Zdrowa czy niezdrowa? Mimo że kawa należy do jednych z najlepiej zbadanych produktów żywnościowych, wciąż krąży wiele mitów na temat jej oddziaływania na zdrowie, a naukowcy co jakiś czas zaskakują nas jakąś nowoodkrytą właściwością czarnego naparu.
Targowanie po polsku
Czy możemy, czy umiemy i czy w ogóle negocjujemy ceny?
W krajach arabskich, azjatyckich, a nawet na południu Europy, targowanie się to swoisty zwyczaj. I nie chodzi tu tylko o bazary, ale i sklepy, szczególnie te należące do prywatnych przedsiębiorców. Kupienie czegoś bez prób negocjowania ceny jest postrzegane jako niegrzeczne, a sprzedawca, którego nie poproszono o rabat czuje się obrażony i zignorowany przez nabywcę. A jak jest w Polsce, czy zabieganie o obniżkę cen z etykiet jest powszechne?
Czy możemy się targować?
– W odniesieniu do cen wprowadzono ustawę, która mówi, że ceny towarów i usług uzgadniają strony zawierające umowę. Z powyższego zapisu wynika więc, że ustalanie ceny może podlegać negocjacji. Z drugiej strony jednak w tym zakresie mogą być wprowadzone pewne ograniczenia między stronami kupna-sprzedaży. Przykład to apteki, gdzie ceny większości leków są urzędowe i tutaj o negocjacji nie może być mowy. Choć polskie prawo nie zabrania targowania, to nie zawiera takiej regulacji prawnej, która zmuszałaby sprzedającego do zaakceptowania ceny zaproponowanej przez kupującego – tłumaczy Ewa Wiszniowska, dyrektor Delegatury Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w Lublinie.
Widać więc, że prawo pozwala nam zabiegać o obniżkę. To, czy sprzedawca weźmie naszą propozycję pod uwagę, czy nie, zależy tylko od jego własnej woli i interesu ekonomicznego, o który musi dbać. Handlowiec może przecież trochę zejść z ceny, bo wiadomo, że jakąś marżę narzucił, ale tu też o ogromne zniżki nie możemy zabiegać, przecież sprzedawca też musi coś zarobić. – Oczywiście zejście z ceny nie może być poniżej kosztów zakupu, bo to byłoby nieopłacalne dla samego sprzedawcy. Z drugiej strony mogłoby zostać potraktowane jako dumping cenowy, który jest zabroniony – dodaje Ewa Wiszniowska.
Czy umiemy się targować?
W Egipcie, Tunezji, Turcji, Chinach i Indiach targowanie się jest jakby sportem narodowym. Rytuał zabiegania o zbicie z ceny urozmaica zwykłe zakupy i sprawia, że handlowanie staje się zabawne, choć czasami odnosi się wrażenie, że niebawem dojdzie do bójki między sprzedawcą a kupującym. Gdy już dwie strony dojdą do porozumienia w sprawie wysokości ceny, to wrażenie okazuje się złudnym, bowiem przedsiębiorca i nabywca stają się nagle najlepszymi przyjaciółmi. Dlaczego w Polsce tak się nie dzieje?
– Różne traktowanie cen jest związane z pewnym etapem rozwoju społeczeństwa. W społeczeństwie tradycyjnym (a kraje arabskie bezsprzecznie do takich należą) targowanie się jest elementem kulturowym, jest pozostałością minionej epoki. „Kłótnia” o cenę jest typową częścią sprzedaży, stanowi swoisty dialog sprzedawcy i nabywcy. Natomiast w społeczeństwach przemysłowych, czy postprzemysłowych tego typu zjawiska nie występują na tak szeroką skalę. W Polsce rytuał targowania dodatkowo osłabł w epoce realnego socjalizmu, gdy ceny były sztywne i takie same w całym kraju. Teraz, w gospodarce rynkowej, miejsce targowania zajęły rabaty i upusty – wyjaśnia prof. dr hab. Sławomir Partycki, kierownik Zakładu Socjologii Gospodarki i Organizacji Instytutu Socjologii UMCS w Lublinie.
