamki z drugiej strony drzwi powoduje zadziałanie alarmu, który reaguje na tzw. napięcie dotykowe dłoni. Wadą takiego rozwiązania jest fakt, że dłoń nie może być w rękawiczce.

Gongi sklepowe

Są to małe sygnalizatory z czujnikiem ruchu, które informują obsługę na zapleczu sklepu o wejściu klienta.

Sygnalizator „szczekający pies”

To głośnik z układem elektronicznym imitującym szczekanie psa. Może być uruchamiany np. dzwonkiem mieszkaniowym w czasie nieobecności właściciela lub czujnikiem ruchu zamontowanym na zewnątrz domu czy magazynu.

Kamera widzi wszystko

Do nadzoru dziecka lub małego sklepu można zastosować bardzo łatwy w montażu zestaw monitorujący składający się z malutkiej kamery, monitorka i zasilacza. Całość łączy się przewodami z odpowiednio zakończonymi wtykami. Istnieje też możliwość podłączenia kamery do posiadanego telewizora.

Wizjery drzwiowe rozmówne

Montuje się je w drzwiach wejściowych wraz z malutkimi mikrofonami i głośniczkami po ich obu stronach. Jeśli chcemy rozmawiać z gościem bez otwierania drzwi, wystarczy nacisnąć przycisk na wewnętrznym urządzeniu. Rozwiązanie takie pozwala też na podsłuch klatki schodowej w innych podejrzanych sytuacjach.

Systemy rozbudowane

Oprócz prostych, opisanych tu alarmów, można też zamontować rozbudowany system alarmowy zawierający centralę alarmową, czujniki magnetyczne, czujniki ruchu, syreny alarmowe zewnętrzne i wewnętrzne, włączniki napadowe, szyfratory, powiadamiacze telefoniczne lub radiowe. System może być przewodowy lub bezprzewodowy w zależności od zasobności portfela i tego, czy mamy chęć na okablowywanie domu lub mieszkania. Całość zasilana jest buforowo z sieci i specjalnych akumulatorów. Wszystkie urządzenia zabezpieczone są tzw. układem antysabotażowym, który powoduje alarm w momencie próby demontażu jakiegokolwiek elementu systemu. Instalacja taka powinna być jednak wykonana przez specjalistę o dużej praktyce. Kierowanie się w tym wypadku ceną i zamontowanie byle jakich nieatestowanych urządzeń przez instalatora bez rekomendacji mija się z celem. Alarm będzie włączał się wtedy, kiedy nie trzeba, a rozmieszczenie urządzeń może być niezgodne z wymogami i jakże często ze zdrowym rozsądkiem.

Wiele hałasu o nic?

0

Ruch uliczny, kluby nocne, sprzęt RTV i AGD, telefony komórkowe, alarmy samochodowe, roboty drogowe i budowlane, odkurzacze, szczekanie psa sąsiadów – nasze codzienne życie wypełnia hałas, który dla wielu staje się nie do zniesienia.

Badania przeprowadzane ostatnio w Anglii przez Departament ds. Środowiska i Żywności wykazały, że hałas zakłóca życie domowe 21% ludzi, 45% ankietowanych przeszkadzały odgłosy ruchu ulicznego, a 37% drażnił hałas dochodzący z mieszkań sąsiadów. Natomiast nieoczekiwanie okazało się, że poziom natężenia hałasu niewiele się zmienił w ciągu ostatnich 10 lat.

Hałas jest coraz częściej postrzegany jako problem zdrowia publicznego. Komisja Europejska szacuje, że 1/5 mieszkańców Europy jest narażona na niedopuszczalny poziom natężenia hałasu. Kraje członkowskie zostały zobowiązane do określenia natężenia hałasu we wszystkich większych miastach, na drogach, dworcach i lotniskach oraz do podjęcia kroków w celu poprawy sytuacji w najbardziej hałaśliwych miejscach do końca 2008 r.

UWAGA NIE TYLKO NA USZY!

Okazuje się, że hałas nie oddziałuje jedynie na nasze uszy. Stephen Stanfield, psychiatra z Londyńskiego Szpitala Św. Bartłomieja, uważa, że hałas może podwyższyć ciśnienie krwi i przyśpieszyć puls w wyniku reakcji obronnej organizmu na stres wywołany hałasem. Istnieje zatem pewien związek pomiędzy hałasem a chorobami układu krążenia. Życie w hałasie, np. mieszkanie na trasie przelotu samolotów, może być również przyczyną bólów głowy, zaburzeń snu, wzmożonej nerwowości lub stresu. Badania przeprowadzone przez profesora Stanfielda w połowie lat 90. wykazały, że uczniowie szkoły znajdującej się w pobliżu lotniska Heathrow mieli sześciomiesięczne opóźnienie w realizacji programu szkolnego w porównaniu z uczniami szkół w spokojniejszej okolicy. Okazuje się, że hałas utrudnia wykonywanie skomplikowanych zadań wymagających analizowania kilku rzeczy jednocześnie.

