0,00 zł

Brak produktów w koszyku.

Strona główna Blog Strona 16

Ile czasu spędzamy w internecie

0

23 lata, 5 miesięcy i 16 dni – tyle czasu w sieci spędza przeciętny Polak. To aż jedna trzecia życia!

To wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie dostawcy usług VPN NordVPN. W typowym tygodniu Polacy korzystają z internetu przez prawie 51 godzin. To odpowiada ponad dwóm dniom! Łącznie daje to 110 dni w roku oraz więcej niż 23 lata życia.

Z tych 51 godzin tygodniowo, prawie 16 godzin statystyczny Kowalski spędza na pracy, a pozostałe niecałe 35 godzin – na różnych działaniach online.

Przeciętna godzina, w której Polacy zaczynają przeglądać internet każdego dnia to 9:01. Wylogowują się natomiast dopiero o 21:49.

Media społecznościowe – największy pożeracz czasu

Największą ilość czasu tygodniowo – bo aż 7 godzin i 4 minuty – Polacy spędzają na przeglądaniu platform społecznościowych, takich jak Facebook, Instagram czy Twitter. Tylko godzinę mniej – 6 godzin i 2 minuty – spędzają na oglądaniu filmów, na przykład na YouTube.

Kolejne 4 godziny i 38 minut tygodniowo przeznaczane są na oglądanie programów telewizyjnych i filmów, na przykład na Netflix czy HBO, podczas gdy 3 godziny i 20 minut spędza się, słuchając muzyki na Spotify, Amazon Music, Deezer i innych podobnych platformach.

Poza tym 3 godziny i 18 minut tygodniowo są przeznaczane na zadania życia codziennego, takie jak bankowość internetową, 2 godziny i 49 minut na szukanie informacji, a pozostałą 1 godzinę i 44 minuty Polacy przeznaczają na zakupy online.

– Większość z nas stara się ułatwić i wzbogacić swoje codzienne życie o kilka różnych platform i usług internetowych, jednak prawie nikt nie myśli o swoim bezpieczeństwie online i prywatności danych dostarczanych aplikacjom i stronom internetowym. Długie godziny spędzone w internecie sygnalizują jedynie zwiększone ryzyko stania się kolejną ofiarą cyberprzestępców. Obecne globalne okoliczności sprawiają, że są oni jeszcze bardziej aktywni – komentuje Daniel Markuson, ekspert ds. prywatności cyfrowej w NordVPN.

Jak chronić dane osobowe

Z badania wynika, że co trzeci Polak (35,3%) nie wyobraża sobie dnia bez internetu lub polega na internecie, zajmując się większością swoich hobby (29,4%), a taka zależność zmusza go do dzielenia się wieloma poufnymi informacjami.

Do najczęściej ujawnianych publicznie danych należą: imię i nazwisko (82,2%), data urodzenia (74,9%), pełny adres (62,9%), zawód (36,8%), status związku (33,3%), a także rozmiar odzieży (28,1%) oraz to, co lubią i to, czego nie lubią internauci (26,3%).
Dodatkowo co czwarta osoba z Polski publicznie ujawniła swój numer PESEL (24,5%) oraz dane konta bankowego (22,4%).

Po zapytaniu, z czego mogliby zrezygnować, by ich dane osobowe zostały trwale usunięte z Internetu, Polacy zidentyfikowali gry wideo (27,6%), marihuanę (27,3%) i alkohol (24,7%).

– Dzisiaj większość naszego życia może być prowadzona online: od dokonywania płatności po zapewnianie sobie rozrywki za pomocą programów telewizyjnych i gier. I dlatego powinniśmy zwrócić szczególną uwagę na zagrożenia online. Spersonalizowane wiadomości tworzące poczucie nagłości, podejrzany lub nieznany nadawca, używanie niepoprawnego języka, niepewne załączniki i linki – to pierwsze oznaki oszustwa, na które należy uważać. Otwieraj tylko załączniki od osób, którym ufasz, a jeśli masz jakieś wątpliwości, nie wahaj się omówić sprawy ze swoimi kolegami i przyjaciółmi – ostrzega Daniel.

Pięć fotelików nie przeszło testu!

24 FOTELIKI SAMOCHODOWE W TEŚCIE: Wyniki nowego testu fotelików nie napawają optymizmem. Okazało się, że fotelik, który ma chronić dziecko, może stwarzać ryzyko. Cztery foteliki zawierały toksyczne substancje, a jeden nie dawał spodziewanej ochrony podczas wypadku.

W ramach testu eksperci przebadali foteliki dla każdej grupy wiekowej: od narodzin aż do osiągnięcia przez dziecko 150 cm wzrostu. Co się okazało? Aż pięć z 24 przetestowanych fotelików samochodowych nie przeszło testu – otrzymały oceny niedostateczne: cztery z powodu wykrycia w nich toksycznych związków chemicznych i jeden ze względu na niedostateczną ochronę w testach zderzeniowych.