Poza promocjami w sklepach, które cieszą się dużą popularnością, przejawy zabiegania o obniżenie cen, możemy obserwować tylko na polskich targowiskach. Tak jednak być nie musi, bo jeśli sklepowym sprzedawcom zależy na sprzedaży i są wykwalifikowani, to też powinni być elastyczni, i choć rozważyć naszą propozycję cenową.
– Rzadkie targowanie w polskich sklepach jest przyczyną nieświadomości. Konsumenci po prostu nie zdają sobie sprawy, że ceny są umowne. Absolutnie nie ma tu znaczenia jakiś czynnik psychologiczny, że my się wstydzimy. Może to kwestia bariery cech osobowych całego społeczeństwa, że nie jesteśmy przyzwyczajeni do targowania się o przysłowiową marchewkę. Jeśli bylibyśmy tego uczestnikami od dzieciństwa, tak jak to jest w krajach arabskich, czy na południu Europy, to negocjowanie weszłoby nam w krew, stałoby się naszym nawykiem. My natomiast musimy się tego po prostu uczyć i to jest cała kwintesencja tego problemu – mówi Lidia Baran-Ćwirta, miejski rzecznik konsumentów w Lublinie.
Czy się targujemy?
– Edukacja konsumencka również za pośrednictwem mediów, stopniowo się rozwija, co przyczynia się do poszerzenia samoświadomości konsumentów, a tym samym do podejmowania częstszych prób targowania się – dodaje rzecznik konsumentów Lidia Baran-Ćwirta.
Tym sposobem negocjowanie cen celem ich obniżenia zaczyna zakorzeniać się w polskiej rzeczywistości rynkowej. Pomyślny efekt targowania daje przede wszystkim satysfakcję i parę groszy więcej w portfelu. Dla wielu pań kupienie sukni wieczorowej po niższej cenie, a do tego szalu za utargowaną zniżkę, jest ogromną uciechą… Próby obniżenia sum z etykiet mogą prowadzić do bardziej rozbudowanych stosunków między sprzedawcą a nabywcą. To zapewne sprawiłoby, że zakupy nie byłyby takie bezrefleksyjne i sztywne, a przedsiębiorcy bardziej interesowaliby się potencjalnymi klientami.
Już dzisiaj negocjacja cen jest stałym elementem przy zakupach o dużej wartości. Kupując coś naprawdę drogiego nie robimy tego bezemocjonalnie, tylko zaczynamy się namyślać i kalkulować. W takich przypadkach niemal zawsze dopytujemy się o wysokość ewentualnego upustu. Jest to widoczne przede wszystkim przy zakupie materiałów budowlanych, samochodów i sprzętu rolniczego.
– W obecnej sytuacji rynkowej klienci sami dopytują się o obniżenie ceny, czy jest w ogóle taka możliwość i ewentualnie ile by to było procent. Wtedy my z klientem, który jest zdecydowany skorzystać z naszej oferty sprzedaży ciągników czy maszyn rolniczych, staramy się ustalić taką cenę, aby obie strony były zadowolone. Tym sposobem chcemy kupującemu dać do zrozumienia, że go szanujemy i traktujemy indywidualnie – tłumaczy Marek Pawelec, specjalista ds. handlu Gravit Agro-Pol S.A. w Lublinie.
Jak widać targować się możemy, musimy tylko zdać sobie sprawę z tego, że cena na metce nie jest ostateczną. Efektywne negocjowanie może dać nam nie tylko satysfakcję, zaoszczędzenie gotówki, ale i poznanie ciekawych ludzi w osobach sprzedawców. Wiem, co piszę – nieraz próbowałam, to niezwykła frajda. Przekonajcie się sami…
Guma do żucia – produkty kultowe
Człowiek od wieków coś żuł: od ludzkich chrząstek, poprzez żywicę, liście i pszczeli wosk na gumie syntetycznej skończywszy. Wierzono, że żucie zapewnia zdrowe zęby, koi nerwy, wspomaga trawienie, zapobiega chorobom, odświeża umysł, a nawet dodaje sex appealu.