Szkodliwy wpływ hałasu na nasze zdrowie udowadniają badania dotyczące związku hałasu z uczuciem rozdrażnienia, jakie wywołuje on u ludzi. Rodzaj hałasu oraz jego natężenie decyduje o tym, czy może on pogorszyć nasze samopoczucie, np. niepożądany hałas o sile 55 decybeli – zatem niższej od spokojnej rozmowy – może wywołać u nas rozdrażnienie. Mimo iż badania wykazują, że stopień natężenia hałasu we współczesnym świecie wcale nie wzrasta, to często pomija się fakt, że rośnie jego częstotliwość oraz zasięg, przez co coraz trudniej jest nam się przed nim schronić. Obecnie maleje liczba spokojnych zakątków. Poza tym zmiana naszego stylu życia sprawiła, że hałas stał się dla nas większym problemem. Żyjemy w społeczeństwie aktywnym 24 godziny na dobę – ani w ciągu dnia, ani nocy nie ma już właściwie okresu zupełnej ciszy.

NOCNE KLUBY

Niechciany hałas wpływa negatywnie na komfort naszego życia. Nasz słuch może jednak najbardziej ucierpieć, kiedy sami decydujemy się przebywać w hałaśliwych miejscach. Badania przeprowadzone w 2000 r. przez Angielski Instytut Badania Słuchu wykazały, że poziom natężenia hałasu w nocnych klubach oraz innych publicznych miejscach spotkań młodych ludzi wzrósł trzykrotnie od początku lat 80. Aż 66% klubowiczów skarżyło się na tymczasowe problemy ze słuchem. Zdaniem Ann Hunter z Angielskiego Królewskiego Instytutu Osób Niesłyszących (RNID) młodzi ludzie coraz częściej bawią się w klubach, wiec regularnie przebywają w zbyt dużym hałasie, co może mieć negatywne skutki w przyszłości. Poziom natężenia hałasu w klubie nocnym może osiągnąć 105 decybeli, co odpowiada sile hałasu wywoływanego przez młot pneumatyczny.

Problem hałasu nie dotyczy tylko klubów nocnych. W restauracjach i barach, zapanowała moda na utwardzone powierzchnie, które odbijają dźwięk oraz zwielokrotniają jego siłę. Poziom natężenia hałasu, na który często narażeni są klienci restauracji i barów, normalnie wymagałby noszenia specjalnych ochraniaczy w miejscu pracy.

Głośne fakty

– Poziom natężenia hałasu jest mierzony w decybelach. Poziom natężenia podwaja się co 10 decybeli.
– 60 decybeli wynosi poziom natężenia hałasu przy spokojnej rozmowie
  80 decybeli to siła krzyku
  110 decybeli wynosi natężenie hałasu młota pneumatycznego
  140 decybeli to próg bólu
– Przebywanie w hałasie o natężeniu powyżej 85 decybeli może uszkodzić słuch. Zgodnie z prawem pracodawcy muszą ocenić ryzyko i zaopatrzyć pracowników w ochraniacze, jeśli poziom natężenia hałasu w miejscu pracy wynosi lub przekracza 85 decybeli.
– Do utraty słuchu dochodzi w wyniku uszkodzenia przez fale dźwiękowe komórek czuciowych w uchu wewnętrznym, które przesyłają impulsy do mózgu.
– Problemy ze słuchem (dzwonienie w uszach, przytępiony słuch) są często chwilowe, ale mogą pojawić się na stałe, jeśli przebywa się bez przerwy w dużym hałasie. Jednorazowy hałas o bardzo dużym natężeniu, np. wystrzał z broni, również może spowodować trwałą utratę słuchu.

Modny hormon – melatonina

Melatoninie przypisywano kilka lat temu cudowne właściwości. Miała hamować proces starzenia, zwiększać odporność organizmu na wiele chorób, regulować sen, działać antykoncepcyjnie. Największą karierę melatonina zrobiła w Stanach Zjednoczonych. Nazywano ją „tabletką stulecia” i „hormonem młodości” wierząc, że dzięki niej będzie możliwe odmłodzenie i przedłużenie ludzkiego życia. Teraz preparat pojawił się również na polskim rynku.

Cudowna kuracja?

Wszystko zaczęło się sześć lat temu, kiedy Walter Pierpaoli, włoski specjalista w dziedzinie gerontologii i neuroimmunologii oraz William Regelson, amerykański naukowiec w dziedzinie onkologii, mikrobiologii i geriatrii, wydali książkę „Cud melatoniny”. Na podstawie wieloletnich badań uznali, że od szyszynki, niewielkiego gruczołu znajdującego się pod korą mózgową, zależy tempo starzenia się organizmu. W wieku 55-60 lat szyszynka produkuje o połowę mniej melatoniny niż 20 lat wcześniej, co łączy się z przyspieszonym procesem starzenia. Naukowcy wyciągnęli na tej podstawie wniosek, że przyjmowanie regularnych dawek melatoniny mogłoby zahamować starzenie się naszego organizmu. Eksperymenty, jakie W. Pierpaoli i W. Regelson przeprowadzili na myszach, dawały rzeczywiście podstawy, by tak sądzić. Zwierzęta poddane kuracji melatoniną odmłodniały, poprawił się ich wygląd oraz kondycja fizyczna. Wykazywały się również wyższą aktywnością seksualną, poza tym żyły o 6 miesięcy dłużej niż myszy, którym hormonu nie podawano.

