0,00 zł

Brak produktów w koszyku.

Strona głównaArtykułyEklektyczna kobieta Zienia

Eklektyczna kobieta Zienia

Opublikowano:

spot_img

W nadchodzącym sezonie kobieta będzie eklektyczna. Futurystyczna i romantyczna w klasycznej konwencji, takiej, jaką projektant najbardziej preferuje. Za kreację z metką Macieja Zienia trzeba zapłacić od 4 tys. wzwyż, chyba że trafi się na wyprzedaż… Wtedy ceny spadają nawet do 1500 złotych.

Świat Konsumenta: Co światowe wybiegi proponują w nadchodzącym sezonie?
Maciej Zień: To będzie czas śmiesznie eklektyczny, ponieważ zaznaczają się bardzo mocno dwa trendy: Trend futurystyczny, oczywiście w nieco lżejszej formie do noszenia; styl „”Barbarelli””, „”I love lovers””, filmów lat 70., kiedy wszyscy byli pod wrażeniem nowych form futurystycznych, wręcz kosmicznych. Mnóstwo metalicznych materiałów, złotych i srebrnych. Połysk, metaliczno-kosmiczne powierzchnie. Drugi trend, new romantic, dla kobiet bardziej konserwatywnych, ceniących stroje kobiece. Pojawia się również motyw kwiatów – uwypuklonych, przestrzennych. Istotne jest to, że nie są one dwuwymiarowe.

ŚK: Jak propozycje światowych kreatorów zinterpretuje Maciej Zień?
MZ: Tak naprawdę interpretacji jest milion w tym sezonie i każdy projektant to na swój sposób sprzeda. Ja postaram się w swoich kolekcjach połączyć te dwa trendy. Mam nadzieję, że będzie to efekt futurystycznej i romantycznej kobiety.

ŚK: W jakim stopniu czerpiesz inspiracje od światowych kreatorów mody?
MZ: Znam światowe trendy i zawsze staram się je przetworzyć przez swój pryzmat. Patrzę na to, co się dzieje, czyli czerpię inspirację. Także z książek. Wszystko tak naprawdę jest napisane. Jeśli chodzi o produkcję tkanin, trendy są narzucone przez olbrzymie korporacje. Nie mogę sobie pozwolić na wyszukiwanie swojej tkaniny. To zbyt duża machina i zbyt duży biznes. Mówiąc brutalnie: jedna z gałęzi przemysłu.

ŚK: I twarda ekonomia.
MZ: I twarda ekonomia! Natomiast trendy muszę śledzić i kontrolować, bo to mój zawód. Pierwszym miejscem, gdzie się ich szuka, są targi tkanin Chanel Visione. Odbyły się w marcu na sezon wiosna-lato 2008/2009. Na pewno fajnie jest, że w tym wszystkim są artyści – ludzie, którzy tworzą. Fajne jest również to, że rzucony temat każdy interpretuje na swój własny sposób. Każdy próbuje w tym odnaleźć siebie. Uwielbiam podkreślać kobiecość, naturalność… Dlatego futuryzm i new romantic wymieszam na swój sposób.

ŚK: Jak wygląda u Ciebie proces twórczy – od koncepcji do gotowego modelu?
MZ: Trzeba przede wszystkim czerpać inspiracje. To podstawa. Podróże, wystawy, ciekawy film. Te sztuki się ze sobą łączą. Moda jest bardzo wyczulona na to, co się dzieje. Później wybieranie tkanin, szkicowanie, tworzenie pierwszych form. Inspiracje wieszam na swojej ścianie. Tak tworzę duszę kolekcji.

ŚK: Ile wkładu w twórczą pracę ma zespół?
MZ: Jeśli chodzi o twórczość, to tylko ,,ja””.

ŚK: Jak długo trwa stworzenie kolekcji?
MZ: Około pół roku. Samo uszycie dwa, trzy miesiące. Najtrudniejsze jest znalezienie klucza do kolekcji. Tak naprawdę, kiedy mam pokaz, zaczynam już myśleć o kolejnym, bo mam na to tylko pół roku. Właśnie przygotowywałem równocześnie dwie kolekcje – 21 marca kolekcję ślubną na imprezę Glamour’a i 3 kwietnia własną, autorską. Generalnie pracy jest dużo. Teraz robię kostiumy do spektaklu „”Dzikie żądze””.