Testowane foteliki: Axkid One, Axkid One+, Besafe iZi Go Modular X1 i-Size, Besafe iZi Go Modular X1 i-Size + baza iZi Modular i-Size Base, Britax Römer Advansafix M i-Size, Chicco Kiros i-Size, Chicco Kiros i-Size + baza Kiros i-Size, Cybex Pallas G i-Size, Cybex Solution S i-Fix, Joie i-Traver, Maxi-Cosi Marble, Maxi-Cosi Tinca, Maxi-Cosi Tinca + baza Tinca, Osann Oreo 360o, Peg Perego Primo Viaggio 360, Peg Perego Primo Viaggio Lounge, Peg Perego Primo Viaggio Lounge + baza i-Size, Recaro Mako Elite 2, Recaro Tian Elite, Silver Cross Simplicity Plus, Silver Cross Simplicity Plus + baza Simplifix Isofix, Stokke iZi Go Modular X1 i-Size by Besafe, Stokke iZi Go Modular X1 i-Size by Besafe +  baza iZi Modular i-Size, Swandoo Marie 2

Test lodówek: Najlepsze z najlepszych

104 LODÓWKI W TEŚCIE: Najlepsze lodówki szybko schładzają produkty, a w ich zamrażarkach w bezpieczny sposób przechowasz jedzenie przez wiele miesięcy. Przy tym są ciche i nie zużywają dużo prądu. W naszych badaniach przyglądamy się lodówkom bardzo szczegółowo i poddajemy je rygorystycznym testom. Dzięki temu możemy podpowiedzieć ci, które są godne uwagi, a na które nie warto wydawać pieniędzy.

Tym razem akredytowane laboratorium przetestowało aż 104 lodówki. Badania wyłoniły całkiem sporo bardzo dobrych modeli. Niestety znalazły się też lodówki nisko ocenione. Część z tych z końca rankingu wcale nie należy do tanich. Dlatego przed zakupem nowej lodówki warto sprawdzić wyniki niezależnych badań.

Oprócz chłodziarko-zamrażarek do testu włączyliśmy też pięć chłodziarek bez funkcji zamrażania.

Etykieta bez plusów

C, D lub E zamiast A+++ – teraz oznaczenia klasy energetycznej wielu sprzętów, w tym lodówek, są bardziej przejrzyste. W marcu 2021 roku etykiety energetyczne przeszły prawdziwą rewolucję. Nowe etykiety mają prostszą skalę: od A do G, zamiast oznaczeń A z licznymi plusami. Dzięki tej zmianie łatwiej teraz porównać efektywność energetyczną lodówek. Więcej na temat nowych etykiet pisaliśmy w artykule „Etykieta bez plusów”.

Wraz z nowymi etykietami energetycznymi Unia Europejska wprowadziła też bardziej rygorystyczne wartości graniczne dla poszczególnych klas. Dlatego lodówki w teście nie osiągają klasy wyższej niż C. Ale czy to znaczy, że są mało wydajne energetycznie? Wcale nie! Nawet te z oznaczeniem E wciąż pracują wydajnie.

Unia chce poprzez tę zmianę zmotywować producentów do dalszego zwiększania oszczędności sprzętów, tak żeby kiedyś osiągnęły klasę A.

Testowane lodówki:
Chłodziarko-zamrażarki: AEG ABB682F1AF, AEG RCB732E5MB, AEG RCB73421TY, Beko BCNA275E31SN, Beko RCNA366K34XBN, Beko RCNA406E60ZXBHN, Beko RCNE366K40WN, Bosch KGN33KLEAE, Bosch KGN39VWEP, Bosch KGN49XIEA, Bosch KGV33VLEAS, Candy CRU 164 NE, Candy CVBNM 6182WP/SN, Electrolux LNS6TE19S , Electrolux SCE819E5TS, Haier A3FE737CMJ, Haier A3FE743CPJ, Haier A3FE744CPJ, Haier A4FE742CPJ, Haier HB20FPAAA, Hisense RB438N4GX3, IKEA Medgang (204.901.25), IKEA Medgang (504.901.24), IKEA PAKALLA (art.704.901.23), IKEA TINAD 604.999.54, IKEA UPPKALLA (904.901.22), Indesit LI8 S1E S, Indesit LI8 S1E W, Indesit LI8 S2E W, Indesit LI8 SN2E, Indesit UI61S1, LG GBB61PZJMN, LG GBB62PZJMN, LG GBB71PZDMN, LG GBB72PZDMN, LG GBB72SAVCN, LG GBB92MCACP, LG GBF61PZJMN, LG GBP31DSLZN, LG GBP31SWLZN, LG GBP62DSNCN, Liebherr CBN 4835, Liebherr CBNbs 4835, Liebherr CBNef 4835, Liebherr CN4713, Liebherr CNel 4213, Liebherr CNel4713, Liebherr CNkw 4313, Liebherr CU 2831-21, Liebherr CUEL 2831-21, Liebherr TP1434, Miele KFN 29283 D edt/cs, Samsung BRB26602FWW, Samsung RB29FSRNDWW, Samsung RB30J3000SA, Samsung RB30J3000WW, Samsung RB34T600DSA/EF, Samsung RB34T601DSA/EF, Samsung RB34T632ESA, Samsung RB34T672DSA/EF, Samsung RB36R8899SR, Samsung RB36T602CSA/EF, Samsung RB36T672CS9/EF, Samsung RB38T603CS9, Samsung RB36T605CB1, Samsung RB38T600DSA, Samsung RB38T705CB1, Sharp SJ-BB02DTXWF-EN, Siemens KGE39AICA, Smeg FAB28LBL5, Smeg FAB30LBL5, Smeg FAB30RBL5, Smeg FAB30RRD5, Smeg FAB32LCR5, Smeg FAB32RCR5, Whirlpool ART 96101, Whirlpool ART 9812 SF1, Whirlpool BTNF5323OX, Whirlpool B TNF 5323 OX 3, Whirlpool SP40802, Whirlpool UW8 F2Y WBI F 2, Whirlpool W55TM 4110 W 1, Whirlpool W5721EW, Whirlpool W5811EOX, Whirlpool W5 811E OX 1, Whirlpool W5821EOX, Whirlpool W5 911E OX, Whirlpool W7 811O OX, Whirlpool W7811IOX, Whirlpool W7821OOX, Whirlpool W7831AOX, Whirlpool W7 831T MX, Whirlpool W84BE 72 X, Whirlpool W7911OOX, Whirlpool W7921IOXAQUA, Whirlpool W7 921O W H, Whirlpool W7931AOX, Whirlpool W7 931A W, Whirlpool W7 931T OX
Chłodziarki: Indesit SI61W, Liebherr IKB3560-21, Liebherr K3730, Liebherr Kef4330-20, Zanussi ZXAN13FW0