Rezerwa naukowców

Badania włosko-amerykańskiej pary naukowców doprowadziły do pojawienia się dalszych przypuszczeń, że melatonina może wzmacniać nasz układ immunologiczny, zapobiegać chorobom nowotworowym, cukrzycy, schorzeniom oczu, obniżać poziom cholesterolu. Problem w tym, że trudno było (i nadal jest) wszystkie te rewelacje udowodnić, dlatego bardziej sceptycznie do właściwości melatoniny podeszli specjaliści europejscy. W Niemczech ostrzegano przed przyjmowaniem hormonu przez kobiety w ciąży oraz przez alergików. Europejskie Towarzystwo Szyszynkowe wydało komunikat, że zażycie melatoniny o nieodpowiedniej porze może przyczynić się do rozregulowania naszego rytmu biologicznego. Rezerwa naukowców wynika przede wszystkim z tego, że nadal nie przeprowadzono szczegółowych badań wpływu dodatkowej porcji melatoniny na ludzi. Nie wiadomo prawie nic o długofalowych skutkach jej przyjmowania oraz czy melatonina oddziałuje tak samo na ludzi, jak na przetestowane myszy.
Nie ulega natomiast wątpliwości, że hormon sprawdza się jako środek regulujący cykl dobowy organizmu. Z badań przeprowadzonych na ten temat wynika, że zażywanie melatoniny pomaga w przypadku bezsenności. Dlatego w Stanach Zjednoczonych przyjmuje ją kilka milionów osób, a w naszym kraju, choć jest od niedawna, ok. 6%, tych, którzy mają kłopoty z zaśnięciem.

Lek czy środek spożywczy

Na polski rynek melatonina wprowadzona została ponad rok temu, choć już w 1996 roku kilka firm farmaceutycznych podjęło próbę jej rejestracji. Zgody nie wyraziło wówczas Biuro Rejestracji Środków Farmaceutycznych i Materiałów Medycznych. Rejestracja melatoniny jako leku udała się w 2000 roku. Na ulotce musiała się jednak pojawić informacja, że hormon może powodować bóle głowy, ospałość, depresję, przyspieszać akcję serca. Nie zaleca się jej stosowania w przypadku kobiet w ciąży lub planujących ciążę oraz u osób ze schorzeniami wątroby. Po zażyciu melatoniny nie powinno się również prowadzić samochodu, bo może ona obniżać zdolność koncentracji. Tymczasem w listopadzie 2001 roku na nasz rodzimy rynek wszedł kolejny preparat. W tym jednak przypadku jedna z firm farmaceutycznych zarejestrowała go w Głównym Inspektoracie Sanitarnym nie jako lek, ale jako środek spożywczy. W taki sam sposób, czyli jako food suplement, melatonina jest zarejestrowana m.in. w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Holandii. Lekarze przestrzegają: obojętnie czy kupimy melatoninę-lek, czy melatoninę-środek spożywczy należy pamiętać o racjonalnym jej dawkowaniu.

Rozmowa z doktorem Michałem Skalskim, psychiatrą, specjalistą z dziedziny medycyny snu, który pracuje w Poradni Leczenia Zaburzeń Snu przy Klinice Psychiatrycznej Akademii Medycznej w Warszawie.

Świat Konsumenta: Kilka lat temu melatonina została okrzyknięta hormonem młodości. Jaka jest obecnie opinia na ten temat?
Michał Skalski:
W porównaniu z innymi lekami, wiedza na temat działania melatoniny nadal jest mała. Przeprowadzone badania wskazują, że reguluje ona cykl dobowy organizmu, ale nie wiadomo, czy pomaga przy innych zaburzeniach związanych ze snem.

ŚK: Kto może stosować melatoninę?
MS:
Trudno oczekiwać, że melatonina wyleczy wszystkie choroby związane z bezsennością, ale na pewno wspomaga leczenie. Udowodniono, że reguluje rytm dnia i nocy, dlatego preparat mogą stosować niewidomi, którzy dzięki niemu śpią w nocy i normalnie funkcjonują w dzień, a także osoby, które odczuwają dolegliwości związane ze zmianą strefy czasu oraz ci, którzy pracują na zmiany.

ŚK: Czy zażywając melatoninę możemy sobie zaszkodzić?
MS:
Jeżeli stosuje się ją w leczeniu bezsenności, to na pewno ma ona mniej skutków ubocznych niż inne leki nasenne. Melatoninę należy jednak stosować w racjonalnych dawkach, przez kilka tygodni lub miesięcy. Nie ma natomiast danych czy wyników badań, jak wpływa na organizm stosowanie melatoniny przez kilkanaście lat.

ŚK: Czy na Zachodzie melatonina jest nadal tak popularna jak kilka lat temu i czy stosuje się ja wyłącznie do regulacji rytmu snu?
MS:
Na Zachodzie, zwłaszcza w USA, melatoninę traktuje się jak „hormon młodości” i „lek na starość”, choć nadal brak jest ewidentnych dowodów takiego jej działania na ludzi.

Rozmawiała Izabela Orlicz-Rabiega

Melatonina
1 mg – ok. 28 zł (90 tabletek),
3 mg – ok. 17 zł ( 14 tabletek)
3 mg – ok. 34 zł (60 tabletek)
5 mg – ok. 30 zł (30 tabletek)

Mali konsumenci

0

Jak je nauczyć dokonywania wyborów, także tych związanych z zakupami? Jak je uodpornić na wielość towarów i usług, pułapki promocji i ofert, jak nauczyć gospodarowania portfelem?

