15 CZAJNIKÓW ELEKTRYCZNYCH W TEŚCIE: Tani czajnik elektryczny? Okazuje się, że w teście także tanie czajniki dobrze spełniają swoje zadanie. Czajniki elektryczne są niewielkie, praktyczne i energooszczędne, dlatego świetnie sprawdzają się do szybkiego przygotowania herbaty lub kawy. Tylko który wybrać, żeby nie przepłacić i nie trafić na model kiepskiej jakości? Bo, jak się okazało, cena wcale o niej nie świadczy.
Jaki czajnik elektryczny wybrać? Tani podstawowy model czy drogi, wyposażony w regulację temperatury oraz funkcję podtrzymywania ciepła? Te drugie kosztują zwykle około dwukrotnie więcej.
Test czajników elektrycznych: 10 dobrych, pięć dostatecznych
W teście sprawdziliśmy 13 czajników elektrycznych oraz – dodatkowo – dwa dyspensery gorącej wody, które podają wrzątek po naciśnięciu przycisku. Siedem badanych czajników umożliwia wybór konkretnej temperatury, co może mieć znaczenie m.in. przy parzeniu herbaty czy kawy. Urządzenia bez regulacji temperatury ograniczają się do podstawowej funkcji – zagotowania wody do temperatury wrzenia.
Wskazówka ekologiczna Czajniki elektryczne zużywają na podgrzanie wody mniej energii niż mikrofalówka i porównywalnie do płyty indukcyjnej. Warto podgrzewać tylko tyle wody, ile faktycznie potrzebujemy – to prosty sposób na oszczędność energii elektrycznej i pieniędzy.
Test czajników elektrycznych wskazuje jasno: do wyboru masz 10 dobrych urządzeń. Natomiast pozostałych pięć czajników otrzymało ocenę dostateczną.
Przed zakupem nowego czajnika elektrycznego warto porównać dostępne w sklepach modele szczególnie pod kątem obsługi, pojemności oraz mocy urządzenia. Zarówno w grupie czajników z regulacją temperatury, jak i bez tej funkcji, wyłoniliśmy wysoko ocenione modele. Na uwagę zasługuje w szczególności czajnik o najlepszym stosunku jakości do ceny – wydasz na niego tylko 90 zł, a okazał się lepszy od czajników za ponad 400, 500, a nawet 800 zł.
Najlepszy czajnik elektryczny do każdego zastosowania
Większość czajników elektrycznych bez regulacji temperatury wygląda bardzo podobnie do modeli, które znamy od lat. Wiele z nich jest niedrogich, a przy tym spełnia swoje zadanie naprawdę dobrze.
Czajniki z możliwością wyboru temperatury to w naszym teście głównie urządzenia wykonane ze szkła lub metalu, najczęściej stali nierdzewnej. Są one średnio około dwa razy droższe niż modele bez tej funkcji. W zamian pozwalają ustawić temperaturę z dokładnością nawet co do jednego stopnia. To docenią m.in. miłośnicy zielonej herbaty. Większość z nich oferuje także funkcję podtrzymywania ciepła, choć w trakcie testów nie zawsze działała ona równie dobrze.
W teście znalazły się również dystrybutory gorącej wody. Ich zadaniem jest – podobnie jak w przypadku ekspresów automatycznych – podawanie gorącej wody porcjami, po naciśnięciu przycisku. Ich główna zaleta? Nie musisz czekać, aż woda się zagotuje.
Dobre czajniki bez regulacji temperatury
Sześć testowanych urządzeń bez regulacji temperatury ma prostą konstrukcję. Ich zbiorniki na wodę są często wykonane z tworzywa sztucznego, a urządzenia automatycznie wyłączają się po zagotowaniu wody. Najlepiej w tej grupie wypadł…
CO OTRZYMUJESZ KUPUJĄC TEN TEST WYNIKI TESTU. Oceny 15 czajników elektrycznych (w tym siedmiu z regulacją temperatury i dwóch dyspenserów wody) są przedstawione w tabeli. Wśród nich znajdziesz takich liderów rynku, jak Philips, Bosch czy Braun oraz wielu innych. Ceny testowanych czajników wahają się od 90 do 869 zł. Czajniki z testu musiały wykazać się szybkością gotowania, niskim zużyciem energii i łatwością obsługi. W badaniach laboratoryjnych porównano także wiele innych parametrów, ważnych z punktu widzenia konsumenta.
PORADY DOTYCZĄCE ZAKUPU. W których urządzeniach wykryto szkodliwe pozostałości aluminium? Czy warto wydać więcej na funkcję podtrzymywania temperatury? Na co zwracać uwagę podczas wyboru czajnika? Ten test czajników elektrycznych pomoże ci znaleźć najlepszy model dla ciebie i twoich domowników.
TABELA DO POBRANIA. Po wykupieniu tego testu, otrzymujesz dostęp do tabeli z rankingiem porównującym wyniki wszystkich badanych czajników (możesz ją pobrać w pliku PDF). Ponadto otrzymujesz dostęp do pełnej wersji artykułu opisującego badania i ich wyniki.
Czy chcesz poznać pełną treść i wyniki tego testu?
Dokonaj jego zakupu lub uzyskaj roczny dostęp do naszych treści.
Z Waszych wpłat finansujemy kolejne testy
8 PAROWNIC DO UBRAŃ W TEŚCIE: Parownice do ubrań kuszą obietnicą wygody. Zamiast rozkładać deskę do prasowania i walczyć z ciężkim żelazkiem, wystarczy powiesić koszulę na wieszaku i przejechać po niej strumieniem pary. Reklamy pokazują, że to szybkie, proste i niemal bezwysiłkowe. Ale czy w codziennym użytkowaniu parownice naprawdę spełniają te obietnice? I czy w ogóle są skuteczne?
Test parownic do ubrań pokazał, że modele dostępne w sklepach bardzo różnią się jakością. Większość badanych urządzeń faktycznie potrafi odświeżyć i wygładzić pogniecione ubrania. Problem pojawia się gdzie indziej: chodzi o trwałość. Aż cztery z ośmiu modeli zawiodły w testach wytrzymałościowych. Tylko jedno urządzenie zasłużyło na ogólną ocenę „dobrą”. W dodatku to jedna z najtańszych parownic w teście. Co ciekawe, na drugim końcu rankingu znalazły się niedostateczne parownice, za które trzeba płacić znacznie więcej.
Parownica to nie żelazko
Już na wstępie warto jasno powiedzieć: parownice do ubrań nie są zamiennikiem żelazka. Ich zadaniem nie jest wygładzanie głębokich zagnieceń ani prasowanie ciężkich tkanin, takich jak len czy gruba bawełna. Parownice najlepiej sprawdzają się do szybkiego odświeżania koszul, bluzek czy sukienek – zwłaszcza po wyjęciu z walizki lub po całym dniu noszenia.
W praktyce większość testowanych urządzeń dobrze radziła sobie z wygładzaniem koszul i delikatnych tkanin. Szczególnie korzystnie parownice wypadły na jedwabiu – w przypadku tej tkaniny brak bezpośredniego nacisku działa na korzyść materiału. Trudniejszym zadaniem okazały się koszule z tkanin mieszanych. Test parownic pokazał, ze tu różnice między poszczególnymi modelami były już wyraźne.
Parowanie w pionie i w poziomie
Standardowo parownicę używamy w pionie: ubranie wisi na stabilnym wieszaku, a my przesuwamy urządzenie od góry do dołu. W ten sposób działają wszystkie modele w teście. Część producentów deklaruje jednak możliwość parowania również w poziomie, czyli na desce do prasowania lub specjalnej macie termicznej.
W teorii ma to dawać efekt zbliżony do prasowania. A jak jest w praktyce? Test parownic nie pozostawia złudzeń: tylko jedno urządzenie w tej pozycji skutecznie wygładza zagniecenia. Pozostałe albo wygładzały nierówno, albo kapały wodą, pozostawiając ślady na tkaninie.
Wniosek jest prosty: parowanie w poziomie to raczej dodatek niż realna alternatywa dla żelazka.
Test parownic ujawnia: Szybkie, poręczne, ale… na krótko
Jedną z największych zalet parownic jest czas nagrzewania. Większość urządzeń była gotowa do pracy już po 15-35 sekundach od włączenia. Do tego są stosunkowo małe i lekkie – część modeli można nawet złożyć i bez problemu spakować do walizki. To właśnie dlatego producenci chętnie reklamują je jako sprzęt „idealny w podróży”.
Problemem okazuje się pojemność zbiornika na wodę. W teście jedno napełnienie wystarczało zaledwie na 5-12 minut pracy. W praktyce oznacza to często uprasowanie jednej koszuli. Średni czas wygładzania koszuli z tkaniny mieszanej wynosił około siedmiu minut, więc przy większej ilości prania parownica szybko przestaje być wygodnym rozwiązaniem.
Ile pary, tyle efektu? Niekoniecznie
Testowane parownice wytwarzały średnio około 23 gramów pary na minutę. Dla porównania klasyczne żelazka generują jej więcej, a stacje parowe nawet kilkukrotnie więcej. Co ciekawe, sama ilość pary nie przesądzała o skuteczności parownicy. Jedna z najtańszych parownic w teście zajęła pierwsze miejsce w rankingu – to model…
CO OTRZYMUJESZ KUPUJĄC TEN TEST WYNIKI TESTU. Oceny ośmiu parownic do ubran są przedstawione w tabeli. Wśród nich znajdziesz takich liderów rynku, jak Braun, Philips czy Tefal oraz wielu innych. Ceny testowanych parownic wahają się od 130 do 320 zł. Większość modeli jest przeznaczona do parowania tylko w pionie, a za pomocą trzech można parować również w poziomie. Parownice z testu musiały wykazać się skutecznością wygładzania i odświeżania ubrań oraz łatwością obsługi. Dodatkowo zostały poddane testom na wytrzymałość. W tabeli możesz też porównać zużycie prądu przez poszczególne modele.
PORADY DOTYCZĄCE ZAKUPU. Co się okazało największym problemem parownic? Która parownica jako jedyna zasłużyła na ocenę dobrą, a które wyszły niedostatecznie? Ten test parownic do ubrań pomoże ci znaleźć najlepszy model do twoich potrzeb.
TABELA DO POBRANIA. Po wykupieniu tego testu, otrzymujesz dostęp do tabeli z rankingiem porównującym wyniki wszystkich badanych parownic (możesz ją pobrać w pliku PDF). Ponadto otrzymujesz dostęp do pełnej wersji artykułu opisującego badania i ich wyniki.
Testowane parownice do ubrań:Braun QuickStyle 7 GS 7077 BK, Grundig ST 7950, Koenic KGS 1524, Philips 3000 Series STH3020/10, Philips 7000 Series STH7060/80, Russell Hobbs Steam Genie 2 in 1, Art.-Nr. 28370-56, Tefal Access Steam Force DT8270, Tefal Access Steam Pocket DT3041
Czy chcesz poznać pełną treść i wyniki tego testu?
Dokonaj jego zakupu lub uzyskaj roczny dostęp do naszych treści.
Z Waszych wpłat finansujemy kolejne testy
4 MASY MAKOWE W TEŚCIE: Makowiec to dla wielu z nas smak świąt. W praktyce przygotowanie makowca często zaczyna się nie od mielenia maku, ale od wyboru gotowej masy makowej ze sklepowej półki. Tak jest szybciej, wygodniej i „zawsze wychodzi”. Postanowiliśmy więc sprawdzić, co tak naprawdę kryje się w gotowych masach makowych dostępnych w sklepach.
Kupiliśmy cztery różne masy makowe, dostępne w sklepach przed świętami i przekazaliśmy je do badań laboratoryjnych. Chcieliśmy sprawdzić, czy zawierają pozostałości pestycydów. Dodatkowo porównaliśmy ich składy – okiem konsumenta i dietetyka.
Badania zawartości 528 pestycydów w masach makowych wykonał na zlecenie Fundacji Pro-Test Zakład Badania Bezpieczeństwa Żywności Instytutu Ogrodnictwa – Państwowego Instytutu Badawczego w Skierniewicach. Co w nich znalazł?
Co wyszło w badaniach laboratoryjnych?
W trzech na cztery przebadane próbki znajdowały się pestycydy. W dwóch produktach laboratorium wykryło po cztery różne związki, jedna masa miała jeden pestycyd, a kolejna – żadnego. Dokładne wyniki wraz ilościami pestycydów w każdym z produktów znajdziesz dalej, w tabeli.