ŚK: Jaką drogę przeszedłeś od pierwszego pokazu jako siedemnastolatek do dzisiaj?
MZ: Na pewno jest to dla mnie cudowny czas. Spełnienie marzeń. Wiem, że jestem szczęściarzem, bo mój zawód jest moją pasją. O tym, żeby zostać projektantem, marzyłem od małego. To nie było przypadkowe zrządzenie losu, że nagle znalazłem się w tym środowisku. Od dzieciństwa powstawały rysunki, zszywałem skrawki materiałów… Co ja mogę powiedzieć? Jest to fajna droga do spotykania i poznawania fantastycznych ludzi i z roku na rok staram się, żeby były one pełniejsze. Dążę do perfekcji. Próg postawiłem sobie bardzo wysoko, dlatego wciąż czuję niedosyt, że czas mi ucieka, a ja powinienem być dalej.

ŚK: Dalej, czyli gdzie?
MZ: Kolejnych etapów, które sobie wyznaczyłem, nie przeszedłem i cały czas gonię za czymś.

ŚK: Za czym?
MZ: Za perfekcją, której nigdy nie osiągnę!

ŚK: A jaki cel realnie chcesz osiągnąć?
MZ: Denerwuje mnie fakt, że jeszcze nie mam butiku w Paryżu. Jednak wszystkie moje kontakty i drogi zmierzają ku temu, żeby mieć swoje miejsce na jednej z ulic Paryża. Ale tak sobie myślę, czy gdybym już miał ten butik, byłbym w pełni zadowolony? Oczywiście, że nie! Zostaje jeszcze Londyn… Pojechałem teraz do Berlina i w jego wschodniej części zaczyna robić się tak fajnie… Ta atmosfera! Cała dzielnica artystów. Jest genialnie! Tak więc, moje cele to jedna wielka nieskończoność, jaką można sobie wyobrazić i wymarzyć.

ŚK: Preferujesz pret-á-porter czy haute couture?
MZ: Pret-á-porter jest kolejnym etapem w każdym domu mody. Nie ma domów, które chcą się zatrzymać na haute couture. Po to zdobywa się markę, pozycję na rynku, żeby później wejść z kolekcją pret-á-porter, chętnie kupowaną przez ludzi, których dotychczas nie było na nie stać. Niektóre domy biorą udział w dwóch pokazach mody. Chcąc używać haute couture na swoich metkach, należy spełnić wiele wymogów. Bardzo niewiele domów jest zakwalifikowanych do tego grona – Chanel, Christian Lacroix, Dior, Valentino, Givenchy, Armani, Martin Murgiela.

ŚK: Które z domów mody preferujesz?
MZ: Ze światowych bardzo cenię sobie filozofię i świat, który tworzy wokół siebie Hermes. Na pewno też to, co się stało z domem mody Yves Saint-Laurent. Został powołany nowy projektant Stefano Pilatti, który zmienił podejście tego domu, jego charakter. Podoba mi się jak ewoluuje.

ŚK: Polskie domy mody mają szansę wybić się w świecie?
MZ: Oczywiście, że tak! To zależy tylko od naszych chęci.

ŚK: Masz swoje typy?
MZ: Gosia Baczyńska, Dawid Woliński, Paprocki i Brzozowski, Agnieszka Maciejak. Bardzo ich cenię.

ŚK: A Maciej Zień?
MZ: Mam taki zamiar, żeby rozwijać się na rynki zachodnie, a czy to mi się uda, czas pokaże.

ŚK: Jaka jest droga projektanta do zaistnienia w świecie mody?
MZ: Moim zdaniem składają się na to dwie rzeczy, może trzy. Zacznijmy od talentu, bo trzeba go mieć. Wyczucie tematu. I pasja do tego, co się będzie robiło. Druga rzecz – pracowitość, bo to bardzo ciężki zawód. Jak każdy. Jeśli chce się coś zrobić, bez pracy nikt nigdy niczego nie osiągnie. I szczęście.