Dzieci bardzo dobrze czują się w świecie otaczających je przedmiotów. Chwytają rączkami wszystko, co w zasięgu ręki. Pociąga je to, co kolorowe lub znajduje się w ruchu. – Gdy widzą coś, co im się podoba lub przyciąga ich uwagę, może się zdarzyć, że „zadurzą się” w przedmiocie. Rozsądek czy jakakolwiek rozwaga są w tym momencie wyłączone Dziecko myśli tylko o jednym: ono chciałoby to coś po prostu mieć – pisze Andrea Braun, autorka książki „Mniej… to często znaczy więcej”. Warto sięgnąć po tę pozycję. To jeden z nielicznych na polskim rynku wydawniczym poradnik wychowania do bycia konsumentem, przede wszystkim skierowany do rodziców. Po pierwsze autorka zastanawia się, kiedy w człowieku rodzi się potrzeba konsumpcji. Jak to jest, że jedno dziecko jest bardziej wymagające, inne potrafi odmówić sobie wielu rzeczy.

– Konsumpcja jest czymś wszechobecnym, normalnym dla naszego dziecka. Ono w niej wzrasta. Wyczulonym należy stać się dopiero wtedy, gdy konsumpcja telewizyjna czy słodyczy niebezpiecznie się wzmaga. W podobnym przypadku musimy zadać sobie pytanie, czy takie zachowanie konsumpcyjne nie zaspokaja w sposób zastępczy ważnych dziecięcych potrzeb. Niewielu z nich wie, że pomiędzy zachowaniem konsumpcyjnym w dzieciństwie i późniejszym nałogiem istnieje ścisła zależność – przestrzega autorka. Problem pojawia się, gdy z dziećmi jest coś nie tak. Kiedy nadużywają telewizji lub nie mogą obyć się bez pewnych przyjemności.

Bo ja chcę

Oto częsty obrazek ze sklepu: Mama, kup mi to! Ja chcę! U dwu- i trzylatków próby wymuszenia to rzecz normalna. Błagają, proszą, terroryzują rodziców, a jeśli to nie skutkuje, wrzucają rodzicom towar do koszyka. Czasem jest to atak furii i płaczu, ale choć wygląda groźnie, minie. Jednak przy kasie supermarketu prośby naszych dzieci stają się do tego stopnia natarczywe, że nawet najbardziej „uświadomieni” rodzice ulegają i zgadzają się na upragnioną rzecz. W końcu chodzi o parę złotych, dziecko tak bardzo tego chce. Dlaczego mamy powiedzieć dziecku: nie? Małe dziecko nie rozumie, że nie można mieć wszystkiego. Dlatego nie ma sensu mu tłumaczyć, że nie można tego kupić, bo rodzicom brakuje pieniędzy, że przecież ono już ma taką zabawkę itd. Na małego uparciucha nie ma sposobu. Najlepiej wykorzystać rodzicielski autorytet i powiedzieć: nie. Gorzej, jeśli pozwolimy na wszystko – tak poradzimy sobie z dwu-, trzylatkiem, ale niebawem nasze dziecko będzie starsze. I tutaj warto zacząć edukację konsumencką. Po pierwsze trzeba pozwolić dziecku współdecydować o zakupach, oczywiście w symbolicznych granicach. Już banalne pytania: „Jaki kupimy sok: pomarańczowy czy jabłkowy? A może ten – popatrz jest tańszy i jest go więcej?” uczą nasze dziecko dokonywać małych wyborów, a już zwłaszcza, kiedy chodzi o jego własne potrzeby: „Co chcesz, żeby ci kupić: chipsy czy tamte ciastka?” Dziecko zostaje postawione przed dokonaniem wyboru, czuje, że samo powinno zdecydować, na co bardziej ma ochotę. Warto też kierować do niego prośby lub przydzielać zadania: „Wybierz mi najtwardsze pomidory, proszę, przynieś mi reklamówkę, trzymaj wózek” itp. Dziecko ma wtedy wrażenie, że zakupy są także jego udziałem. Coraz częściej dzieci uczestniczą z rodzicami w kupnie samochodu czy sprzętu RTV. Pozwólmy im współdecydować przy wyborze nowego telewizora czy koloru auta. Zakupy mogą być – wbrew opinii kontestatorów konsumpcyjnego stylu życia – świętem rodzinnym i sposobem na edukację naszego dziecka.

A jak to jest z nastolatkami? Wydaje im się, że bez odpowiedniego stroju są nic nie warci na podwórku i w szkole. Trzeba mieć walkmana, telefon, modne markowe ubrania. Dlaczego? Bo inni mają. Małe dzieci, mały problem, duże – trochę większy. Najpierw chodziło o to, jak przekonać je, że nie można mieć wszystkiego. A teraz trzeba je przekonywać, że mieć nie znaczy być. Ale tak jak z małymi dziećmi i ich naturalnym „bo ja chcę” dopiero potem przychodzi zrozumienie, że nie to, co mam, ale to, kim jestem, świadczy o mojej wartości w grupie.