Wszystko, co musisz wiedzieć, zanim kupisz płyn do spryskiwaczy

0

Od płynu do spryskiwaczy w dużym stopniu zależy bezpieczeństwo na drodze, ale… znasz ten chemiczny zapach, który rozchodzi się w aucie, jak spryskasz szybę? Czy to znaczy, że wdychasz wtedy opary trującej substancji? Jak wybrać bezpieczny płyn i na co zwracać uwagę, kiedy pryskamy na szybę?

Duszności, piekące oczy, bóle głowy, pieczenie w ustach, zmiana smaku – taki wpływ na ludzki organizm może mieć płyn do samochodowych spryskiwaczy, jeżeli jego opary wdycha osoba cierpiąca na alergię lub wrażliwa na któryś ze składników płynu.

Odciąć powietrze

Opary płynu do spryskiwaczy czujemy, ponieważ po pryśnięciu na szybę, przedostają się one do wnętrza samochodu wlotem powietrza. Jak powiedział nam przedstawiciel niemieckiego automobilklubu ADAC, wlot powietrza w prawie wszystkich samochodach znajduje się przy przedniej szybie, na tzw. podszybiu. – Co prawda stare samochody miały ten wlot usytuowany w przedniej części maski, ale zaniechano takiej konstrukcji, bo do wnętrza auta przedostawał się cały brud pochodzący z przodu samochodu – tłumaczy. Dodaje też, że producenci uatrakcyjniają zapach różnymi aromatami i każdy może sobie wybrać zapach, który mu najbardziej odpowiada.

Czy to oznacza, że wnętrze samochodu staje się komorą gazową? To zagrażałoby przecież nie tylko zdrowiu, ale i percepcji kierowcy, a co za tym idzie – bezpieczeństwu jazdy. Przed przedostawaniem się do wnętrza pojazdu niechcianych cząstek mają chronić filtry przeciwpyłowe, w które wyposażona jest większość samochodów. Wychwytują one drobne pyłki (np. kurzu, drobinki ścierane z okładzin hamulcowych i opon, sadzę itp.), ale nie zapachy.

Czy istnieją takie filtry, które zapobiegałyby wnikaniu oparów płynów do spryskiwaczy do wnętrza samochodu? – Tak, nowoczesne samochody wysokiej klasy, takie jak mercedes czy BMW, mogą być wyposażone w filtr węglowy, który wychwytuje szkodliwe gazy – mówi przedstawiciel ADAC. Są też samochody z wbudowanym czujnikiem, który automatycznie wyłącza dopływ powietrza z zewnątrz, gdy osiągnięte zostaje określone stężenie gazów. Funkcję wyłączania dopływu powietrza z zewnątrz wymyślili kilkadziesiąt lat temu Japończycy. Oczywiście nie da się długo jechać bez powietrza z zewnątrz – kiedy skończy się świeże powietrze w samochodzie, trzeba znów otworzyć wlot powietrza z zewnątrz.

Jeżeli nie jeździmy samochodem wyposażonym w automatyczny wyłącznik wlotu powietrza, zawsze możemy sami ręcznie zamknąć ten wlot przed użyciem spryskiwacza. To pozwoli uniknąć przedostania się oparów i zapachu płynu do środka auta.

Jaki płyn?

Na wielu płynach do spryskiwaczy widnieją napisy ostrzegające że: produkt powoduje podrażnienia oczu (w przypadku dostania się płynu do oka), wdychanie jego oparów może wywołać zawroty głowy lub senność, że należy przechowywać go z dala od dzieci, a w przypadku połknięcia natychmiast skonsultować się z lekarzem. Nic dziwnego, taki płyn to mieszanka wielu związków chemicznych, nie bez wpływu na nasze zdrowie. Jak zatem wybrać płyn, którego używanie nie będzie zagrażało kierowcy i pasażerom? Najlepiej sprawdzić, czy ma certyfikat PZH, a także PCBC uprawniający do oznaczania płynu znakiem bezpieczeństwa. Jeśli chcemy być świadomi, jakie substancje wdychamy podczas jazdy, lepiej wybrać też taki płyn, na którego opakowaniu producent wymienia składniki.

Płyny do spryskiwaczy produkuje się na bazie alkoholu etylowego. Może być też dodany izopropanol oraz niewielka ilość detergentu, a także substancja zapachowa i koloryzująca. Od pewnego czasu prawo dopuszcza dodawanie również alkoholu metylowego. Które składniki płynów są najbardziej szkodliwe? Na które powinni zwracać uwagę w szczególności alergicy? Tak naprawdę na wszystkie. Składniki płynów to substancje organiczne: jedna osoba może być uczulona na alkohol etylowy, druga na izopropanol, trzecia na substancję zapachową. Nie oznacza to oczywiście, że wszystkie składniki płynu są równie bezpieczne. Najbardziej szkodliwy jest metanol. Także izopropanol nie należy do substancji przyjaznych naszemu zdrowiu.