Niestety nie istnieją normy zawartości pestycydów dla takiego produktu, jak masa makowa, a więc nie ma odniesienia, które pozwalałoby stwierdzić, czy wykryte przez nas poziomy szkodliwych substancji są wysokie czy nie. Dlatego zawsze, kiedy mamy wybór, lepiej stawiać na te produkty, w których pestycydów jest jak najmniej, a najlepiej wcale. I tak nasz organizm przyswaja ich wystarczająco dużo z przeróżnych źródeł.
W próbce masy makowej Bakalland nie było żadnych pestycydów
Test masy makowej: które miały pestycydy?
Najlepiej w teście pod względem czystości chemicznej wypadła masa makowa Bakalland, która była wolna od pozostałości pestycydów.
W próbce masy Helio znaleźliśmy jeden pestycyd
Na drugim miejscu w naszym rankingu uplasowała się masa makowa z bakaliami marki Helio. W tym produkcie badacze znaleźli pozostałość jednego pestycydu – piraklostrobinę. Jest to związek o niskiej szkodliwości dla zdrowia, a jego ilość w badanej próbce – 0,009 mg/kg – była śladowa i wielokrotnie niższa od dopuszczalnego poziomu dla maku, który wynosi 0,2 mg/kg.
Dwa ostatnie miejsca w naszym rankingu zajmują ex aequo: masa makowa z bakaliami Bakello – marki własnej Biedronki oraz sygnowana przez Kaufland masa makowa z bakaliami Stąd Takie Dobre. W obu produktach wykryliśmy po cztery różne pestycydy. Ciekawostką jest fakt, że obie te masy makowe są produkowane dla marek własnych sieci handlowych przez firmę Helio – tę samą, której masa zajęła drugie miejsce w teście. Wyniki sugerują, że produkty sprzedawane pod marką Helio charakteryzują się większą dbałością o jakość w zakresie pozostałości pestycydów niż te wytwarzane na potrzeby marek własnych sieci handlowych.
Te dwie badane masy makowe zawierały po cztery różne pestycydy
Jakie pestycydy wykryliśmy w masie makowej?
Test masy makowej wykazał w badanych próbkach obecność kilku różnych pestycydów. Oprócz wspomnianej wcześniej piraklostrobiny były to: acetamipryd, cyprodynil, fluopyram, glifosat, metalaksyl, pirymetanil, protiokonazol oraz tebukonazol. Każdy z nich jest dopuszczony do stosowania w rolnictwie i – jako pojedyncza substancja, w ilościach nieprzekraczających norm – uznawany przez instytucje regulacyjne za bezpieczny. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy spojrzymy na te wyniki szerzej.
Konsumenci nie są bowiem narażeni na jeden pestycyd w jednym produkcie, ale na całe ich mieszaniny – obecne równolegle w różnych produktach, spożywanych często tego samego dnia. To tzw. efekt koktajlu pestycydów, który coraz częściej pojawia się w literaturze naukowej i debacie o bezpieczeństwie żywności. Choć prawo nadal ocenia substancje głównie pojedynczo, coraz więcej badań wskazuje, że łączna ekspozycja na nie może wpływać na nasze zdrowie, nawet jeśli każda z substancji osobno mieści się w dopuszczalnych limitach.
Na tym tle szczególną uwagę zwracają fungicydy, czyli środki przeciwgrzybicze. Wśród wykrytych w masach makowych znalazły się m.in. fluopyram, pirymetanil, protiokonazol i tebukonazol. To właśnie ta grupa pestycydów w badaniach laboratoryjnych najczęściej wykazuje wyższą toksyczność komórkową niż herbicydy czy insektycydy. Część z nich oddziałuje na mitochondria – struktury odpowiedzialne za produkcję energii w komórkach – co w warunkach wysokiej lub długotrwałej ekspozycji może mieć znaczenie biologiczne. Nie oznacza to, że spożycie produktu z ich śladowymi pozostałościami jest równoznaczne z zagrożeniem zdrowia, ale z punktu widzenia zasady ostrożności są to substancje, które budzą większe zainteresowanie naukowców.
Acetamipryd, jedyny wykryty w masach makowych insektycyd, działa na układ nerwowy owadów i należy do grupy neonikotynoidów. W ocenach ryzyka dla konsumentów jego pozostałości w żywności – poniżej obowiązujących limitów – uznawane są za niskiego ryzyka. Jednocześnie jest to substancja, wobec której w ostatnich latach prowadzono dodatkowe analizy, zwłaszcza w kontekście możliwego wpływu na układ nerwowy przy wyższych poziomach narażenia.
Kolejny na naszej liście – glifosat – wykryty w jednej z próbek, jest herbicydem najczęściej badanym i jednocześnie tym, o którym najszerzej się dyskutuje. Paradoksalnie jednak, w porównaniach toksykologicznych nie wypada on jako najbardziej toksyczna substancja z tej listy. Przy narażeniu dietetycznym, zgodnym z normami, jego ryzyko oceniane jest jako niskie, choć kontrowersje wokół tej substancji pokazują, jak duże znaczenie ma skala i powszechność ekspozycji na glifosat.
Metalaksyl i cyprodynil należą do fungicydów o umiarkowanym profilu toksykologicznym i w ocenach regulatorów nie wyróżniają się jako szczególnie niebezpieczne dla konsumentów. To jednak nie zmienia faktu, że również one dokładają swoją cegiełkę do łącznego obciążenia organizmu pozostałościami pestycydów.
Z perspektywy konsumenta kluczowy wniosek jest jeden: nie istnieje coś takiego jak „zdrowy pestycyd”. Nawet jeśli każda z wykrytych substancji mieści się w granicach prawa, ich obecność w żywności warto ograniczać tak bardzo, jak to możliwe. Dlatego w testach żywności coraz większe znaczenie ma nie tylko pytanie „czy normy zostały przekroczone”, ale także „ile i jakich pestycydów wykryto łącznie”. To właśnie ta informacja pozwala lepiej ocenić jakość produktu i świadomie wybierać te, które niosą ze sobą mniejsze chemiczne obciążenie.
Skład składowi nierówny – co znajdziemy w masach makowych?
Pestycydy to jedno, ale przyjrzeliśmy się też składom badanych mas makowych. I to właśnie tu zaczyna się najciekawsza część testu.
Ile maku jest w masie makowej?
W badanych produktach zawartość maku wahała się w granicach od 22 do 24%. To oznacza, że mak – główny bohater makowca – nie stanowi nawet jednej czwartej produktu.
Co więc w masach makowych znajdziemy poza makiem? Resztę składu stanowią dodatki: cukier, woda, bakalie, aromaty, substancje zagęszczające.
Im wyższy udział maku w masie makowej, tym:
✔ więcej błonnika
✔ więcej wapnia, magnezu i zdrowych tłuszczów
✔ stosunkowo mniej cukru
Z dietetycznego punktu widzenia masa makowa z wyższą zawartością maku jest po prostu lepszym wyborem.
Cukier w masie makowej (i jego ukryte formy)
We wszystkich badanych masach makowych cukier znajdował się na trzecim miejscu w składzie – zaraz za wodą i makiem. To znaczy, że jest w go w produktach bardzo dużo. Dodatkowo źródłami cukru w naszych masach są też inne składniki, na przykład syrop cukru inwertowanego – ta forma cukru występuje w masie Bakalland. W dodanej skórce pomarańczowej znajdziemy natomiast syrop glukozowo-fruktozowy – kolejny cukier. No i w końcu cukier po raz drugi wymieniony w składzie – również jako część skórki pomarańczowej.
W sklepie warto porównać składy mas makowych i wybrać jak najkrótszy
W pozostałych masach makowych z testu nie ma syropu cukru inwertowanego, ani syropu glukozowo-fruktozowego. To można zaliczyć na plus tych produktów. Ale ciekawym przypadkiem jest dodatek miodu w masie makowej Bakello z Biedronki. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to zdrowsza alternatywa dla cukru. Jednak po dokładniejszym sprawdzeniu okazuje się, że to bardziej chwyt marketingowy niż rzeczywista wyższość składu.
Z deklaracji producenta wynika bowiem, że miód stanowi zaledwie 1% składu. To ilość symboliczna – zbyt mała, by realnie wpłynąć na wartość odżywczą produktu.
Warto też pamiętać o jeszcze jednej kwestii. Miód swoje najbardziej cenione właściwości – m.in. aktywność enzymów i części związków bioaktywnych – zachowuje tylko wtedy, gdy nie jest podgrzewany powyżej około 40°C. Tymczasem masa makowa najczęściej trafia do piekarnika jako składnik makowca, gdzie temperatura jest wielokrotnie wyższa. W takich warunkach miód traci to, co czyni go wyjątkowym, a zostaje głównie… kolejnym źródłem cukrów.
A więc podsumujmy – co powoduje duży dodatek cukru do masy makowej i różnych innych postaci tego składnika?
✔ produkt staje się bardziej deserem cukrowym niż makowym,
✔ ma wyższą kaloryczność,
✔ szybciej podnosi poziom glukozy we krwi.
W praktyce makowiec z takiej masy będzie słodszy, ale też mniej sycący i o mniej „makowym” charakterze.
CO KRYJE MASA MAKOWA?
Na te składniki zwróć uwagę podczas wyboru gotowej masy makowej
Syrop cukru inwertowanego (obecny w składzie masy Bakalland)
Funkcja: – zapobiega krystalizacji cukru – poprawia wilgotność i „ciągliwość” masy – wydłuża trwałość
Czy da się pominąć? Tak. W domu po prostu używa się cukru lub miodu. To typowo technologiczny składnik dodawany dla stabilności i dłuższego przechowywania, nie dla smaku.
Skrobia / kaszka pszenna (Bakalland: kaszka pszenna, pozostałe masy: skrobia)
Funkcja: – zagęszcza masę – stabilizuje konsystencję – pozwala zwiększyć ilość produktu przy niższej zawartości maku
Czy da się pominąć? Tak. Domowa masa gęstnieje dzięki samemu makowi, bakaliom i odparowaniu wody. Skrobia to jeden z najbardziej charakterystycznych dodatków przemysłowych.
Aromaty (obecne we wszystkich masach)
Funkcja: – ujednolicenie smaku między partiami – wzmocnienie aromatu, który ginie w procesie produkcji
Czy da się pominąć? Tak. W domu smak buduje się naturalnie: makiem, bakaliami, skórką cytrusową i przyprawami. Aromaty są skrótem technologicznym.
Regulator kwasowości: kwas cytrynowy (obecny we wszystkich masach)
Czy da się pominąć? Teoretycznie tak, praktycznie producenci raczej tego nie zrobią. To jeden z łagodniejszych dodatków, ale nadal zbędny w domowej masie.
Serwatka w proszku (w masie makowej Helio i Bakello z Biedronki) Funkcja: – poprawa kremowości – delikatne podkręcenie smaku – nośnik aromatów
Czy da się pominąć? Tak. To składnik stricte technologiczny, dodatkowo problematyczny dla osób unikających laktozy.
Olej w rodzynkach (obecny we wszystkich masach jako składnik bakalii)
Funkcja: – zapobieganie sklejaniu się rodzynek – ułatwienie pakowania
Czy da się pominąć? W produkcie przemysłowym – nie. W domu – jak najbardziej (rodzynki się po prostu myje lub sparza).
Bakalie czy aromaty?
W składach mas makowych pojawiają się też rodzynki, skórka pomarańczowa, aromaty, substancje zagęszczające i stabilizujące.
Same bakalie nie są problemem, a wręcz przeciwnie – to ważny składnik masy makowej – pod warunkiem, że faktycznie je widać i czuć, a nie tylko widnieją na etykiecie. Gorzej, gdy ich smak jest zastępowany lub podkręcany dodanym aromatem. A okazuje się, że aromat znajduje się w każdej z badanych mas.
I tu jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. W naszych masach mamy dodatek bakalii, ale… na wyrównanym poziomie od 6,1% do 6,6%. Czy to dużo? Niekoniecznie.
Taka ilość oznacza raczej delikatny akcent niż wyraźny smak. W praktyce bakalie będą pojawiać się w masie tu i ówdzie, dodając tylko odrobinę tekstury i słodyczy, ale nie wpłyną znacząco ani na smak, ani na aromat makowca. Jeśli ktoś liczy na wyraźnie owocowo-orzechowy charakter, to po pierwsze orzechów nie uświadczy w żadnej z mas, a po drugie 6% to raczej za mało na smaczny, „makowcowy” efekt.
Nie bez powodu w domowych przepisach i rzemieślniczych wypiekach bakalii dodaje się znacznie więcej. Cukiernicy i kucharze zgodnie twierdzą, że aby bakalie były naprawdę wyczuwalne, ich udział w masie makowej powinien być co najmniej dwukrotnie wyższy, a jeszcze lepiej, jeśli będzie ich 20%. Dopiero wtedy masa zyskuje pełniejszy smak i bardziej wyrazisty charakter.