Kieszonkowe – sprawdzony sposób

W edukacji konsumenckiej nie sposób pominąć bardzo ważnego elementu. Od dawien dawna rodzice dają dzieciom kieszonkowe, którym te gospodarują wedle swojego uznania. Dziecko powinno wiedzieć, że z tych pieniędzy musi sfinansować sobie zakup komiksów, łakoci, gadżetów związanych z ulubionymi postaciami telewizyjnymi itp. Niektórzy rodzice decydują się na założenie dzieciom (po skończeniu 13. roku życia) konta w banku. Dzięki temu najmłodsi uczą się posługiwać kartą bankomatową oraz dokonują wypłat bezpośrednio w banku. Niektórym przypominają się też szkolne kasy oszczędności i domowe świnki skarbonki. Po co to wszystko? Dokonywanie wyborów to podstawa dorosłego życia. Im wcześniej nauczą się rezygnować z niektórych przyjemności na rzecz innych, tym łatwiej będzie im podejmować poważne decyzje życiowe i finansowe. Uczymy je też oszczędzania – odkładania pieniędzy na zakup drogich, ale upragnionych rzeczy. Dziecko nie powinno mieć poczucia, że ciągłe wybieranie między np. lodami a zabawką jest czymś złym. Natomiast przyzwyczajanie ich, że zawsze będą miały wszystko, co chcą, wyrządza im dużą krzywdę.

Czas – nic go nie zastąpi

Załóżmy, że nie mamy problemów z pieniędzmi, że maluch może mieć wszystko, czego zapragnie. Jeśli rodzice mają pieniądze, a to, co w życiu najbardziej kochają to swoje dzieci, nic dziwnego, że zrobią wszystko, by miały, co chcą. Tymczasem naszym dzieciom nie chodzi o to, by mieć pokój zapełniony zabawkami i różne pozaszkolne atrakcje. Owszem one to uwielbiają, ale chodzi im przede wszystkim o nas. My również doskonale wiemy, że żadne zabawki nie zastąpią im naszej miłości i czasu wspólnej zabawy. Jednak stanowi to problem większości tzw. bogatych rodzin, w którym oboje rodziców prowadzi intensywne życie zawodowe i często nie ma czasu dla swoich pociech. Kiedy brakuje nam czasu, kiedy jesteśmy zbyt zmęczeni pracą, podsuwamy dzieciom telewizor, zabawki, dzięki czemu mamy je z głowy przynajmniej na jakiś czas. W ten sposób zaspokajamy w zastępczy sposób ich dziecięcą potrzebę kontaktu z nami. Pochłonięte telewizją czy grą komputerową rzeczywiście dadzą nam spokój. Andrea Braun dostrzega związek między późniejszymi uzależnieniami a tym zastępczym zaspokajaniem potrzeb. Z jej badań wynika, że najczęściej po alkohol i narkotyki sięgają dzieci, którym rodzice poświęcali niewiele czasu, dając w zamian rozmaite możliwości zabawy i pozwalali na wszystko. Więc zamiast mówić: chodź, kupię ci zabawkę, zacznijmy proponować dzieciom: chodź, kupimy sobie zabawkę i pobawimy się razem.

Między zabawą a komercją

– Dawniej dzieci miały do dyspozycji więcej wolnych przestrzeni takich jak łąki, ogrody, niezabudowane place. Nawet w mieście zabawa nie była tak niebezpieczna. Kiedyś po szkole znikało się z przyjaciółmi w lesie i wracało do domu po pełnym przygód dniu dopiero przed wieczorem. Parę patyków, trochę liści, jakiś dach czy mały pagórek były wystarczającą zachętą do pełnych fantazji zabaw – pisze Andrea Braun. Oczywiście nie można twierdzić, że dziś dzieci nie potrafią się bawić. Natomiast na pewno mają mniejszy kontakt z naturą, co obserwujemy zwłaszcza w miastach. Kurczą się przestrzenie, gdzie mogłyby się bawić. Pozostają im osiedlowe place. Za to nasze dzieci świetnie znają się na grach komputerowych, bohaterach kreskówek i komiksów, zbierają kupony promocyjne. Powstają nowe centra zabaw, produkcje telewizyjne, słodycze i zabawki. Dzieci nie muszą same organizować sobie zabawy, wymyślać postaci i własnego świata, którym się bawią. One to wszystko mają, trochę jakby narzucone przez rozwijający się rynek.

Dla specjalistów od marketingu to bardzo atrakcyjna grupa docelowa. Ale dla nas, rodziców, to ciągle nasze dzieci. Zależy nam, by były bardziej twórcami niż konsumentami rzeczywistości. Dlatego zamiast telewizji, pokażmy im przyjemność czytania książek. Zamiast gier komputerowych, nauczmy papierowych wycinanek albo origami. Zawsze warto pokazywać inne sposoby spędzania wolnego czasu i to takie, które nie tylko nic nie kosztują, ale uczą twórczego wysiłku, a potem dają ogromną satysfakcję. Nasi mali konsumenci odkryją w końcu, że w życiu najbardziej cenne są te rzeczy, których nie można kupić. A w każdej zabawie chodzi o to, by być razem i cieszyć się sobą.

ciekawostki

0

IDEAŁ SIĘGNĄ… TOALETY
Jedno z niemieckich wydawnictw zapowiedziało drukowanie książek na… papierze toaletowym. Tym samym chce podbić – jakże niedoceniany – rynek czytelników, którzy na sedesie lubią przeglądać np. ilustrowane magazyny. Z konieczności, umieszczone na papierze toaletowym utwory muszą być krótkie. Wydawnictwo zapowiada, że znajdą się na nim m.in. wiersze znanych, niemieckich poetów. Każdy z tytułów będzie drukowany na rolce kilkakrotnie – tak, żeby miały szansę go poznać wszystkie, odwiedzające toaletę, osoby.