ŚK: A jakie konkretne kroki należy podjąć?

Czuję niedosyt, że czas mi ucieka, a ja powinienem być dalej. Cały czas gonię za perfekcją, której nigdy nie osiągnę!

MZ: Nie ma recepty. Gdyby taka była, wszyscy już dawno bylibyśmy w Paryżu i Londynie. Można to osiągnąć ciężką pracą. Wychodzę z założenia, że trzeba być dobrze przygotowanym do wejścia na rynek zagraniczny, który jest bardzo surowy… Byłem przez rok w sklepie House w Londynie i w momencie, kiedy dobrze sprzedawały się moje ubrania, poproszono mnie o kolejną dostawę. Z racji tego, że mam małe zaplecze produkcyjne, nie byłem w stanie zrealizować tego zamówienia. Fizycznie. Kontrakt musiał zostać zerwany. Nie wystarczy więc talent i to, że rzeczy się spodobają. Trzeba mieć jeszcze trochę zaplecza. To jest ta ciężka i niewdzięczna strona pracy projektanta.

ŚK: Ile jest w Tobie projektanta, a ile biznesmena?
MZ: Niestety, na biznesie musiałem się poznać sam, bo inaczej nie byłbym w stanie funkcjonować na rynku mody.

ŚK: Nie korzystasz ze sztabu doradców?
MZ: Wiem, że kiedyś przyjdzie taki dzień, kiedy będę musiał prowadzenie biznesu przekazać zaufanej osobie, a ja zajmę się wyłącznie stroną artystyczną. Na razie, póki firma jest dosyć mała, muszę ogarniać wszystko sam. Aczkolwiek spełnieniem każdego projektanta jest znalezienie osoby, która będzie myślała o biznesie, o tych cyferkach.

ŚK: Zostaje jeszcze strona marketingowa uprawiania tego zawodu. Jaki jest wpływ prasy na kreowanie trendów w biznesie modowym?
MZ: „”Vogue””, „”Officiel””… Po projektantach są styliści, którzy wybierają stroje, mówią, co jest modne. No właśnie… Nie wiem, czy czytelnikom powinno się sprzedawać informację o tym, jak jest naprawdę czy bajkę?

ŚK: Absolutnie o tym, jak jest naprawdę! Dlaczego bajkę?!
MZ: Bo bajka jest fajna: Projektanci i styliści tworzą trendy, a później wszyscy chcą je nosić. A prawda jest taka, że są to olbrzymie pieniądze, które idą za strojami podczas sesji zakupionych przez duże domy mody. I dlatego tworzą się wielkie konsorcja. Wielkie domy mody to potęgi. Wystarczy jeden podpis dyrektora PR-u, że nie dajemy reklam i nagle „”Vogue”” traci jednego ze swoich klientów.

ŚK: Czyli to nie prasa kreuje modę?
MZ: Prasa też kreuje, bo gdzieś między tym wszystkim przemyca się młodych, zdolnych projektantów, którzy nie mają jeszcze kasy, żeby ruszyć. Styliści, którzy mają wyczucie wyłapują takie osoby i pokazują. Jeśli chodzi o trendy, to jest to olbrzymi biznes. U nas dość słabo rozwija się rynek mody, ponieważ wiele osób, które mają cudowne pomysły, nie myśli o modzie biznesowo. To olbrzymi problem. Później jednak rola się odwraca. Kiedy projektant staje się większy od „”Vogue’a””, to „”Vogue”” staje się zależny od projektanta. Na początku projektant chce ubierać gwiazdy, a później, gdy ma się pozycję Diora czy Chanel, gwiazdy chcą mieć sukienkę od Diora i Chanel.

ŚK: Trudno sprostać kaprysom polskich gwiazd?