Warto więc pamiętać, że ta niewielka ilość bakalii pozwala co prawda wzbogacić opis na etykiecie, ale już niekoniecznie smak makowca.
Zagęszczacze i stabilizatory, czyli dodatki technologiczne w masach makowych
W porównaniu do domowej masy makowej, gotowe produkty ze sklepu mają jedną wspólną cechę: zawierają dodatki, które ułatwiają produkcję, poprawiają trwałość i zapewniają powtarzalny efekt, ale nie są niezbędne z punktu widzenia smaku czy wartości odżywczej. Wiadomo też, że im krótszy skład, tym lepiej, bo tym lepsza kontrola nad tym, co jemy. Zaś długie listy dodatków oddalają produkt od domowej, tradycyjnej masy makowej, do której wystarczy użyć maku, cukru i bakalii.
W składach badanych produktów pojawiają się m.in. skrobia lub kaszka pszenna, które zagęszczają masę. Z kolei aromaty wzmacniają smak, a regulatory kwasowości poprawiają stabilność produktu. W dwóch produktach dodano serwatkę w proszku. Ma ona poprawiać kremowość, ale jednocześnie wprowadza do masy mleko i laktozę, co może być problematyczne dla osób, które unikają jej w swojej diecie.
To wszystko są rozwiązania wygodne dla producenta, lecz w domowej masie makowej zupełnie zbędne. Tam gęstość zapewnia sam mak, smak budują bakalie i przyprawy, a konsystencję reguluje sposób przygotowania, nie dodatki technologiczne.
Ranking mas makowych pod względem składu
Test masy makowej pokazuje, że różnice między składami badanych produktów są niewielkie, ale w sklepie najlepiej wybrać masę o prostszym składzie niż taką bardziej „przeładowaną” technologicznie. Właśnie z tą myślą – żeby ułatwić ci wybór w sklepie – ułożyliśmy poniższy ranking:
1 miejsce:Kaufland / Stąd Takie Dobre Masa makowa z bakaliami
Ta masa marki własnej Kauflandu ma najlepszy – czyli najprostszy – skład:
– brak serwatki
– klasyczny zestaw podstawowych dodatków, wykorzystywanych przez większość producentów mas maskowych
– brak miodu „dla marketingu”
– najmniej zbędnych dodatków
2 miejsce: Helio Masa makowa z bakaliami
– skład podobny do masy z Kauflandu, ale z dodatkiem serwatki, co może być problemem dla osób na diecie bezlaktozowej
3 miejsce: Biedronka / Bakello masa makowa z bakaliami
– najwyższa zawartość maku (24%) oraz bakalii (6,6%) na plus, choć trzeba zaznaczyć, że tych pożądanych składników jest jedynie minimalnie więcej niż w pozostałych masach i wciąż bardzo mało
– miód tylko 1% – to bardziej zabieg marketingowy niż realna wartość
– serwatka + aromaty + skrobia
4 miejsce: Bakalland masa makowa
– syrop cukru inwertowanego
– syrop glukozowo-fruktozowy jako składnik dodanej skórki pomarańczowej,
– kaszka pszenna (zamiast skrobi)
– najbardziej przetworzony produkt
Wniosek: różnice w składach badanych mas makowych są subtelne, ale im krótszy i prostszy skład, tym bliżej do tego, co dałoby się zrobić samemu w domu.
Czy gotowa masa makowa to zły wybór?
Na pewno gorszy niż zrobienie masy w domu. Ale, jak pokazał nasz test masy makowej, nie każda jest taka sama – badane produkty różnią się zarówno pod względem zawartości pozostałości pestycydów, jak i pod względem składów.
Ten test masy makowej pomoże ci wybrać najlepszy produkt do przyrządzenia świątecznych przysmaków dla ciebie i twojej rodziny. Być może skłoni cię jednak po prostu do zrobienia domowej masy makowej? Bo to ona jest wciąż najlepszym wyborem.
W takiej domowej masie mamy kontrolę nad tym, co do niej dodamy – i mowa tu o składnikach, ale jednocześnie mamy też kontrolę nad pozostałościami pestycydów. Zaraz wyjaśnimy, w jaki sposób.
Przyrządzenie domowej masy makowej jest prostsze niż mogłoby się wydawać. Wystarczy użyć już gotowego zmielonego i parzonego maku – taka opcja dużo ułatwia w porównaniu do użycia surowego maku w ziarenkach. Mielony mak jest dostępny w sklepach. Co więcej, w naszym ostatnim teście, okazało się, że żaden z przebadanych maków nie zawierał pozostałości pestycydów. A więc pod względem czystości chemicznej to lepszy wybór od masy makowej.
A co z bakaliami, które sami musimy dodać do domowej masy? Tutaj zdecydowanie odradzamy użycia rodzynków w upraw konwencjonalnych. Nasz test takich rodzynków pokazał, że jest to produkt zanieczyszczony rekordowymi ilościami pestycydów. Najwięcej wykryliśmy ich w rodzynkach sułtańskich Bakello z Biedronki – aż 27 różnych toksycznych związków! Z kolei rodzynki sułtańskie Bakalland przekroczyły normę dla jednego z pestycydów.
Co więc dodać do domowej masy makowej? Rodzynki jak najbardziej, ale te ekologiczne. One – jeśli w ogóle – zawierają znacznie mniej pozostałości pestycydów od tych z upraw konwencjonalnych.
Swoją drogą, biorąc pod uwagę wyniki naszego testu rodzynków, nieporozumieniem jest nazywanie tych suszonych winogron zdrową przekąską dla dzieci. A właśnie jako taka są one polecane najmłodszym.
Masa makowa w praktyce: mniej chemii, mniej pestycydów
Nasz test masy makowej pokazuje jasno: gotowe masy makowe różnią się między sobą tylko pozornie. Z jednej strony mamy wyniki badań laboratoryjnych, które pokazują obecność pozostałości pestycydów – zwykle w śladowych ilościach, ale jednak realnie obecnych i składających się na tzw. koktajl chemiczny, z którym konsumenci stykają się na co dzień. Z drugiej strony – składy mas makowych: podobne, lecz pełne dodatków, które ułatwiają produkcję, ale niewiele wnoszą z punktu widzenia jakości żywieniowej.
W praktyce wybór masy makowej sprowadza się do wyboru mniejszego zła: tam, gdzie się da, lepiej wybrać krótszy skład, mniej dodatków technologicznych, mniejszą liczbę pustych deklaracji marketingowych i… mniej pestycydów. A w świecie, w którym pestycydy i zbędne dodatki trafiają do diety z wielu stron jednocześnie, taka ostrożność jest po prostu rozsądną strategią, którą polecamy każdemu konsumentowi.
TAK TESTOWALIŚMY Laboratorium Zakład Badania Bezpieczeństwa Żywności Instytutu Ogrodnictwa – Państwowego Instytutu Badawczego w Skierniewicach przebadało akredytowanymi metodami badawczymi na zlecenie Fundacji Pro-Test cztery próbki masy makowej. W maku laboratorium oznaczyło zawartość pozostałości 528 pestycydów. Produkty do testu zostały zakupione w grudniu 2025 r. w największych sieciach handlowych.
Zapewne zainteresuje cię też test maku i skórki pomarańczowej, z którego dowiesz się, jakie składniki najlepiej wybrać do świątecznych (i nie tylko) wypieków.
12 MAKÓW I 5 SKÓREK POMARAŃCZOWYCH W TEŚCIE: Mak to jeden z najważniejszych bohaterów świątecznego stołu. Ale zanim trafi do makowców, kutii i strucli, najpierw trafił do… laboratorium. Przebadaliśmy 12 próbek maku różnych marek na obecność glifosatu – jednego z najbardziej kontrowersyjnych środków ochrony roślin na świecie. Dodatkowo zbadaliśmy zawartość pestycydów w skórkach pomarańczowych. Co się okazało? Mamy wiadomość dobrą i złą…
Żeby sprawdzić, co tak naprawdę sypiemy do świątecznych potraw i deserów, postanowiliśmy przebadać mak i skórki pomarańczowe. Kupiliśmy 12 najpopularniejszych marek maków w największych sieciach handlowych. Pięć z nich to mak mielony (w tym część parzonych od razu gotowych do użycia), reszta – zwykły, nieprzetworzony, mak niebieski. Dodatkowo do testu kupiliśmy też pięć opakowań skórki pomarańczowej – również od różnych producentów. Wszystkie produkty zawieźliśmy do laboratorium, a dokładniej do Zakładu Badania Bezpieczeństwa Żywności Instytutu Ogrodnictwa – Państwowego Instytutu Badawczego w Skierniewicach.
Sprawdziliśmy, czy mak dostępny w polskich sklepach, zawiera pozostałości glifosatu. Dlaczego? Bo w przeszłości dochodziło do nielegalnego stosowania tego związku do suszenia makówek.
Natomiast skórki pomarańczowe zbadaliśmy na zawartość pozostałości 518 pestycydów.
W próbce maku Bakalland wykryliśmy glifosat
Co wyszło w naszych badaniach?
Zacznijmy od maku, bo mamy dobrą wiadomość dla wszystkich wielbicieli makowców i kutii: W 11 z 12 przebadanych maków badacze nie wykryli glifosatu w ogóle. Tylko jedna próbka – Bakalland Mak niebieski – zawierała 0,048 mg/kg glifosatu. To mniej niż dopuszczalna norma (0,1 mg/kg). Jest to poziom uznawany za bezpieczny i niebudzący obaw dla konsumentów.
Innymi słowy: tegoroczny świąteczny makowiec możesz robić bez stresu.
Pestycydy w skórce pomarańczowej
W skórkach pomarańczowychHelio było aż siedem różnych pestycydów
A co ze skórką pomarańczową? Tutaj wyniki nie są już tak kolorowe. W czterech z pięciu próbek wykryliśmy pestycydy, przy czym najwięcej było ich w skórkach pomarańczowych Helio – aż siedem różnych szkodliwych substancji.
Niewiele mniej, bo sześć pestycydów zawierała skórka pomarańczowa kandyzowana Bakalland. Natomiast w skórce pomarańczy marki własnej Lidla – Belbake – wykryliśmy pięć różnych pestycydów.
Lepiej wypadła w teście skórka pomarańczowa Kotanyi: miała pozostałości dwóch pestycydów. Tylko jedna próbka nie zawierała żadnych pestycydów – to kandyzowana skórka pomarańczy Natürlich Gold Pack.
Dokładne ilości wykrytych substancji w każdym z produktów znajdziesz w tabeli z wynikami testu – dalej w artykule.
Trzeba tu zaznaczyć, że nie istnieją normy zawartości pestycydów dla takiego produktu, jak skórka pomarańczowa, dlatego nie ma odniesienia, które pozwalałoby stwierdzić, czy wykryte przez nas poziomy szkodliwych substancji są wysokie czy nie. Dlatego zawsze, kiedy mamy wybór, lepiej stawiać na te produkty, w których pestycydów jest jak najmniej, a najlepiej wcale. I tak nasz organizm przyswaja ich wystarczająco dużo z przeróżnych źródeł.
Zawartość pestycydów w skórkach to jedno, ale przyjrzeliśmy się też składom tych produktów. I tu znów nie mamy dobrych wiadomości. A przynajmniej jeśli chodzi o większość przebadanych skórek. Ale o tym w dalszej części artykułu.
Czy glifosat w ogóle powinien znajdować się w maku?
Na razie wróćmy do naszego maku. W jednej próbce – w maku marki Bakalland – jak już wiesz – wykryliśmy glifosat. Czy znalazł się tam legalnie?
Zacznijmy od tego, co to w ogóle jest ten glifosat, bo ten związek budzi chyba największe obawy konsumentów spośród wszystkich pestycydów.
Glifosat to środek chwastobójczy. W uprawie maku może pojawić się z dwóch powodów: Po pierwsze służy do zwalczania chwastów. Takie jego zastosowanie jest legalne. Glifosat można stosować przed siewem lub po zbiorach poprzedniej uprawy.
Drugie zastosowanie glifosatu w maku to desykacja, czyli innymi słowy osuszanie roślin. I tu już mamy do czynienia z nielegalnym użyciem tej substancji. Dlatego najlepiej wybierać mak od producentów, którzy stosują metody mechaniczne i naturalnie go dosuszają.
Czy glifosat w maku niebieskim Bakalland znalazł się jako pozostałość desykacji? Tego nie wiemy. Jeśli tak, jest nielegalny. Ale być może po prostu za pomocą glifosatu zwalczano chwasty na plantacji – w takim wypadku jego obecność w produkcie końcowym nie jest zakazana.