SEKS W PLASTERKU?
We francuskich aptekach pojawił się nowy produkt, tzw. „LIBIDOPATCH”. Specyfik z pozoru wygląda jak małe plastry, które pomagają palaczom w rzuceniu papierosów – zamiast nikotyny uwalniają jednak do organizmu hormony. Lek ma pomagać kobietom, które w czasie menopauzy tracą ochotę na seks. Panie, które go używają muszą jednak liczyć się z dość niemiłym skutkiem ubocznym. Ponieważ Libidopatch wydziela „męski” testosteron, mogą mieć problemy z nadmiernym owłosieniem.

BARBIE GWIAZDĄ!
Lalka Barbie stała się prawdziwą gwiazdą – dorównuje już znanym aktorom czy reżyserom. Odciski stóp i dłoni Barbie zdobią od niedawna słynny Hollywood Bulwar w Los Angeles. Ślady w betonie pomogła lalce uwiecznić córka Ruth Handler, projektantki, która przed laty stworzyła popularną zabawkę.

JAMUŻNA PRZEZ TELEFON
Wyznawcy Islamu w Turcji mogą od niedawna składać nakazaną przez religię ofiarę dla ubogich za pośrednictwem… telefonu komórkowego. Aby dać biednym jałmużnę wystarczy wysłać SMS-a za 3,5 euro na numer organizacji, która 60% z owej sumy rozdziela wśród potrzebujących. Nową usługę SMS uruchomiono z okazji Ramadanu.

GUMA NA CENZUROWANYM
Władze Singapuru nowelizowały prawo zakazujące… żucia gumy. Ustawę wprowadzono dziesięć lat temu, gdy rząd uznał resztki gumy za zbyt uciążliwe do sprzątania, a samo jej żucie za nieeleganckie. Od tego czasu sprowadzanie tego towaru do Singapuru było zakazane i karane wysoką grzywną (do 5 tys. dol.) a nawet więzieniem. Teraz prawo zmieniono, gdyż niektóre rodzaje gumy mogą pomagać w rzuceniu palenia lub w walce z próchnicą. Zgodnie z nowelizacją, gumę będzie można kupować w aptekach – wyłącznie na receptę.

SANCTUS INTERNAUTUS?
Hiszpański katolicki serwis internetowy „El angel de la Web” szuka… świętego patrona dla internetu. Głosować można pod adresem http://teleline.terra.es/personal/angerod/home.htm, do końca maja 2003 r. Później wyniki zostaną przekazane do Watykanu. Na razie liderem jest Archanioł Gabriel.

ELEKTRONICZNY PASTUCH DLA… ŚLIMAKÓW
We Francji miłośnicy roślin mogą kupić specjalne ogrodzenie chroniące uprawy przed… atakiem ślimaków. Barierę stanowi taśma o wysokości ok. 15 cm (długość dowolna), podłączona do źródła słabego prądu (urządzenie działa na baterie). Ślimaki, które chcą wpełznąć na zakazany teren rezygnują, gdy tylko czują „dotyk” elektryczności.

ciekawostki

0

O SUCHYM DZIOBIE?

Na Zachodzie pojawił się nowy gadżet dla miłośników roślin. Chodzi o figurkę małego ptaszka (wielkości sikorki), która po wetknięciu do doniczki rozpoznaje, czy ziemia nie jest zbyt sucha. Jeżeli gleba wymaga podlania, ptaszek sygnalizuje to cichym ćwierkaniem. Urządzenie ma wbudowany specjalny czujnik, dzięki któremu reaguje na zmniejszenie oświetlenia i wieczorem automatycznie przestaje działać, więc jego „śpiew” nie budzi właściciela w nocy.

FOTEL Z TRAWY

Po kolejną ogrodniczą nowinkę trzeba udać się do Włoch. Można tam kupić kartonowy szkielet fotela, który po wypełnieniu ziemią i posypaniu nasionami (nasiona w komplecie), już po dwóch tygodniach zamienia się w mebel… z trawy. Wygodny i – co ważniejsze – ekologiczny, w przeciwieństwie do tradycyjnych, plastikowych krzeseł ogrodowych.

ŚWIATEŁKO W TOREBCE

We Francji wynaleziono oświetlaną od wewnątrz torebkę. Urządzenie działa na podobnej zasadzie, jak lampka w lodówce: zapala się, gdy torebka jest otwarta i automatycznie wyłącza, gdy się ją zamyka. Jego wynalazca ma nadzieję, że gadżet przyda się szczególnie kierowcom, którzy w nocy mają czasami problemy z odszukaniem w torbie dokumentów czy np. mapy.

MÓWIĄCA PLAKIETKA

Na Zachodzie pojawiła się moda na „mówiące” plakietki do nagrywania krótkich wiadomości. Urządzenia wielkością nie przekraczają 1/4 pocztówki, a ponieważ są płaskie i lekkie, można je wysyłać w listach. Zaopatrzono je również w magnes, dzięki czemu nadają się do zawieszenia na lodówce. Po naciśnięciu przycisku „rec” można na nich nagrać wiadomość nie przekraczającą minuty, którą następnie równie łatwo można odsłuchać (przycisk „play”) i zastąpić inną. Gadżet kosztuje ok. 7 euro.