Czy możemy nie płacić za usługę kosmetyczną?
Uroda to coś ulotnego, ale niezmiernie ważnego. Gabinety kosmetyczne kuszą nas różnorodnymi ofertami, zachęcają i wabią. Niestety czasami bywa, że kiedy wychodzimy z gabinetu kosmetycznego, czujemy się okropnie. Dlaczego?
Przez żołądek do serca – afrodyzjaki
Naturalne, legendarne i chemiczne. Mają za zadanie rozpalać żądze i sprawiać, by nikt nie oparł się naszemu urokowi. Czy jednak rzeczywiście są idealnym lekiem na ten odwieczny ambaras, „żeby dwoje chciało naraz”?
Ratunek w zasięgu ręki
Od zarania ludzkości jeden osobnik marnotrawi swój czas i siły po to, by uwieść drugiego. W celu matrymonialnym, towarzyskim lub erotycznym. Stosuje przeróżne, nie zawsze skuteczne, sposoby. Tymczasem idealne, wydawałoby się, lekarstwo leży w zasięgu ręki. Afrodyzjaki – środki mające rozpalać miłosne żądze, przełamywać obojętność i nudę, potęgować rozkosz. Od wieków badano działanie owych środków, których nazwa pochodzi od imienia starożytnej bogini płodności, piękna i miłości. Gromadzono przepisy na miłosne eliksiry, święcie wierzono lub powątpiewano w ich cudowną moc. Dziś, by przekonać się o ich działaniu na własnej skórze, wystarczy wejść do sklepu ze zdrową żywnością, apteki homeopatycznej, sex shopu, lub po prostu – odwiedzić stoisko z warzywami.
Siła natury
Bogowie greckiego i rzymskiego panteonu swą moc czerpali z ambrozji, pokarmu sporządzanego ponoć z kaszy jaglanej i miodu. Afrodyta, oprócz czarów, sięgała po potrawy z gołębi i miodu. I my możemy bez trudu zestawić sobie odpowiednią, erotyczną dietę.
Wśród warzyw do afrodyzjaków zalicza się: seler, por, pietruszkę, bakłażany, brokuły, szparagi, wszystkie jarzyny liściaste (sałaty, kapusty), paprykę, marchew oraz różnego rodzaju kiełki. Co ciekawe, silnym afrodyzjakiem jest… czosnek (na raczej odstraszający zapach pomoże przegryzanie go ziarenkami kawy, kminku, natka pietruszki i goździki). Następnie owoce: awokado, jeżyny, kiwi, ananasy. Z mięs za afrodyzjaki uchodzą przede wszystkim podroby: wątroba, żołądki, nerki i móżdżek. Do tego dochodzą przyprawy: imbir, bazylia, chili, cynamon, curry, kolendra, lubczyk, gałka muszkatołowa, papryka, pieprz czy korzeń żeń-szenia. Pobudzająco działają również prawdziwki, smardze, trufle, orzechy włoskie, jajka, krewetki, homary, łosoś, sandacz, pstrąg, węgorz czy kawior. Ogólnie, zmysłowa kolacja przy świecach powinna składać się z dań lekkostrawnych, do których można podać co najwyżej lampkę szampana. Sporo gotowych przepisów na miłosne potrawy, dzięki którym trafimy „przez żołądek do serca” wybranej lub wybranka, znaleźć można w książkach kucharskich lub w internecie.