Czy glifosat jest rakotwórczy?
Nauka nie dała jednoznacznej odpowiedzi na pytanie powracające jak bumerang – czy glifosat powoduje raka? Co mówią badania?
Część analiz wskazuje możliwy związek z pewnymi nowotworami przy wysokiej, zawodowej ekspozycji na ten pestycyd; inne z kolei analizy i agencje regulacyjne nie potwierdzają jednoznacznie ryzyka dla użytkowników.
Naukowa debata nad szkodliwością glifosatu trwa. Wciąż pojawiają się nowe badania, które albo potwierdzają, albo zaprzeczają jakoby glifosat był rakotwórczy dla ludzi.
Jaki mak wybierać w sklepie?
Co masz zrobić jako konsument? Czy kupować mak z glifosatem, nawet, jeśli jego ilość mieści się w normie i znalazł się w nim legalnie?
Jak widać w naszym teście, masz do wyboru wiele innych maków, które są pozbawione jakichkolwiek pozostałości glifosatu. Bo rolnicy mają alternatywę i nie muszą go stosować. Mogą na przykład postawić na zbiór mechaniczny w momencie naturalnego wysychania makówek, mogą makówki dosuszać w sposób naturalny, mogą też optymalizować gęstość siewu. To wszystko pozwala zrezygnować ze stosowania chemicznych środków do suszenia makówek.
Tego nie wiesz o maku…
Ale to dopiero początek ciekawostek. Bo mak – choć wygląda niepozornie – skrywa fascynujące właściwości.
Mak niebieski: mały, a potężny. Co kryje się w ziarenkach, które wsypujesz do makowca? – 6 niesamowitych właściwości maku
Mak niebieski to prawdziwa bomba odżywcza. Ma w sobie tyle składników, że śmiało mógłby startować w rankingu superfoods.
1. Wspiera kości lepiej, niż myślisz
Mak to jedno z najbogatszych naturalnych źródeł wapnia. 100 g zawiera kilka razy więcej tego cennego pierwiastka niż mleko. Do tego magnez, mangan, fosfor, czyli zestaw idealny dla mocnych kości i zębów.
2. Pomaga pracować jelitom
Mak zawiera około 20 g błonnika w 100 g. To naprawdę dużo. Dzięki niemu wspiera perystaltykę, pomaga zapobiegać zaparciom i usuwa z jelit to, czego organizm już nie potrzebuje.
3. Jest dobry dla serca
Mak to miks nienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3 i omega-6 oraz polifenoli. Badania pokazują, że taka kombinacja może obniżać poziom LDL („złego” cholesterolu) i zmniejszać ryzyko chorób sercowo-naczyniowych.
4. Dodaje energii
525 kcal na 100 g – tak, mak jest kaloryczny, więc warto kontrolować, ile go zjadamy. Ale to „dobre kalorie”: białko, zdrowe tłuszcze i wartościowe minerały. Zatem mak idealnie sprawdza się jako zastrzyk energii.
5. Wspiera układ nerwowy i odporność
Magnez, żelazo i cynk w maku to trójca niezbędna do prawidłowej pracy mięśni, nerwów i wspomagania odporności.
6. Ma działanie przeciwzapalne i antyoksydacyjne
Badania in vitro pokazują, że ekstrakty z maku potrafią hamować enzymy związane ze stanami zapalnymi i chronić komórki przed stresem oksydacyjnym.
A co z alkaloidami? Czy mak może „odurzać”?
Jeśli używasz zwykłego maku spożywczego, kupionego w sklepie, nie masz się czego obawiać. Mak – owszem – może zawierać śladowe ilości naturalnych alkaloidów (m.in. morfiny), ale ich obecność: nie prowadzi do odurzenia i jest monitorowana prawnie w krajach UE. Jest jednak ryzyko, że sporadycznie fałszywie podbije wynik testu antynarkotykowego, jeśli zjesz wcześniej dużo makowca.
Bezpieczna porcja dla dorosłej osoby wynosi do ok. 30 g maku dziennie.
Skąd bierze się mak, który kupujemy w Polsce?
Tu ciekawostka: Polska jest jednym z największych importerów maku na świecie. Najwięcej tych czarnych kuleczek kupujemy z Czech – to główny producent maku spożywczego w Europie. Widać to nawet w naszym teście: większość produktów, które kupiliśmy mają podany kraj pochodzenia właśnie Czech. Co ciekawe, producenci trzech maków z testu w ogóle nie podają kraju, z jakiego pochodzi.
Wszystko, co musisz wiedzieć o skórce pomarańczowej
Pora zająć się naszą skórką pomarańczową. Do ciast używamy najczęściej skórki kandyzowanej – i taką właśnie zwykle oferują nam jej producenci.
Jak powstaje skórka kandyzowana?
Najpierw skórkę owoców oczyszcza się, czasem blanszuje, aby usunąć gorycz. Następnie jest gotowana w coraz gęstszym syropie cukrowym. Ten proces zajmuje zwykle kilka sesji, aby cukier stopniowo wniknął w skórkę.
Chodzi o to, aby wodę znajdującą się w skórce pomarańczy zastąpić przez cukier. Jest on jej naturalnym konserwantem. Dodatkowo nadaje skórce charakterystyczny, słodki smak oraz miękką, ciągnącą się teksturę.
Czy skórka kandyzowana jest „zdrowa”?
Niezbyt… Jeśli przyjrzeć się składom testowanych produktów, zobaczymy, że w wielu z nich skórka owocu stanowi jedynie część wyrobu. Na przykład w badanej próbce marki Bakalland skórki w skórce tylko 49%. Reszta to syrop glukozowo-fruktozowy, cukier, regulator kwasowości i konserwant: dwutlenek siarki.
Wyjątkowa pod względem składu na tle pozostałych badanych produktów jest skórka pomarańczowa krojona Kotanyi. W tym wypadku mamy do czynienia z czystą skórką, bez żadnych dodatków, nawet bez cukru. Oczywiście nie jest zatem już skórką kandyzowaną, lecz mimo to producent poleca ją do stosowania między innymi do ciast.
Pestycydy w skórkach pomarańczowych
Byłoby idealnie, gdyby nie fakt, że ta skórka Kotanyi miała dwa pestycydy. Wśród nich – imazalil. Jest to fungicyd stosowany podczas transportu, który działa jak konserwant – zapobiega psuciu się pomarańczy. Badania na zwierzętach wykazały, że przy wysokich dawkach imazalil powodował nowotwory (np. wątroby). Związek ten może też zaburzać układ hormonalny.
Dzieci i kobiety w ciąży to grupy szczególnie narażone na niepożądane działanie pestycydów. Zwłaszcza tych mających wpływ na pracę układu nerwowego. Tu największe obawy spośród wszystkich związków, które wykryliśmy w skórkach pomarańczowych, budzi chloropiryfos. Substancję tą znaleźliśmy w skórkach Helios.
Chloropiryfos to jeden z najbardziej kontrowersyjnych pestycydów ostatnich lat. Należy do grupy tzw. organofosforanów, czyli środków, które działają na układ nerwowy owadów. Problem w tym, że u ludzi mechanizm jest podobny – ta substancja może hamować działanie enzymu odpowiedzialnego za prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego.
W wielu badaniach obserwowano, że narażenie na chloropiryfos w środowisku (np. u osób mieszkających blisko pól uprawnych) wiązało się z problemami w rozwoju neurologicznym dzieci, między innymi z mniejszą masą urodzeniową, niższym IQ czy zaburzeniami uwagi.
Z tego powodu część państw (w tym Unia Europejska) całkowicie zakazała stosowania chloropiryfosu. Uznano, że ryzyko jest zbyt duże, nawet jeśli przeciętny konsument nie przekracza dopuszczalnych norm.
Żeby nie narażać się na pestycydy i na niepożądane dodatki w składzie, skórkę kandyzowaną można też zrobić samodzielnie. Wtedy należy użyć pomarańczy ekologicznych i dodać mniej cukru.
Na obronę skórki pomarańczowej można dodać, że używa się jej zwykle w niewielkich ilościach – głównie jako dodatek smakowy od święta.
Od świadomych i uważnych wyborów w sklepie nie ma wolnego – nawet w święta. A te smakują najlepiej, kiedy są wolne od pestycydów i z czystym składem.
TAK TESTOWALIŚMY Laboratorium Zakład Badania Bezpieczeństwa Żywności Instytutu Ogrodnictwa – Państwowego Instytutu Badawczego w Skierniewicach przebadało akredytowanymi metodami badawczymi na zlecenie Fundacji Pro-Test 12 próbek maku i pięć próbek skórki pomarańczowej. W maku laboratorium oznaczyło zawartość pozostałości glifosatu, natomiast w skórce pomarańczowej – pozostałości 518 pestycydów. Produkty do testu zostały zakupione w listopadzie 2025 r. w największych sieciach handlowych.
Zapewne zainteresuje Cię też test rodzynków, w którym zdradzamy, które okazały się nafaszerowane pestycydami
36 EKSPRESÓW DO KAWY W TEŚCIE: Kremowe cappuccino czy mocne espresso? Każdy miłośnik kawy znajdzie wśród przetestowanych ekspresów najlepszy model dla siebie. Spośród najlepszych ekspresów z testu wybraliśmy dla ciebie kilka niedrogich, które spełnią twoje oczekiwania. Jednak kupując ekspres, łatwo też przepłacić, bo znaleźliśmy też drogie ekspresy, których nie mogliśmy dobrze ocenić.
Nowy test ekspresów do kawy wyłonił najlepsze modele wśród ekspresów automatycznych, ręcznych oraz kapsułkowych. 36 urządzeń w każdej z tych grup ekspresów pojechało do laboratorium. Tam, badacze rozłożyli je na części pierwsze dosłownie i w przenośni: Sprawdzili, które ekspresy przyrządzają najlepsze espresso i cappuccino, porównali nasze maszyny pod kątem łatwości obsługi, zmierzyli, które są głośne, a które ciche oraz czy zużywają dużo prądu. Ekspresy oceniliśmy też pod względem wielu innych cech. Szczegółowe porównanie każdego z modeli znajdziesz w tabeli z wynikami testu – poniżej w tym artykule.
Który tani ekspres wybrać? Test ekspresów do kawy dał odpowiedź
Dzięki tym szczegółowym badaniom, już wiemy, który ekspres jest najlepszym wyborem, a na jakie modele nie ma sensu wydawać pieniędzy. A trzeba tu zaznaczyć, ze różnice w cenach testowanych ekspresów sięgają wielu tysięcy złotych. I tak najtańszy kosztuje niecałe 200 zł, a najdroższy prawie 12000 zł! Ale najlepsze jest to, że ten tani uzyskał wyższą ocenę w teście niż ten najdroższy, który okazał się jedynie dostateczny.
Być może zaskoczy cię też fakt, że jedyny ekspres w teście, który robi zarówno bardzo dobre espresso, jak i cappuccino, kosztuje tylko 299 zł! Wszystkie pozostałe, nawet te bardzo drogie modele nie potrafią przyrządzić tak perfekcyjnie obu tych napojów, a co najwyżej tylko jeden z nich.
Sommelierzy oceniają espresso i cappuccino
Zastanawiasz się, jak ocenialiśmy smak i pozostałe doznania sensoryczne naparów? Zrobili to dla nas doświadczeni sommelierzy kawowi. W ramach testu ocenili espresso i cappuccino z każdego ekspresu.
Przeanalizowali nie tylko smak kaw, ale też ich wygląd, aromat oraz odczucie w ustach. Dzięki temu ten test ekspresów do kawy daje ci rzetelnie porównanie napojów przygotowanych przez poszczególne urządzenia.
Mimo że wszystkie testowane ekspresy pracowały na tych samych ziarnach wysokiej jakości, różnice w naparach były niejednokrotnie zaskakująco duże.
W ramach testu doświadczeni sommelierzy ocenili jakość sensoryczną espresso i cappuccino z każdego z ekspresów (zdjęcie poglądowe)
W poszukiwaniu najlepszego ekspresu
W testach Fundacji Pro-Test ekspresy automatyczne muszą zmielić ziarna, zaparzyć kawę, a w razie potrzeby także spienić mleko. I to wszystko też jest oceniane. W efekcie na ocenę końcową danego urządzenia wpływa nie tylko jakość napojów, ale również to, jak szybko i jak cicho urządzenia przygotowują poszczególne kawy.
Dodatkowo sprawdziliśmy też, jak wygodne i skuteczne jest czyszczenie ekspresów oraz ile energii zużywa każda z maszyn.