Kiedy byłem mały, lunatykowałem… Ponoć moja mama znajdowała mnie nad ranem, zwiniętego pod starą maszyną Łucznika. Tam zasypiałem, zupełnie nie wiem dlaczego…

MZ: Jeśli znam osobę, z którą współpracowałem, nie. Najtrudniejsze jest pierwsze spotkanie. Potem jest dużo łatwiej, bo troszeczkę śledzimy ich życie. Widuję ich na bankietach, wręczają nagrody, śpiewają, są wszędzie obecni, więc ich styl mam podany na talerzu. To nic nowego. Każda gwiazda ma już wyrobiony gust. Na pewno też trafiają do mnie osoby znające i lubiące styl, który preferuję. Na przykład Paprocki & Brzozowski ma absolutnie inną modę niż ja, geometryczną. Wiadomo, gdy klientka ma ochotę na dziwny ciuch, pójdzie do chłopaków, bo oni kombinują z formą i fajnie im to wychodzi. Ja jestem bardziej nastawiony na klasykę. Lepiej się w tym realizuję, czuję i zamierzam być temu wierny.

ŚK: Jaką sumą musi dysponować kobieta, która chce ubrać się u Macieja Zienia?
MZ: Gdy trafi na wyprzedaż, wystarczy jej 1500 zł. Sukienki, przynajmniej w sklepie, kosztują od 3 tys. do 9 tys. zł. Natomiast szycie na miarę od 4500 zł wzwyż.

ŚK: A gdzie Maciej Zień robi zakupy?
MZ: Głównie w Paryżu i Barcelonie.

ŚK: Na co najczęściej wydaje?
MZ: Na wnętrza. Uwielbiam kupować, coś zmieniać. Poza tym restauracje, teatry, kino, spa.

ŚK: W jakim stopniu cenione jest w Polsce profesjonalne krawiectwo?
MZ: Myślę, że w każdym kraju znajdzie się grupa ludzi, która będzie ceniła dobry produkt, aczkolwiek jest to garstka. Taka jest filozofia mojej firmy, że stroje są pojedynczymi egzemplarzami albo króciutkimi seriami. Dlatego są to rzeczy stosunkowo drogie, ale też na swój sposób oryginalne. Nie ma masowego podejścia do klienta. Staram się być w zgodzie z trendami i potrzebuję odbiorcy, który lubi bawić się modą.

ŚK: Jakie znaczenie ma dla Ciebie show towarzyszące pokazom?
MZ: Duże. Podchodzę do tego jak do swojego małego wesela. Zaproszonych jest około 1000 osób. To duże przedsięwzięcie, które wymaga olbrzymiego nakładu pracy, jeśli chodzi o organizację. To sprzedawanie całych emocji, nie tylko samych ubrań. To miejsce, gdzie spotykają się moi partnerzy. Muzyka, makijaż, fryzura, modelki i sam wybieg, miejsce, w którym pokaz się odbywa, tworzy tak naprawdę całość. Na pewno jest to fajne, bardzo twórcze. Realizujemy się przy tym maksymalnie!

ŚK: Jaki jest Twój wymarzony pokaz?
MZ: Każdy mój kolejny pokaz jest wymarzony. Nie mogę jeszcze zrealizować takiego, na którym będę miał wszystkie topowe modelki. To zbyt kosztowne. Myślę, że ta pierwsza dziesiątka nie jest pierwszą dziesiątką bez powodu… Począwszy od Giselle, Alec Weg, naszej Anji Rubik, Christensen, Evangelisty… Cała plejada gwiazd. To by było niesamowite, gdybym mógł je ubrać i zaprosić swoich gości!

ŚK: Słuchając Ciebie, jak z pasją opowiadasz o swoim zawodzie, można by stwierdzić, że kariera projektanta była przesądzona od wczesnego dzieciństwa…
MZ: Śmieszna historia, ale moja mama uważa, że było mi to przeznaczone. Kiedy byłem mały, lunatykowałem… I kiedy tak sobie lunatykowałem, ponoć moja mama znajdowała mnie nad ranem, zwiniętego pod starą maszyną Łucznika. Tam zasypiałem, zupełnie nie wiem dlaczego…

Najnowsze Artykuły

WIĘCEJ PODOBNYCH

Jaki ekspres kupić?

31 EKSPRESÓW DO KAWY W TEŚCIE: Ekspres automatyczny czy kapsułkowy? A może ręczny? Jaki...

Jaki odkurzacz jest dobry i tani?

65 ODKURZACZY W TEŚCIE: Czy droższy znaczy lepszy? Okazuje się, że w przypadku odkurzaczy...