Sztuczna podnieta
Przemysł również postanowił zadbać o nasze życie uczuciowe (oczywiście wietrząc w tym niemały interes). Najwięcej „afrodyzjaków” znajdziemy oczywiście w specjalistycznych sex shopach. Do najpopularniejszych środków należą tam z pewnością – legendarne już – Yohimbinum i Hiszpańska mucha. O reszcie preparatów nie dowiemy się zbyt wiele ani od sprzedawcy, ani z etykiety na opakowaniu (poza reklamowymi hasłami w stylu: „zmienia partnera w gotowego na wszystko niewolnika” czy „ujawnia praktyki sexualne dotąd Ci nieznane – po zażyciu staniesz się niedościgniony”). Najnowszym hitem jest „Maca” (30 kapsułek za 35 zł). Reklamowana jako „odpowiedź natury na Viagrę”. Producent podaje, iż w fazie prób klinicznych prowadzonych w sierpniu 2001 r. na Universidad Peruana Cayetano Heredio w Peru, ustalono że maca przy regularnym stosowaniu zwiększa potencję do 180%, a żywotność plemników do 200%.
Niestety, praktycznie żaden z handlowców nie informuje o działaniach ubocznych „cudownych” preparatów dostępnych w sex shopach. Tymczasem po użyciu niektórych środków mogą wystąpić bóle głowy, silne pieczenie intymnych części ciała, mdłości, wzmożona senność i wrażenie otumanienia. Słynna „Hiszpańska Mucha” działa co prawda silnie podniecająco, ale i… toksycznie. Zawarta w preparacie kantarydyna może wywołać negatywne zmiany w układzie pokarmowym i moczowym, a jej przedawkowanie może wręcz zagrażać życiu. Również johimbina wykazuje szereg niepożądanych działań ubocznych i należy ją stosować tylko po zaleceniu lekarza. Często spożyciu jej towarzyszą nudności, zawroty głowy, a nawet halucynacje. Sama johimbina może nie uzależniać, lecz groźna jest przyjmowana w nadmiarze lub z alkoholem czy jakimikolwiek innymi lekami i narkotykami (taka mieszanka powoduje silne zatrucie). Ludzie z wysokim ciśnieniem krwi i zaburzeniem pracy serca powinni trzymać się od niej z daleka.
Z pewnością bezpieczniejsze są olejki eteryczne, używane do kąpieli, masażu lub do lampki aromaterapeutycznej. Najczęściej są to słodkie zapachy drzewa sandałowego, imbiru lub jaśminu. Co ciekawe, substancje działające podniecająco dodawane są również do niektórych perfum. Ich składniki są często uznawane za afrodyzjaki: szypr, żywica benzoesowa, kadzidło, ambra czy piżmo.
Mity czy rzeczywistość?
Teoretycznie afrodyzjaki pobudzają układ płciowy, zwiększają wydzielanie hormonów, wzmagają wrażliwość skóry na dotyk, uaktywniają wyobraźnię erotyczną. Czy jednak każdy ze środków nazwanych afrodyzjakiem działa skutecznie? Naukowcy przebadali większość artykułów spożywczych, tradycyjnie uznawanych za mające duży wpływ na nasz popęd i okazało się, że część rzeczywiście ma udokumentowane działanie odprężające i pobudzające, głównie dlatego, iż są to lekkostrawne produkty bogate w witaminy i mikroelementy. Należy do nich m.in. lubczyk, za sprawą którego popularne stało się powiedzenie „zadać komuś lubczyku”. Najlepsze efekty daje spożywanie korzeni i nasion, z których sporządza się eliksir miłości, a także młode, jasnozielone liście. Czosnek reguluje ciśnienie, ma dobry wpływ na krążenie krwi i zmniejsza poziom cholesterolu. Jednym z najstarszych i najpopularniejszych afrodyzjaków jest również żeń-szeń, uważany za korzeń życia. Bogatym źródłem witamin E i C oraz kwasu lanolinowego, który dostarcza mózgowi naturalnego tłuszczu i wspomaga komórki nerwowe, są orzechy. Ostrygi naprawdę działają jak afrodyzjak, ponieważ zawierają duże ilości cynku, odpowiadającego w naszym organizmie za kontrolowanie poziomu progesteronu, który z kolei ma wpływ na popęd płciowy. Zwyczajny seler – choć to jeszcze niepotwierdzone – może mieć wpływ na popęd seksualny, gdyż zawiera androsteron (związek wytwarzany przez samców, który ponoć bardzo silnie pobudza seksualnie samice).