Jaka jest zatem rada dla alergików, którzy jeżdżą samochodem? Mogą sami zrobić płyn do spryskiwaczy. Latem wystarczy wymieszać płyn do mycia naczyń z wodą, a zimą – z etanolem, który zapobiega zamarzaniu. Można do tego dodać jeszcze łyżkę octu. Taki preparat wykonany domowym sposobem będzie z pewnością mniej szkodził osobom wrażliwym, ale czy nie zaszkodzi samochodowi? Niestety, może szybciej zużywać się guma wycieraczek. Specyfik taki może również uszkadzać lakier. Prawdopodobnie będzie pozostawiał też smugi na szybie. A to bywa niebezpieczne, gdyż pogarsza widoczność na drodze. A zatem idealny płyn to kompromis między wpływem na nasze zdrowie a skutecznością czyszczenia szyb.

Zapewne zainteresuje Cię też DARMOWY test płynów do spryskiwaczy i chłodnic

Dobry kask nie musi być drogi

12 KASKÓW ROWEROWYCH W TEŚCIE: Dobrą ochronę dają kaski już za niewielkie pieniądze. Z kolei pod koniec rankingu uplasował się najdroższy kask w teście. Test pokazał, że nie każdy kask będzie równie skuteczny i nie każdy jest wygodny.

W teście znajdziesz wyniki szczegółowych badań 12 kasków rowerowych dla dorosłych. Dodatkowo mamy dla ciebie test pierwszej poduszki powietrznej dla rowerzystów. Przeczytasz go za darmo.

Ale wracając do klasycznych kasków rowerowych z testu: połowa jest dobra, druga połowa dostateczna. Dobry kask znajdziesz od 215 zł. Czy to dużo? Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że kask może uratować ci życie, warto wydać na niego tyle, a nawet więcej. W teście znajdziesz też kilka innych wysoko ocenionych kasków, z których najdroższy kosztuje 630 zł.

Głowa to bardzo wrażliwa część naszego ciała. Już uderzenie przy prędkości 10 km/h może spowodować ciężkie obrażenia mózgu. Zaś przy uderzeniu z prędkością od 16 km/h rzadko kiedy głowa pozostaje bez obrażeń. Kask rowerowy znacznie zmniejsza ryzyko urazu. Badania nad ofiarami zderzenia z pojazdem mechanicznym wskazują, że rowerzyści jadący bez kasku aż dziewięć razy częściej doznają ciężkich obrażeń głowy od tych z kaskiem na głowie.

Każdy kask jest lepszy od żadnego…

Testowane kaski: ABUS Urban-I 3.0 MIPS, Alpina Haga LED, Bell Trace MIPS, Casco Cuda 2, Cratoni Velo-X, Decathlon/B’Twin City 500 orzeszek, Giro Register MIPS/Vasona MIPS, Lazer Compact DLX, POC Omne AirSpin, Scott IL Doppio Plus, Specialized Align II, Uvex city i-vo MIPS

Hövding 3: Bardzo bezpieczny, o ile… zadziała – test pierwszej poduszki powietrznej dla rowerzystów

0

„Najbezpieczniejszy kask rowerowy świata nie jest kaskiem” – tak reklamuje marka Hövding swoją poduszkę powietrzną dla rowerzystów. Za taką ochronę trzeba słono zapłacić, bo aż 1500 zł. Ale czy jest ona skuteczna? Test z manekinem dał odpowiedź na to pytanie.

Hövding rzeczywiście nie jest kaskiem, choć pełni jego funkcję. Zakłada się go jak kołnierz – na szyję. Jego działanie polega na rejestrowaniu nagłych przyspieszeń. Dzięki temu w razie upadku ma się napompować w ułamku sekundy. Wtedy okala głowę i szyję czymś w rodzaju poduszki powietrznej przypominającej wyglądem suszarkę u fryzjera (patrz zdjęcie).

Przy okazji testu kasków rowerowych to jako link do testu] eksperci przebadali Hövding, kiedy był napompowany. Zastosowali te same metody badawcze jak w przypadku kasków. Jaki był wynik badań?

Dzięki temu, że poduszka okala całą głowę, uzyskała lepsze wyniki za ochronę przed obrażeniami podczas wypadku od klasycznych kasków. Bardzo dobrze chroni głowę i znacznie zmniejsza ryzyko urazu mózgu.

Dodatkowo w laboratorium badacze sprawdzili obecność w poduszce powietrznej szkodliwych substancji. Nie wykryli żadnych.

Zdążyć na czas

Badanie skuteczności ochrony polegało na wykonaniu crash testu z użyciem manekina. Manekin musiał w wyniku zderzenia z otwieranymi drzwiami samochodu przelecieć przez kierownicę roweru. Czy poduszka powietrzna zdołała napompować się na czas, przed uderzeniem o ziemię? Tak!

Inaczej byłoby jednak w przypadku uderzenia głową przez rowerzystę w pionową przeszkodę. Na przykład wtedy, kiedy wpadłby w otwierane drzwi samochodu ciężarowego, a nie osobowego. Nie przeleciałby wtedy z nad drzwiami, tylko z impetem walnął głową wprost w wysoką przeszkodę w postaci drzwi. Podobny scenariusz mógłby się wydarzyć, gdyby przeszkodą była gałąź. W takich wypadkach poduszka powietrzna nie zdąży się napompować, bo od momentu zarejestrowania wstrząsu do uderzenia mija zbyt mało czasu.