Jak poprawić smak kawy? Wystarczy zmienić kilka ustawień
W większości ekspresów automatycznych można dostosować podstawowe parametry, takie jak stopień zmielenia ziaren, moc kawy czy objętość napoju. Nasi testerzy sprawdzają, jak wygodnie i skutecznie można to zrobić. W praktyce nawet drobne zmiany potrafią zauważalnie poprawić smak espresso i cappuccino.
Drobniejsze mielenie = mocniejsze espresso
Fabrycznie ekspresy zwykle ustawione są na średni stopień mielenia. Ziarna można jednak zmielić grubiej lub drobniej. Grubsze mielenie daje jaśniejszą piankę crema i łagodniejszy, bardziej wodnisty smak. Wtedy kawa traci wtedy na intensywności, ale też trafi część swojej goryczki.
Nasza rada: Jeśli lubisz wyrazistą, mocną kawę, wybierz drobny stopień mielenia. Świetnie sprawdza się on także, jeśli wybierasz cappuccino czy latte macchiato. Dzięki większemu zmieleniu ziaren mleko nie przytłoczy kawowego aromatu.
Moc kawy a symbol ziarenek
W wielu modelach moc kawy oznaczona jest symbolem pokazującym liczbę ziarenek. To nic innego jak regulacja ilości zmielonego ziarna używanego do przygotowania kawy. Ekspresy oferują zwykle kilka poziomów intensywności – im wyższy, tym napój jest bardziej esencjonalny. Espresso staje się wtedy bardziej gorzkie i mniej wodniste.
W części urządzeń wraz z mocą zwiększa się również ilość tworzonej pianki crema na powierzchni kawy.
Objętość wpływa na cremę i aromat
W większości ekspresów można też ustawić ilość wody, jaka wleci do naparu. Nasze testy pokazują, że to przede wszystkim ona decyduje o ilości pianki crema. W ustawieniach fabrycznych ekspresy najczęściej przygotowują espresso o objętości ok. 40 ml. Masz jednak więcej możliwości:
Lungo lub doppio
Powstaje przy użyciu podwójnej ilości wody; ma więcej cremy, ale łagodniejszy smak.
Ristretto
To napój zaparzony z połową wody potrzebnej do espresso – takie „skrócone” espresso. Jest też parzone krócej od espresso. To sprawia, że jej smak jest bardziej intensywny, ale mniej gorzki w porównaniu do espresso. Mała objętość wody podkreśla głębię i „charakter” kawy.
Znajdź swój idealny profil kawy
Warto pobawić się ustawieniami ekspresu. Pamiętaj jednak, że jego reakcja na wprowadzone przez ciebie zmiany zależy od konkretnego modelu ekspresu i nie zawsze da idealny efekt. Zerknij na rubrykę z ocenami za personalizację w tabeli z wynikami testu poniżej.
Warto pamiętać też, że największe pole do własnych ustawień dają ekspresy automatyczne i ręczne. W kapsułkowych użytkownik nie ma wielkiego wpływu na ustawienia naparu.
W wielu urządzeniach wybrane parametry możesz zapisać. Dzięki temu każdy domownik ustawia swój ulubiony profil kawy i jednym naciśnięciem przycisku wlewa ją prosto do filiżanki.
CO OTRZYMUJESZ KUPUJĄC TEN TEST WYNIKI TESTU. Oceny 36 ekspresów do kawy (w tym 14 automatycznych, 10 kapsułkowych i 12 ręcznych) są przedstawione w tabeli. Wśród nich znajdziesz takich liderów rynku, jak DeLonghi, Krups, Jura, Ninja, Philips czy Saeco oraz wielu innych. Ceny testowanych ekspresów wahają się od 199 do 11999 zł. Większość modeli jest wyposażona w spieniacz mleka. Ekspresy z testu musiały wykazać się zaparzaniem wyśmienitego espresso i cappuccino, łatwością obsługi, cichą pracą i jeszcze wieloma innymi cechami, które porównaliśmy w badaniach laboratoryjnych.
PORADY DOTYCZĄCE ZAKUPU. Jaki rodzaj ekspresu do kawy jest stworzony dla ciebie? Przede wszystkim musisz odpowiedzieć sobie na pytanie, czy zależy ci na prostej obsłudze czy może chcesz włożyć w obsługę ekspresu więcej swoich umiejętności, aby uzyskać napar najwyższych lotów. Ten test ekspresów do kawy pomoże ci znaleźć najlepszy model dla ciebie i twoich domowników.
TABELA DO POBRANIA. Po wykupieniu tego testu, otrzymujesz dostęp do tabeli z rankingiem porównującym wyniki wszystkich badanych ekspresów (możesz ją pobrać w pliku PDF). Ponadto otrzymujesz dostęp do pełnej wersji artykułu opisującego badania i ich wyniki.
Testowane ekspresy do kawy:Automatyczne: Cecotec Cremmaet Tempo 01823, DeLonghi ECAM293.52.B Magnifica Evo, DeLonghi ECAM293.61.BW Magnifica Evo, DeLonghi EN80.CW Inissia, DeLonghi Pixie Refresh EN127.BL, DeLonghi PrimaDonna Aromatic ECAM630.75.TM, DeLonghi PrimaDonna Soul ECAM610.75.MB, Jura E8, KitchenAid 5KES8557EPL, Krups EA8968 Evidence Eco 050, Krups EA9129, Melitta Barista SE F830-003, Philips 800 serie EP0820/00, Philips 800 serie EP0824/01, Philips EP2230/10, Saeco Gran Aroma SM6585/00Kapsułkowe:DeLonghi Nespresso Citiz Platinum EN220.T, DeLonghi Nespresso Citiz & Milk EN267.WAE, DeLonghi Nespresso Vertuo Next ENV120.BM, DeLonghi Nespresso Vertuo Pop ENV90, ILLY Y3.3 Iperespresso, Krups Dolce Gusto Genio S Plus KP3408, Krups Dolce Gusto Piccolo XS KP1A3B, Tristar CM-2301Ręczne: DeLonghi Dedica Duo EC890.M, DeLonghi La Specialista Touch EC9455.M, DeLonghi Stilosa EC260.BK, Didiesse Baby Frog, Gaggia RI9481/11 Classic, Krups Authentic + XP384E10, Krups XP3818, Ninja Luxe Café Essential ES501EU, Ninja Luxe Café Premier Espresso Machine ES601EU, Philips PSA3228/01 Barista Brew, Sage the Oracle Dual Boiler SES995BSS, Smeg EGF03RDEU
Czy chcesz poznać pełną treść i wyniki tego testu?
Dokonaj jego zakupu lub uzyskaj roczny dostęp do naszych treści.
Z Waszych wpłat finansujemy kolejne testy
62 ROBOTY SPRZĄTAJĄCE W TEŚCIE: Czy da się znaleźć robota, który jednocześnie dobrze odkurza i skutecznie mopuje? Okazuje się, że nie jest to takie proste. Tylko trzy spośród 62 odkurzaczy automatycznych z naszego testu mopują bardzo dobrze. Większość ma z tym problemy. Tak samo jak z odkurzaniem dywanu. Na szczęście jest kilka modeli, które możemy polecić. W tym jeden naprawdę tani – poniżej 1000 zł.
Nasz nowy test robotów sprzątających pomoże ci wybrać sprzęt dopasowany do twojego mieszkania i podpowie, na jakie parametry patrzeć przed zakupem odkurzacza automatycznego. Pozwoli też ocenić, czy taki robot w ogóle będzie dla ciebie praktycznym rozwiązaniem.
Jaki tani robot sprzątający jest najlepszy w 2025?
Żeby ułatwić ci wybór nowego robota sprzątającego oddaliśmy 62 modele do laboratorium. Tam przeszły serię kilkudziesięciu specjalistycznych badań, na podstawie których mogliśmy ułożyć ranking robotów sprzątających dostępnych aktualnie w sklepach.
W tabeli z wynikami testu, którą znajdziesz dalej w artykule, zobaczysz, jakie są mocne i słabe strony każdego z odkurzaczy. Sprawdzisz też, który model wyróżnia się najlepszym stosunkiem ceny do jakości. Podpowiemy ci już teraz, że kosztuje 889 zł i znalazł się czołówce rankingu – wśród trzech najwyżej ocenionych modeli w teście.
Test robotów sprzątających pokazał, że drogi nie znaczy dobry, a tani nie znaczy zły
Jak już się domyślasz, cena nie zawsze świadczy o jakości w przypadku robotów sprzątających. A różnice w cenach urządzeń dostępnych w sklepach są duże. W naszym teście roboty odkurzająco-mopujące kosztują od 299 do 7492 zł. I – uwaga – ten najdroższy model wcale nie znalazł się w czołówce testu – okazał się jedynie dostateczny.
Roboty sprzątające vs. dywany i szczeliny – co pokazał test?
Masz w domu dywany? Nie nastawiaj się na to, że robot usunie z nich kurz, okruszki, nitki czy sierść tak skutecznie jak klasyczny odkurzacz
Test robotów sprzątających pokazał, że takie odkurzacze najlepiej radzą sobie w sprzątaniu twardej podłogi. Jeśli jednak masz w domu dywany, nie nastawiaj się na to, że robot usunie z nich kurz, okruszki, nitki czy sierść tak skutecznie jak klasyczny odkurzacz.
Ale największym problemem dla testowanych robotów okazało się usuwanie kurzu ze szczelin. Prawie każdemu musieliśmy wystawić najniższa ocenę – niedostateczną – za ten badany parametr. Jedyny wyjątek to zwycięzca testu.
Stacje serwisowe w robotach sprzątających: czy warto dopłacić za ten komfort?
Coraz więcej odkurzaczy automatycznych ma stacje serwisowe, które same je czyszczą: wysysają kurz z małego pojemnika robota do większego worka wewnątrz stacji. Wtedy twoja praca przy odkurzaniu ogranicza się już tylko do wyjęcia ze stacji worka z kurzem, kiedy się zapełni i wyrzucenia go w całości do śmieci. Jednak za takie udogodnienia trzeba zapłacić więcej.
Niektóre urządzenia dodatkowo same napełniają zbiornik wody do mopowania. Część stacji potrafi nawet czyścić ściereczkę lub obrotowe mopy robota, a następnie je suszyć. Ten komfort jednak kosztuje – często kilka dodatkowych setek złotych. Ponadto takie stacje bywają duże i zajmują sporo miejsca.
Co jeszcze odkurzacz automatyczny potrafi robić sam? Sam rozpozna teren, jaki ma sprzątnąć. Jak? Porusza się za pomocą laserów, kamer lub innych czujników. Dzięki temu niektóre urządzenia rozpoznają przeszkody, inne natomiast jadą wyznaczonym torem, lecz nie potrafią wykrywać obiektów na swojej drodze.
CO OTRZYMUJESZ KUPUJĄC TEN TEST WYNIKI TESTU. Oceny 62 robotów sprzątających są przedstawione w tabeli. Wśród nich znajdziesz takich liderów rynku, jak iRobot Roomba, Roborock, Dyson, Philips, Xiaomi oraz wiele innych. Ceny testowanych odkurzaczy wahają się od 299 do 7492 zł. Nasze roboty musiały wykazać się znakomitą skutecznością odkurzania. Sprawdziliśmy je pod tym kątem w praktyce, zarówno na dywanach, jak i twardych podłogach. Odkurzacze musiały m.in. zdać egzamin usuwania okruchów, nitek i sierści z dywanu. W odkurzaczach porównaliśmy też takie parametry, jak hałas, pokonywanie przeszkód czy zużycie prądu. Te wszystkie cechy odkurzaczy zostały ocenione przez ekspertów w badaniach laboratoryjnych.
PORADY DOTYCZĄCE ZAKUPU. Na co zwracać uwagę podczas wyboru nowego odkurzacza automatycznego? Jak obrać jego parametry do twojego mieszkania? Który robot sprząta najskuteczniej? Na te pytania odpowiadamy w dalszej części testu. Z testu dowiesz się też, który model wybrać, żeby nie przepłacić.
TABELA DO POBRANIA. Po wykupieniu tego testu, otrzymujesz dostęp do tabeli z rankingiem porównującym wyniki wszystkich badanych robotów sprzątających (możesz ją pobrać w pliku PDF). Ponadto otrzymujesz dostęp do pełnej wersji artykułu, z której dowiesz się, na co zwrócić uwagę, kiedy wybierasz nowy robot sprzątający.