Z kolei alkohol to jeden z najpopularniejszych, afrodyzjakalnych mitów. Owszem, trunek odpręża, przełamuje bariery i zahamowania, lecz przyjmowany w nadmiarze, zamiast pobudzać – usypia. Miast ożywczego krążenia krwi, spodziewać się możemy raczej niemocy seksualnej i intelektualnej. Podobnie jest w przypadku większości środków chemicznych, które ewentualnie mogą zadziałać jak efekt placebo (np. olejki zapachowe) lub wręcz zaszkodzić (preparaty farmaceutyczne stosowane bez opieki lekarza).
Co ciekawe, wiele produktów zyskało miano afrodyzjaków na długo przed naukowym odkryciem ich właściwości, gdyż… kojarzyły się kształtem z odpowiednimi organami (np. marchew i banany, ostrygi i orzechy włoskie). Cóż, jak widać byli i są ludzie, którym „wszystko kojarzy się z jednym”. Im z pewnością nie zaszkodzi nawet jajecznica z kopy jaj popijana czosnkową nalewką.
Afrodyzjaki – jak często stosujesz?
(sonda internetowa)
nigdy (526) 74,08%
rzadko (79) 11,13%
czasem (58) 8,17%
często (47) 6,62%
Głosowano łącznie 710 razy
Afrodyzjaki w historii
Pierwszy przepis na miksturę przedłużającą akt miłosny stworzono w Egipcie w 1700 r p.n.e. Hieroglificzny zapis zalecał regularne spożywanie suszonych liści tarniny i akacji zmieszanych z miodem. Legendarny uwodziciel Casanova zjadał na śniadanie 50 ostryg. Don Juan omlet z 10 jaj przyprawionych bazylią, lubczykiem i czosnkiem. W klasztorach Tybetu zakazany jest czosnek, który nazbyt pobudza świątobliwych mnichów. Rozwiązły Kaligula podobno oszalał i zmarł po wypiciu nalewki z lubczyka.
Kto kupuje?
Żaneta, sprzedawczyni w jednym z warszawskich sex shopów:
Wciąż najpopularniejsze są Hiszpańska mucha i różnego rodzaju krople, które można zmieszać z napojami. Kupują je głównie ludzie młodzi. Obawiam się, że po to, żeby komuś zrobić głupi dowcip. Ale wśród naszych klientów są również osoby, powiedzmy w średnim wieku, po których od razu widać, że mogą mieć jakieś problemy i widać, że wiedzą, czego szukają.
Lek na przeziębieni-NIE
Chyba każdy z nas zna te objawy doskonale: katar, ból gardła i kaszel – to przeziębienie, które dopada większość z nas co najmniej raz w roku. Jak się go pozbyć?
Zakres ochrony ubezpieczeniowej
Ubezpieczeniem OC objęta jest odpowiedzialność cywilna każdej osoby (każdego sprawcy), która – kierując pojazdem – wyrządziła szkodę… Federacja Konsumentów radzi.
Strona Hałata – Na walentynki
Jak łatwo się przekonać – nie tylko przy święcie zakochanych – w dobie cywilizacji obrazkowej o powodzeniu decyduje piękno ciała, a nie ducha. Stąd w tempie wykładniczym narasta w zamożnym świecie liczba zabiegów z zakresu chirurgii kosmetycznej.
Zakupy przyszłości – zakupy z Dorota Stalińską
Wielkie role w filmach „Bez miłości”, „Debiutantka”, „Krzyk”, „Miłość ci wszystko wybaczy”, „Historia niemoralna” i w wielu innych uczyniły z niej jedną z najpopularniejszych polskich aktorek. Dziś Dorota Stalińska, bo o niej mowa, opowiada o swoim niezwykłym sposobie na zakupy.