Chroni… fryzurę

Niektórzy rowerzyści i rowerzystki nie chcą nosić kasku z prozaicznego powodu – żeby nie zniszczyć sobie fryzury. Dla nich Hövding jest dobrym rozwiązaniem: jako że nosi się go na szyi jak kołnierz, nie zniszczy idealnie ułożonych włosów.

Ale czy to oznacza, że poduszka powietrzna Hövding jest wygodna? Niekoniecznie. Ochotnicy określili komfort jej noszenia jako „wymagający przyzwyczajenia się”. Trzeba tu zaznaczyć, że poduszko-kołnierz waży 840 g i okala szyję i kark niczym ciężki szal. Przy wysokich temperaturach można się w nim spocić. Hövding jest dostępny tylko w jednym rozmiarze. Osoby o wąskiej szyi mogą zapiąć go po prostu mocniej. Tylko że wtedy tworzą się niewygodne fałdy. Dodatkowo akumulator i pokrętło do ustawiania właściwego dopasowania uwierają w kark.

Podsumowanie: Jeśli Hövding się otworzy, daje lepszą ochronę w czasie wypadku od klasycznego kasku. Niemniej jednak nie w każdej niebezpiecznej sytuacji na drodze Hövding otwiera się na czas.

Wybierz najlepszą płytę indukcyjną

37 PŁYT INDUKCYJNYCH W TEŚCIE: Najlepsze płyty indukcyjne podgrzeją ekspresowo garnek z wodą, ale potrafią też utrzymywać stałą temperaturę, kiedy dusisz potrawę na najmniejszej mocy. W naszym teście sprawdziliśmy płyty grzewcze nie tylko pod kątem gotowania, ale też udało nam się wyłonić najbardziej energooszczędną, najcichszą i najprostszą w obsłudze. Zobacz, jaką płytę indukcyjną wybrać!

W badaniach laboratoryjnych przetestowaliśmy 37 płyt indukcyjnych, w tym również płyty ze zintegrowanym wyciągiem. Najdroższa z nich kosztuje prawie 12 tys. zł. Co ciekawe, ona nie została oceniona wysoko – otrzymała notę dostateczną. Za to najtańsza płyta indukcyjna w teście – za 899 zł – otrzymała ocenę dobrą i została uznana za model o najlepszym stosunku ceny do jakości.

Jak więc widać, wcale nie musisz wydawać dużo, żeby kupić płytę indukcyjną naprawdę dobrej jakości. Najwyżej oceniona w teście płyta kosztuje 1399 zł. Zaś tuż za nią znajdziesz model za 999 zł.

Jak działa płyta indukcyjna?

Płyta indukcyjna podgrzewa potrawy szybciej od płyty ceramicznej, a przy tym zużywa mniej prądu. Dodatkowo jest bezpieczniejsza, bo ryzyko poparzenia jest minimalne. Czy to znaczy, że indukcja to ideał w kuchni? Trochę w tym prawdy, choć płyty indukcyjne mają też swoje wady. Ale o nich później…

Zacznijmy od tego, w jaki sposób płyta indukcyjna działa. Otóż pod nią umieszczone są zwoje miedzianych drutów tworzące spiralę. Za sprawą energii elektrycznej te druty nagrzewają się i przekazują ciepło do garnka. Ponieważ przez druty płynie prąd zmienny, zgodnie z zasadami fizyki, cewki ulegają przemagnesowaniu i nagrzewają naczynia o właściwościach magnetycznych.

Minus płyty indukcyjnej jest taki, że nie każdy garnek się na niej nagrzeje. Być może będziesz musiał pozbyć się części starych garnków, a w sklepie, kupując nowe, zwracaj uwagę na oznaczenie mówiące o tym, czy nadaje się on do gotowania na indukcji. Garnki, które się do tego nadają, są wykonane z materiałów o określonych właściwościach magnetycznych. To między innymi stal czy żeliwo.

Jest prosty sposób na sprawdzenie, czy twoje garnki nadają się do gotowania na płycie indukcyjnej. Wystarczy przyłożyć do nich magnes. Jeśli garnek go przyciąga, będzie można używać go na indukcji. Dodatkowo sprawdź, czy garnek ma całkowicie płaskie dno. Musi ono idealnie przylegać do płyty, nie może mieć żadnych wypukłości.

Testowane płyty indukcyjne: AEG IDE84243IB, AEG IDK84453IB, AEG IKB64301FB, AEG IKE64450FB, Beko HII64401MT, Beko HII64500 FHT, Bosch PIE611BB1E, Bosch PIE645BB1E, Bosch PIV851FC5E, Bosch PVS651FC5E, Bosch PVS775FC5E, Electrolux 700 FLEX Bridge EIV634, Electrolux LIR60433, Elica NikolaTesla Prime BL/A/83, Elica NikolaTesla Prime BL/F/83, Gorenje IS645BG, Ikea BLIXTSNABB (604.678.30), Ikea FÖRDELAKTIG (504.494.03), Ikea GRUNDAD (404.670.82), Ikea MATMÄSSIG (104.670.93), Ikea UTNÄMND (304.678.22), Indesit IS 83Q60 NE, Miele KM 7201 FR, Miele KM 7474 FR, Miele KMDA 7633FR, Samsung NZ64K5747BK/EF, Samsung NZ64M3NM1BB, Samsung NZ64R3747BK/UR, Samsung NZ84J9770EK, Siemens ED675FSB5E, Siemens EH631BEB1E, Siemens EX875LX67E inductionAir Plus, Siemens EX875LYV1E, Whirpool ACM 750/BA, Whirpool WF S9365 BF/IXL, Whirpool WS Q2160 NE, Whirlpool WS Q2760 BF

Jaka wiertarko-wkrętarka jest najlepsza

21 WIERTARKO-WKRĘTAREK W TEŚCIE: Najlepsza wiertarko-wkrętarka musi mieć nowoczesny silnik, dużo elektroniki i mocny akumulator. W teście jest kilka takich dobrych urządzeń. Ale nie wszystkie. Część nie sprostała wymogom testu.