Testowane roboty sprzątające: AEG AR61UW1DG, Cecotec Conga 13090 Spin Revolution Home&Wash, Cecotec Conga 8490 Ultimate Ultra Power Home Robot, Cecotec Conga 999 Map Genesis, Dreame D10 Plus Gen2, Dreame D20 Ultra, Dreame L10s Plus, Dreame L10S Ultra Gen 2, Dreame L40 Ultra, Dreame L40 Ultra AE, Dreame L50 Pro Ultra, Dreame Mova M1, Dreame X50 Ultra Complete,Dyson 360 Vis Nav, Ecovacs Deebot Mini, Ecovacs Deebot N20 Pro Plus, Ecovacs Deebot T30 S Combo Complete, Ecovacs Deebot T50 Pro Omni, Ecovacs Deebot T80 Omni, Ecovacs T10, Eufy 3-in-1 E20, Eufy Omni E28, Eufy Omni S1 Pro, Ezviz RE5 Plus, Ezviz RS20 PRO, Hoover HG230H, Hoover HGO330HC, iRobot Roomba 105 Combo, iRobot Roomba 205 Dustcompactor Combo, iRobot Roomba Combo 10 Max + base AutoWash x0858 40, iRobot Roomba Combo i8+ i8578, iRobot Roomba Combo J5+ J5578, iRobot Roomba Combo J9+ C9758, iRobot Roomba Combo J5 J5178, iRobot Roomba Max 705 Combo + base AutoWash X185040, iRobot Roomba Plus 405 Combo G185240, iRobot Roomba Plus 505 Combo, Kärcher RCV 3, Kärcher RCV 5, Narwal Freo X Ultra, Philips XU2100/25 2000 Serie, Philips XU3110/02, Philips XU7100/01, Philips XU9100/10, Roborock Q7 TF, Roborock QR598, Roborock Qrevo Edge 5V1, Roborock QRevo Plus White, Roborock Q10 VF+, Roborock S8 MaxV Ultra black, Rowenta RR8577WH X-Plorer serie 75s, Samsung VR7MD96514G/WA, Samsung VR7MD97714G/WA AI, Sencor SRV 9385WH, Tesla RoboStar iQ400 Plus, TP-Link Tapo RV30 Max Plus, Xiaomi E5, Xiaomi S20, Xiaomi S20+, Xiaomi X20+, Xiaomi X20 Max, Xiaomi X20 Pro
Czy chcesz poznać pełną treść i wyniki tego testu?
Dokonaj jego zakupu lub uzyskaj roczny dostęp do naszych treści.
Z Waszych wpłat finansujemy kolejne testy
162 PRODUKTY Z TEMU I SHEIN W TEŚCIE: Niebezpieczne zabawki, toksyczne metale ciężkie w biżuterii, przegrzewające się ładowarki… Przetestowaliśmy 162 produkty z Temu i Shein. 110 z nich nie spełnia unijnych norm.
Kupujesz na Temu lub Shein? Statystycznie 2 z 3 produktów, które wkładasz do koszyka, mogą być niebezpieczne, toksyczne albo nie spełniać norm UE. Dalej w artykule pokazujemy te najbardziej krytyczne przypadki.
Lawina tanich przesyłek z Chin. Sprawdziliśmy, co jest w nich naprawdę
Naszyjnik za 4 zł, ładowarka USB za 12 zł, maskotka za 6 zł – ceny produktów oferowanych na chińskich platformach Temu i Shein są niezwykle niskie. Nic dziwnego, że przyciągają rzesze kupujących z Polski i całej Europy. Skala tego zjawiska jest ogromna: według Komisji Europejskiej w ubiegłym roku do UE napłynęło około 4,6 miliarda przesyłek o niskiej wartości, czyli średnio 12 milionów paczek dziennie. To dwa razy więcej niż w 2023 roku i około trzy razy więcej niż w 2022.
Postanowiliśmy sprawdzić, czy te produkty w atrakcyjnych cenach są faktycznie okazją, czyli czy mimo, że są tak tanie, spełniają wymogi bezpieczeństwa i są zgodne z prawem obowiązującym w Unii Europejskiej. Wspólnie z innymi największymi organizacjami konsumenckimi z Europy zrobiliśmy zakupy na Temu i Shein: Zamówiliśmy biżuterię, zabawki dla niemowląt i ładowarki USB do smartfonów i tabletów, żeby zbadać je w laboratorium. Łącznie kupiliśmy 162 produkty o wartości około 690 euro.
Wszystkie artykuły biorące udział w teście pochodziły od zewnętrznych sprzedawców korzystających z Temu lub Shein jako platform sprzedażowych. Temu w ogóle nie prowadzi własnej sprzedaży – działa wyłącznie jako platforma pośrednicząca między firmami a klientami.
Większość produktów nie spełnia norm UE
Ponad dwie trzecie produktów z Temu i Shein, które kupiliśmy, nie spełnia unijnych norm bezpieczeństwa. Około jedna czwarta została oceniona jako potencjalnie niebezpieczna. Najbardziej krytyczne przypadki pokazujemy dalej w artykule.
Produkty do testu zamawialiśmy jak zwykli konsumenci i – co ważne – anonimowo. Z listy najpopularniejszych produktów na każdej z obu platform wybraliśmy losowo: po 27 naszyjników, po 27 zabawek i po 27 ładowarek USB. Następnie w laboratorium zbadaliśmy nasze zakupy pod kątem bezpieczeństwa elektrycznego i mechanicznego, zawartości toksycznych substancji oraz prawidłowości oznakowania.
NASZA RADA Produktów, które wymieniliśmy jako obarczone poważnymi wadami, w ogóle nie używaj. Jeśli je kupiłeś, zalecamy ich utylizację. Zanim zamówisz cokolwiek na Temu lub Shein, sprawdź dokładnie produkty i upewnij się, jakie są procedury zwrotu. Sprzedawcy spoza Europy często nie zapewniają standardów bezpieczeństwa, do których jesteśmy przyzwyczajeni w Unii Europejskiej. Ochrona konsumenta nie jest dla nich oczywistością, tak jak u nas.
Naszyjniki: skrajnie wysokie stężenia kadmu w produktach z Shein
Spośród 54 przebadanych metalowych naszyjników 49 spełniło wymagania dotyczące substancji szkodliwych, natomiast w pięciu – kupionych na Shein – stwierdziliśmy niepokojąco wysokie stężenia toksycznych pierwiastków.
W naszyjniku z wisienką z Shein zawartość toksycznego kadmu przekraczała normę aż 8500 razy
We wszystkich metalowych elementach mierzyliśmy zawartość kadmu i ołowiu oraz tzw. uwalnianie niklu. To badanie odzwierciedla ilość niklu, jaka może uwalniać się pod wpływem potu skóry pod wpływem potu podczas długotrwałego noszenia biżuterii. Poziom ołowiu okazał się nieszkodliwy, jednak w dwóch naszyjnikach zanotowaliśmy przekroczenia norm dotyczących uwalniania niklu.
W trzech naszyjnikach kupionych na Shein wykryliśmy natomiast bardzo wysokie stężenia kadmu. W każdym przypadku kadm znajdował się w zawieszce. W jednym przypadku – naszyjniku z wisienką – poziom kadmu był skrajnie wysoki.
Kadm jest substancją rakotwórczą i może powodować uszkodzenia kości oraz nerek. Unijny limit kadmu dla biżuterii wynosi 0,01% masy produktu. Tymczasem jeden naszyjnik z Shein zawierał ponad 85% kadmu, czyli aż 8500 razy więcej niż dopuszcza unijne prawo! Drugi, kupiony na tej samej platformie, przekraczał normę na kadm 7500 razy. W trzecim stwierdziliśmy stężenie dziesięciokrotnie przekraczające dozwolony limit.
Największe zagrożenie kadm stwarza po połknięciu. Osoby, które wkładają zawieszkę do ust, są szczególnie narażone na jego szkodliwe działanie.
NASZA RADA Masz w domu biżuterię, w której wykryliśmy kadm? Wyrzucić ją, ale nie do zwykłego kosza. Powinna trafić do punktu zbiórki odpadów niebezpiecznych, na przykład PSZOK. Takie produkty należy też przechowywać poza zasięgiem dzieci, żeby nie dopuścić do połknięcia trującej zawieszki.
Zabawki dla niemowląt: niebezpieczne elementy, hałas i nadmiar formaldehydu
Wśród przebadanych zabawek dla dzieci poniżej trzeciego roku życia – gryzaków, grzechotek i zabawek do kąpieli – część miała drobne uchybienia, takie jak brak znaku CE. Inne wady okazały się poważniejsze: stwierdziliśmy w nich małe elementy, naklejki lub przyssawki, które można łatwo oderwać i połknąć. To wiąże się z ryzykiem uduszenia.
Zabawki kupione na Temu i Shein, w których wykryliśmy nieprawidłowości
W zestawie z czterema piszczącymi piłkami kupionymi na Shein odnotowaliśmy zbyt wysoki poziom hałasu. Zmierzone wartości sięgały 115 dB, podczas gdy unijny limit wynosi 110 dB. Różnica kilku decybeli może wydawać się niewielka, ale w praktyce wzrost o 10 dB oznacza dla ucha odczucie podwojenia głośności. Dla porównania: na ruchliwym skrzyżowaniu hałas sięga około 85 dB, zaś wyliczona przez nas głośność piłki jest tak duża, jak na koncercie rockowym.
Kolejna zabawka – kolorowe materiałowe chusteczki z zestawu „pudełko z chusteczkami” z Temu – zawierała zbyt wysokie stężenie formaldehydu. Substancja ta jest stosowana w tekstyliach, m.in. po to, aby zapobiec ich gnieceniu. Dopuszczalny poziom formaldehydu w produktach dla dzieci poniżej 36. miesiąca życia wynosi 30 miligramów na każdy kilogram materiału. Tymczasem w dwóch chustkach znaleźliśmy odpowiednio 164 mg/kg i 143 mg/kg.
Te zabawkowe chusteczki z Temu zawierały ponad pięć razy więcej formaldehydu niż dopuszcza norma
Prawie wszystkie zabawki były też nieprawidłowo oznakowane: Brakowało ostrzeżeń lub pojawiały się informacje mogące wprowadzać w błąd. Choć badane zabawki i ładowarki USB miały znak CE, często umieszczano go wyłącznie na opakowaniu, a nie bezpośrednio na produkcie, co jest niezgodne z wymaganiami.
Co prawda nieprawidłowe oznakowanie nie zawsze stanowi bezpośrednie zagrożenie, ale wiele mówi o tym, jak producent podchodzi do kwestii bezpieczeństwa. Unijne standardy są wysokie, a ich spełnienie wymaga dodatkowej pracy i kosztów ze strony producenta.
NASZA RADA Podczas kupowania zabawek szukaj na nich niezależnych znaków jakości, takich jak na przykład GS (Geprüfte Sicherheit, z niem.: „sprawdzone bezpieczeństwo”). W przeciwieństwie do znaku CE, symbol GS potwierdza, że produkt został przebadany przez niezależną, akredytowaną jednostkę i spełnia wszystkie obowiązujące wymagania bezpieczeństwa.
Ładowarki: Niemal wszystkiebyły niebezpieczne
Ładowarki USB to sprzęty, których używamy codziennie: do telefonów, tabletów czy laptopów. Powinny działać sprawnie i przede wszystkim być bezpieczne. Test pokazał jednak coś innego: 52 z 54 przebadanych ładowarek nie spełniało unijnych wymagań dotyczących bezpieczeństwa elektrycznego, konstrukcji obwodów lub trwałości.
Najpoważniejsze problemy dotyczyły modeli z Shein. 10 z 27 ładowarek nagrzewało się nawet do 88°C, mimo że unijny limit wynosi 77°C. Cztery ładowarki z Temu miały tę samą wadę. Tak duża temperatura może odkształcać plastikową obudowę, zniszczyć izolację wewnątrz, a w skrajnym przypadku doprowadzić do pożaru.
W jednej ładowarce z Temu wykryto dodatkowo zbyt małe odstępy izolacyjne między elementami, co również zwiększa ryzyko zwarcia i pożaru.
Wiele ładowarek okazało się też po prostu nietrwałych. 37 z 54 wtyczek można było zbyt łatwo wygiąć, co może powodować pęknięcia kabli wewnątrz urządzenia i w konsekwencji – porażenie prądem lub zwarcie.
W teście trwałości ładowarek, w którym symulowaliśmy ich upadek, aż 30 urządzeń zostało uszkodzonych w takim stopniu, że nie pasowały później do standardowego gniazdka. Eksperci ocenili to jako średnie ryzyko, bo użytkownik może zauważyć pęknięcia obudowy lub wygiętą wtyczkę i – miejmy nadzieję – przestanie używać takiej ładowarki.
Ładowarka, która odkształciła się w teście trwałości, nie nadaje się do użytku
21 ładowarek z testu miało niepełne lub błędne oznakowanie. To nie zawsze wiąże się z bezpośrednim zagrożeniem, ale pokazuje, jak niewiele uwagi producent poświęca jakości i bezpieczeństwu.