BEZPIECZNY BASEN

We Francji wynaleziono dwa urządzenia, które mogą uratować życie tonącym.
Pierwsze jest przeznaczone do basenów prywatnych, zwłaszcza zaś dla rodzin, w których są małe dzieci. Urządzenie, zaopatrzone w specjalny, unoszący się na powierzchni wody czujnik, reaguje alarmem, gdy do basenu wpada duże ciało – np. dziecko lub zwierzę.
Drugi wynalazek powstał z myślą o basenach publicznych. Składa się na niego umieszczona pod wodą kamera oraz komputer, który analizując przekazywany przez nią obraz rozpoznaje, gdy pływak bezwładnie leży na dnie. Alarmuje wtedy ratownika, przy okazji informując, w której części basenu znajduje się zagrożona utonięciem osoba.

PROSTO Z GRZĄDKI?

Najnowsze modele ekologicznych szczoteczek do zębów, dostępne na razie tylko w Belgii, powstają z… warzyw. Do ich produkcji używa się specjalnego, łatwo rozkładającego się plastiku, zbudowanego z substancji występujących w burakach.

INTELIGENTNA SKARBONKA

W Unii Europejskiej pojawiły się skarbonki XXI wieku. Nowy gadżet, oprócz elektronicznego zegara i budzika, ma wbudowane urządzenie, które oblicza wartość wrzucanych do niego monet (niestety, na razie tylko euro). Jak na ironię skarbonki (w kształcie srebrnych kosmonautów) wyprodukowano w Hong Konkgu, gdzie wciąż króluje dolar.

Zawiedzione zaufanie – Deweloperzy

0

Już zbyt wiele osób straciło swoje często z trudem zaoszczędzone pieniądze na kupno wymarzonego domu czy mieszkania. Kto obroni klientów przed nieuczciwością i brakiem profesjonalizmu niektórych deweloperów?

Wskutek informacji o rozgoryczonych klientach firm deweloperskich, elektryzujących co jakiś czas opinię publiczną, pytanie: jak nie dać się wpuścić w budowlany kanał, dręczy coraz więcej osób, które dopiero planują zakup własnej przestrzeni mieszkalnej.

Niepewna budowa

W latach 90. głód mieszkaniowy był duży i deweloperzy sprzedawali wszystkie mieszkania jeszcze przed rozpoczęciem budowy, a dzięki wysokim marżom zarabiali ogromne pieniądze. Nic dziwnego, że chętnych do prowadzenia takiej działalności przybywało i często brały się za nią firmy całkowicie do tego nieprzygotowane ani finansowo, ani fachowo. Nic dziwnego, że pojawili się i zwyczajni oszuści, którzy znikali z gotówką klientów.

Najczęściej jednak bywa po prostu tak, że firma plajtuje w trakcie realizacji projektu, a niedoszłym mieszkańcom często przepadają i domy i wyłożone na ten cel pieniądze – bo są nie do odzyskania, jeśli zarówno firma, jak i jej właściciel mają na swoich kontach jedynie długi.

Niestety, choć deweloping budowlany funkcjonuje u nas już od ładnych paru lat, wciąż brakuje systemowych rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa tego typu transakcji. Nad ich wprowadzeniem dopiero toczą się dyskusje między rządem, bankami a deweloperami. Dialog ten rozpoczął prezes Urzędu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast, Marek Bryx, który wystąpił z projektem ustawy m.in. zabraniającej deweloperom pobierania pieniędzy od klientów przed zakończeniem budowy. Pieniądze trafiałyby na ich konta dopiero po wypełnieniu wszystkich warunków umowy i notarialnym przekazaniu domu czy mieszkania klientowi. Do tego czasu byłyby zdeponowane na specjalnym rachunku powierniczym, np. w banku. Jeśli deweloper nie wywiąże się z umowy, to klient odbiera swoje pieniądze wraz z odsetkami. A jeśli on sam wycofa się z inwestycji, to deweloper ma pewność, że poniesione koszty zostaną mu zwrócone.

Taki instrument rynku finansowego (usługa Escrow) powstał w Stanach Zjednoczonych i przyczynił się tam do rozwoju rynku nieruchomości. – Myślę, że przyszłość należy do takich właśnie niekonwencjonalnych i sprawdzonych już na Zachodzie rozwiązań – twierdzi Józef Wojciechowski, właściciel J.W. Construction Holding S.A. oraz prezes Stowarzyszenia Deweloperów Polskich. – Uważam, że w naszym wspólnym interesie leży danie klientowi pewności, że z jego pieniędzmi nie stanie się nic złego i że otrzyma za nie towar, za jaki zapłacił.

Deweloperzy domagają się jednak w zamian preferencyjnych kredytów, bo przecież musieliby budować z własnych środków. Z tych samych względów ceny mieszkań wzrosłyby prawdopodobnie o co najmniej kilka procent. Nad tym, czy to dużo, czy mało w zamian za bezpieczeństwo, można się zastanawiać. Ale już od maja 2002 r. można korzystać z mieszkaniowego rachunku powierniczego w banku PKO BP [czy w innych też?]. – Jest to usługa całkiem nowa i nieznana na polskim rynku – mówi rzecznik prasowy banku Marek Kłuciński. – Spodziewamy się, że liczba finansowanych w ten sposób mieszkań będzie rosnąć w miarę jak inwestorzy będą coraz bardziej świadomi, że bezpieczeństwo transakcji przyciągnie do nich klientów – dodaje.

Zanim powierzymy budowę

Jeśli jednak nie chcemy czy też nie możemy skorzystać z dobrodziejstw mieszkaniowego rachunku powierniczego, to zanim zdecydujemy, komu powierzymy budowę swojego domu, musimy zrobić kilka rzeczy.