W teście w szranki stanęły wiertarko-wkrętarki z akumulatorem 18 V, w tym udarowe i bez udaru, a także nieco słabsze wiertarko-wkrętarki z akumulatorem 10,8 V. 11 z 21 przetestowanych narzędzi otrzymało oceny dobre. W pozostałych badacze wykryli różne niedociągnięcia. Cztery z pięciu udarowych wiertarko-wkrętarek z testu potrzebowały wyjątkowo dużo czasu, aby przewiercić się przez beton. Dwa modele zdecydowanie za szybko się zepsuły. Z kolei dwa urządzenia rozładowywały się w stacji ładującej. Dlatego koniec końców aż sześć wiertarko-wkrętarek otrzymało oceny mierne lub niedostateczne.

Test trwałości

Za sprawą energii elektrycznej napęd wiertarko-wkrętarki przenosi ogromne siły. Dobra wiertarko-wkrętarka poradzi sobie w mig nawet z dziesięciomilimetrowymi wkrętami. Ale niedoświadczone osoby mogą mieć wtedy problem z utrzymaniem kontroli nad maszyną. Tylko jak długo nasze urządzenia wytrzymają takie ekstremalne, ale też te mniej wymagające wyzwania przy zwykłych pracach domowych?

W specjalnym badaniu eksperci symulowali wieloletnie użytkowanie wiertarko-wkrętarek, a ściślej wkręcanie wkrętów w drewno sosnowe oraz wiercenie w drewnie bukowym i stali. Czas pracy, który każde z urządzeń musiało przetrwać, wynosił 33 godziny. Dodatkowo urządzenia testowano z pustym przebiegiem oraz poddawano okresom schładzania. To odpowiada ponad 16 tys. wywierconych otworów i wkręconych wkrętów.

Modele o najwyższej trwałości przeszły ten test bez zarzutu. Ale niektóre z naszych urządzeń poniosły klęskę i odmówiły posłuszeństwa przed czasem. I tak na przykład silnik osiemnastowoltowego modelu z Obi padł po upłynięciu dopiero 10% czasu badania. Również w ponownym badaniu z użyciem drugiej sztuki tej wiertarko-wkrętarki rezultat był podobny…

Testowane wiertarko-wkrętarki: AEG BBS 12C2 LI-202B, AEG BS18C LI-202C, Black&Decker BL186KB-QW, Bosch Easy Drill 1200, Bosch Professional GSR 12V-15 FC, Bosch Professional GSR 18V-60 C, Bosch PSR 18LI-2 Ergonomic, Dewalt DCD777 S2T-QW, Einhell Expert TE-CD 12 Li, Einhell Expert Plus TE-CD 18 Li, Hitachi DS 18DBSL, Makita DDF482RFJ, Obi Lux Tools ABS-10,8Li, Obi Lux Tools ABS-18Li-C Set, Ryobi R18DDBL-225B, Worx WX175
Udarowe wiertarko-wkrętarki: AEG BSB 18CBL LI-202C, Black&Decker BL188K-QW, Bosch PSB Expert+ LI2, Dewalt DCD796 D2-QW, Makita DHP453RFX2

Co tkwi w kostce rosołowej?

Nowoczesny świat daje nam nowe rodzaje żywności, o których nasi przodkowie mogli co najwyżej pomarzyć. Produkty wysokoprzetworzone, bo o nich właśnie mowa, ułatwiają przygotowywanie posiłków. Weźmy taką kostkę rosołową: jest malutka i niepozorna, a może wyczarować zupę dla całej rodziny, wykwintny sos lub nadać smak daniom mięsnym i warzywnym. Tylko czy na pewno warto korzystać z tego ułatwienia? Niestety im żywność bardziej przetworzona, tym mniej pożądana w diecie.

Żyjemy w czasach żywności kompaktowej – szybkiej i łatwej do przygotowania. Ale koncentraty obiadowe, do których zaliczane są buliony w kostkach, znane są już od dawna. Ściślej – od końca XVIII wieku, kiedy to, w czasie wojny prusko-francuskiej niejaki Rudolf Scheller wprowadził prasowane kostki na bazie grochu do racji pokarmowych armii pruskiej. Był to jeden z pierwszych produktów zaliczanych dziś do tzw. żywności wygodnej, a więc takiej, która umożliwia szybkie przygotowanie posiłków. Pierwsi konkurenci Schellera pojawili się już w 1882 roku: najpierw firma Knorr, a następnie Maggi.

Wygodę użycia do nieskomplikowanego przygotowania potraw docenili konsumenci. I tak kostki bulionowe zagościły na dobre w wielu polskich kuchniach. Rzadko stanowią jednak samodzielne danie (czyli rosół), częściej służą jako podstawa do przygotowania zup i sosów mięsnych, wzbogacając ich smak i aromat.