NASZA RADA Wyrzuć tanie ładowarki i kup nową w sklepie stacjonarnym lub w znanym, zaufanym sklepie internetowym. Jeśli coś pójdzie nie tak, przynajmniej będziesz wiedzieć, do kogo zgłosić reklamację.
Jak Temu i Shein zareagowały na wyniki testu
Kiedy poinformowaliśmy Temu i Shein o produktach stwarzających poważne zagrożenie (zgodnie z wymogami unijnego Aktu o Usługach Cyfrowych – DSA), obie platformy zareagowały natychmiast: wszystkie niebezpieczne artykuły zostały usunięte ze sprzedaży. Shein poszedł o krok dalej i wysłał klientom e-maile z ostrzeżeniem: „Ten produkt jest nielegalny. Zalecamy, aby go nie używać”.
Gorzej wyglądała sytuacja, gdy kontaktowaliśmy się z Temu i Shein anonimowo, jako zwykli konsumenci, zgłaszając drobniejsze wady. W takich przypadkach otrzymywaliśmy jedynie szablonowe, mało pomocne odpowiedzi, które nie rozwiązywały problemu.
Od 2023 roku obowiązuje Akt DSA, który nakłada na duże platformy internetowe obowiązek reagowania, jeśli produkty oferowane przez zewnętrznych sprzedawców nie spełniają wymogów prawa UE. Nasz test miał sprawdzić, czy Temu i Shein rzeczywiście przestrzegają tych przepisów. Dlatego kupowaliśmy wyłącznie towary od sprzedawców zewnętrznych. W przypadku Temu nie było innej możliwości – ta platforma sprzedaje wyłącznie jako marketplace dla firm trzecich.
Po zakończeniu testu ujawniliśmy się jako organizacje konsumenckie i oficjalnie poinformowaliśmy obie platformy o najbardziej niebezpiecznych produktach. Temu i Shein natychmiast skontaktowały się z naszymi przedstawicielami i w ciągu kilku dni usunęły wszystkie zakwestionowane artykuły.
Shein dodatkowo ostrzegł swoich klientów przed naszyjnikami zawierającymi toksyczne substancje, niebezpiecznymi ładowarkami USB oraz niektórymi zabawkami.
W międzynarodowym teście największych organizacji konsumenckich w Europie, z udziałem Fundacji Pro-Test, przetestowano 162 produkty kupione na platformach Temu i Shein.
W naszym teście znalazły się 54 naszyjniki, 54 ładowarki USB oraz 54 zabawki przeznaczone dla dzieci poniżej trzeciego roku życia. Produkty zostały zakupione na platformach Temu oraz Shein i oddane do badań do laboratorium.
Wybór produktów do testu i ich zakup
Na stronach Temu i Shein wyszukiwaliśmy artykuły z wymienionych kategorii, korzystając z typowych słów kluczowych, jakich używa przeciętny konsument. Uwzględnialiśmy również kategorie proponowane przez daną platformę. Z list bestsellerów lub najpopularniejszych produktów losowo wybieraliśmy artykuły oferowane przez sprzedawców zewnętrznych i kupowaliśmy je anonimowo.
Przeprowadzenie badań
Na podstawie ogólnie obowiązujących w UE standardów ocenialiśmy, czy zakupione produkty spełniają wymogi unijne dotyczące bezpieczeństwa. Wykryte wady klasyfikowaliśmy według poziomu zagrożenia dla konsumentek i konsumentów: jako „niskie”, „średnie” lub „wysokie”.
Informowaliśmy platformy sprzedażowe o wykrytych nieprawidłowościach i dokumentowaliśmy ich reakcję. Część zgłoszeń składaliśmy jako zwykli klienci – wskazując na oczywiste, choć mniej poważne wady. Wszystkie usterki ocenione jako „poważne” były zgłaszane już oficjalnie, jako organizacja konsumencka.
Naszyjniki
Naszyjniki i ich zawieszki badaliśmy pod kątem obecności substancji szkodliwych, odnosząc się do limitów określonych w europejskim rozporządzeniu chemicznym REACH.
Zabawki
Zabawki ocenialiśmy zgodnie z europejskimi regulacjami dotyczącymi bezpieczeństwa produktów (m.in. dyrektywą zabawkową UE, REACH oraz rozporządzeniem POP). Sprawdzaliśmy prawidłowość oznakowania, wymagania mechaniczne i – jeśli dotyczyło to danego produktu – elektryczne, a także obecność substancji szkodliwych.
Ładowarki USB
W przypadku ładowarek kontrolowaliśmy zgodność oznakowania z przepisami oraz to, czy spełniają one wymagania dyrektywy niskonapięciowej dotyczące bezpieczeństwa elektrycznego i mechanicznego.
Czy pomidory malinowe, które jesienią i zimą kupujemy w supermarketach, dojrzewają naturalnie czy dzięki chemii? Fundacja Pro-Test zleciła badania, by sprawdzić, czy w popularnych sieciach handlowych znajdziemy pomidory z pozostałościami etefonu – środka przyspieszającego dojrzewanie – oraz glifosatu – pestycydu budzącego kontrowersje. Wyniki zaskakują: w większości próbek nie wykryto żadnych pozostałości, ale w pomidorach z trzech sklepów – tak.
Fundacja Pro-Test wzięła pod lupę pomidory malinowe. Tym razem postanowiliśmy sprawdzić, czy w popularnych sieciach handlowych kupujemy warzywa dojrzewające w słońcu czy może wspomagane chemią. W laboratorium przebadaliśmy polskie pomidory z sześciu sklepów: Aldi, Biedronki, Dino, Kauflandu, Netto i Stokrotki.
Badania przeprowadził Zakład Badania Bezpieczeństwa Żywności Instytutu Ogrodnictwa – Państwowego Instytutu Badawczego w Skierniewicach. Naukowcy sprawdzili, czy w pomidorach obecne są pozostałości dwóch związków: etefonu i glifosatu.
Etefon – czerwony od chemii?
Etefon to regulator wzrostu roślin, który przyspiesza dojrzewanie i wybarwianie pomidorów. W naturalnych warunkach proces ten przebiega powoli: słońce i ciepło sprawiają, że pomidory stopniowo nabierają koloru. Ale kiedy dni stają się krótsze, niektórzy producenci doświetlają pomidory, a inni idą na skróty i sięgają po „pomoc” chemiczną.
Etefon po zastosowaniu w roślinie uwalnia etylen – gaz, który naturalnie występuje w przyrodzie i jest wytwarzany przez niektóre owoce i warzywa, by przyspieszyć ich dojrzewanie. To właśnie dzięki etylenowi pomidory czy jabłka stopniowo nabierają koloru. Na tej samej zasadzie działa domowy trik: jeśli położymy niedojrzałego banana obok jabłka, szybciej dojrzeje, bo jabłko wydziela etylen. Różnica polega na tym, że w przypadku etefonu to nie natura decyduje o tempie dojrzewania, lecz człowiek.
Dzięki zastosowaniu etefonu pomidory wyglądają apetycznie i równomiernie się czerwienią. Ale dla producentów to również sposób na obniżenie kosztów – można zrezygnować z drogiego doświetlania szklarni, a pomidory szybciej trafią na sklepowe półki.
Z punktu widzenia konsumenta pojawia się jednak pytanie: czy to bezpieczne? Dodajmy, że nie we wszystkich owocach i warzywach można stosować etefon. Środek ten jest zabroniony na przykład w uprawie porzeczek czy papryki.
Co mówią badania o bezpieczeństwie etefonu?
Choć etefon stosowany jest w rolnictwie od lat, naukowcy wciąż badają jego wpływ na zdrowie. W badaniach na zwierzętach ta substancja używana do sztucznego dojrzewania owoców i warzyw wykazała właściwości uszkadzające wątrobę, lecz stosowana w dużych dawkach.
Aktualne dane naukowe nie potwierdzają jednoznacznie zagrożenia dla zdrowia ludzi przy niskich poziomach pozostałości etefonu w żywności, ale brak badań długoterminowych oznacza, że najrozsądniejszą strategią jest ograniczanie spożywania produktów z jego pozostałościami. Tym bardziej, że może on być obecny w wielu różnych owocach i warzywach, które jadamy każdego dnia.
Trzeba tu zaznaczyć, że problemem nie jest samo „sztuczne dojrzewanie owoców”, ale rodzaj użytej substancji i to, czy stosuje się ją zgodnie z normami. I tak, naturalny gaz etylen, stosowany w kontrolowanych warunkach, jest bezpieczny. Natomiast związki fosforoorganiczne, takie jak etefon, w wysokich dawkach, mogą szkodzić zdrowiu.
Czy umycie pomidora rozwiązuje problem?
Mycie warzyw i owoców przed spożyciem to podstawa. Dzięki temu usuwamy przynajmniej część pozostałości pestycydów. Niestety etefonu nie zmyjemy z pomidora, ponieważ przenika on do miąższu, a nie pozostaje na skórce.
Wyniki testu: trzy sklepy „na czerwono”
Z sześciu przebadanych próbek w trzech wykryliśmy etefon: w pomidorach z Dino (w ilości 0,13 mg/kg), z Kauflandu (1,0 mg/kg) oraz – w największej ilości – w pomidorach z Biedronki (1,2 mg/kg). Trzeba tu zaznaczyć, że nawet ten ostatni wynik to mniej niż dopuszczalny limit, który wynosi 2 mg/kg.
Pozostałe trzy sklepy – Aldi, Netto i Stokrotka – oferują nam „czyste” pomidory, bez śladów etefonu. To pokazuje, że wielu producentów potrafi uprawiać pomidory bez wspomagania chemicznego albo przynajmniej z zachowaniem odpowiednich terminów karencji, dzięki czemu pozostałości szkodliwych substancji nie trafiają na nasze talerze.
Glifosat – bez śladu
W teście sprawdziliśmy też obecność glifosatu, jednego z najbardziej kontrowersyjnych środków chwastobójczych na świecie.
Glifosat stosuje się m.in. do przygotowania gleby przed uprawą i zwalczania chwastów wokół roślin. Niektóre badania naukowe łączą długotrwałe narażenie na ten związek z zaburzeniami hormonalnymi czy problemami zdrowotnymi, choć temat wciąż budzi spory w środowisku naukowym.
Dobra wiadomość jest taka, że w żadnej z badanych próbek pomidorów glifosatu nie wykryliśmy.
Im mniej chemii, tym lepiej
Nawet jeśli stężenia etefonu mieszczą się w dopuszczalnych normach, warto pamiętać, że przeciętny konsument nie jada tylko pomidorów. Codziennie dostarczamy do organizmu mieszaninę pozostałości różnych pestycydów – to tzw. efekt koktajlu, którego długofalowe skutki wciąż nie są w pełni poznane.
Z tej perspektywy każda próbka wolna od glifosatu czy etefonu to dobra wiadomość dla konsumentów. W naszym teście połowa próbek pomidorów malinowych nie zawierała wykrywalnych ilości tych substancji. To pokazuje, że produkcja warzyw bez chemicznego wspomagania jest możliwa.
Trzeba jednak pamiętać, że tym razem skupiliśmy się tylko na tych dwóch związkach. W poprzednim teście Fundacja Pro‑Test przebadała pomidory malinowe z dwóch dyskontów: Lidla i Biedronki pod kątem pozostałości ponad 540 różnych pestycydów. Wtedy w pomidorach kupionych w Biedronce znaleźliśmy jeden związek, zaś w tych z Lidla – aż trzy.
Wniosek dla konsumenta jest więc jasny: im mniej chemii, tym lepiej. Świadomy wybór warzyw wspierający producentów ograniczających chemię to krok w stronę bezpieczniejszej żywności dla nas wszystkich.
Pomidory bez chemii? To możliwe
Wyniki badań Fundacji Pro-Test to dobra wiadomość dla konsumentów. Choć w trzech próbkach wykryto pozostałości etefonu, były one poniżej dopuszczalnej normy.
Laboratorium Zakład Badania Bezpieczeństwa Żywności Instytutu Ogrodnictwa – Państwowego Instytutu Badawczego w Skierniewicach przebadało akredytowanymi metodami badawczymi na zlecenie Fundacji Pro-Test sześć próbek pomidorów malinowych z upraw w Polsce. Laboratorium oznaczyło w nich zawartość pozostałości etefonu i glifosatu. Pomidory do testu zostały zakupione w październiku i listopadzie 2025 r. w dużych sieciach handlowych.