Przede wszystkim sprawdzamy wiarygodność, profesjonalizm i kondycję finansową dewelopera – tak dokładnie jak tylko się da. Podstawowych informacji szukamy w Sądzie Rejestracyjnym lub Komputerowym Banku Informacji o Firmach „Kontrahent” (ul. Bartycka 26, Warszawa, tel. (0-22) 851 14 51). Ustalamy, czy deweloper należy do któregoś ze stowarzyszeń: Krajowa Izba Budownictwa (ul. Zielna 49, Warszawa tel. (0-22) 620 70 82), Krajowy Związek Pracodawców Budownictwa (ul. Elektoralna 13, Warszawa tel. (0-22) 620 31 73), Polski Związek Inżynierów i Techników Budownictwa (ul. Świętokrzyska 14, Warszawa, tel. (0-22) 630 96 23), Polskie Stowarzyszenie Budowniczych Domów (ul. Foksal 2, Warszawa, tel. (0-22) 827 77 50). Sprawdzamy też, czy ma np. ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej od ryzyk budowy. Zasięgamy języka u poprzednich klientów dewelopera, szukamy w internecie, gdzie też można trafić na interesującą wymianę zdań o konkretnych firmach i sposobach prowadzenia przez nie interesów, wybieramy firmy znane i wypróbowane przez innych, [jak np. J.W. Construction, Dom Development S.A., SBM Gawra II]. Im więcej i z różnych źródeł się dowiemy, tym nasza ocena będzie pewniejsza.

Niektóre firmy legitymują się specjalnym certyfikatami dewelopera. Są one przyznawane przez wyłonioną spośród niezależnych ekspertów kapitułę przy Krajowej Izbie Budownictwa. Oceniana jest rzetelność dewelopera, który musi mieć utrwaloną pozycję na rynku, dobrą sytuację ekonomiczno-finansową, gwarancje finansowe, jakie daje klientom oraz bezpieczeństwo prawne. Certyfikaty są co dwa lata weryfikowane, a w efekcie przedłużane, zawieszane lub odbierane. Wydawać by się mogło, że możemy spokojnie odetchnąć i zaufać firmie z certyfikatem. Ale oto w zeszłym roku na liście tych, którym przedłużono ważność certyfikatu, pojawiła się m.in. GK Invest z Bielska Białej. I niemal w tym samym czasie ukazała się informacja, że deweloper wystąpił do sądu o ochronę przed wierzycielami – w pierwszym półroczu zanotował 1,5 mln zł straty, a jego długi wobec innych podmiotów (17 mln zł) dwukrotnie przewyższyły kapitał firmy!

No cóż, w interesach nic nie jest pewne. I niczego nie wolno przyjmować na wiarę. Przed podpisaniem umowy sprawdźmy więc, czy deweloper jest właścicielem gruntu, na którym ma budować. Niech nie uspokaja nas fakt, że są na nim prowadzone już jakieś prace. Może się przecież okazać, że to samowola budowlana, która grozi koniecznością rozebrania budynku.

Pamiętajmy, że z deweloperem podpisujemy umowę cywilno-prawną, więc każdy jej punkt możemy negocjować. Musi się w niej znaleźć nie tylko przedmiot umowy, lecz także opis jakości oraz termin wykonania prac, sposoby spłaty należności, wielkość rat, kar za zwłokę, rodzaj indeksacji itd. Im bardziej szczegółowo tym lepiej. Wszystkie zapisy powinny być jasne i konkretne. Zdarzało się, że firmy podawały zaniżoną „promocyjną” cenę mieszkań, a potem ją podnosiły. Tymczasem cena za m kw. mieszkania podana w umowie z deweloperem jest ceną ostateczną powiększoną tylko o indeksację dokonaną za pomocą wybranego wcześniej wskaźnika:

– wskaźnik GUS, określającym wzrost cen robót i materiałów budowlanych,
– wskaźnik inflacji,
– wskaźnik zmiany kursu walut.

Wyroki Sądu Antymonopolowego są w tej mierze jednoznaczne, sędzia Bogdan Gieżyński w uzasadnieniu pisze: „postanowienia umowy uprawniające już po jej zawarciu do jednostronnego podwyższenia ceny może być stosowane jedynie w wypadku, gdy drugiej stronie przyznaje się jednoczesne uprawnienie do odstąpienia od umowy”, a klient nie może być narażony na żadne „nieokreślone i nieprzewidywalne koszty”.

Długofalowe inwestycje, a taką jest budowa domu, która trwa w naszym kraju średnio ok. dwóch lat, zawsze są obarczone pewnym ryzykiem. To prawda. Ale jeśli nasz deweloper będzie rzetelnym profesjonalistą, to ryzyko będzie minimalne. Wybierajmy więc rozważnie, nie wierzmy niesprecyzowanym obietnicom i pamiętajmy o swoich prawach, bo niestety nadal wszystkiego najlepiej dopilnować samemu.

Co to jest działalność deweloperska?

Polega ona na organizowaniu i realizowaniu przedsięwzięć inwestycyjnych, przede wszystkim budownictwa mieszkaniowego, przez osoby fizyczne i prawne budujące na zlecenie przyszłych właścicieli lub użytkowników, ponoszących indywidualnie koszty przedsięwzięć.

Pamiętajmy, że z deweloperem podpisujemy umowę cywilno-prawną, więc każdy jej punkt możemy negocjować.