Kostka rozłożona na czynniki pierwsze, czyli skład kostki rosołowej

Podstawowym składnikiem kostki bulionowej jest zwykła sól kuchenna – kostka składa się z niej w około 50%. Z kolei 10% kostki stanowią tłuszcze roślinne i zwierzęce. Składników mięsnych w kostkach rosołowych jest niewiele, w granicach 0,2-0,5%. Charakterystyczny smak i aromat producenci uzyskują dzięki zastosowaniu aromatów i substancji wzmacniających smak i zapach, takich jak glutaminian sodu czy rybonukleotydy (inozynian sodu i guanylan sodu). Ale o nich za chwilę. W składzie kostek bulionowych występują też takie substancje smakowe jak: ekstrakty drożdżowe, naturalne przyprawy roślinne, suszone warzywa oraz cukier.

Strukturę kostek wspomagają maltodekstryny i skrobia ziemniaczana. Na tym jeszcze nie koniec składników, które mieści malutka kostka. Kolejne substancje dodatkowe to barwniki – naturalne i identyczne z naturalnymi, takie jak karmel i kurkuma oraz regulatory kwasowości, na przykład kwas cytrynowy.

Ze względu na niewielką zawartość wody, za to znaczną ilość soli kuchennej, kostki bulionowe mają długą trwałość. Kostki przechowywane w suchym, chłodnym i zaciemnionym miejscu nadają się do wykorzystania nawet przez dwa lata.

Po przeczytaniu powyższego fragmentu łatwo wywnioskować, że wartość odżywcza bulionów przygotowanych z kostek jest niewielka. Wartościowe naturalne składniki, takie jak warzywa i mięso, występują w nich w minimalnych ilościach, a bazę stanowi sól, niepożądana w naszej diecie. Glutaminian sodu – ważny składnik kostek bulionowych – także nie jest zupełnie obojętny dla organizmu. Spożywany w większych ilościach, a szczególnie na czczo, u osób wrażliwych wywołuje objawy określane jako „syndrom chińskiej restauracji”. Brzmi tajemniczo, prawda? Chodzi o bóle głowy, mrowienie, bóle klatki piersiowej oraz pocenie się. Nazwę zawdzięcza faktowi, iż glutaminian sodu jest popularnym składnikiem kuchni azjatyckiej. Substancji tej powinny unikać osoby z chorobami przewodu pokarmowego, na przykład z chorobą wrzodową (pobudza wydzielanie soków trawiennych) oraz odchudzające się, ponieważ wzmaga apetyt. Na tle domowego rosołu przygotowanego z naturalnych składników bulion z kostki wypada szaro. Wystarczy porównać:

Porównanie wartości żywieniowej bulionu naturalnego i przygotowanego z kostki

1 litr bulion naturalny domowy bulion z kostki rosołowej
wartość energetyczna, kcal ok. 300-400 ok. 50-60
białko, g ok. 35 ok. 1-2
tłuszcz, g ok. 10-20 ok. 3-4
węglowodany, g ok. 10 ok. 2-3

Substancje wzmacniające smak i zapach stosowane w kostkach rosołowych (czyli wspomniany już glutaminian sodu, inozynian sodu i guanylan sodu) są naturalnymi składnikami niektórych produktów spożywczych, ale występują wtedy w niewielkich ilościach. Ich rola polega na szczególnym, jeszcze dokładnie niewyjaśnionym oddziaływaniu na receptory smakowe. W rezultacie wrażenia naszych zmysłów po zjedzeniu potrawy są mocniejsze i trwają dłużej. Wzmacniaczom smaku zawdzięczamy piąty – po czterech podstawowych (słony, słodki, kwaśny, gorzki) – smak. Nazywa się umami. Jego nazwa wywodzi się z języka japońskiego i oznacza „smakowity, wyśmienity”.

Wzmacniacze smaku poprawiają smak potraw mięsnych, warzywnych, rybnych i grzybowych. Mogą też maskować niepożądane cechy smakowe. Ponieważ zwiększają odczuwanie smaku słonego, pozwalają też na ograniczenie dodatku soli do potraw.

Oto wzmacniacze smaku i pozostałe składniki kostki rosołowej rozebrane na czynniki pierwsze:

Sól: Kostka składa się z niej w około 50%. Jedząc kostki rosołowe bardzo łatwo przekroczyć maksymalną zalecaną dzienną ilość soli, czyli 5 g.

Tłuszcze roślinne i zwierzęce: Stanowią ok. 10% kostki. Uwaga! W kostce rosołowej znajdują się najbardziej szkodliwe tłuszcze utwardzone, które zwiększają ryzyko chorób układu sercowo-naczyniowego, zawału serca i udaru, miażdżycy, nowotworów złośliwych i cukrzycy. Składników mięsnych w kostkach rosołowych jest niewiele, w granicach 0,2-0,5%.

Ekstrakt drożdżowy: To substancja wydobywana z komórek drożdżowych, otrzymywana w postaci pasty lub proszku. Nadaje produktom smak i zapach zbliżony do pieczonego mięsa (czyli legendarny smak umami). Ma silne właściwości aromatyczne. Co prawda pełni podobną rolę do glutaminianu sodu, ale w przeciwieństwie do niego, jest nieszkodliwy. Ma jednak mniej skoncentrowany smak, więc trzeba użyć go więcej, żeby uzyskać ten sam efekt, a to zwiększa koszty produkcji. Dlatego producenci z jednej strony chętniej sięgają po glutaminian, ale z drugiej – doceniają lepszy wizerunek ekstraktu drożdżowego u konsumentów.