Nowy iPad Pro M5 (2025) to nie rewolucja, a raczej spokojna ewolucja poprzedniego modelu z 2024 roku. Apple wprowadziło kilka ulepszeń, ale też kilka zaskakujących kroków wstecz. Sprawdzamy, co się zmieniło i czy rzeczywiście warto dopłacać do najnowszej wersji.
Czego możemy oczekiwać od iPada Pro M5, najnowszego tabletu Apple? Choć oferuje kilka miłych niespodzianek, jego wydajność w niektórych obszarach ustępuje poprzednim modelom. Sprawdź z naszą analizę i recenzję nowego tabletu Apple’a.
Dwie wersje, nowe opcje wykończenia
iPad Pro 2025 występuje w dwóch rozmiarach: 11 i 13 cali, z opcjonalnym 5G i szkłem Nano Texture, które ogranicza odbicia światła.
Wersje z pamięcią 256 GB i 512 GB mają 9-rdzeniowy procesor M5 (trzy rdzenie wydajnościowe i sześć energooszczędnych), a droższe – 1 TB i 2 TB – dostały 10-rdzeniowy układ (cztery rdzenie wydajnościowe i sześć energooszczędnych), co zapewnia zauważalną poprawę szybkości. Wraz z nimi rośnie też pamięć RAM – odpowiednio do 12 GB i 16 GB.
Zajrzyj też do testu laptopów, w którym znajdziesz 15 najlepszych wyborów na rynku
Procesor M5 – więcej mocy i dłuższy czas pracy
Nowy procesor M5 został wykonany w technologii 3 nm (TSMC, trzecia generacja), co poprawia zarządzanie temperaturą i wydajność. W codziennym użytkowaniu różnice widać przede wszystkim podczas pracy w profesjonalnych aplikacjach – montaż wideo w Final Cut Pro czy projekty muzyczne w Logic Pro działają wyraźnie płynniej.
Największe zaskoczenie? Bateria
Wersja 11” M5 działa średnio przez 946 minut, podczas gdy model M4 kończył pracę po 596 minutach. To wzrost z ok. 10 do niemal 16 godzin pracy!
Ekran: świetny, ale… ciemniejszy niż wcześniej
Zarówno model 11”, jak i 13” ma ekran Ultra Retina Tandem OLED 120 Hz, z obsługą HDR10 i Dolby Vision. Oba są bardzo jasne i oferują doskonałe kąty widzenia, jednak pomiary pokazały spadek jasności w porównaniu z iPadem z zeszłego roku:
iPad Pro 13” M5: 769 nitów (982 nity w 2024 r.)
iPad Pro 11” M5: 775 nitów (905 nitów w 2024 r.)
To dość nietypowy krok w dół, biorąc pod uwagę segment premium.
Aparat: krok w tył
Czy aparat w iPadzie Pro M5 jest dobrej jakości? Apple już w modelu M4 usunęło obiektyw szerokokątny. W iPadzie Pro M5 aparat jest jeszcze słabszy niż rok wcześniej. Jakość zdjęć i filmów jest gorsza niż w M4, co trudno wytłumaczyć przy tak wysokiej cenie urządzenia. Krótko mówiąc, użytkownicy profesjonalni będą rozczarowani aparatem nowego iPada.
Zachowano jednak czujnik LIDAR, przydatny do skanowania pomieszczeń i obiektów 3D.
Nagrywanie wideo nadal możliwe jest w ProRes 4K 30 fps (dla wersji 256 GB ograniczone do 1080p 30 fps).
Łączność i porty
Nowy iPad Pro zachował Face ID, które teraz działa wygodniej, bo kamera umieszczona jest po stronie dłuższej krawędzi – idealnie, jeśli korzystamy z klawiatury.
Łączność została ulepszona: tablet obsługuje Wi-Fi 7 z MLO oraz Bluetooth 6.
Port Thunderbolt 4 pozwala przesyłać dane z prędkością do 40 Gb/s i obsługuje monitory 6K 60 Hz.
Nowością jest też możliwość wyświetlania obrazu 4K 120 Hz na zewnętrznym ekranie (wcześniej 60 Hz).
Dźwięk i akcesoria
iPad Pro M5 nadal ma cztery głośniki. Dźwięk jest głośniejszy niż w M4, choć także nieco ostrzejszy.
Dobra wiadomość: Magic Keyboard i Apple Pencil z poprzedniej generacji wciąż pasują. Ceny akcesoriów nie zmieniły się.
Wersje pamięci i ceny
Dostępne wersje tabletu z przekątną ekranu 11 cali:
256 GB: 4999 zł
512 GB: 5999 zł
1 TB: 7999 zł
2 TB: 9999 zł
Apple wciąż nie dodaje GPS do modeli Wi-Fi, a wersje z łącznością komórkową korzystają wyłącznie z eSIM (bez slotu na fizyczną kartę SIM).
Matowe szkło Nano Texture dostępne jest tylko w najdroższych wariantach – 1 TB (8499 zł) i 2 TB (10499 zł).
Różnice w cenie są ogromne – między 1 TB a 2 TB to aż 2000 zł.
A jeśli doliczyć klawiaturę i rysik, całość w najdroższej konfiguracji kosztuje ponad 15000 zł. Taka kwota pozwoliłaby ci na zakup laptopa o bardzo wysokiej wydajności.
Podsumowanie: czy warto wymienić iPada Pro M4 na M5?
Nowy iPad Pro M5 to bez wątpienia wydajniejszy sprzęt od swojego poprzednika: szybszy procesor, Wi-Fi 7, Bluetooth 6 i dłuższy czas pracy na baterii robią wrażenie.
Jednak niższa jasność ekranu niż u poprzednika, słabszy aparat i ekstremalnie wysokie ceny sprawiają, że trudno mówić o rewolucji.
To wciąż świetny tablet, ale przerzucenie się na niego z M4 nie ma większego sensu.
Jedynym mocnym argumentem za zakupem pozostaje długie wsparcie systemowe – Apple zapewnia aktualizacje przez ponad siedem lat, co wyróżnia serię Pro na tle konkurencji.
Werdykt Pro-Testu:
MOCNE STRONY iPada Pro M5
✅ Wydajność
✅ Dłuższy czas pracy na baterii
✅ Wi-Fi 7 i Bluetooth 6
✅ Kompatybilność z akcesoriami z poprzednich lat
SŁABE STRONY iPada Pro M5
❌ Słabszy aparat niż w M4
❌ Niższa jasność ekranu niż u poprzednika
❌ Wysoka cena
OCENA:
4,4 w skali od 1 do 6 – dobry, ale niewarty wymiany z M4.
Nie zawsze powodem tego, że twoje ubrania się niszczą, jest ich słaba jakość. Często winne są codzienne nawyki podczas prania. Sprawdź, jakie są najczęściej popełniane błędy i jak ich unikać, żeby ubrania dłużej wyglądały jak nowe.
Białe ubrania są szare, ciemne i kolorowe straciły blask, a twoje ulubione rzeczy zużywają się zbyt szybko? Powodem może być sposób, w jaki pierzesz i suszysz ubrania. Nawet najlepsza pralka nie uchroni ich przed skutkami używania niewłaściwego detergentu lub programu prania.
Poznaj 5 najczęstszych błędów popełnianych podczas prania i sprawdź, co zrobić, by twoje ubrania wyglądały długo dobrze bardzo.
Zajrzyj też do testu pralek, żeby nie wyrzucać pieniędzy w błoto, kupując nowy sprzęt
1. Używasz tego samego detergentu do wszystkich ubrań
Czy wiesz, że większość proszków do prania – nawet tych przeznaczonych do kolorów – zawiera środki wybielające? To oznacza, że najlepiej używać ich wyłącznie do białego prania. Regularne stosowanie ich do prania ciemnych ubrań może powodować ich blaknięcie i szarzenie.
Płyny do prania (w tym żele i kapsułki) to znacznie lepszy wybór do ciemnych i kolorowych ubrań. Dlaczego? Nie zawierają wybielaczy, dzięki czemu kolory pozostają intensywne na dłużej.
Warto też mieć w domu specjalny detergent do wełny lub delikatnych tkanin. Ma on bardziej neutralne pH, które jest łagodniejsze dla włókien.
Kolejny błąd to przesadzanie z ilością detergentu. Na ciemnych ubraniach nadmiar proszku może zostawiać jasne plamy, a nadmiar płynu – smugi. Inna sprawa, że może to też stanowić problem dla osób o wrażliwej skórze.
Ile detergentu używać?
W przybliżeniu najlepiej, jeśli użyjesz:
– 2 łyżki stołowe na duże pranie,
– 1 łyżka na małe pranie.
Instrukcja twojej pralki zawiera dokładne informacje o tym, ile środka należy użyć w zależności od programu. Pamiętaj, żeby zawsze odmierzać ilość detergentu. Większość osób robi to „na oko” i używa go zdecydowanie za dużo.
2. Pranie zbyt rzadko lub zbyt często
Nikt nie chce uchodzić za osobę, która nosi nieświeże ubrania. Jednak pranie ich zbyt często również wcale nie jest dobrym wyjściem. Warto znaleźć złoty środek.
Jeśli nie wykonywaliśmy żadnych brudzących czy męczących czynności, najlepiej kierować się następującymi zasadami odnośnie częstotliwości prania:
Bielizna: po każdym użyciu
Biustonosz: co 2-3 użycia
T-shirt: po 1-2 użyciach
Białe ubrania: po 1-2 użyciach
Dżinsy: po 6-10 użyciach
Bluza/sweter: po 5-6 użyciach
Sukienka: po 1-3 użyciach
Spódnica: po 5-7 użyciach
Rzadsze pranie ma też inne zalety – ubrania dłużej wyglądają jak nowe, a ty oszczędzasz prąd i wodę, jeśli wstawiasz mniej prań w tygodniu.
3. Pranie wszystkiego w tej samej temperaturze
Większość osób pierze w 40°C, ale zawsze warto dopasowywać temperaturę do rodzaju prania.
Do lekko zabrudzonych ubrań wystarczy zimne pranie (30°C, a nawet 20°C). Badania wykazały, że pranie w 30°C zużywa o 38% mniej energii niż w 40°C, a w 20°C – aż o 62% mniej. To lepsze rozwiązanie dla planety i dla twojego portfela.
Jednak pościel, ręczniki i mocno zabrudzone rzeczy warto prać w wyższej temperaturze. Gorąca woda skutecznie zabija bakterie i usuwa stare plamy i zabrudzenia.
4. Ignorowanie nieprzyjemnego zapachu pralki
Pleśń w pralce to bardzo częsty problem. Na szczęście jest na niego sposób. To ważne, żeby nie dopuszczać do tworzenia się pleśni w pralce, bo ona sprawia, że ubrania pachną nieświeżo.
Aby pozbyć się pleśni z pralki i chronić ubrania przed brzydkim zapachem stęchlizny, co kilka miesięcy uruchom cykl prania w 90°C – najlepiej z użyciem specjalnego środka do czyszczenia pralek. Niektóre modele pralek mają nawet program samooczyszczania bębna i same przypominają o jego włączeniu.
Regularnie myj też szufladkę na detergent (w większości pralek można ją całkowicie wyjąć i umyć pod kranem) oraz filtr znajdujący się pod drzwiczkami.
Po każdym praniu zostaw otwarte drzwiczki i szufladkę, by wilgoć mogła odparować. To najprostszy sposób, żeby zapobiec powstawaniu pleśni.
5. Wrzucanie wszystkiego do suszarki bębnowej
Suszenie ubrań w suszarce? To wygodne, ale nie zawsze dobre rozwiązanie. Niestety nie każdy materiał dobrze znosi suszenie w wysokiej temperaturze.
Jeśli nie masz miejsca, by rozwiesić pranie lub pogoda nie dopisuje, pamiętaj, by nie przeładowywać suszarki i oddzielać bawełnę od syntetyków – oba te materiały schną w różnym tempie.
Regularnie czyść też filtr kłaczków i wymiennik ciepła, żeby urządzenie działało wydajnie.
Tego lepiej nie susz w suszarce:
Biustonosze: mogą się odkształcić.
Dżinsy: mogą się skurczyć.
Stroje kąpielowe: lycra może się zdeformować.
Rajstopy: delikatny materiał może się porwać.
Ubrania z ozdobami: cekiny mogą uszkodzić inne rzeczy, a plastikowe ozdoby czy koraliki mogą się stopić.
Buty i trampki: klej łączący podeszwę z pozostałą częścią buta może się rozpuścić.
Najlepsze dla twoich ubrań jest suszenie ich rozwieszonych na świeżym powietrzu. Jeśli robisz to w domu, wybierz dobrze wentylowane, nasłonecznione pomieszczenie i uchyl okno, aby uniknąć powstawania pleśni.