Glutaminian sodu (E621): Związek otrzymywany głównie na drodze biosyntezy przy udziale drobnoustrojów; stosunkowo tani i dlatego powszechnie wykorzystywany w koncentratach obiadowych i mieszankach przyprawowych. Uważa się, że większe dawki mogą wywoływać „syndrom chińskiej restauracji” (bóle głowy, mrowienie, bóle klatki piersiowej oraz pocenie się). Stosowanie glutaminianu sodu pozwala na zmniejszenie dodatku soli o 30-40%. Mimo kontrowersji, jakie wzbudza, glutaminian jest uznany w Unii Europejskiej za bezpieczny. Negatywne oddziaływanie może wynikać co najwyżej z nadmiernych spożywanych ilości tego dodatku. Uwaga! Kostki rosołowe z hasłem: „bez glutaminianu sodu” wcale nie muszą być zdrowsze, gdyż mogą zawierać większą ilość innych wzmacniaczy smaku.

Rybonukleotydy: Inozynian sodu (E631) i guanylan sodu (E627) to związki o podobnym do glutaminianu sodu działaniu intensyfikującym smak potraw mięsnych i warzywnych. Początkowo izolowane były z mięśni ryb morskich – stąd nazwa rybonukleotydy. Są dodawane w kilkudziesięciokrotnie mniejszych dawkach niż glutaminian, lecz ich koszt jest nieporównywalnie wyższy. W żywności najczęściej stosowane są łącznie z glutaminianem sodu, gdyż wyraźnie wzmacniają jego działanie.

Karmel amoniakalny (E150c): Sztuczny barwnik. Podczas jego produkcji powstaje produkt uboczny 4-metyloimidazol, który w badaniach na myszach okazał się rakotwórczy. Według EFSA jego spożywanie nie stwarza ryzyka, o ile nie przekraczamy dopuszczalnych bezpiecznych dawek. Jednak Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem, IARC zaklasyfikowała ten związek chemiczny jako rakotwórczy również dla ludzi. Substancja powstająca podczas produkcji E150c to imidazol, który z kolei może zagrażać układowi immunologicznemu. Bezpieczna dzienna dawka E150c została ustalona przez EFSA na poziomie 100 mg/kg masy ciała. Jednocześnie EFSA ostrzega, że dzieci oraz dorośli spożywający duże ilości produktów z tym barwnikiem łatwo mogą przekroczyć bezpieczną dawkę. Co więc robić? Najlepiej unikać produktów z E150c w składzie, a także z innymi barwnikami z tej grupy. Należy do nich między innymi E150d, który znajduje się na przykład w napojach typu cola.

* * *

Czy powinniśmy być wdzięczni pomysłodawcom kostki rosołowej? Mimo że w chwilach pośpiechu niezaprzeczalnie kusi wizją ostatniej deski ratunku, to jednak lepiej zastosuj inne szybkie rozwiązania. Jakie? Na przykład mrożonkę warzywną przeznaczoną na zupę. Jeśli nie ma żadnych innych dodatków poza warzywami, to bardzo zdrowy wybór. Zupa będzie gotowa równie szybko, jak z kostki, a przy okazji zyskasz mnóstwo wartości odżywczych i zdrowy posiłek.

Zapewne zainteresuje Cię też książka „Tajemnice żywności”

Która pralka pierze najlepiej

24 PRALKI W TEŚCIE: Która pralka najlepiej pierze? Która skutecznie płucze i dobrze wiruje? Która pralka jest oszczędna i szybka? A która cicha? Odpowiedzi na te pytania znajdziesz w nowym teście pralek.

Badaniom poddaliśmy 24 modele pralek. Większość to pralki ładowane od frontu, ale w teście jest też sześć ładowanych od góry.

Wiele osób podczas wyboru nowej pralki w sklepie myśli sobie: pralka jak pralka – każda wygląda podobnie, każda jest wyposażona w przeróżne systemy i udogodnienia, więc z pewnością każda będzie dobrze prała. Nic bardziej mylnego! W naszym teście przeprowadzonym w laboratorium trafiliśmy na pralki, które nie radziły sobie z podstawowymi zadaniami, jak pranie, płukanie czy wirowanie.

Pralka to spory wydatek (w teście sprawdziliśmy modele w cenach od 899 do 5310 zł) i powinna wystarczyć nam na wiele lat. Dlatego warto przed jej zakupem dobrze się zastanowić, który model będzie tym właściwym wyborem do twojego domu.

Testowane pralki: Bosch WAXH2KOLSN, Candy CO4 1272D3\1-S, Candy CS 1482DE/1-S, Candy CS4 1272DE/1-S, Candy CSTG 28TE/1S, Candy RO16106DWMCE/1-S, Gorenje WA84CS, Haier HW80-B14979, Hoover H3WS413TAMCE/1-S, Indesit BTW L50300 IT/N, Indesit BTWS60300FR/N, Indesit BTW L60300 IT/N, LG F4WV710S1E, Miele WSD 663 WC, Miele WWD120, Miele WWG660, Samsung WW90T304MWW, Samsung WW90T654DLH /S3, Samsung WW90TA046AE, Whirlpool FFB 7238 BV, Whirlpool FFB 8248 SBV SP, Whirlpool FFD 8448 BCV, Whirlpool TDLR 6230S IT/N, Whirlpool ZEN TDLR 7222 BS